Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila dobiegała końca ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, ojciec zaczął pić i od tamtej pory życie dziewczyny zamieniło się w piekło. Każdego ranka Lila wietrzyła mieszkanie, wyrzucała spod stołu butelki po wódce i czekała, aż ojciec się obudzi. — Tato, przecież nie możesz już pić. Ledwo doszedłeś do siebie po wylewie. — Chcę i piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znoszę ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, że nikomu nie jestem potrzebny. Nawet tobie, przecież jestem tylko ciężarem. Jestem przegranym człowiekiem, Lila. Nie powinienem był się urodzić, ani żenić, ani mieć dzieci, które tylko odziedziczyły po mnie słaby charakter i biedę. Wszystko na nic. Lepiej pić. Lila już i tak była w kiepskim nastroju, rozzłościła się. — Nie wszystko na nic, tato. Inni ludzie mają w życiu gorzej. — Gorzej, córko? Ty wychowywałaś się bez matki. I teraz chcesz urodzić biedne dziecko bez ojca, które też będzie żyć w biedzie. — Nie zawsze wszystko tak wygląda, tato. Wszystko może się nagle zmienić. Lila ze smutkiem przypomniała sobie niedawne szczęście, gdy szykowała się do ślubu z Dawidem. Świat się zachwiał, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec ponownie się upił. Lila, podniesionym głosem, zawołała: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko tutaj jest moje — odpowiedział ojciec. — Włącznie z emeryturą, którą przede mną chowasz. Moją emeryturą. — I wszystko przepiłeś? Nie pomyślałeś, za co będziemy żyć? — A dlaczego mam myśleć? Jestem chory. Dorosłaś, teraz ty się mną zajmuj! Lila przeszukała wszystkie szafki. — Przecież pamiętam, że wczoraj były jeszcze dwa opakowania makaronu i olej. A teraz nie ma nic! Co zjemy na kolację?.. Lila była zdruzgotana. Usiadła na krześle i zakryła twarz rękami. Nie mogła wiedzieć, że ciotka Natalia zaczęła przychodzić pod jej nieobecność, rozpijać ojca i okradać mieszkanie. Cichą żmiją Natalia wpełzła do ich domu i robiła wszystko, by rozbić rodzinę. Tę noc Lila przepłakała. Leżała załamana w łóżku, głodna. Rano ktoś zapukał do drzwi i weszła Natalia Antonina. W modnym płaszczu i butach na obcasach nawet nie zdjęła butów, weszła do kuchni. — Cześć. Moja koleżanka z administracji powiedziała mi, że macie długi i niedługo odetną wam prąd. Co tu się dzieje, Lila? Może napijemy się herbaty? Nie czekając na odpowiedź, Natalia zaczęła grzebać po szafkach i w lodówce. — Sama zrobię herbatę, jesteś w ciąży, jak moja Zosia… Słuchaj, nie macie cukru, nie ma nawet herbaty. Pusto jak na pustyni. Chodźmy do sklepu. Lila unikała jej wzroku. — Ciociu Natalio, nie poczęstuję pani herbatą. Proszę wyjść. Natalia nie zamierzała się wycofywać. — Masz problemy? Widzę, że tak. Pamiętasz, proponowałam ci zamieszkanie u mnie? Tym razem nie proszę, nalegam – przeprowadzaj się do mnie. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, a ty nawet nie masz co jeść! Nie mówiąc już o tym, że powinnaś jeść owoce, witaminy… Pakuj rzeczy i jedź ze mną. Lili zakręciło się w głowie od słabości, usiadła, a łzy popłynęły po policzkach. Natalia ją przytuliła: — Posłuchaj, wiem co do mnie czujesz. Nie oczekuję wybaczenia — moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak się męczysz. Chcesz czy nie, i tak się tobą zaopiekuję. Reszta wydarzeń potoczyła się jak we śnie: Natalia pomogła jej się spakować i zamówiła taksówkę. *** Kiedy Lili zaczęły się bóle porodowe, Natalia Antonina nie odstępowała jej na krok. — Słuchaj uważnie, Lila. Uprzedziłam już lekarzy, że chcesz oddać dziecko do adopcji. Więc jak urodzisz, nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi. Nawet nie patrz. Lila cierpiała. — Ach, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Taki ból… Chciałabym już urodzić. — Pamiętaj, co ci mówiłam — sama nie wychowasz tego dziecka. Już mam wybraną przyzwoitą rodzinę, chętni są natychmiast! Po kilku godzinach na świat przyszła dziewczynka. — Trzy kilo trzysta, zdrowa, wszystko w porządku. Pielęgniarka owinęła dziecko w pieluchę i wyniosła, nawet nie pokazując Lili. Jednak lekarz pediatra surowo spojrzała na młodą matkę: — Jak to rozumieć? Ma pani zdrową, śliczną dziewczynkę, a nawet nie chce pani na nią spojrzeć. Pani Elżbieta, proszę przynieść dziecko i przystawić do piersi matki. Lila potrząsnęła głową: — Nie chcę. Nie mam z czego żyć, nie chciałam rodzić… Są ludzie, którym bardziej jej potrzeba, oddam ją… — Proszę się opamiętać, chociaż spojrzy pani na maleństwo. Lila zamknęła oczy, lecz poczuła dotyk czegoś delikatnego na swojej dłoni. Pielęgniarka położyła noworodka obok niej, dziecko zaczęło ssać i rozglądać się, a Lila wreszcie spojrzała na córeczkę. Mała, bezbronna dziewczynka patrzyła na nią z przymrużonymi oczkami, próbując dotknąć jej dłonią. — No widzi pani, mamo? Karmimy maleństwo — uśmiechnęła się pediatra, widząc łzy na policzku Lili. — Śliczna dziewczynka, to pani jest jej potrzebna, nie obcy ludzie, rozumie pani? Lila rozpłakała się, przytulając córkę. Następne dwie godziny odpoczywała razem z nią i nie mogła oderwać od niej wzroku. Wtedy obudził się jej instynkt macierzyński. „To jest sens mojego życia — moja córka. Nieważne, że Dawid odszedł, nieważne, co