Dzienna kukułka zakukała za długo, czyli jak teściowa zamieszkała u nas i zamieniła moje życie w kos…

Dzienna kukułka przekukała

To już przesada! wybuchłem. Iwona, wejdź tu, natychmiast!

Moja żona, ledwo co zdjęła adidasy w przedpokoju, zajrzała do łazienki, rozpinając na szybko guziki od koszuli.

Co znowu, Krzysiek? Dopiero wróciłam z pracy, boli mnie głowa…

Co znowu?! wskazałem ręką na krawędź wanny. Popatrz uważnie. Gdzie mój szampon? Gdzie ta odżywka do włosów, którą kupiłem wczoraj?

Iwona zmrużyła oczy, oglądając rząd butelek.

Stał tam wielki baniak szamponu pokrzywowego, litrowy Brzozowy, a obok ciężki słoik kremu o dziwnie brązowej barwie.

Eee… To mama przyniosła swoje rzeczy. Chyba łatwiej jej mieć wszystko pod ręką… mruknęła, starając się nie patrzeć mi w oczy.

Łatwiej? Iwona, przecież ona tutaj nie mieszka! Spójrz na dół.

Kucnąłem i wyciągnąłem spod wanny plastikową miskę. W środku walały się moje drogie francuskie kosmetyki, do tego gąbka i maszynka do golenia.

Co to ma być? Zgarnęła moje rzeczy do tej paskudnej miski, a swoje rozłożyła w honorowym miejscu?!

Zdecydowała, że moje kosmetyki mogą leżeć przy ścierce do podłogi, a jej Brzozowy szampon zasługuje na ekspozycję…

Iwona westchnęła ciężko.

Krzysiek, nie denerwuj się. Mamie jest teraz ciężko, wiesz przecież. Zaraz to przestawię, zjemy kolację, dobrze? Mama zrobiła gołąbki…

Nie mam ochoty na jej gołąbki odparłem. I na jakiej podstawie ona ciągle tu przesiaduje? Czemu rządzi się po moim mieszkaniu, Iwona?!

Czuję się jak podnajemca, któremu łaskawie pozwolono korzystać z toalety.

Wyszedłem, odpychając żonę, a Iwona po cichu wsunęła miskę z moimi rzeczami z powrotem pod wannę.

Problem mieszkaniowy, który zrujnował już życie milionom Polaków, nas nawet nie tknął.

Miałem własne, przestronne mieszkanie po dziadku w nowym bloku, odziedziczone po linii ojca.

Iwona odziedziczyła przytulne M-2 po babci.

Po ślubie zamieszkaliśmy w moim mieszkaniu świeżo po remoncie, z klimatyzacją. Mieszkanie Iwony wynajęliśmy porządnej rodzinie.

Ze śródmieścia rodzice Iwony zawsze byli mili, wszystko układało się wedle dyplomatycznej uprzejmości. Barbara i jej mąż, spokojny, małomówny Stanisław, mieszkali na drugim końcu Krakowa.

W każdą sobotę obowiązkowa kawa, pogadanka o zdrowiu i pracy, wymiana grzeczności.

Aniu, jak Ty schudłaś wzdychała Barbara, nakładając mi placek. Krzyś, Ty żony nie karmisz?

Mamo, ćwiczymy na siłowni ucinałem.

I na tym koniec. Żadnych niezapowiedzianych wizyt, pouczania o sprzątaniu czy gotowaniu.

Chwaliłem się kolegom:

Mam farta z teściową. Złota kobieta w nic się nie wtrąca, nie poucza, Krzyśka nie gnębi.

Wszystko się zawaliło tamtego ponurego wtorku, gdy Stanisław, po 32 latach z Barbarą, spakował walizkę, położył na stole kartkę: Wyjeżdżam nad morze, nie szukaj!, zablokował kontakty i zniknął.

Okazało się, że diabeł pod żebrem to nie tylko powiedzenie, ale konkretna młodsza pani z pensjonatu w Ustce, gdzie para jeździła od trzech lat.

Dla sześćdziesięcioletniej Barbary świat się zawalił.

Najpierw były łzy, nocne telefony i bezustanne wałkowanie tematu:

Jak on mógł? Za co? Aniu, jak to się stało?!

Naprawdę jej współczułem. Sam woziłem teściowej ziołowe krople, wysłuchiwałem setki razy tych samych historii i kiwając głową potakiwałem, gdy klęła na tego starego bawidamka.

