*Sierść na talerzu: jak kłótnia o kota zniszczyła miłość*
– Krzysiek, proszę cię ostatni raz! Zmień temat! Obiecałeś, że nie będziesz już źle mówił o moim synu! – Kasia próbowała zachować spokój, ale głos jej drżał.
– Nie mówię źle, tylko prawdę! – burknął Krzysiek. – Wisi na twojej szyi, a ty się tylko rozczulasz. Nie widzisz, że wychowujesz lenia?
– Powtarzam: koniec tematu! – Kasia już niemal krzyczała. – Mój syn jest studentem. Dopóki się uczy, będę go utrzymywać. Twoja zgoda nie jest mi potrzebna!
– Czyli moje zdanie się nie liczy? – oburzył się Krzysiek. – Chcesz słuchać tylko komplementów? Nie, kochanie, musisz się ze mną liczyć!
– Nie muszę! – odcięła Kasia. – Jeśli nie zamkniesz się teraz, wyjdę. Znowu! Dwa tygodnie temu przysięgałeś, że więcej tego nie poruszymy. Zapomniałeś?
– Pamiętam! – warknął. – Ale jak mam milczeć, kiedy on się tak zachowuje? Dla niego ostatnią koszulę sprzedasz, a on nawet tego nie docenia!
– Kto ci powiedział, że nie docenia? – Kasia trzęsła się ze złości. – Tomek mnie kocha i dziękuje za wszystko. Zamknij się, mówię! Koniec dyskusji!
Odwróciła się i wyszła do kuchni, żeby trochę ochłonąć. Ale Krzysiek, płonąc świętym oburzeniem, podążył za nią.
– Kasia, nawet mnie wysłuchać nie chcesz? – jego głos brzmiał niemal błagalnie. – Zasłużyłem chociaż na to!
– Najpierw dziecko urodź, wychowaj, a potem się wymądrzaj! – odparła. – Twoje słowa to tylko puste gadanie zazdrośnika!
Krzysiek miał córkę z pierwszego małżeństwa, ale nie widział jej od ośmiu lat – jej mama wyjechała do innego miasta, gdy dziewczynka miała dwa lata.
– Zazdrośnika? – Krzysiek aż oniemiał. – Myślisz, że zazdroszczę twojemu gagatkowi? Jaki absurd!
– Jasne, że zazdrościsz! – rzuciła Kasia. – Ma ledwie dwadzieścia lat, a ma wszystko, czego tobie brakuje!
– Co, mamusia wynajmuje mu mieszkanie i codziennie przelewa pieniądze? Temu mam zazdrościć? – spytał zjadliwie.
– Widocznie tak! – odcięła się. – Inaczej po co byś się tak unosił?
– Chcę tylko powiedzieć, że go rozpieszczasz! – nie ustępował.
– Chcę i rozpieszczam! To mój jedyny syn i stać mnie na to! – zawołała Kasia.
– Oczywiście, jesteś przecież milionerką! – ironizował Krzysiek.
Sprzeczka zaczęła się zupełnie inaczej. Kasia sama nie wiedziała, kiedy znowu wrócili do tematu Tomka. Wszystko było tak spokojne: siedzieli przed telewizorem, oglądając reklamy. Akurat leciała reklama fotela masującego. Krzysiek wpadł na pomysł, żeby taki kupić, nawet znalazł model w dobrej cenie.
Kasia nie protestowała, ale przypomniała:
– Nie teraz, trochę później. Prosiłam, żeby na razie unikać większych wydatków, dopóki nie dostanę wypłaty. Może będę musiała od ciebie pożyczyć.
Nigdy nie prosiła Krzysztofa o pieniądze. Z wypłatą spóźniali się rzadko, ale akurat teraz tak się stało. Kasia pracowała zdalnie, z domu wychodziła tylko po zakupy. Całe dni spędzała przy laptopie, coś pisała, sprawdzała, ale płacili jej dobrze – półtora raza więcej niż Krzysiekowi. Nie kokosy, ale na czynsz, jedzenie i pomoc synowi starczało.
– Kasia, nie myślisz, że jeśli brakuje pieniędzy, to ktoś mógłby znaleźć dodatkową pracę? – z przekąsem spytał Krzysiek.
– Chodzi ci o Tomka? – zmarszczyła brwi. – Mówiłam już: jestem przeciw. Posłałam go na studia, nie do krzyczenia “Wolna kasa”!
– To facet! Powinien rozumieć, że pieniądze nie biorą się z powietrza! – oburzył się.
– On i bez ciebie to wie! – odcięła się.
– Nic nie wie, dopóki mu wszystko podsuwasz na tacy! – nie dawał za wygraną.
– To nie twoja sprawa! Dość! Mnie to już męczy! – krzyknęła Kasia.
Kłótnia trwała jeszcze dobre pół godziny, aż w końcu ucichła. Kasia, próbując rozładować atmosferę, poszła do kuchni, zrobiła herbatę i kanapki.
– Poczestuj się – powiedziała, podsuwając talerz.
Krzysiek skrzywił się i odsunął go.
– Nie chce mi się… – zaczął, gdy nagle coś zauważył. – Patrz! Sierść na talerzu! Ten twój kot mnie wkurza! Dlaczego tu tyle sierści? W ogóle nie sprzątasz?
– Sprzątam dwa razy w tygodniu! Częściej nie nadążam! – odparła, czując, jak złość znów się w niej gotuje.
– Przecież siedzisz w domu! Tak trudno złapać za mopa? – rzucił.
– Nie “siedzę”! Pracuję i zarabiam więcej niż ty! – wybuchnęła.
Krzysiek zbladł. Myśl, że jego kobieta zarabia lepiej, już go irytowała, a jej pogardliwy ton dolał oliwy do ognia.
– Czyli teraz już nie jestem facetem? – syknął.
– Nie mówiłam tego! – odcięła. – Ty mnie doprowadzasz! Też chciałabym żyć w sterylnej czystości, gdyby ktoś za mnie sprzątał! Sprzątanie to nie tylko kobieta robota!
– A ja powiedziałem, że tylko kobieta? – warknął.
– Nie powiedziałeś, ale ile razy ty tu sprzątałeś, odkąd razem mieszkamy? Zero! A to już pół roku! – przypomniała.
Krzysiek zamyślił się, próbując przypomnieć sobie choć jeden raz. Kasia miała rację – wszystko zrzucił na nią, ale nie zamierzał się przyznać.
– Ojej, jacy delikatni! Zamieść podłogę to już heroizm! – zaśmiał się ironicznie. – A przy okazji, ja tu nie śmiecę!
– Ja też nie! – odcięła. – Ale ty chcesz, żebym latała ze ścierką, myła okna dwa razy w tygodniu, a podłogi – dwa razy dziennie! Od razu mówiłam, że tak nie będzie!
Gdy Krzysiek zaproponował wspólne mieszkanie, Kasia uprzedziła: sprzątanie dwa razy w tygodniu, według grafiku. Reszta – nie jej zmartwienie.
– Nie wiedziałem, że twój kot będzie nasypywał sierści wszędzie! – ciągnął.
– On nic nie “nasypuje”! Szukasz jej pod lupą? – oburzyKasia westchnęła, patrząc na Mruczka wyglądającego spod kanapy, i pomyślała, że czasem wystarczy jeden uparty włos na talerzu, by zrozumieć, że miłość nie przetrwa tam, gdzie nie ma wzajemnego szacunku.



