Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila przeżywała ostatnie tygodnie ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, a ojciec zaczął pić i od tej pory życie Lili zamieniło się w piekło. Każdy ranek zaczynała od wietrzenia mieszkania, zbierania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec wstanie. — Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo przeszedłeś udar. — Chcę i piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, że nikomu nie jestem potrzebny. Nawet tobie. Jestem dla ciebie ciężarem. Jestem zmarnowanym człowiekiem, Lilka. Niepotrzebnie przyszedłem na świat, niepotrzebnie się ożeniłem i spłodziłem dzieci, które odziedziczyły po mnie tylko słabość i biedę. Wszystko na nic, córko. Łatwiej pić. Lila, i tak już w złym nastroju, złościła się jeszcze bardziej. — Nie wszystko na nic, tato. Ludzie mają gorzej. — Gorzej? Ty wychowałaś się bez matki, teraz chcesz urodzić dziecko bez ojca, które też będzie musiało żyć w biedzie. — Nic nie jest przesądzone, tato. Wszystko może się zmienić w jednej chwili. Z żalem wspominała, jak jeszcze niedawno była szczęśliwa, szykując się na ślub z Ilią. Tak, świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec znowu się upił. Lila wybuchnęła: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na trudne czasy? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu należy do mnie – oświadczył ojciec – łącznie z emeryturą, którą przede mną ukrywasz! Moją emeryturą. — I przepiłeś wszystko? Nie pomyślałeś, z czego mamy żyć? — A dlaczego ja się mam tym martwić? Jestem chory. Urosłaś, teraz twoja kolej troszczyć się o mnie! Lila przeszukała wszystkie szafki. — Doskonale pamiętam, że były jeszcze dwie paczki makaronu i masło. Teraz nie ma nic! Co na kolację damy? Była w szoku. Usiadła na krześle, zasłaniając twarz rękami. Nie wiedziała, że ciotka Natalia pod jej nieobecność przychodzi do domu, upija ojca i wynosi jedzenie. Cicho jak wąż Natalia wpełzła w ich życie i robiła wszystko, by zniszczyć rodzinę. Tę noc Lila spędziła we łzach, załamana, głodna. Rano ktoś zapukał do drzwi – weszła Natalia Anatoliewna. W modnym płaszczu i na obcasach, nie zdejmując butów, weszła do domu. — Cześć. Moja znajoma z administracji miasta powiadomiła mnie, że macie długi i niedługo odłączą wam prąd. Co się u was dzieje, Lila? Może zaprosisz na herbatę? Nie czekając na odpowiedź, poszła do kuchni i zaczęła grzebać po lodówce i szafkach. — Sama zaparzę herbatę, jesteś w ciąży, jak moja Svieta… Słuchaj, nie macie nawet cukru, ani herbaty. Zupełnie nic. Chodźmy do sklepu. Lila unikała jej wzroku. — Ciociu Natalio, nie poczęstuję was herbatą. Lepiej wyjdźcie. Natalia nie zamierzała odpuścić. — Masz kłopoty? Widzę to dobrze. Pamiętasz, jak proponowałam ci przeprowadzkę do mnie? Teraz nie proszę, a nalegam – zabieraj się i jedziemy. Tutaj nie ma warunków dla przyszłego dziecka, twój ojciec pije, a ty nie masz co jeść! Już nie mówiąc o owocach, witaminach… Pakuj rzeczy i chodź ze mną. Lila usiadła – zakręciło jej się w głowie. Popłynęły łzy, a Natalia ją objęła: — Posłuchaj, wiem, co o mnie myślisz. Wiem, że nie zasługuję na wybaczenie, bo to moja córka rozbiła twój związek. Ale nie jestem potworem, nie mogę patrzeć, jak tu cierpisz. Chcesz tego czy nie – zaopiekuję się tobą. Dalej wszystko potoczyło się jak we śnie: Natalia pomogła jej spakować się i wezwała taksówkę. *** W dniu, w którym zaczęły się skurcze, Natalia Anatoliewna nie opuszczała jej nawet na krok. — Słuchaj mnie uważnie, Lila. Uprzedziłam już personel medyczny, że chcesz zrzec się dziecka. Kiedy urodzisz – nie bierz na ręce, nie przytulaj, po prostu nie patrz. Lila cierpiała: — Ach, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Taki ból… Chciałabym już urodzić. — Nie zapominaj – sama go nie wychowasz. Ja już znalazłam porządną rodzinę, która gotowa adoptować twoje dziecko od razu. Parę godzin później na świat przyszła dziewczynka. — Waży trzy trzysta, zdrowa, wszystko dobrze. Pielęgniarka zawinęła dziecko w pieluszkę i wyniosła, nie pokazując Lili. Ale lekarka spojrzała surowo: — Co to ma znaczyć? Urodziła pani zdrową, śliczną dziewczynkę, a nawet nie chce pani spojrzeć. Eleno, proszę przynieść dziecko z powrotem i przyłożyć do piersi. Lila pokręciła głową: — Nie chcę. Nie mam nawet za co żyć, nie chciałam rodzić… Są ludzie, którzy bardziej jej potrzebują, podpiszę zrzeczenie, oddadzą ją do adopcji… — Niech się pani opamięta, proszę choć spojrzeć. Zamknęła oczy, ale poczuła, jak coś ciepłego dotyka jej dłoni. Pielęgniarka położyła obok maleńką istotę, która zaczęła węszyć i otwierać usta. W końcu spojrzała na córeczkę. Mała, bezbronna dziewczynka patrzyła na nią z przymrużonymi oczkami. Wyciągała do niej rączki. — No i jak, mamusiu? Karmimy córeczkę — uśmiechnęła się lekarka, widząc jak Lila drży pod wpływem tych pierwszych chwil. — Śliczna dziewczynka. To pani jest jej potrzebna, nie przybranym rodzicom. Lila zapłakała i objęła córeczkę. Przez następne dwie godziny