Ale w końcu zaczęła mnie denerwować tym ciągłym biadoleniem.

Krzysiek, ona dziś dzwoniła już pięć razy, oznajmiła Iwona przy śniadaniu. Chciała, żebyś wkręcił żarówkę. W przedpokoju.

Ja wszystko rozumiem, ale… Jak długo to potrwa?

Żona się zasmuciła:

Jest jej samotnie, Aniu. Całe życie żyła w cieniu mężczyzny, a tata… No, rozumiesz.

Proszę, nie złość się…

Żarówkę może wymienić sama, ewentualnie wezwać złotą rączkę. Ale nie! Musisz być Ty. Lub ja. I potrzebne mi to?

Potem zaczęły się noclegi. Żona jeździła spać do matki.

Ania, mama boi się zasypiać sama tłumaczyła Iwona, pakując piżamę. Mówi, że cisza ją dobija. Przenocuję u niej parę dni, dobrze?

Parę dni? zmarszczyłem brwi. Iwona, dopiero wzięliśmy ślub, a Ty już uciekasz! Nie chcę spać sam pół tygodnia.

Krzyś, to tylko na chwilę. Mama dojdzie do siebie, wszystko się ułoży.

Na chwilę zamieniło się w miesiąc.

Barbara żądała, by córka cztery wieczory w tygodniu i część nocy poświęcała na jej towarzystwo.

Upozorowane nadciśnienia, ataki paniki, celowe zapychanie zlewu.

Patrzyłem na żonę rozdartą pomiędzy dwa mieszkania, i zrobiłem wtedy coś, czego potem żałowałem każdego dnia.

***
Postanowiłem otwarcie porozmawiać z teściową.

Pani Barbaro powiedziałem podczas niedzielnego obiadu. Skoro tak ciężko znosi Pani samotność w czterech ścianach, proszę przyjeżdżać do nas w dzień.

Iwona w pracy, ja często pracuję z domu, będzie Pani w centrum, może przejść się na spacer, posiedzieć z nami. Wieczorem Iwonka Panią odwiezie.

Teściowa popatrzyła na mnie dziwnie.

Rzeczywiście, Aniu… Ale Ty mądrze mówisz. Co tam będę schła.

Myślałem, że zobaczę ją góra parę razy w tygodniu, o dwunastej, może przed powrotem Iwony… Ale Barbara miała swój plan pojawiła się równo o siódmej rano.

Kto tam? mamrotałem przez sen, słysząc dzwonek.

Otworzyłem sam.

To ja! odezwała się rześko Barbara. Przyniosłam świeży twaróg!

Naciągnąłem kołdrę na głowę.

Co do… wysyczałem. Iwona, siódma rano! Skąd ona ma ten twaróg o tej porze?!

Mama zawsze wstaje wcześnie, Iwona już zakładała dresy. Śpij, ja otworzę.

Od tej pory życie zmieniło się w koszmar. Barbara nie tylko wpadała, ona właściwie mieszkała u nas od rana do popołudnia.

Próbowałem pracować przy laptopie, ale obok wciąż brzmiało:

Aniu, a czemu nie wytarłeś kurzu z telewizora? Mam szmatkę, zaraz przetrę…

Pani Barbaro, pracuję, mam zaraz telekonferencję!

E tam, siedzisz, obrazki oglądasz.

A poza tym, dziecko, Ty Iwonie źle prasujesz koszule. Kanty muszą być ostre jak brzytwa.

Pokażę Ci, zanim Twoi ci klienci zadzwonią.

Krytyce podlegało wszystko.

Jak pokrojone warzywa: Iwonka lubi w cienkie słupki, a Ty kroisz na kostkę jak w barze mlecznym.

Pościel na łóżku: Nakrycie winno sięgać do samej podłogi, a Ty położyłeś jakoś pokracznie.

Zapach w łazience: Powinno pachnieć ładnie, a tu ciągnie wilgocią.

Nie obraź się, zaglądała teściowa do garnka. Ale przesoliłeś zupę.

Iwonka od dziecka jadała dietetycznie żołądek delikatny, nie wiedziałeś?

Zaraz jej zaszkodzisz tą kuchnią. Odstaw, ja poprawię.

Zupa jest pyszna syknąłem, zaciskając pięści. I Iwonie smakuje. Wczoraj zjadła dwie miski!

Oj, ona taka delikatna, nie chce Ci robić przykrości, więc je, biedaczka.

Do południa byłem na granicy szału.

