Gdy podeszłam do stołu, teściowa dała mi klapsa: Gotowałam dla syna, a ty z dziećmi jedz, gdzie chcesz!
Katarzyna zapięła kurtkę młodszej córce i sprawdziła, czy starszy syn ma mocno zawiązane sznurówki. Za oknem samochodu migały nagie drzewa, niebo zasnuły szare chmury, a droga wiodła coraz dalej od miasta. Jakub siedział za kierownicą i pogwizdywał jakąś melodię, wystukując palcami rytm muzyki płynącej z radia.
Mamo, a babcia ma huśtawkę? zapytał Bartek, siedmioletni syn, wiercąc się na tylnym siedzeniu.
Nie wiem, kochanie odpowiedziała Katarzyna. Pewnie tak. Babcia ma duży ogród.
A będziemy mogli się pobawić? odezwała się Zosia, młodsza. Dziewczynka miała cztery lata i podróż ją zmęczyła.
Oczywiście uspokoiła ją Katarzyna. Najpierw tylko przywitamy się z babcią i zjemy obiad.
Jakub spojrzał na żonę w lusterku wstecznym.
Kasia, nie martw się tak powiedział mąż. Mama się zmieniła. Mówiła, że tęskni za wnukami. Będzie się cieszyć, że was widzi.
Katarzyna skinęła głową, ale nic nie odpowiedziała. Słowa męża brzmiały pewnie, ale w środku wszystko się ściskało z niepokoju. Helena Piotrowna nigdy nie była ciepłą, miękką kobietą. Teściowa trzymała się z dystansem, rzucała uszczypliwe uwagi, a każde spotkanie z matką męża było dla Katarzyny prawdziwą próbą.
Ostatni raz, gdy cała rodzina odwiedziła Helenę Piotrowną, był dwa lata temu. Wtedy teściowa cały wieczór krytykowała, jak Katarzyna ubiera dzieci, jak gotuje, jak się zachowuje. Jakub milczał, a Katarzyna zaciskała zęby i znosiła to w milczeniu. Od tamtej pory spotykali się rzadko, głównie w neutralnych miejscach w kawiarniach, parkach. Ale teraz Jakub nalegał na tę wizytę.
Mama sama mieszka, tęskni mówił mąż. Dzieci podrosły, trzeba częściej bywać. A dom ma ładny, przestronny. Odpoczniemy na świeżym powietrzu.
Katarzyna nie protestowała. Może Helena Piotrowna naprawdę się zmieniła. Może z wiekiem zmiękła. Ludzie potrafią się zmieniać.
Samochód skręcił z głównej drogi na polną, przejechał obok kilku działek i zatrzymał się przy wysokim płocie. Za nim stał dwupiętrowy dom z dużymi oknami i dachem pokrytym ciemną dachówką. W ogrodzie rosły jabłonie, które już straciły liście, i stała stara altanka.
Jakub zgasił silnik, wysiadł i otworzył furtkę. Katarzyna pomogła dzieciom wysiąść, wzięła Zosię za rękę i ruszyła w stronę domu. Bartek biegł przodem, ciągnąc za sobą plecak z zabawkami.
Drzwi domu otworzyły się i na progu stanęła Helena Piotrowna. Teściowa była wysoką, szczupłą kobietą z krótkimi siwymi włosami i ostrymi rysami twarzy. Na ustach igrał uśmiech, ale oczy pozostawały zimne.
No to przyjechaliście powiedziała Helena Piotrowna zamiast powitania. Mam nadzieję, że nie na długo? U mnie jest czysto, nie brudźcie.
Katarzyna zastygła w progu, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Jakub objął matkę za ramiona.
Mamo, przyjechaliśmy na weekend powiedział mąż. Chcieliśmy z tobą pobyć, wnuki stęskniły się.
Helena Piotrowna spojrzała na dzieci z góry na dół.
Stęskniły się, mówisz? przeciągnęła teściowa. No to wchodźcie, skoro już jesteście. Tylko buty zostawiajcie przy drzwiach. I od razu umyjcie ręce.
Katarzyna pomogła dzieciom zdjąć kurtki i buty, ustawiła obuwie starannie przy drzwiach. Bartek i Zosia tulili się do matki, onieśmieleni nowym otoczeniem.
W domu pachniało jedzeniem czymś sytym, z cebulą i mięsem. Zapach był przyjemny, i Katarzyna poczuła, że jest głodna. Śniadanie jedli dawno temu, w podróży tylko przekąsili ciasteczka.
Helena Piotrowna przeszła do kuchni, nie oglądając się za siebie. Jakub wziął walizki i zaniósł je na górę. Katarzyna została z dziećmi w przedpokoju, niepewna, co robić dalej.
Mamo, chce mi się pić szepnęła Zosia.
Zaraz, kochanie obiecała Katarzyna.
Poszła do kuchni. Wszystko było tam czyste, schodowane, niemal sterylnie. Garnki na kuchence lśniły, blaty błyszczały, nie było ani jednej zbędnej rzeczy. Helena Piotrowna stała przy kuchence i mieszała coś w garnku.
Heleno Piotrown