nie spuściła z niej oka. Wtedy właśnie obudził się jej instynkt macierzyński: “To jest sens mojego życia – moja córka. I nieważne, czy Ilia odszedł, czy ojciec wariuje… Moja córka mnie potrzebuje, więc zostaję z nią”. *** Lila obudziła się na głos Natalii. Natalia Anatoliewna weszła do sali. — Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? Obiecałaś, że po porodzie zrzeczysz się dziecka. Ja już załatwiłam ludzi, którzy zabiorą ją od razu. — Zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu. — Przecież nie masz pieniędzy, nie masz nic, jesteś bezdomna, gdzie zaniesiesz to dziecko? — Do siebie. Już nie będę was obciążać. Poradzę sobie. Natalia zbladła: — Zwariowałaś?! Za co będziesz żyć? Zamierzasz żebrać? Od krzyku obudziła się córeczka. Lila wstała i podeszła do łóżeczka. — Nie ruszaj jej! Ja ją pokołyszę i dam mieszankę. Powiemy lekarzom, że nie masz mleka! — wykrzyczała Natalia. — Nie macie tu nic do powiedzenia, to moje dziecko. Powiedziałam, że nie oddam i kropka! — Nie możesz! Obiecałaś! — Natalia otworzyła usta z bezsilności. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Sąsiadka z sali podniosła głowę: — Kto to był? — Ciotka. — Masakra. Dobrze zrobiłaś, że ją przegoniłaś. Jakbyś potrzebowała pomocy – jestem Lera. Nie zabraknie dobrych ludzi. — A ja Lila. — Miło poznać, Lilu. Wiesz, ta kobieta wyglądała, jakby chciała zabrać ci dziecko. Bardzo dziwna osoba. *** Przed wypisem przyszła do Lili była przyjaciółka, Svieta, w zaawansowanej ciąży. — Cześć. Lila ostrożnie usiadła. Svieta usiadła obok: — Słyszałam, że urodziłaś. — Tak. Córkę. Svieta zerkała niespokojnie. — Lila, wiesz… Mama znalazła ludzi, którzy chcą adoptować twoją córkę. — No i? — Oni są bardzo dobrzy, znam ich. Są bogaci, zrobią wszystko, żeby ja mieć. Svieta ścisnęła jej dłoń: — Proponują milion za twoją córeczkę. Wyobrażasz sobie? Kupiłabyś pokój albo inwestowała w mieszkanie. — Cały milion? — przytaknęła Lila. — No to skoro tak ci na nich zależy, oddaj im swoje dziecko. Svieta się obraziła, ale łapała ją dalej za rękaw. — Lila, oddaj ją mnie! Zajmę się nią — to przecież córka Ilii. — Myślisz, że dasz radę z dwójką dzieci? — Nic nie rozumiesz, Lila! Moja rodzina się wali! Lila zerwała się, chcąc odejść. Svieta chwyciła ją za rękaw, oczy miała szalone: — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Puść. …Parę godzin później wpadł sam Ilia. Lila odsunęła się. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie możesz! Za chwilę Svieta rodzi, tam patrz! — Muszę z tobą pogadać. Odkąd urodziłaś, nie mogę znaleźć sobie miejsca. Sprawa jest taka: chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się jej i od razu ją adoptuję. Lila pokręciła głową: — Nie jestem taka jak ty, nigdy nie zostawię żadnego człowieka, który mnie potrzebuje. Na próżno tu przyjechałeś, nie oddam ci córki! Ilia nie zamierzał się poddać. — Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa rodzić! — Ty? Maminek? Najpierw spytaj mamy o zgodę! Lila odepchnęła byłego chłopaka, wzięła dziecko na ręce i poszła do pielęgniarek. — Proszę nie wpuszczać więcej nikogo do mnie? Nie chcę tu nikogo widzieć! To jakiś dom otwarty! Epilog W dzień wypisu Lila wyszła z córeczką na rękach. Nie była sama – wraz z nią wychodziła jej sąsiadka Lera, którą odbierał mąż i matka. Lila stanęła na schodach, widząc samochód rodziny Reznik. Z auta wysiadła matka Ilii, Valeria Jakowlewna, przyglądając się Lili złośliwie. Lila poczuła chłód na plecach. Niedoszła teściowa patrzyła jak wilczyca przed skokiem. Lera podeszła: — Kto to? — Rodzice Ilii. — Patrzy, jakby cię śledziła. Lila, jakoś mi się to wszystko nie podoba. Mówiłam ci, że mama przygotowała pokój u nas, jedź do nas. Lila przytaknęła. Też czuła niepokój. *** Zamieszkując u nowych przyjaciół, Lila niespodziewanie odnalazła miłość – brat Lery, zatwardziały kawaler Janek, zaczął się nią opiekować. Janek okazał się dobrym człowiekiem, ożenił się z Lilą, adoptował jej córkę i pomagał nawet jej ojcu. Co do Sviety i Ilii – ich małżeństwo się rozpadło. Okazało się, że Svieta udawała ciążę, nosząc sztuczny brzuch, zwodząc całą rodzinę Rezników. Natalia Anatoliewna dla dobra córki wyznała zięciowi prawdę, że Svieta poroniła na samym początku i od razu zaproponowała wygodne rozwiązanie: — Iliuszka, zięciu, nie gniewaj się na moją córkę. Tak, ciąża się nie udała, ale ty przecież też masz coś na sumieniu. Urodzi ci się dziecko z inną. Pomyślałam – czemu nie weźmiecie dziecka Lili do siebie? Adopcja, nie będziecie obcymi. Nikomu nie mówmy o poronieniu Sviety – niech wszyscy myślą, że to wasze. Ilia przystał na ten plan teściowej. I wszystko szło gładko, dopóki Lila się nie sprzeciwiła i nie zostawiła w szpitalu swojej nowonarodzonej córki, co zapędziło byłą przyjaciółkę i jej matkę w kozi róg. Matka Ilii, Valeria Jakowlewna, rozczarowana kłamstwami synowej, wyrzuciła ją z domu i zmusiła syna do rozwodu. Dziecko dla przyjaciółki – opowieść o sile matki, pokusie łatwego wyjścia i nadziei na nowy początek.

