Gdy Anna powiedziała ukochanemu, że spodziewa się dziecka, wszystko dostrzegła na twarzy Pawła – od razu było widać, że nie planował potomstwa i raczej nie miał zamiaru tak szybko się żenić…

Gdy Zofia wyznała swojemu ukochanemu, że spodziewa się dziecka, wszystko zobaczyła na twarzy Pawła. Było jasne, że się tego nie spodziewał i raczej nie chciał żenić się tak wcześnie

Zofia zakochała się, zanim jeszcze skończyła osiemnaście lat. Paweł, chłopak z ich wsi, podobał się jej od dawna, a całą wiosnę spędzili razem spacerowali po łąkach wzdłuż Wisły, siadali przy brzegu rzeki i patrzyli na zachodzące słońce.

Zofia miała iść do technikum w Krakowie. Jednak pewnego dnia zrozumiała, że jest w ciąży. Nie wiedziała, co robić.

Co powie mama, siostra, ludzie we wsi? martwiła się.

Była zagubiona…

Podjęła zdecydowaną decyzję nie urodzi tego dziecka. Ze łzami w oczach wszystko opowiedziała matce, a potem pojechała do miasta. Matka nie próbowała jej zatrzymać

Siostra Zofii, również wychowywana bez ojca, dorastała w niepełnej rodzinie. Matka z trudem wiązała koniec z końcem, a starsza córka przysporzyła teraz kolejnych zmartwień

W Krakowie wszystko przebiegło bez problemu. Po tym wydarzeniu Zofia zerwała wszelki kontakt z Pawłem. On zresztą nie nalegał.

W duszy dziewczyny zagościł smutek, a raczej pustka. Nie mogła się uczyć nie liczyła już na pomoc matki, która wciąż była na nią zła.

Musiała szukać pracy i mieszkania w mieście, żeby za coś żyć. Do wsi nie chciała wracać: ludzie ciągle o niej szeptali.

Pewnie sam los pchnął ją pod uliczny słup z ogłoszeniami o pracy. Zobaczyła świeżą kartkę, równo napisaną ręką: poszukiwana była niania dla trzyletniego chłopca, z możliwością zamieszkania u rodziny. Idealnie!

Zofię przyjęła rodzina nauczycieli akademickich. Mały Romek, spóźnione i jedyne dziecko w rodzinie, tak polubił dziewczynę, że tęsknił za nią, ilekroć jechała na wieś odwiedzić matkę i siostrę.

Mijały lata, Zofia zadomowiła się w krakowskiej rodzinie. Pan Janek i pani Irena razem pracowali na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z czasem Zofia przejęła większość domowych obowiązków: prała, prasowała, sprzątała, pomagała Romkowi z lekcjami, robiła zakupy i świetnie gotowała.

Gdy Romek podrósł i niania nie była już potrzebna, Zofię zatrzymano do pomocy przy gospodarstwie domowym.

Jej pensja nie była wysoka, ale mieszkanie i wyżywienie miała zapewnione, a to jej w zupełności wystarczało. U małżeństwa znalazła spokój, schronienie i dobre słowo.

Jedno zasmucało Zofię. Kilka miesięcy wcześniej poznała Igora z sąsiedniego bloku. Ich krótkie spotkania pod latarniami na krakowskim Kazimierzu szybko przerodziły się w coś więcej.

Młodzi zbliżyli się do siebie. Byli razem prawie trzy lata, ale Zofia nie mogła mieć dzieci

Nie ukrywała swojej tajemnicy przed Igorem. Zostawił ją. Znowu poczuła gorycz, znowu została sama.

Jej jedynym domem była praca przy Irenie i Janku. Opiekowała się nimi jak własną rodziną.

Stanowiła już w zasadzie ich część. Po drugiej, nieudanej miłości jej serce wreszcie uległo wyciszeniu. Straciła nadzieję, że kiedyś wyjdzie za mąż.

