Dzień pełny życzeń i zamieszania

Dziś są jej urodziny. Od świtu dzwoniły telefony, utrudniając zbieranie się do pracy, choć serce rosło, że pamiętali…

Córka, Ola, złożyła życzenia i przypomniała, że po pracy matka ma wpaść do nich: ugotować obiad, odrobić lekcje z wnukiem, nakarmić wszystkich…

Potem trzeba było zajrzeć do teściów, zostawić zakupy kupione po drodze, by wreszcie wrócić do domu i przygotować kolację dla męża.
No a później? Może odrobinę wytchnienia przy telewizorze, lampka wina na toast. Jeśli starczy sił. Jeśli nie – trudno. Przywykła przecież.
Najważniejsze, by wszystkim dogodzić. Nakarmić, uśmiechnąć się, sprawić, by byli zadowoleni. Czy potrzebowała innych prezentów? Ich radość – oto jej dar. I może odrobina własnej…
Dwa koty – stary Mruczek i młody Puszatek – śledzili gospodynię wzrokiem. Młodszy mruknął:
— Szczęściarze z nas. Kto by tak o nas dbał?
Starszy zmarszczył wąsy:
— A kto zadba o nią? Nie staruszka jeszcze… Czterdzieści pięć wiosen, a w tych znoszonych ciuchach wygląda na sześćdziesiąt. I nikt nawet w urodziny nie odciąży jej od obowiązków.

Puszatek spojrzał zdumiony:
— Dziwne myśli chodzą ci po łbie — mruknął.
— Podniosła mnie ślepego, walającego się pod śmietnikiem — warknął Mruczek. — Karmiła mlekiem z pipety. Widziałem, jak z radosnej dziewczyny zmienia się w zmęczoną przedwcześnie starzejącą się kobietę.
— I co z tego? Mamy miski pełne, kanapy do spania. Czego ci brak?
— Dług spłacić trzeba — syknął starszy. — Rozumiesz? Dług.
Lecz młodszy nie rozumiał…

*****
Gdy rankiem się obudzili, Mruczka nie było. Jakby przez ścianę przeszedł!
Zofia poszła do pracy z kamieniem na sercu. Po zmianie – jak zwykle – wnuk, teściowie, obiad dla męża…
Szukanie kota odłożyła na noc. Gdy biegła przez podwórko, rozchlapując jesienne kałuże, zatrzymał ją starszy pan. W ciemnych okularach, z laską.
— Piękna pani — zachrypiał. — Pomogłabyś staruszkowi?

— Naturalnie — skinęła, prowadząc go do ławki. Ścisnął jej dłoń, zmuszając do siadu.
— Bardzo się śpieszę… — zaczęła.
— A dokąd, złotko? — spytał, a ona – nie wiedzieć czemu – zaczęła opowiadać.
Coś znajomego było w jego głosie. Wpatrywała się w zarys twarzy, lecz nie mogła skojarzyć…
— Trampki masz stare — przerwał jej nagle.
— Skąd pan wie? — zdziwiła się.

— Ślepy jestem, nie głuchy — uśmiechnął się. — Słyszę, jak chlupią w kałużach.
Zarumieniła się.
— Ale kurtkę mam nową… — bąknęła.
— Córka oddała? — mruknął, macając materiał. — Sobie znudziła, to tobie.
— Wszystko pan wie — burknęła.
— Nie gniewaj się, córeczko — zaszczerzył się, a w jego wąsach dostrzegła nagle kocią fryzurę.
Potrząsnęła głową – głupoty jakieś!

— Kiedy urodziny obchodziłaś? — kontynuował.
— Wczoraj… — przełknęła ślinę. I nagle poniosło ją: — Córka z zięciem podarowali suknię od projektanta! Mąż przyniósł róże i perfumy za pół tysiąca złotych! Teściowie wydali przyjęcie w eleganckiej restauracji! Tańczyliśmy do rana…
Starzec milczał, opierając brodę na lasce.

— Nie wierzy pan? — spytała.
Odwrócił się, uśmiechając czule:
— Znam cię od dawna — szepnął. — Imienia nie zgadniesz… Ale chcę ci dać prezent. Chodź.
— Nie mogę! Dom pełen obowiązków!
— Zaczekają — warknął stanowczo.
Podniósł się, ciągnąc ją za sobą przez podwórko. Szła, jak zaczarowana – ten ślepiec kroczył pewnie, niczym młody sportsmen…

*****
Wrócili nad ranem.
Miała suknię od Krauzego, szpilki od Ryłki. Włosy układał fryzjer znanych gwiazd. Zamiast siatek – złocista torebka z kolczykami i flakonem.
Kelner z „U Fukiera” doniósł zakupy do taksówki, kierowca – pod drzwi.
— Dziękuję, dziadku — pocałowała go w policzek. — Kim pan jest? Przyjaciel rodziców? Najpiękniejsze urodziny miałam…

Przesunął dłonią po jej twarzy. Przypomniała sobie, jak Mruczek ocierał się o jej policzek…
Drzwi mieszkania otwarły się gwałtownie. W progu stali: mąż Bogdan, teściowie, Ola z rodziną. Gapili się jak na widmo.

— Gdzieś była?! — ryknął Bogdan. — Szukaliśmy po szpitalach!
— Z dawnym przyjacielem rodziców świętowałam — wskazała za siebie, lecz na klatce było pusto.
Weszła, ignorując pomruki teściowej:
— Skąd cię stać na takie ciuchy? Pewnie nasze pieniądze trwoni!
— Właśnie — przytaknęła Zofia. — Na was wydaję każdy grosz. Sobie nie wolno? Słusznie?
Teściowie zatrzasnęli drzwi.

— Świetnie — uśmiechnęła się do męża. — Nie chcę ich więcej widzieć.
Potem spojrzała na Olę:
— Wpadnę do was… Może za miesiąc.
Gdy zostali sami, skinęła na Bogdana:
— Zanieś zakupy. I zrób herbatę. Idę pod prysznic. Zmęczyłam się… Tańczyłam całą noc.
Mąż otworzył lodówkę, ułożył produkty. Po chwili namysłu – przygotował kanapki. Na spodeczku położył dwa ptasie mleczka…

*****
Mruczka znalazła następnego dnia w szafie. Leżał z łapkami pod brodą, jakby się uśmiechał…
Pochowała go pod kasztanem na osiedlu. Gdy wracała, przy śmietniku dostrzegła znajomą sylwetkę. Pobiegła – lecz zamiast starca znalazła kocię w kratkę.
Wzięła malca na ręce:
— Chodź do domu — szepnęła.
Kotek mruknął, wtulając się w jej ramię.
— Zaopiekuję się tobą — obiecała.
— Wiem — odpowiedziało mruczenie. — Wiem…

Rate article
Fajna Tajna
Dzień pełny życzeń i zamieszania