Dziecko dla przyjaciółki

Kiedy Elżbieta przechodziła ostatnie tygodnie ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, a ojciec popadł w alkoholizm. Od tamtej pory życie Elżbiety zamieniło się w koszmar.

Każdego ranka Elżbieta otwierała okna, by przewietrzyć dom, zbierała butelki spod stołu i czekała, aż ojciec się obudzi.

Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo przeżyłeś wylew.

Chcę, to piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ból.

Jaki ból?

Ból świadomości, że nikomu nie jestem potrzebny. Nawet tobie, córko, jestem tylko ciężarem. Jestem przegranym człowiekiem, Ela. Niepotrzebnie się urodziłem, niepotrzebnie się żeniłem i prowadziłem dzieci na świat, które po mnie odziedziczyły jedynie bezradność, słaby charakter i biedę. Wszystko na nic, córko. Łatwiej pić.

Już i tak podłamana Elżbieta wpadała w złość.

Nie wszystko jest na nic, tato. Są ludzie, którym w życiu powodzi się gorzej.

Jak gorzej, dziecko? Wychowałaś się bez matki. Teraz zamierzasz urodzić dziecko bez ojca, które znowu będzie się tułać w biedzie.

Nie wszystko jest takie czarne, tato. Nic nie trwa wiecznie, wszystko się może odmienić w jednej chwili.

Elżbieta z żalem wspomniała, jak jeszcze niedawno była szczęśliwa, szykując się do ślubu z Pawłem. Tak, świat runął, ale trzeba żyć dalej.

Tamtego dnia ojciec znów się upił. Elżbieta zawołała z żalu:

Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom? Grzebałeś w moich rzeczach?!

Wszystko w tym domu należy do mnie odparł. Nawet emerytura, którą przede mną chowasz! Moja emerytura.

I wszystko przepiłeś? Nawet nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć?

A dlaczego mam się przejmować? Jestem chory. Dorosłaś, to teraz ty się mną zajmuj!

Elżbieta przetrząsnęła wszystkie szafki.

Przecież pamiętam, że wczoraj były jeszcze dwa opakowania makaronu i olej. Gdzie to się podziało? Co ugotujemy dziś na kolację

Była w szoku. Usiadła na krześle i zakryła twarz dłońmi.