robi ojciec… Jestem mojej córce potrzebna, więc zostanę z nią.” *** Obudził ją głos Natalii. Natalia Antonina, ubrana w szlafrok, weszła do sali i spojrzała na leżącą w łóżku Lilę. — Zapomniałaś, o czym się umawiałyśmy? — spytała cicho. — Obiecałaś, że oddasz dziecko. Mam już ludzi, którzy chętnie zabiorą dziewczynkę już dziś. — Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu. — Ale nie masz pieniędzy, nie masz gdzie mieszkać, co zrobisz z tym dzieckiem? — Pójdę do domu. Nie będę już pani zawracać głowy. Poradzę sobie sama. Lila zobaczyła, jak twarz Natalii wykrzywił zły grymas. — Oszalałaś? Przecież nie masz za co żyć! Będziesz żebrać? Od krzyków obudziła się córka Lili, która spała w łóżeczku. Lila podeszła do niej. — Nie ruszaj! Ja ją utulę i nakarmię mlekiem modyfikowanym. Powiemy lekarzowi, że nie masz mleka — oświadczyła Natalia. Lila pokręciła głową: — To moja córka, decyzja należy do mnie. Już mówiłam — nie oddam jej! — Nie możesz! Przecież obiecałaś! — Natalia bezsilnie szeroko otworzyła usta. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Sąsiadka z sali, dotąd cicho leżąca, podniosła głowę: — To kto to był? — Ciocia. — O matko… Dobrze zrobiłaś, że ją wyprosiłaś. Jestem Lena. Jak będziesz potrzebować pomocy, daj znać. Na świecie są jeszcze dobrzy ludzie. — Lila. — Miło cię poznać, Lila. Wiesz, wygladało, jakby ta kobieta naprawdę chciała zabrać twoją córkę ze sobą. Dziwna osoba. *** Przed wypisem odwiedziła Lilę była przyjaciółka Zosia. Nie pozwolono jej wejść na salę, więc Lila spotkała się z nią w korytarzu. Zosia stała z dużym brzuchem, wyglądała na nerwową. — Cześć. Lila ostrożnie usiadła obok. Zosia usiadła blisko. — Słyszałam, że urodziłaś. — Tak. Córeczkę. Zosia odwróciła wzrok. — Lila, sprawa jest taka. Mama znalazła ludzi, którzy chcą adoptować twoją córeczkę. — I? — To bardzo dobrzy ludzie, znam ich. Są bogaci, gotowi na wszystko, żeby zdobyć dziecko. Zosia ścisnęła Lili dłoń: — Dają za twoją córkę milion. Cały milion rozumiesz? Możesz kupić pokój w akademiku albo zacząć zbierać na własne mieszkanie. — Milion? — Lila skinęła głową. — Skoro tak się martwisz, to swoje dziecko im sprzedaj. Zosia od razu nadęła usta, ale nie puszczała jej dłoni. — Poczekaj, Lila. Oddaj dziecko mnie! Będę się nią opiekować, to przecież córka Dawida. — Myślisz, że dasz sobie radę z dwójką dzieci? — Nic nie rozumiesz, Lilo! Moja rodzina się rozpada! Lila wstała z ławki. Zosia złapała ją za rękaw, a oczy nabrały szalonego wyrazu: — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Puść mnie. …Niedługo potem do sali wszedł Dawid. Lila się od niego odsunęła. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie, nie możesz! Niedługo Zosieńka urodzi, tam patrz. — Musimy porozmawiać. Odkąd urodziłaś, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chcę zabrać dziecko. Oddaj ją, a ja ją od razu adoptuję. Lila pokręciła głową: — Nie jestem taki jak ty, nigdy nie oddam nikogo, kto mnie potrzebuje. Przyszedłeś na darmo — nie dam ci córki! Dawid nie chciał odejść. — Oddaj mi dziecko! Nie miałaś prawa rodzić mojego dziecka! I tak zabiorę, co do mnie należy! — Ty? Maminsynek? Najpierw zapytaj matki o zgodę! Lila odepchnęła byłego chłopaka, wzięła córkę i poszła do siostry oddziałowej: — Czy mogę prosić, żeby mnie już nikt nie odwiedzał? Nie chcę już nikogo widzieć! Jak w przechodnim domu… Epilog W dniu wypisu Lila wyszła ze szpitala z córką na rękach. Nie była sama; razem z nią wychodziła z sali sąsiadka Lena, którą witali mąż i matka. Na schodach Lila zauważyła samochód państwa Reznik. Z auta wysiadła matka Dawida, Waleria, zmierzyła Lilę wzrokiem. Lila poczuła zimny dreszcz na plecach. Niedoszła teściowa patrzyła na nią złym wzrokiem. Lena to zauważyła, podeszła bliżej. — Kto to taki, Lila? — Rodzice Dawida. — Patrzy na ciebie jak jastrząb. Jest coś dziwnego w tym, jak wszyscy ci się „rzucili” na ciebie. Coś tu nie gra. Mówiłam ci, że mama przygotowała u nas pokój dla ciebie, więc jedź ze mną. Lila kiwnęła głową. Też czuła niepokój. *** Mieszkając u nowych przyjaciół, Lila niespodziewanie odnalazła miłość — brat Leny, zatwardziały kawaler Janek, zaczął się nią opiekować. Janek okazał się dobrym człowiekiem. Ożenił się z Lilą, adoptował jej córkę i pomagał teściowi. Co do Zosi i Dawida — ich małżeństwo się rozpadło. Okazało się, że Zosia udawała ciążę, chodząc z poduszką pod bluzką i oszukując całą rodzinę Rejów. Natalia Antonina, chcąc chronić córkę, sama powiedziała zięciowi, że Zosia poroniła na bardzo wczesnym etapie. No i od razu przedstawiła, jak jej się zdawało, „dobry plan”. — Dawidku, kochany zięciu, nie miej żalu do mojej córki. Tak, straciła dziecko, ale przecież tobie też się coś należy! Wkrótce urodzi się twoje nieślubne dziecko. Pomyślałam, że możecie razem zabrać to dziecko, które urodzi Lila. Przecież to nie cudze. Adoptujcie je, a rodzicom twoim powiemy, że to Zosia urodziła. Dawidowi spodobał się plan teściowej. Wszystko układało się do chwili, gdy Lila wbrew wszystkiemu nie zostawiła córki w szpitalu, wywracając plany byłej przyjaciółki i jej matki do góry nogami. Matka Dawida, Waleria, rozczarowana oszustwem synowej, wyrzuciła Zosię z domu i kazała synowi się rozwieść.