Uciekałem do kawiarni, spędzałem tam godziny, byle nie słyszeć tego tonu.

A gdy wracałem, jeszcze bardziej się irytowałem.

Najpierw na kuchni pojawił się ulubiony kubek teściowej ogromny, barwny, z napisem Najlepszej Mamie.

Potem w przedpokoju zawiął jej płaszcz, a po tygodniu półka w szafie została przejęta przez jej domowe ciuchy i dwa szlafroki.

Po co Pani tu szlafroki? zapytałem, widząc różowy koszmarek koło moich pidżam.

No jak to, kochanieńki? Przecież tu codziennie siedzę. Zmęczona jestem, chcę się przebrać w coś wygodnego.

Przecież teraz jesteśmy rodziną, czemu się złościsz?

Iwona, na wszelkie moje skargi, powtarzała jedno:

Krzysiek, bądź mądry. Mamie jest źle. Straciła męża, chce się czuć potrzebna. Żal Ci półki w szafie?

Nie półki, Iwona! Twoja mama wypycha mnie z mojego mieszkania!

Przesadzasz. Przecież gotuje, sprząta. Nie lubisz prasować sama to mówiłeś.

Wolę chodzić w pogniecionym, niż nosić wyprasowane przez nią! ryknąłem.

Jakbym mówił do ściany.

***
Butelki w łazience przelały czarę.

Krzysiek, chodź, zawołała Barbara z kuchni. Gołąbki stygną!

Ania, chodź też, dla Ciebie zrobiłam mniej ostre.

Poszedłem do kuchni, gdzie teściowa rozstawiała już talerze.

Pani Barbaro, spytałem spokojnie. Po co Pani schowała moje rzeczy pod wannę?

Teściowa nawet nie mrugnęła. Ułożyła widelec przy talerzu Iwony i się uśmiechnęła.

O, Aniu, chodzi Ci o te buteleczki? Przecież tam prawie nic nie było, tylko miejsce zajmowały.

I jeszcze ten zapach, taki mocny, głowa mnie rozbolała!

Postawiłam swoje, sprawdzone. Twoje tylko wyniosłam, żeby nie przeszkadzały.

Nie masz nic przeciwko? I tak trzeba było zrobić porządek.

Mam odparłem stanowczo. To moja łazienka. Moje rzeczy. I mój dom!

Jaki Twój, kochanieńki? Barbara usiadła, głęboko wzdychając. Mieszkanie jest przecież Iwonki.

Jasne, jesteś tu gospodarzem, ale matkę żony szanować trzeba.

Iwona, stojąca w drzwiach, pobladła.

Mamo, niepotrzebnie tak… Ja też mam mieszkanie, po prostu tu jest wygodniej…

E tam Twoje mieszkanie machnęła ręką teściowa. Stare siedlisko.

Iwonka, siadaj jeść. Widzisz, Twój mąż zły, pewnie głodny.

Spojrzałem na żonę. Czekałem.

Czekałem, aż powie: Mamo, koniec, przesadzasz. Pakuj się i wracaj do siebie.

Iwona stała chwilę, patrząc to na mnie, to na Barbarę, po czym usiadła przy stole.

Krzysiek, no zjedz. Porozmawiajmy spokojnie. Mamo, nie powinnaś była ruszać tych rzeczy…

No widzisz! triumfowała Barbara. Iwona mnie rozumie.

A Ty, Aniu, nie bądź taki zawzięty. Rodzina to wszystko wspólne.

W końcu pękłem.

Wszystko wspólne? powtórzyłem. Dobrze.

Odwróciłem się i wyszedłem z kuchni.

Iwona coś wołała za mną, ale nie słuchałem. Rzuciłem rzeczy do walizki w piętnaście minut.

Kosmetyków z łazienki nawet nie zabrałem postanowiłem kupić nowe.

Wychodziłem, słysząc za plecami głosy: jedna prosiła, żebym przemyślał, druga narzekała, dogadując mi przy każdej okazji.

***
O powrocie do żony nie było mowy na rozwód złożyłem praktycznie od razu po ucieczce.

Małżonka, póki co jeszcze z urzędu, wydzwania codziennie, prosi żeby wrócić, a teściowa po cichu dowozi swój dobytek do ich mieszkania.

Jestem pewien, że właśnie taki był cały jej plan.

Rate article
Fajna Tajna
Dzienna kukułka zakukała za długo, czyli jak teściowa zamieszkała u nas i zamieniła moje życie w kos…