Dziesięć lat zmarnowanych

— Co ty pleciesz, Weronika?! — krzyknęła Kinga, chwytając ze stołu filiżankę z zimną kawą. — Dziesięć lat! Dziesięć lat się przyjaźniłyśmy, a ty…

— A co ja? — przerwała jej Weronika, zrywając się z kanapy. — Musiałam ci składać raporty z każdego kroku? Sama mówiłaś, że Krzysztof cię już nie interesuje!

— Mówiłam! Ale nie po to, żebyś rzucała się na niego od razu! — Kinga postawiła filiżankę tak gwałtownie, że kawa rozlała się po spodku. — Boże, jak ja teraz mogę na was patrzeć?!

Kinga opadła z powrotem na kanapę, ściskając w dłoniach swoje ciemne włosy. Wiedziała, że ta rozmowa wcześniej czy później musi się odbyć, ale nie była gotowa na taki huragan emocji.

— Kinga, posłuchaj mnie… — zaczęła ciszej. — Jesteśmy dorosłe. Rozwiodłaś się z Krzysztofem rok temu. Rok! Przez cały ten czas powtarzałaś, że jesteś wolna, że nigdy już z nim nie wrócisz…

— Tak, mówiłam! I co z tego? — Kinga miotała się po kuchni, otwierając i zamykając szafki. — To nie znaczy, że chcę widzieć go z moją najlepszą przyjaciółką!

— Byłą najlepszą, jak widać — gorzko uśmiechnęła się Weronika.

Poznały się na pierwszym roku ekonomii na Uniwersytecie Warszawskim. Kinga była wtedy rozkrzyczaną, żywiołową dziewczyną z rudymi lokami, a Weronika – spokojną prymuską w okularach. Wydawało się, że nie mają ze sobą nic wspólnego, a jednak od razu się związały.

— Werka, umiesz się malować? — zapytała Kinga po pierwszym wykładzie, przyglądając się nowo poznanej koleżance.

— Nie, a po co? — zdziwiła się tamta.

— Nauczę cię! A ty mi pomożesz z matmą, dobrze?

Tak zaczęła się ich przyjaźń. Kinga zmieniła nieśmiałą Weronikę w prawdziwą piękność, a Weronika wyciągała Kingę z zaległości na studiach. Były nierozłączne: uczyły się razem, chodziły na randki, marzyły o przyszłości.

— Wiesz, Werka — mówiła Kinga, leżąc na wąskim łóżku w akademiku — ja chcę wyjść za mąż za prawdziwego mężczyznę. Żeby był silny, przystojny, żeby od samego jego spojrzenia miałam miękkie kolana.

— A ja chcę po prostu kochać — odpowiadała Weronika. — Żeby rozumiał mnie bez słów, żebyśmy mogli milczeć i czuć się szczęśliwi.

Krzysztof pojawił się w ich życiu na trzecim roku. Wysoki, wysportowany, z szerokim uśmiechem i pewnymi ruchami. Przeniósł się z Poznania i od razu zwrócił uwagę wszystkich dziewczyn na wydziale.

— No to koniec, dziewczyny, jestem stracona! — westchnęła Kinga, widząc go po raz pierwszy. — Oto on, mój książę!

Weronika tylko się uśmiechnęła. Krzysztof był rzeczywiście przystojny, ale coś w nim wydało się jej zbyt… wyreżyserowane. Jakby zawsze wiedział, co powiedzieć i jak się zachować.

— Kinga, cześć! — zawołał Krzysztof po wykładzie. — Pokażesz mi, gdzie tu można zjeść coś porządnego?

— Oczywiście! — uśmiechnęła się rudowłosa. — Werka, idziesz z nami?

— Nie, muszę zajść do wykładowcy — skłamała Weronika.

Kinga zakochała się od pierwszego wejrzenia. A Krzysztof, wydawało się, też nie pozostał obojętny wobec jej energii. W ciągu miesiąca byli parą, a Weronika stała się trzecim kołem u wozu, choć przyjaciółki starały się tego nie pokazywać.

— Werka, no nie dąsaj się! — przekonywała Kinga. — Jesteśmy jak siostry! Krzysztof też cię lubi!

— Wszystko w porządku — machnęła ręką Weronika. — Po prostu zbliża się sesja, muszę się uczyć.

Ale tak naprawdę nic nie było w porządku. Bo Krzysztof naprawdę był wyjątkowy. Jako jedyny szczerze interesował się tym, co myśli Weronika, godzinami rozmawiał z nią o książkach i filmach. Z nim mogła mówić o rzeczach, o których nigdy nie rozmawiała z Kingą.

— Weronika, myślałaś o karierze naukowej? — zapytał pewnego dnia w kawiarni. — Masz analityczny umysł!

— No co ty! — zaśmiała się Kinga. — Werka idzie do biznesu, będzie zarabiać pieniądze!

— Nie wiem — cicho odpowiedziała Weronika. — Może.

Krzysztof spojrzał na nią uważnie, a ona poczuła, że się rumieni. W jego oczach było coś… zrozumienia? Zainteresowania?

— Kinga, mógłbyś… — zaczął Krzysztof, ale przerwała mu:

— O rany, dziewczyny, kompletnie zapomniałam! Mam wizytę u dentysty! Werka, odprowadzisz Krzysztofa?

I wybiegła, nie czekając na odpowiedź.

Szli przez park uniwersytecki w milczeniu. Był początek października, liście szeleściły pod nogami, w powietrzu czuć było wilgoć i zapach jesieni.

— Weronika — nagle zatrzymał się Krzysztof. — Wiesz, że jesteś bardzo piękna?

— Co? — omal się nie potknęła.

— Mówię, co myślę. Kinga jest efektowna, ale ty… jesteś wyjątkowa. Masz takie spojrzenie…

Weronika odwróciła wzrok. Serce waliło jej tak głośno, że zdawało się, iż słychać je w całym parku.

— Krzysztof, przestań — szepnęła. — Jesteś z Kingą.

— Jestem — przyznał. — Ale to nie znaczy, że nie widzę innych kobiet. Że nie widzę ciebie.

— Kinga to moja najlepsza przyjaciółka.

— Wiem. Dlatego nic się nie dzieje. Ale gdyby…

— Gdybanie nie ma sensu — odcięła się ostro.

Wieczorem Kinga wróciła z opuchniętą policzkIch ponura cisza w kawiarni stała się dla nich symbolicznym zamknięciem rozdziału, w którym miłość przegrała z lojalnością, a teraz wreszcie miała szansę odzyskać głos.

Rate article
Fajna Tajna
Dziesięć lat zmarnowanych