Dziecko dla przyjaciółki

Gdy Zuzanna dobiegała już do końca swojej ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, ojciec zaczął pić i od tego czasu moje życie zmieniło się w prawdziwy koszmar.

Każdego ranka wietrzyłam mieszkanie, sprzątałam puste butelki spod stołu i czekałam, aż ojciec się wyśpi.

Tato, przecież nie wolno ci pić. Ledwie doszedłeś do siebie po udarze.

Piję, bo chcę. Kto mi zabroni? Tak łatwiej mi znieść ból.

Jaki ból?

Ból świadomości, że nikomu nie jestem potrzebny. Nawet tobie. Jestem dla ciebie ciężarem. Jestem straconym człowiekiem, Zuzanno. Po co się w ogóle urodziłem, po co się żeniłem, robiłem dzieci, które odziedziczyły po mnie tylko słabość, brak charakteru i biedę. Wszystko na nic, córko. Prościej pić.

Wkurzałam się, choć już i tak byłam w złym nastroju.

Wcale nie na nic, tato. Niektórzy mają w życiu gorzej.

Gorzej, córko? Bez matki cię wychowywałem. A ty zamierzasz urodzić biedaka bez ojca, który będzie musiał żyć w biedzie.

Nie wszystko jest takie ponure, tato. Nic nie jest wieczne, wszystko się może zmienić w każdej chwili.

Z żalem wspominałam czasy, kiedy jeszcze niedawno byłam szczęśliwa, szykując się do ślubu z Pawłem Tak, świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej.

