Dzień pełny życzeń i zamieszania

Dziś były jej urodziny. Od rana dzwonili wszyscy, utrudniając zbieranie się do pracy, choć cieszyło, że pamiętali…

Córka Alicja życzyła szczęścia i przypomniała, że po pracy matka musi wpaść do nich, ugotować obiad, posiedzieć z wnukiem, pomóc w lekcjach…

Potem miała zajrzeć do teściów – Janiny i Wiesława – zanieść zakupy kupione po drodze, a później biec do domu, by nakarmić męża Marka.
Wieczorem mogłaby wreszcie usiąść z nim przed telewizorem, wypić lampkę wina. Jeśli starczyłoby sił. Jeśli nie – trudno. Przywykła.
Najważniejsze, by wszyscy byli zadowoleni. Jaki prezent mogłaby chcieć? Ich uśmiechy wystarczały. No i jej też…
Dwa koty – stary Mruczek i młody Kłębek – śledzili gospodynię.
– Mamy fart – mruknął Kłębek. – Który człowiek tak by się nami opiekował?
Mruczek zmarszczył wąsy:
– A kto zaopiekuje się **nią**? Nie starucha jeszcze – czterdzieści pięć wiosen. Ale w tych znoszonych ciuchach wygląda na sześćdziesiąt. I nikt nawet dziś nie odciążył jej od obowiązków.
– Dziwne myśli – prychnął Kłębek.
– Podniosła mnie ślepego, spod śmietnika – westchnął Mruczek. – Karmiła mlekiem z pipety. Widziałem, jak z radosnej dziewczyny zmieniała się w zmęczoną kobietę.
– Co ci do tego? Mamy miskę pełną, kanapę do spania. Czego chcesz?
– Spłacić dług – mruknął Mruczek. – **Dług**, rozumiesz?
Kłębek nie rozumiał…

*****
Następnego ranka Mruczek zniknął. Zofia szła do pracy z płaczem w gardle.
Po zmianie – jak zwykle – odwiedziła Alicję, potem teściów, w domu ugotowała rosół dla Marka. Na poszukiwania kota brakło czasu.
Gdy biegła przez podwórko koło bloku przy Wawelskiej, zatrzymał ją starszy pan w ciemnych okularach, oparty o laskę.
– Piękna – szepnął. – Pomóż staruszkowi?
Podprowadziła go do ławki. Mężczyzna uścisnął jej dłoń, zmuszając do zatrzymania się.
– Spieszę się… – wyjąkała.
– Dokąd, złotko? – zapytał, a ona, nie wiedzieć czemu, zaczęła opowiadać.
Coś w nim było znajomego… Wytarta kurtka, siwe wąsy.
– Buty masz stare – przerwał.
– Skąd pan wie?
– Ślepy jestem, nie głuchy. Słyszę, jak chlupią w kałużach.
– Kurtkę córka mi dała – burknęła.
– Wiem – uśmiechnął się, gładząc materiał. – Po niej, co?
– Wszystko pan wie…
– Nie gniewaj się, córeczko – mruknął, a w jego uśmiechu dostrzegła… kocią głowę? Potrząsnęła głową – zwidzenia!
– Urodziny miałaś?
– Wczoraj… – W gardle zaschło. – Córka dała suknię za tysiąc złotych, mąż – perfumy! Teściowie urządzili przyjęcie z francuskim koniakiem! Tańczyliśmy całą noc! – skłamała.
Starzec milczał.
– Wierzy pan?
– Znam cię od dawna – odparł. – Chodź, dam ci prezent.
– Nie mogę! Dom…
– Zaczeka – warknął, ciągnąc ją za sobą z siłą młodzieńca…

*****
Wrócili nad ranem. Zofia w sukni od projektu, z włosami ułożonymi przez stylistkę z Nowego Światu. Zamiast siatek – złocista torebka z kolczykami.
Kelner z restauracji podał zakupy taksówkarzowi, ten zawiózł pod drzwi.
– Dziękuję – szepnęła, całując staruszka w policzek. – Kim pan jest? Przyjacielem rodziców?
Pogładził jej twarz. Przypomniała sobie, jak Mruczek ocierał się o jej policzek…
W drzwiach stał Marek, teściowie, Alicja z rodziną.
– Gdzieś była?! Dzwoniliśmy na policję!
– Świętowałam z przyjacielem – odwróciła się, lecz starzec zniknął.
– Jaka pani piękna! – zachwycił się zięć.
– Lata po knajpach! – warknęła Janina. – Skąd na to pieniądze?
– Wszystkie wydaję na was – odparła Zofia. – Sobie nie mogę?
Teściowie trzasnęli drzwiami.
– Świetnie – uśmiechnęła się do Marka. – Zanieś zakupy. Zrób herbatę. Idę pod prysznic.
Mąż otworzył usta, ale… posłusznie nastawił czajnik. Na spodeczku położył dwa ptasie mleczka…

*****
Mruczka znalazła w szafie. Leżał z łapkami pod brodą, jakby się uśmiechał. Pogrzebała go pod kasztanem na osiedlu.
Gdy wracała, przy śmietniku dostrzegła znajomą sylwetkę. Pobiegła, lecz zamiast staruszka znalazła kociątko.
– Chodź – wzięła malca na ręce.
– Wiem… – zamruczał, wtulając się w jej ramię. – Wiem…

Rate article
Fajna Tajna
Dzień pełny życzeń i zamieszania