Nie miała pojęcia, że ciotka Weronika przychodziła, gdy jej nie było, poiła ojca wódką i plądrowała po domu.

Weronika, niczym podstępny wąż, wślizgnęła się do ich życia i robiła wszystko, by rozbić rodzinę.

Tamtej nocy Elżbieta płakała, leżąc rozbita i głodna.

Rano ktoś zapukał do drzwi. Do mieszkania weszła pani Natalia. W eleganckim płaszczu, wysokich kozakach nawet nie zdjęła butów. Weszła do środka.

Dzień dobry. Moja koleżanka z administracji doniosła mi, że macie długi i za chwilę odetną wam prąd. Co tu się dzieje, Ela? Ugościłabyś mnie chociaż herbatą?

Nie czekając na zgodę, Natalia weszła do kuchni i zaczęła przeglądać lodówkę oraz szafki.

Sama zrobię herbatę, jesteś przecież w stanie błogosławionym, jak moja Alina No, ale nie macie ani cukru, ani nawet herbaty. Pusto w tych szafkach, aż huczy. Chodź, pójdziemy do sklepu.

Elżbieta unikała wzroku gościa.

Ciociu Natalio, nie poczęstuję pani herbatą. Lepiej już sobie pójdźcie.

Natalia nie zamierzała się wycofać.

Masz kłopoty, widzę to. Pamiętasz, jak proponowałam ci przeprowadzkę do mnie? Tym razem nie proszę, a nalegam zbieraj rzeczy i chodź do mnie. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, nie masz nawet jedzenia! Potrzebujesz owoców, witamin Pakuj się, jedziesz ze mną.

Elżbieta zapadła się na krzesło, bo zakręciło jej się w głowie. Łzy spływały po policzkach, a Natalia ją przytuliła:

Posłuchaj mnie, dziewczyno, wiem co o mnie myślisz. Nie zasługuję na przebaczenie, tak, moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Chcesz czy nie, zaopiekuję się tobą.

Reszta wydarzeń była jak przez mgłę: Natalia pomogła jej się spakować i zamówiła taksówkę.

***

W dniu, kiedy zaczęły się skurcze, pani Natalia nie odstępowała Elżbiety na krok.

Słuchaj mnie dobrze, Elżbieta. Już uprzedziłam personel, że chcesz zrzec się dziecka. Gdy urodzisz, nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi. Po prostu nie patrz.

Elżbieta jęczała z bólu.

Och, ciociu Nataliu, już mi wszystko jedno. Byle szybciej to minęło.

Pamiętaj, co mówiłam sama nie dasz sobie rady z tym dzieckiem. Już znalazłam porządną rodzinę, która chce je adoptować, mogą je zabrać od razu.

Kilka godzin później na świat przyszła dziewczynka.

Waży trzy trzysta, zdrowa, wszystko w porządku.

Położna zawinęła płaczące niemowlę w pieluszki i nawet nie pokazała Elżbiecie.

Jednak lekarka spojrzała surowo na młodą matkę:

O co tu chodzi? Zdrowa, śliczna dziewczynka, a pani nawet nie chce na nią spojrzeć? Anna, podaj dziecko mamie i niech je przystawi do piersi.

Elżbieta potrząsnęła głową ze smutkiem.

Ja nie chcę. Sama nie mam za co żyć, nie chciałam rodzić Są ludzie, którzy bardziej potrzebują tego dziecka, zrzeknę się go, oddadzą ją do adopcji

Niech się pani opanuje i chociaż spojrzy na córeczkę.

Elżbieta zacisnęła oczy, ale poczuła przy sobie coś… ciepłego.

Położna położyła dziecko obok niej, ono zaczęło cicho kwilić, rozglądać się i Elżbieta spojrzała na swoją córkę.

Maleńka, bezbronna istotka wpatrywała się w nią półprzymkniętymi oczkami. Wyciągała do niej rączki, chwytając za piersi.

No i co, mamo? Nakarm lalkę uśmiechnęła się lekarka. Rozweseliła się, widząc, jak Elżbieta zadrżała pod wpływem pierwszego kontaktu z córką.

To śliczna dziewczynka, pani jest jej potrzebna, nie obcy ludzie, rozumie pani?

Elżbieta zapłakała, objęła córeczkę i przytaknęła.

Przez dwie godziny odpoczywała obok niej, nie odrywając wzroku.

Wtedy właśnie odezwał się matczyny instynkt.

“Oto sens mojego życia moja córka.
Nieważne, że Paweł odszedł, że ojciec pije Moja córka mnie potrzebuje, więc zostanę z nią.

***

Obudził ją głos Natalii.

Natalia założyła szlafrok i weszła do sali, patrząc na leżącą Elżbietę.

Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? szepnęła. Mówiłaś, że oddasz dziecko. Znalazłam już ludzi, którzy je zaraz adoptują.

Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu.

Ale nie masz pieniędzy, jesteś praktycznie bezdomna! Gdzie zabierzesz te dziecko?

Do domu. Już nie będę pani zawadzać. Poradzę sobie.

Elżbieta zobaczyła, jak twarz Natalii zmienia się w dziki grymas.

Zwariowałaś?! Nie masz środków do życia! Czym chcesz żyć? Będziesz chodzić po prośbie?

Od krzyku Natalii dziewczynka w łóżeczku zapłakała, Elżbieta podniosła się i poszła do niej.

Niech jej pani nie dotyka. Sama ją ponoszę i nakarmię sztucznym mlekiem. Powiem pielęgniarkom, że nie mam pokarmu oznajmiła Natalia.

Elżbieta pokręciła głową:

Pani tu nic nie decyduje, to moja córka. Powiedziałam już, że nie zrzeknę się jej!

Nie możesz! Obiecałaś! Natalia bezradnie otworzyła usta.

Proszę wyjść.

Natalia wyszła. Współlokatorka, cicho leżąca w swoim łóżku, podniosła głowę:

Kto to był?

Ciotka.

Straszne rzeczy. Nie słuchaj jej. Dobrze, że ją pogoniłaś. Jestem Lidia. Jak będzie trzeba, pomogę. Są jeszcze porządni ludzie na świecie.

Elżbieta.

Miło cię poznać, Elu. Wiesz, wydawało mi się, że ta kobieta chciała porwać twoją córeczkę z łóżeczka. Bardzo dziwna.

***

Przed wyjściem ze szpitala odwiedził ją ktoś jeszcze. Do sali nie wpuszczono jej, więc Elżbieta wyszła na korytarz.

Była przyjaciółka, Alina, stała, poprawiała ciążowy brzuszek.

Cześć.

Elżbieta ostrożnie przysiadła na ławce. Alina dopadła obok.

Słyszałam, że urodziłaś.

Tak, córkę.

Alina zaczęła się denerwować.

Ela, sprawa jest taka. Wiesz, że mama już znalazła ludzi, którzy chcą twoją córeczkę adoptować.

No i?

To świetni, bogaci ludzie, gotowi zrobić wszystko, by ją mieć.

Alina ujęła ją za rękę:

Oferują za nią sto tysięcy złotych. Całe sto tysięcy, rozumiesz? Kupiłabyś pokój w akademiku albo wpłaciła na własną kawalerkę.

Całe sto tysięcy? Elżbieta pokiwała głową. Skoro tak ci zależy, to oddaj im swoje dziecko.

Alina nadęła się, ale nie puszczała ręki Elżbiety.

Poczekaj, Ela. Oddaj dziecko mnie! Będę się o nie troszczyć, to przecież córka Pawła.

Myślisz, że poradzisz sobie z dwójką dzieci?

Nic nie rozumiesz, Ela! Mojej rodzinie grozi rozpad!

Elżbieta wstała, chcąc odejść. Alina chwyciła ją za płaszcz, w oczach Elżbiety zobaczyła szaleństwo:

Potrzebuję tego dziecka, Ela!

Puść mnie.

Po paru godzinach do sali wbiegł już sam Paweł. Elżbieta odsunęła się, widząc go.

Urodziłaś? Mogę zobaczyć?

Nie, nie możesz! Masz Alinkę, która wkrótce sama urodzi tam patrz!

Musimy porozmawiać. Od kiedy urodziłaś, nie mogę zaznać spokoju. Chcę wziąć córkę do siebie. Zrzeknij się jej, a zaadoptuję ją natychmiast.

Elżbieta pokręciła głową:

Nie jestem taka jak ty, nigdy nie zostawię kogoś, kto mnie potrzebuje. Niepotrzebnie tu przyjechałeś, dziecka ci nie oddam!

Paweł zachowywał się dziwnie, nie chciał wyjść.

Oddaj ją! Nawet nie powinnaś była rodzić mojego dziecka! I tak ją zabiorę!

Ty? Synuś mamusi? Najpierw się jej zapytaj o zgodę!

Odepchnęła go, wzięła maleństwo i poszła do dyżurki pielęgniarek.

Czy mogłabym prosić, by nikt już do mnie nie przychodził? Już nikogo nie oczekuję i nikogo nie chcę widzieć! Przeszło tu pół miasta!

Epilog

W dniu wyjścia ze szpitala Elżbieta opuściła go z córką w ramionach. Nie była sama razem z nią wypisywano jej współlokatorkę Lidię, którą odbierał mąż i matka.

Elżbieta zatrzymała się przed szpitalem, zauważywszy samochód Nowickich.

Z auta wysiadła matka Pawła Jadwiga Nowicka i zmierzyła Elżbietę wrogim wzrokiem, jak wilczyca szykująca się do skoku.