Tego dnia tata znowu się upił. A ja, wybuchając:

Tato, przepiles oszczędności, które schowałam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przekopałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?!

Wszystko w tym domu należy do mnie oświadczył ojciec. Nawet emerytura, którą chowasz przede mną! Moja emerytura!

I wszystko przepiles? Nawet nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć?

A czemu mam myśleć? Jestem chory. Już dorosłaś, teraz ty się mną zajmij!

Szukałam po wszystkich szafkach.

Przecież pamiętam, wczoraj były jeszcze dwie paczki makaronu i masło. Teraz nie ma nic! Co zjemy na kolację?..

Byłam w szoku. Usiadłam na taborecie i zakryłam twarz dłońmi.

Nie miałam pojęcia, że ciocia Natalia w czasie mojej nieobecności podawała ojcu alkoholu i okradała dom.

Cicho, niczym żmija, Natalia wślizgnęła się do naszego mieszkania i robiła wszystko, by rozbić rodzinę.

Tamtej nocy płakałam. Leżałam przygnębiona i złamana. Byłam głodna.

Rano ktoś zapukał i weszła Natalia. W modnym płaszczu i butach na obcasie, nawet się nie rozebrała, tylko przeszła do środka.

Hej. Moja koleżanka z administracji powiedziała mi, że macie zaległości i zaraz odetną wam prąd. Co się dzieje, Zuzanno? Zaprosisz na herbatę?

Nie czekała na odpowiedź, ruszyła do kuchni i zaczęła grzebać po szafkach.

Zrobię herbatę sama, jesteś przecież w ciąży jak moja córka Ola Ale nie ma ani cukru, ani herbaty, nic u was nie ma. Idziemy do sklepu.

Unikałam kontaktu wzrokowego.

Ciociu Natalio, nie poczęstuję pani herbatą. Lepiej, żeby pani wyszła.

Natalia nie zamierzała rezygnować.

Masz problem? Widzę, że tak. Pamiętasz, że proponowałam ci przeprowadzkę do mnie? Tym razem nie pytam, tylko nalegam pakuj się i jedziemy. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, ty nawet nie masz co jeść! A przecież potrzebujesz owoców, witamin Pakuj torbę.

Usiadłam na krześle, bo zakręciło mi się w głowie. Pociekły mi łzy Natalia mnie przytuliła:

Posłuchaj, Zuzanko, wiem, jak się do mnie odnosisz. Nie zasługuję na przebaczenie moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie mogę patrzeć, jak się tu męczysz. Chcesz czy nie, ja ci pomogę.

Wszystko działo się jak przez mgłę Natalia pomogła mi się spakować i zamówiła taksówkę.

***

W dniu, w którym zaczęły się bóle porodowe, Natalia prawie nie odstępowała mnie na krok.

Słuchaj mnie uważnie, Zuzanno. Już uprzedziłam personel, że chcesz zrzec się dziecka. Dlatego po porodzie nie bierz jej na ręce, nie przystawiaj do piersi. Po prostu nie patrz.

Miotałam się w bólach porodowych.

Ach, ciociu Natalio, już mi wszystko jedno. Byle szybciej urodzić, ból jest straszny

Nie zapominaj, o czym mówiłam sama nie poradzisz sobie z wychowaniem dziecka. Już znalazłam porządną, małżeńską parę chcą je adoptować od razu.

Po paru godzinach urodziła się dziewczynka.

Trzy kilo trzysta, zdrowa, wszystko dobrze.

Położna owinęła płaczące dziecko i zabrała, nawet mi nie pokazując.

Jednak pediatra spojrzała na mnie surowo.

Co to ma znaczyć? Zdrowa, śliczna dziewczynka, a ty nawet nie chcesz na nią spojrzeć. Pani Ewo, proszę przynieść i przystawić ją do matki.

Smutna pokręciłam głową.

Nie chcę Ledwo mam z czego żyć, nie chciałam rodzić Są ludzie, którym ona jest bardziej potrzebna, napiszę zrzeczenie się, oddadzą ją do adopcji

Proszę nie szaleć, choć popatrz na nią.

Zacisnęłam powieki, ale poczułam coś delikatnego przy dłoni

Położna położyła moją córeczkę obok mnie, a ona jęknęła, dotykając nosem mojej skóry, rozchylając usta. Odważyłam się popatrzeć.

Mała, bezbronna istota przyglądała mi się zza przymrużonych oczek. Próbowała mnie przytulić, dreptała bezradnie rączkami po piersi.

No dobrze, mamusiu karmimy malucha uśmiechnęła się pediatra. Zobaczyła, jak drżę, dotknięta do głębi serca.

