Gosia była kochanką. Nie udało jej się wyjść za mąż; przez trzydzieści lat żyła w przyjaźniach i dopiero po trzydziestce postanowiła szukać prawdziwego partnera. Nie wiedziała, że Paweł, którego poznała, jest już żonaty, a gdy sam wyznał to prawdę, nie ukrywał jej, widząc, że dziewczyna przywiązała się do niego i zakochała.
Gosia nie wymierzyła Pawłowi żadnych pretensji. Przeciwnie karciła samą siebie za tę słabość i za to, że nie znalazła męża w porę, a czas nieubłaganie uciekał. Choć nie była piękna, miała przyjemny wygląd, lekko zaokrąglone kształty, które nadawały jej dojrzałości.
Związek z Pawłem nie prowadził donikąd. Gosia nie chciała dalej żyć jako kochanka, ale jednocześnie nie potrafiła zerwać z Pawłem, bo bała się samotności.
Pewnego dnia do jej mieszkania w Warszawie wpadł kuzyn Sergiusz. Przyjechał służbowo do Krakowa i zatrzymał się u niej na kilka godzin, bo dawno się nie widzieli. Przez kuchnię jedli obiad, rozmawiali jak kiedyś o wszystkim, a Gosia opowiedziała mu o swoim życiu i wypłakała się trochę.
W tym momencie do drzwi zapukała sąsiadka, prosząc o krótką pomoc przy zakupach. Gosia wyszła na dwadzieścia minut. Gdy drzwi otworzył Sergiusz, zamiast powitać jego siostrę zobaczył Pawła stojącego na progu, trzymającego kanapkę z szynką.
Gdzie jest Gosia? spytał Paweł niepewnie.
W łazience odgadł Sergiusz.
Przepraszam, kim pan jest? dopytywał Paweł.
Jestem jej mężem przy okazyjnym związku. Co pan tu wyprawia? wciągnął się Sergiusz, łapiąc Pawła za koszulę. Niech pan się od razu wynurzy, bo znów cię zobaczę, to zrzucę ci z balkonu!
Paweł uwolnił się i pobiegł w dół. Wkrótce wróciła Gosia. Sergiusz opowiedział jej o nieproszonym gościu.
Co ty zrobiłeś? Kto cię zaprosił? płakała Gosia. On już nie wróci.
Gosia usiadła na kanapie i schowała twarz w dłonie.
Nie wróci, i to dobrze. Dość już tej rozpaczy. Mam dla ciebie propozycję powiedział Sergiusz. W naszej wsi pod Mazurami jest wdowiec, Aleksander. Kobiety po śmierci żony go omijają, a on sam szuka kogoś, kto da mu odrobinę ciepła. Gdy wrócę z kolejnej delegacji, zabiorę cię tam; przygotuj się.
Gosia nie uwierzyła.
Nie mogę. Nie znam go. To wstyd. Nie chce się w to wpakować.
Wstyd przy nieznajomym, a nie przy wolnym mężczyźnie. Nie ma co się wstydzić. Niech to będzie nasz plan na moje urodziny, co ty na to?
Po kilku dniach Gosia i Sergiusz pojechali do małej wsi Podlesie. Żona Sergiusza, Łucja, rozłożyła stół w ogródku przy saunie. Przyjechali sąsiedzi, przyjaciele i wdowiec Aleksander. Gosia poznała go po raz pierwszy wydawał się cichy i skromny.
Po spotkaniu Gosia wróciła do Warszawy i pomyślała, że Aleksander był naprawdę nieśmiały, chyba troszczy się o pamięć po żonie. Pełen serca człowiek, rozważyła.
Tydzień później, w sobotę, ktoś zapukał w jej drzwi. Nie spodziewała się nikogo. Przed nią stał Aleksander z torbą pełną zakupów.
Przepraszam, Gosiu, jechałem do miasta po zakupy i pomyślałem, że zejdę na chwilę. Teraz, kiedy już się znamy, chciałem wpaść i przywitać się powiedział nieśmiało.
Gosia wpuściła go do środka, zaprosiła na herbatę i poczuła, że wizyta nie jest przypadkowa.
Wszystko kupiliście? zapytała.
Tak, w samochodzie. Proszę, to dla ciebie wyciągnął mały bukiet tulipanów i podał jej.
Gosia wzięła kwiaty, a oczy jej zabłysły. Usiedli przy kuchennym stole, rozmawiając o pogodzie i cenach na targu. Gdy herbata skończyła się, Aleksander podziękował i miał już iść. W przedpokoju zaplątując się w płaszcz i buty, nagle odwrócił się do Gosi:
Gdybym teraz odszedł, nie wybaczyłbym sobie. Cały tydzień myślałem tylko o tobie. To prawda, przyznałem się Sergiuszowi, że znam twój adres
Gosia zamalowała się i spojrzała w dół.
Znamy się dopiero od kilku chwil odpowiedziała.
To nic, nic. Czy nie jestem dla ciebie niepożądany? Mogę mówić ty? zapytał. Nie jestem ideałem, a moja córka ma osiem lat, mieszka u babci.
Gosia, rozpromieniona, odparła:
Córka to piękne szczęście. Zawsze marzyłam o dziecku.
Aleksander uśmiechnął się, wziął Gosję za ręce i, przyciągając ją bliżej, pocałował. Po pocałunku spojrzał w jej oczy, w których lśniły łzy.
Czy jestem dla ciebie nieprzyjemny? zapytał.
Nie, wręcz przeciwnie. Nie spodziewałam się tego Czuję się bezpiecznie i spokojnie. Nie kradnę nikomu tego, co nie moje.
Od tej chwili spotykali się co weekend. Po dwóch miesiącach pobrali się i zamieszkali w Podlesiu. Gosia podjęła pracę w przedszkolu, a rok później urodziła córkę. Dwie dziewczynki rosły w ich domu, otoczone miłością i równym udziałem uwagi. Aleksander i Gosia starzeją się razem, a ich uczucie dojrzewa niczym doskonałe wino.
Sergiusz przy każdej rodzinnej uroczystości mrugał:
No i co, Gosiu, pod jakim mężem cię przyrządziłem? Coraz piękniejsza i piękniejsza. Nie dam ci złego wyboru posłuchaj brata!
Choć los podsuwał trudne decyzje, Gosia nauczyła się, że czasem najgorsze rozdroża prowadzą do najpiękniejszych ścieżek, a prawdziwe szczęście rodzi się z odważnego wyboru serca.