Lidia dostrzegła przerażenie przyjaciółki, podeszła i stanęła obok niej.

Kto to, Ela?

Teściowie Pawła.

Patrzy na ciebie jak na ofiarę. Nie podoba mi się to, Elu. Cała ta rodzina dziwnie się zachowuje. Czy wiesz, że mama przygotowała dla ciebie pokój? Chodź ze mną!

Elżbieta skinęła głową. Sama była niespokojna.

***

Mieszkając u nowych znajomych Elżbieta niespodziewanie zaznała szczęścia kuzyn Lidii, doświadczony kawaler Jan, zaczął się nią interesować.

Jan okazał się człowiekiem dobrym, ciepłym. Poślubił Elżbietę, adoptował jej córkę, a nawet zaczął pomagać jej ojcu.

Co do Aliny i Pawła ich małżeństwo się rozpadło.

Okazało się, że Alina jedynie udawała ciążę, nosząc pod ubraniem poduszkę, i zwodziła rodzinę Nowickich.

Natalia, chcąc ratować reputację córki, przyznała się zięciowi, że u Aliny ciąża zakończyła się poronieniem na bardzo wczesnym etapie, po czym jej zdaniem słusznie zaproponowała rozwiązanie.

Pawle, synu, nie gniewaj się na Alinę. Tak, straciła dziecko, ale ty masz swoje na sumieniu. Wkrótce zostaniesz ojcem, tylko nie u siebie. Pomyślałam, czy nie lepiej byłoby, żebyście wzięli do siebie dziecko Elżbiety? W końcu, możesz je adoptować, nie jest ci obce. A żeby nie niepokoić Nowickich, nie mówmy im o poronieniu Aliny. Udamy, że ciągle jest w ciąży, a kiedy Elżbieta urodzi, zabierzecie od niej dziecko i powiemy wszystkim, że to Alinka urodziła.

Plan bardzo się Pawłowi spodobał.

Wszystko szło dobrze, dopóki Elżbieta nie zrobiła numeru i nie zostawiła w szpitalu swojej córeczki tym samym pokrzyżowała plany byłej przyjaciółki i jej matki.

Matka Pawła Jadwiga Nowicka była rozczarowana kłamstwami synowej i wyrzuciła ją z domu, zmuszając Pawła do rozwodu.