Przeszło jeszcze parę spokojnych lat. Romek skończył studia, świetnie znał angielski. Dostał dobrą pracę za granicą.

Tymczasem zachorowała pani Irena. Zofia czuwała przy niej, opiekowała się nią przez długie miesiące, podczas gdy pan Janek ciężko pracował, żeby utrzymać dom i pomagać Romkowi.

Nie trwało to jednak długo. W ostatnich chwilach Irena szeptem mówiła do Zofii:

Nie zostawiaj Janka, Zosiu, nie zostawiaj go

Po śmierci Ireny w domu zapanował smutek. Pan Janek spędzał wieczory w ciszy, wpatrzony w talerz. Zofia czuła się teraz obco, zupełnie sama. Musiała coś zmienić szukać nowej pracy, choć nie miała zawodu, albo wracać na wieś, ale i tam o zatrudnienie było ciężko

Pewnego wieczoru, po kolacji, zebrała się na odwagę. Stanęła przed Jankiem i cicho oznajmiła:

Będę się zwalniać, panie Janku. Już nie jestem wam potrzebna. Czas na mnie. Dziękuję za wszystko.

Janek jakby ocknął się z letargu. Podniósł głowę i spojrzał na Zofię z niedowierzaniem.

Co?… Jak to?… Czemu?… Wszyscy chcą mnie zostawić? Tak po prostu? Sam mam zostać?

Zofia westchnęła. Janek wstał i podszedł do niej, ujął jej dłoń i po raz pierwszy w życiu pocałował.

Zosiu, przecież ty nie jesteś u nas tylko pomocą. Ty jesteś rodziną. Nie zostawię cię nigdy, rozumiesz?

Zofia skinęła głową, uroniona łza spłynęła jej po policzku.

I wiesz, Irena zawsze powtarzała, żebyś została z nami mówił dalej Janek. Przyzwyczailiśmy się do siebie przez te wszystkie lata. Zostań, Zosiu. Nie zostawiaj mnie. Niech wszystko będzie jak dawniej, dobrze? Ty zaopiekuj się mną, ja tobą.

Milczeli, płacząc wtuleni w siebie przy kuchennym oknie. Po tym zrobiło się im lżej.

Nastały spokojne dni. Zofia czekała wieczorami na Janka z pracy, sprzątała mieszkanie. Czasem dzwonił Romek, obiecując odwiedziny

Mijał rok, drugi. W przeddzień urodzin Zofii, Janek szczerze wyznał jej, jak wiele dla niego znaczy, i że chciałby się z nią ożenić.

Może nie jesteśmy małżeństwem jak wszyscy, ale chcę o ciebie zadbać. Jesteś młodsza. I też potrzebuję wsparcia na stare lata mówił poważnie.

Zofia była wdzięczna za tę propozycję, ale postanowiła, że bez zgody Romka nic nie zdecyduje. Gdy syn wrócił na chwilę do Polski, ojciec ponownie rozpoczął rozmowę.

Romek się zgodził, kochał Zofię niemal jak matkę. On miał już dobrą pracę i mieszkanie za granicą, był żonaty.

Tak Zofia została żoną Janka. Kochali się, wzajemnie szanowali, bardziej niż niejeden inny związek.

Mówiła do niego z szacunkiem pani Janku, a on nazywał ją zawsze czule Zosiu. Nigdy nie była tak szczęśliwa.

Codziennie modliła się o zdrowie męża, błagając o jeszcze wspólne lata.

Nikt by się nie domyślił, widząc ich razem na spacerze w krakowskim parku, jak bardzo są sobie bliscy i jak mocne, czyste uczucia ich połączyły.

Rate article
Fajna Tajna
Gdy Anna powiedziała ukochanemu, że spodziewa się dziecka, wszystko dostrzegła na twarzy Pawła – od razu było widać, że nie planował potomstwa i raczej nie miał zamiaru tak szybko się żenić…