Ładna dziewczynka, potrzebuje pani, a nie obcych rodziców, rozumiesz?

Rozpłakałam się, obejmując córkę i kiwnęłam głową.

Przez następne dwie godziny odpoczywałam z córeczką i nie mogłam od niej oderwać wzroku.

Obudził się mój instynkt macierzyński.

Oto jest sens mojego życia moja córka.
I nieważne, że Paweł odszedł, że ojciec szaleje Jestem potrzebna mojej córce, więc przy niej zostanę.

***

Obudził mnie głos Natalii.

Natalia, narzucona w szlafrok, stanęła w drzwiach.

Zapomniałaś, o czym rozmawiałyśmy? szepnęła. Miałaś oddać dziecko. Już załatwiłam rodzinę, która wszystko załatwi natychmiast.

Ciociu Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu.

A gdzie pójdziesz? Nawet nie masz złotówki, jesteś bezdomna! Jak zamierzasz utrzymać dziecko? Co będziesz jeść?

Idę do domu. Dłużej nie będę nikomu przeszkadzać. Poradzę sobie.

Twarz Natalii się zmieniła, wykrzywiła w diabolicznym grymasie.

Zwariowałaś? Nie masz pieniędzy! Z czego zamierzasz żyć? Będziesz żebrać na chleb?

Od krzyku obudziła się moja córeczka w łóżeczku. Podniosłam się i sięgnęłam do niej.

Nie ruszaj! Ja ją utulę i nakarmię mlekiem modyfikowanym. Powiemy lekarzom, że nie masz pokarmu rzuciła Natalia.

Pokręciłam głową:

Nie pani tu decyduje. To moje dziecko. Powiedziałam, że nie mam zamiaru jej oddawać.

Nie możesz! Obiecałaś! Natalia rozdziawiła ze złością usta.

Proszę wyjść.

Natalia wyszła. Moja współlokatorka z sali, cicho dotąd leżąca, podniosła głowę:

Kto to był?

Ciocia.

Okropność. Nie słuchaj jej. Dobrze zrobiłaś, że ją wyrzuciłaś. Jestem Kasia. Jak trzeba, pomogę. Świat nie jest taki zły.

A ja Zuzanna.

Miło poznać. Powiem ci wyglądało, jakby chciała zabrać twoje dziecko. Bardzo dziwna kobieta.

***

Przed wypisem odwiedziła mnie ze swoim wielkim brzuchem była przyjaciółka Ola. Spotkałyśmy się na korytarzu.

Cześć.

Ostrożnie usiadłam na ławce. Ola również.

Słyszałam, że urodziłaś.

Tak, córkę.

Ola zerknęła niepewnie.

Zuzka, chodzi o to Wiesz, mama już znalazła ludzi, którzy chcą twoją córeczkę adoptować.

I co w związku z tym?

To bardzo dobrzy ludzie, są bogaci i zrobią wszystko, by mieć takie dziecko.

Ola chwyciła mnie za rękę:

Oferują za twoją córkę milion złotych. Milion, wyobrażasz sobie? Mogłabyś kupić pokój w akademiku, a może nawet zacząć spłacać mieszkanie.

Aha, milion? skinęłam głową. To może jak się przejmujesz, to sprzedaj swoje dziecko.

Ola od razu się nadęła, ale nie puszczała mojej ręki.

Poczekaj, Zuzka. Oddaj ją mi! Zajmę się nią. Przecież jest córką Pawła.

Myślisz, że poradzisz sobie z dwójką dzieci?

Nic nie rozumiesz, Zuzka! Mój związek się rozpada

Zerwałam się, by wyjść. Ola chwyciła mnie za rękaw, miała szalone oczy:

Potrzebuję tego dziecka, Zuza!

Puść.

*

Za kilka godzin do sali wtargnął sam Paweł. Cofnęłam się na jego widok.

Urodziłaś? Mogę zobaczyć dziecko?

Nie, nie możesz! Zaraz twoja Ola urodzi, to tam patrz!

Musimy pogadać, Zuzka. Od kiedy urodziłaś, nie mogę znaleźć sobie miejsca. Chcę zabrać naszą córkę. Oddaj ją, adoptuję małą.

Nie jestem jak wy. Nigdy nie zostawię kogoś, kto mnie potrzebuje. Próżne twoje fatygi, dziecka ci nie dam.

Paweł zachowywał się dziwnie, nie chciał wyjść.

Oddaj dziecko! W ogóle nie miałaś prawa rodzić go beze mnie! I tak odbiorę to, co moje!

Ty? Maminsynek? Najpierw zapytaj o pozwolenie u swojej matki!

Odepchnęłam go, wzięłam córkę i poszłam do dyżurki pielęgniarek.