Rate article
Fajna Tajna
Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila przeżywała ostatnie tygodnie ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, a ojciec zaczął pić i od tej pory życie Lili zamieniło się w piekło. Każdy ranek zaczynała od wietrzenia mieszkania, zbierania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec wstanie. — Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo przeszedłeś udar. — Chcę i piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, że nikomu nie jestem potrzebny. Nawet tobie. Jestem dla ciebie ciężarem. Jestem zmarnowanym człowiekiem, Lilka. Niepotrzebnie przyszedłem na świat, niepotrzebnie się ożeniłem i spłodziłem dzieci, które odziedziczyły po mnie tylko słabość i biedę. Wszystko na nic, córko. Łatwiej pić. Lila, i tak już w złym nastroju, złościła się jeszcze bardziej. — Nie wszystko na nic, tato. Ludzie mają gorzej. — Gorzej? Ty wychowałaś się bez matki, teraz chcesz urodzić dziecko bez ojca, które też będzie musiało żyć w biedzie. — Nic nie jest przesądzone, tato. Wszystko może się zmienić w jednej chwili. Z żalem wspominała, jak jeszcze niedawno była szczęśliwa, szykując się na ślub z Ilią. Tak, świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec znowu się upił. Lila wybuchnęła: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na trudne czasy? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu należy do mnie – oświadczył ojciec – łącznie z emeryturą, którą przede mną ukrywasz! Moją emeryturą. — I przepiłeś wszystko? Nie pomyślałeś, z czego mamy żyć? — A dlaczego ja się mam tym martwić? Jestem chory. Urosłaś, teraz twoja kolej troszczyć się o mnie! Lila przeszukała wszystkie szafki. — Doskonale pamiętam, że były jeszcze dwie paczki makaronu i masło. Teraz nie ma nic! Co na kolację damy? Była w szoku. Usiadła na krześle, zasłaniając twarz rękami. Nie wiedziała, że ciotka Natalia pod jej nieobecność przychodzi do domu, upija ojca i wynosi jedzenie. Cicho jak wąż Natalia wpełzła w ich życie i robiła wszystko, by zniszczyć rodzinę. Tę noc Lila spędziła we łzach, załamana, głodna. Rano ktoś zapukał do drzwi – weszła Natalia Anatoliewna. W modnym płaszczu i na obcasach, nie zdejmując butów, weszła do domu. — Cześć. Moja znajoma z administracji miasta powiadomiła mnie, że macie długi i niedługo odłączą wam prąd. Co się u was dzieje, Lila? Może zaprosisz na herbatę? Nie czekając na odpowiedź, poszła do kuchni i zaczęła grzebać po lodówce i szafkach. — Sama zaparzę herbatę, jesteś w ciąży, jak moja Svieta… Słuchaj, nie macie nawet cukru, ani herbaty. Zupełnie nic. Chodźmy do sklepu. Lila unikała jej wzroku. — Ciociu Natalio, nie poczęstuję was herbatą. Lepiej wyjdźcie. Natalia nie zamierzała odpuścić. — Masz kłopoty? Widzę to dobrze. Pamiętasz, jak proponowałam ci przeprowadzkę do mnie? Teraz nie proszę, a nalegam – zabieraj się i jedziemy. Tutaj nie ma warunków dla przyszłego dziecka, twój ojciec pije, a ty nie masz co jeść! Już nie mówiąc o owocach, witaminach… Pakuj rzeczy i chodź ze mną. Lila usiadła – zakręciło jej się w głowie. Popłynęły łzy, a Natalia ją objęła: — Posłuchaj, wiem, co o mnie myślisz. Wiem, że nie zasługuję na wybaczenie, bo to moja córka rozbiła twój związek. Ale nie jestem potworem, nie mogę patrzeć, jak tu cierpisz. Chcesz tego czy nie – zaopiekuję się tobą. Dalej wszystko potoczyło się jak we śnie: Natalia pomogła jej spakować się i wezwała taksówkę. *** W dniu, w którym zaczęły się skurcze, Natalia Anatoliewna nie opuszczała jej nawet na krok. — Słuchaj mnie uważnie, Lila. Uprzedziłam już personel medyczny, że chcesz zrzec się dziecka. Kiedy urodzisz – nie bierz na ręce, nie przytulaj, po prostu nie patrz. Lila cierpiała: — Ach, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Taki ból… Chciałabym już urodzić. — Nie zapominaj – sama go nie wychowasz. Ja już znalazłam porządną rodzinę, która gotowa adoptować twoje dziecko od razu. Parę godzin później na świat przyszła dziewczynka. — Waży trzy trzysta, zdrowa, wszystko dobrze. Pielęgniarka zawinęła dziecko w pieluszkę i wyniosła, nie pokazując Lili. Ale lekarka spojrzała surowo: — Co to ma znaczyć? Urodziła pani zdrową, śliczną dziewczynkę, a nawet nie chce pani spojrzeć. Eleno, proszę przynieść dziecko z powrotem i przyłożyć do piersi. Lila pokręciła głową: — Nie chcę. Nie mam nawet za co żyć, nie chciałam rodzić… Są ludzie, którzy bardziej jej potrzebują, podpiszę zrzeczenie, oddadzą ją do adopcji… — Niech się pani opamięta, proszę choć spojrzeć. Zamknęła oczy, ale poczuła, jak coś ciepłego dotyka jej dłoni. Pielęgniarka położyła obok maleńką istotę, która zaczęła węszyć i otwierać usta. W końcu spojrzała na córeczkę. Mała, bezbronna dziewczynka patrzyła na nią z przymrużonymi oczkami. Wyciągała do niej rączki. — No i jak, mamusiu? Karmimy córeczkę — uśmiechnęła się lekarka, widząc jak Lila drży pod wpływem tych pierwszych chwil. — Śliczna dziewczynka. To pani jest jej potrzebna, nie przybranym rodzicom. Lila zapłakała i objęła córeczkę. Przez następne