Futro

— No, to ja już idę… Kasia.

— Idź.

— Wychodzę, Kasia, słyszysz?

— Idź, Sławek, idź.

Dopiero gdy drzwi zatrzasnęły się za Sławkiem, Katarzyna dała upust łzom. Siedziała w starym fotelu, który dostała jeszcze od babci, podkurczywszy nogi, i płakała. Cicho, jak w dzieciństwie, gdy bała się, że ktoś usłyszy. Płakała, aż zaczęła łkać, zupełnie jak mała dziewczynka.

Jak żyć dalej? Bez Sławka? Bez człowieka, z którym dzieliła te wszystkie lata?

Kasia wstała, żeby przygotować kolację, ale zatrzymała się. Po co? Sławka przecież nie ma. Jaki sens? Runęła z powrotem w fotel, a łzy znów popłynęły strumieniem.

Ale wtedy przypomniała sobie o dzieciach. Wkrótce wróci córka Magda, studentka, głodna po wykładach. Później przyjdzie syn Tomek, spóźni się przez trening. One przecież są głodne, trzeba je nakarmić. Kasia zmusiła się do wstania, otarła łzy i poszła do kuchni.

Wspominając lata ze Sławkiem, znów wybuchnęła płaczem. Jak? Jak żyć bez niego?

Wieczorem dzieci, jak zwykle, wpadły do domu z hałasem, przepychając się i żartując ze sobą. Ale szybko zauważyły nieobecność ojca.

— Mamo, a gdzie tata? W delegacji? — zapytała Magda.

— No właśnie, gdzie on jest? — podchwycił Tomek.

Kasia nie wytrzymała. Łzy znów popłynęły, osunęła się na krzesło i rozpłakała na głos.

— Mamo, co się stało? On w szpitalu? — zaniepokoiła się Magda.

— Nie… on odszedł… — wykrztusiła Kasia. — Na zawsze… do innej kobiety.

— Co? — krzyknęli chórem dzieci. — Mamo, to żart?

Ale to nie był żart.

Tomkowi zadrżała warga. Choć był sportowcem, w swoje dwanaście lat wciąż pozostawał dzieckiem. Bezradnie patrzył to na matkę, to na siostrę, gotowy wybuchnąć płaczem.

— Dobra — Magda stanowczo przetarła czoło. — Tomek, idź do łazienki, umyj się i rób lekcje. Mamo, dość tego rozklejania. Trzeba pomyśleć, co robić.

Magda była zorganizowana, szybka, zdecydowana. Tomek, bez sprzeciwu, posłuchał.

Później Magda weszła do pokoju brata.

— Płaczesz?

Tomek pokręcił głową, nie podnosząc wzroku.

Magda przytuliła go, pogładziła po włosach.

— Damy radę, Tomku. Słyszysz? My jesteśmy rodziną, a on tam sam. Jemu jest gorzej.

— Mam mu współczuć? — wykrzyknął Tomek przez łzy.

— Współczuć? Ciekawy pomysł. My będziemy szczęśliwi, najszczęśliwsi. A on jeszcze zrozumie, jaki błąd popełnił.

Uspokoiwszy brata i matkę, Magda poszła do łazienki i tam wreszcie dała upust łzom. Jak? Jak ich tata, najlepszy ojciec pod słońcem, mógł tak postąpić? Nie był przecież żadnym przystojniakiem, zwykły facet z brzuchem, którego mama utuczyła swoimi pierogami. Poczucie humoru — przeciętne, tylko mama śmiała się z jego żartów. Jeździł starym samochodem, który sam naprawiał. Pracował jako kierownik małego działu w fabryce, zarabiał skromnie.

Ale w ich rodzinie zawsze było dobrze. Magda chwaliła się koleżankom, że jej ojciec to jedyny, który dochował wierności żonie. A okazało się, że nie…

Łzy płynęły, Magda zmywała je zimną wodą.

Życie toczyło się dalej, spokojnie, ale już bez ojca. Słowo „tata” zniknęło z ich słownika. Teraz mówili „on” lub „ojciec”, i to coraz rzadziej.

Pewnego dnia Magda usłyszała za sobą:

— Magda, Magda, zaczekaj!

Odwróciła się. Biegł za nią ojciec — niezdarny, w ciasnym garniturze, z krawatem, który zdawał się go dławić.

Magda odwróciła się i przyspieszyła kroku.

— Córeczko, poczekaj! — błagał.

— Czego chcesz? — rzuciła lodowato.

— Masz, pieniądze… weź — Sławek wyciągnął plik banknotów. — Jest sporo. Przyjdź do nas, Magda. Irena, ona jest dobra, handluje futrami. Wybierzemy ci futro. I mamie na urodziny też, norkę! Irena mi na wszystko pozwala. Wkrótce znów lecimy do Grecji, po futra…

— Idź se… w cholerę — odcięła Magda.

— Po co w cholerę, córeczko?

— Po futra. Na inne trzy litery nie mogę — wychowanie nie pozwala… tato.

Sławek zastygł, jakby oblał go lodowaty prysznic. Przecież wiedział, że w domu brakuje pieniędzy. Żyli skromnie, a on jeszcze… wdał się z Ireną.

Wszystko zaczęło się od kolegi z pracy, Grześka. To on zaprosił Sławka do znajomej, a tam była Irena. Na początku mu się nie podobała — za bardzo krzykliwa, wulgarna, duża jak niedźwiedzica. Patrzyła na niego, jakby chciała go połknąć. Sławek posiedział chwilę i wrócił do domu.

Tamtego wieczoru pierwszy raz okłamał Kasię, powiedział, że został w pracy. Serce waliło, wstyd dławił. Kasia myślała, że zachorował, a on po prostu miał taki wstyd, że aż gorączkę dostał.

Później Grześ znów go namówił: „Na pół godzinki!” I znowu Irena.

— No co ty, Sławek? Ona futra z Grecji wozi, ma dwa stoiska na targu! Futro Kasi kupi, co tylko zechcesz!

— A po co mi to? Mam Kasię.

— No weź się ogarnij! Nudno ci samemu. Co ci szkodzi? Norkę dla Kasi chcesz?

— Chcę…

I poszedł. A potem jeszcze i jeszcze. Wszystko przez to przeklęte futro. Sam nie wiedział, jak skończył w łóżku z Ireną. Płakał, wracając do domu, tak bardzo było mu wstyd przed Kasią. A potem ona się dowiedziała… i nie wybaczyła. Kazała mu wyjść.

Irena była wniebowzięta.

Wieczorem Magda była mroczniejsza niż burzowa chmura.

— Magda, on do ciebie przychodził? — zapytał Tomek, niepewnie.

— A do ciebie?

Brat skinął głową.

— Powiedziałem, żeby się do mnie nie zbliżał. Nienawidzę go, zdrajca.

Magda przytaknęła.

Sławek tęsknił.

— OChociaż minęło już sporo czasu, wciąż miał nadzieję, że któregoś dnia staną przed sobą i w końcu wszystko będzie dobrze.

Rate article
Fajna Tajna
Futro