Proszę nikogo do mnie nie wpuszczać. Nikogo się nie spodziewam, nikogo nie chcę widzieć! Czuję się jak na dworcu kolejowym.

Epilog

W dzień wypisu wyszłam z córeczką na rękach.

Nie byłam sama, z sali wychodziła także Kasia. Czekał na nią mąż i mama.

Zatrzymałam się na schodach, widząc auto Pawła.

Wysiadła jego matka, pani Helena. Przyglądała mi się surowo, aż ciarki przeszły mi po plecach. Matka Pawła patrzyła na mnie jak wilczyca na zdobycz.

Kasia zauważyła minę mojej byłej przyszłej teściowej i stanęła przy mnie.

Kto to?

Rodzice Pawła.

Ale cię obserwują, aż strach. Jakaś ta wasza rodzina dziwna. Mówiłam ci, że mama zorganizowała u nas pokój, więc jedziesz ze mną.

Skinęłam głową. Czułam się nieswojo.

***

Mieszkając u nowych znajomych, nieoczekiwanie odnalazłam szczęście kuzyn Kasi, zadeklarowany kawaler, Piotr, zaczął się mną opiekować.

Okazał się wspaniałym człowiekiem, serdecznym i dobrym. Nie tylko wziął mnie za żonę i adoptował córkę, ale pomagał także mojemu ojcu.

A co z Olą i Pawłem? Ich małżeństwo się rozpadło.

Okazało się, że Ola udawała ciążę, nosiła sztuczny brzuch i zwodziła całą rodzinę Pawła.

Natalia, próbując kryć Olę, wyznała zięciowi, że Ola poroniła na bardzo wczesnym etapie. Od razu podsunęła rozwiązanie problemu:

Pawle, nie gniewaj się na Olę. Straciła ciążę, ale i ty nie jesteś bez winy! Przecież zaraz urodzi ci się dziecko z inną. Pomyślałam, że przygarnijcie dziecko Zuzki, adoptujcie je! Będziecie udawać, że to Ola urodziła, nic nie powiemy twoim rodzicom.

Plan Natalii spodobał się Pawłowi.

Wszystko układało się idealnie, dopóki nie odważyłam się zachować córki przy sobie, czym pokrzyżowałam szyki byłej przyjaciółce i jej matce.

Mama Pawła, pani Helena, dowiedziawszy się o oszustwie, wyrzuciła Olę z domu i nakazała synowi wziąć rozwód.