dwie godziny nie spuściła z niej oka. Wtedy właśnie obudził się jej instynkt macierzyński: “To jest sens mojego życia – moja córka. I nieważne, czy Ilia odszedł, czy ojciec wariuje… Moja córka mnie potrzebuje, więc zostaję z nią”. *** Lila obudziła się na głos Natalii. Natalia Anatoliewna weszła do sali. — Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? Obiecałaś, że po porodzie zrzeczysz się dziecka. Ja już załatwiłam ludzi, którzy zabiorą ją od razu. — Zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu. — Przecież nie masz pieniędzy, nie masz nic, jesteś bezdomna, gdzie zaniesiesz to dziecko? — Do siebie. Już nie będę was obciążać. Poradzę sobie. Natalia zbladła: — Zwariowałaś?! Za co będziesz żyć? Zamierzasz żebrać? Od krzyku obudziła się córeczka. Lila wstała i podeszła do łóżeczka. — Nie ruszaj jej! Ja ją pokołyszę i dam mieszankę. Powiemy lekarzom, że nie masz mleka! — wykrzyczała Natalia. — Nie macie tu nic do powiedzenia, to moje dziecko. Powiedziałam, że nie oddam i kropka! — Nie możesz! Obiecałaś! — Natalia otworzyła usta z bezsilności. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Sąsiadka z sali podniosła głowę: — Kto to był? — Ciotka. — Masakra. Dobrze zrobiłaś, że ją przegoniłaś. Jakbyś potrzebowała pomocy – jestem Lera. Nie zabraknie dobrych ludzi. — A ja Lila. — Miło poznać, Lilu. Wiesz, ta kobieta wyglądała, jakby chciała zabrać ci dziecko. Bardzo dziwna osoba. *** Przed wypisem przyszła do Lili była przyjaciółka, Svieta, w zaawansowanej ciąży. — Cześć. Lila ostrożnie usiadła. Svieta usiadła obok: — Słyszałam, że urodziłaś. — Tak. Córkę. Svieta zerkała niespokojnie. — Lila, wiesz… Mama znalazła ludzi, którzy chcą adoptować twoją córkę. — No i? — Oni są bardzo dobrzy, znam ich. Są bogaci, zrobią wszystko, żeby ja mieć. Svieta ścisnęła jej dłoń: — Proponują milion za twoją córeczkę. Wyobrażasz sobie? Kupiłabyś pokój albo inwestowała w mieszkanie. — Cały milion? — przytaknęła Lila. — No to skoro tak ci na nich zależy, oddaj im swoje dziecko. Svieta się obraziła, ale łapała ją dalej za rękaw. — Lila, oddaj ją mnie! Zajmę się nią — to przecież córka Ilii. — Myślisz, że dasz radę z dwójką dzieci? — Nic nie rozumiesz, Lila! Moja rodzina się wali! Lila zerwała się, chcąc odejść. Svieta chwyciła ją za rękaw, oczy miała szalone: — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Puść. …Parę godzin później wpadł sam Ilia. Lila odsunęła się. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie możesz! Za chwilę Svieta rodzi, tam patrz! — Muszę z tobą pogadać. Odkąd urodziłaś, nie mogę znaleźć sobie miejsca. Sprawa jest taka: chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się jej i od razu ją adoptuję. Lila pokręciła głową: — Nie jestem taka jak ty, nigdy nie zostawię żadnego człowieka, który mnie potrzebuje. Na próżno tu przyjechałeś, nie oddam ci córki! Ilia nie zamierzał się poddać. — Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa rodzić! — Ty? Maminek? Najpierw spytaj mamy o zgodę! Lila odepchnęła byłego chłopaka, wzięła dziecko na ręce i poszła do pielęgniarek. — Proszę nie wpuszczać więcej nikogo do mnie? Nie chcę tu nikogo widzieć! To jakiś dom otwarty! Epilog W dzień wypisu Lila wyszła z córeczką na rękach. Nie była sama – wraz z nią wychodziła jej sąsiadka Lera, którą odbierał mąż i matka. Lila stanęła na schodach, widząc samochód rodziny Reznik. Z auta wysiadła matka Ilii, Valeria Jakowlewna, przyglądając się Lili złośliwie. Lila poczuła chłód na plecach. Niedoszła teściowa patrzyła jak wilczyca przed skokiem. Lera podeszła: — Kto to? — Rodzice Ilii. — Patrzy, jakby cię śledziła. Lila, jakoś mi się to wszystko nie podoba. Mówiłam ci, że mama przygotowała pokój u nas, jedź do nas. Lila przytaknęła. Też czuła niepokój. *** Zamieszkując u nowych przyjaciół, Lila niespodziewanie odnalazła miłość – brat Lery, zatwardziały kawaler Janek, zaczął się nią opiekować. Janek okazał się dobrym człowiekiem, ożenił się z Lilą, adoptował jej córkę i pomagał nawet jej ojcu. Co do Sviety i Ilii – ich małżeństwo się rozpadło. Okazało się, że Svieta udawała ciążę, nosząc sztuczny brzuch, zwodząc całą rodzinę Rezników. Natalia Anatoliewna dla dobra córki wyznała zięciowi prawdę, że Svieta poroniła na samym początku i od razu zaproponowała wygodne rozwiązanie: — Iliuszka, zięciu, nie gniewaj się na moją córkę. Tak, ciąża się nie udała, ale ty przecież też masz coś na sumieniu. Urodzi ci się dziecko z inną. Pomyślałam – czemu nie weźmiecie dziecka Lili do siebie? Adopcja, nie będziecie obcymi. Nikomu nie mówmy o poronieniu Sviety – niech wszyscy myślą, że to wasze. Ilia przystał na ten plan teściowej. I wszystko szło gładko, dopóki Lila się nie sprzeciwiła i nie zostawiła w szpitalu swojej nowonarodzonej córki, co zapędziło byłą przyjaciółkę i jej matkę w kozi róg. Matka Ilii, Valeria Jakowlewna, rozczarowana kłamstwami synowej, wyrzuciła ją z domu i zmusiła syna do rozwodu. Dziecko dla przyjaciółki – opowieść o sile matki, pokusie łatwego wyjścia i nadziei na nowy początek.