Rate article
Fajna Tajna
Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila dobiegała końca ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, ojciec zaczął pić i od tamtej pory życie dziewczyny zamieniło się w piekło. Każdego ranka Lila wietrzyła mieszkanie, wyrzucała spod stołu butelki po wódce i czekała, aż ojciec się obudzi. — Tato, przecież nie możesz już pić. Ledwo doszedłeś do siebie po wylewie. — Chcę i piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znoszę ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, że nikomu nie jestem potrzebny. Nawet tobie, przecież jestem tylko ciężarem. Jestem przegranym człowiekiem, Lila. Nie powinienem był się urodzić, ani żenić, ani mieć dzieci, które tylko odziedziczyły po mnie słaby charakter i biedę. Wszystko na nic. Lepiej pić. Lila już i tak była w kiepskim nastroju, rozzłościła się. — Nie wszystko na nic, tato. Inni ludzie mają w życiu gorzej. — Gorzej, córko? Ty wychowywałaś się bez matki. I teraz chcesz urodzić biedne dziecko bez ojca, które też będzie żyć w biedzie. — Nie zawsze wszystko tak wygląda, tato. Wszystko może się nagle zmienić. Lila ze smutkiem przypomniała sobie niedawne szczęście, gdy szykowała się do ślubu z Dawidem. Świat się zachwiał, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec ponownie się upił. Lila, podniesionym głosem, zawołała: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko tutaj jest moje — odpowiedział ojciec. — Włącznie z emeryturą, którą przede mną chowasz. Moją emeryturą. — I wszystko przepiłeś? Nie pomyślałeś, za co będziemy żyć? — A dlaczego mam myśleć? Jestem chory. Dorosłaś, teraz ty się mną zajmuj! Lila przeszukała wszystkie szafki. — Przecież pamiętam, że wczoraj były jeszcze dwa opakowania makaronu i olej. A teraz nie ma nic! Co zjemy na kolację?.. Lila była zdruzgotana. Usiadła na krześle i zakryła twarz rękami. Nie mogła wiedzieć, że ciotka Natalia zaczęła przychodzić pod jej nieobecność, rozpijać ojca i okradać mieszkanie. Cichą żmiją Natalia wpełzła do ich domu i robiła wszystko, by rozbić rodzinę. Tę noc Lila przepłakała. Leżała załamana w łóżku, głodna. Rano ktoś zapukał do drzwi i weszła Natalia Antonina. W modnym płaszczu i butach na obcasach nawet nie zdjęła butów, weszła do kuchni. — Cześć. Moja koleżanka z administracji powiedziała mi, że macie długi i niedługo odetną wam prąd. Co tu się dzieje, Lila? Może napijemy się herbaty? Nie czekając na odpowiedź, Natalia zaczęła grzebać po szafkach i w lodówce. — Sama zrobię herbatę, jesteś w ciąży, jak moja Zosia… Słuchaj, nie macie cukru, nie ma nawet herbaty. Pusto jak na pustyni. Chodźmy do sklepu. Lila unikała jej wzroku. — Ciociu Natalio, nie poczęstuję pani herbatą. Proszę wyjść. Natalia nie zamierzała się wycofywać. — Masz problemy? Widzę, że tak. Pamiętasz, proponowałam ci zamieszkanie u mnie? Tym razem nie proszę, nalegam – przeprowadzaj się do mnie. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, a ty nawet nie masz co jeść! Nie mówiąc już o tym, że powinnaś jeść owoce, witaminy… Pakuj rzeczy i jedź ze mną. Lili zakręciło się w głowie od słabości, usiadła, a łzy popłynęły po policzkach. Natalia ją przytuliła: — Posłuchaj, wiem co do mnie czujesz. Nie oczekuję wybaczenia — moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak się męczysz. Chcesz czy nie, i tak się tobą zaopiekuję. Reszta wydarzeń potoczyła się jak we śnie: Natalia pomogła jej się spakować i zamówiła taksówkę. *** Kiedy Lili zaczęły się bóle porodowe, Natalia Antonina nie odstępowała jej na krok. — Słuchaj uważnie, Lila. Uprzedziłam już lekarzy, że chcesz oddać dziecko do adopcji. Więc jak urodzisz, nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi. Nawet nie patrz. Lila cierpiała. — Ach, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Taki ból… Chciałabym już urodzić. — Pamiętaj, co ci mówiłam — sama nie wychowasz tego dziecka. Już mam wybraną przyzwoitą rodzinę, chętni są natychmiast! Po kilku godzinach na świat przyszła dziewczynka. — Trzy kilo trzysta, zdrowa, wszystko w porządku. Pielęgniarka owinęła dziecko w pieluchę i wyniosła, nawet nie pokazując Lili. Jednak lekarz pediatra surowo spojrzała na młodą matkę: — Jak to rozumieć? Ma pani zdrową, śliczną dziewczynkę, a nawet nie chce pani na nią spojrzeć. Pani Elżbieta, proszę przynieść dziecko i przystawić do piersi matki. Lila potrząsnęła głową: — Nie chcę. Nie mam z czego żyć, nie chciałam rodzić… Są ludzie, którym bardziej jej potrzeba, oddam ją… — Proszę się opamiętać, chociaż spojrzy pani na maleństwo. Lila zamknęła oczy, lecz poczuła dotyk czegoś delikatnego na swojej dłoni. Pielęgniarka położyła noworodka obok niej, dziecko zaczęło ssać i rozglądać się, a Lila wreszcie spojrzała na córeczkę. Mała, bezbronna dziewczynka patrzyła na nią z przymrużonymi oczkami, próbując dotknąć jej dłonią. — No widzi pani, mamo? Karmimy maleństwo — uśmiechnęła się pediatra, widząc łzy na policzku Lili. — Śliczna dziewczynka, to pani jest jej potrzebna, nie obcy ludzie, rozumie pani? Lila rozpłakała się, przytulając córkę. Następne dwie godziny odpoczywała razem z nią i nie mogła oderwać od niej wzroku. Wtedy obudził się jej instynkt macierzyński. „To jest sens mojego życia — moja córka. Nieważne, że Dawid odszedł, nieważne, co robi ojciec… Jestem mojej córce potrzebna, więc zostanę z nią.” *** Obudził ją głos Natalii. Natalia Antonina, ubrana w szlafrok, weszła do sali i spojrzała na leżącą w łóżku Lilę. — Zapomniałaś, o czym się umawiałyśmy? — spytała cicho. — Obiecałaś, że oddasz dziecko. Mam już ludzi, którzy chętnie zabiorą dziewczynkę już dziś. — Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu. — Ale nie masz pieniędzy, nie masz gdzie mieszkać, co zrobisz z tym dzieckiem? — Pójdę do domu. Nie będę już pani zawracać głowy. Poradzę sobie sama. Lila zobaczyła, jak twarz Natalii wykrzywił zły grymas. — Oszalałaś? Przecież nie masz za co żyć! Będziesz żebrać? Od krzyków obudziła się córka Lili, która spała w łóżeczku. Lila podeszła do niej. — Nie ruszaj! Ja ją utulę i nakarmię mlekiem modyfikowanym. Powiemy lekarzowi, że nie masz mleka — oświadczyła Natalia. Lila pokręciła głową: — To moja córka, decyzja należy do mnie. Już mówiłam — nie oddam jej! — Nie możesz! Przecież obiecałaś! — Natalia bezsilnie szeroko otworzyła usta. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Sąsiadka z sali, dotąd cicho leżąca, podniosła głowę: — To kto to był? — Ciocia. — O matko… Dobrze zrobiłaś, że ją wyprosiłaś. Jestem Lena. Jak będziesz potrzebować pomocy, daj znać. Na świecie są jeszcze dobrzy ludzie. — Lila. — Miło cię poznać, Lila. Wiesz, wygladało, jakby ta kobieta naprawdę chciała zabrać twoją córkę ze sobą. Dziwna osoba. *** Przed wypisem odwiedziła Lilę była przyjaciółka Zosia. Nie pozwolono jej wejść na salę, więc Lila spotkała się z nią w korytarzu. Zosia stała z dużym brzuchem, wyglądała na nerwową. — Cześć. Lila ostrożnie usiadła obok. Zosia usiadła blisko. — Słyszałam, że urodziłaś. — Tak. Córeczkę. Zosia odwróciła wzrok. — Lila, sprawa jest taka. Mama znalazła ludzi, którzy chcą adoptować twoją córeczkę. — I? — To bardzo dobrzy ludzie, znam ich. Są bogaci, gotowi na wszystko, żeby zdobyć dziecko. Zosia ścisnęła Lili dłoń: — Dają za twoją córkę milion. Cały milion rozumiesz? Możesz kupić pokój w akademiku albo zacząć zbierać na własne mieszkanie. — Milion? — Lila skinęła głową. — Skoro tak się martwisz, to swoje dziecko im sprzedaj. Zosia od razu nadęła usta, ale nie puszczała jej dłoni. — Poczekaj, Lila. Oddaj dziecko mnie! Będę się nią opiekować, to przecież córka Dawida. — Myślisz, że dasz sobie radę z dwójką dzieci? — Nic nie rozumiesz, Lilo! Moja rodzina się rozpada! Lila wstała z ławki. Zosia złapała ją za rękaw, a oczy nabrały szalonego wyrazu: — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Puść mnie. …Niedługo potem do sali wszedł Dawid. Lila się od niego odsunęła. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie, nie możesz! Niedługo Zosieńka urodzi, tam patrz. — Musimy porozmawiać. Odkąd urodziłaś, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chcę zabrać dziecko. Oddaj ją, a ja ją od razu adoptuję. Lila pokręciła głową: — Nie jestem taki jak ty, nigdy nie oddam nikogo, kto mnie potrzebuje. Przyszedłeś na darmo — nie dam ci córki! Dawid nie chciał odejść. — Oddaj mi dziecko! Nie miałaś prawa rodzić mojego dziecka! I tak zabiorę, co do mnie należy! — Ty? Maminsynek? Najpierw zapytaj matki o zgodę! Lila odepchnęła byłego chłopaka, wzięła córkę i poszła do siostry oddziałowej: — Czy mogę prosić, żeby mnie już nikt nie odwiedzał? Nie chcę już nikogo widzieć! Jak w przechodnim domu… Epilog W dniu wypisu Lila wyszła ze szpitala z córką na rękach. Nie była sama; razem z nią wychodziła z sali sąsiadka Lena, którą witali mąż i matka. Na schodach Lila zauważyła samochód państwa Reznik. Z auta wysiadła matka Dawida, Waleria, zmierzyła Lilę wzrokiem. Lila poczuła zimny dreszcz na plecach. Niedoszła teściowa patrzyła na nią złym wzrokiem. Lena to zauważyła, podeszła bliżej. — Kto to taki, Lila? — Rodzice Dawida. — Patrzy na ciebie jak jastrząb. Jest coś dziwnego w tym, jak wszyscy ci się „rzucili” na ciebie. Coś tu nie gra. Mówiłam ci, że mama przygotowała u nas pokój dla ciebie, więc jedź ze mną. Lila kiwnęła głową. Też czuła niepokój. *** Mieszkając u nowych przyjaciół, Lila niespodziewanie odnalazła miłość — brat Leny, zatwardziały kawaler Janek, zaczął się nią opiekować. Janek okazał się dobrym człowiekiem. Ożenił się z Lilą, adoptował jej córkę i pomagał teściowi. Co do Zosi i Dawida — ich małżeństwo się rozpadło. Okazało się, że Zosia udawała ciążę, chodząc z poduszką pod bluzką i oszukując całą rodzinę Rejów. Natalia Antonina, chcąc chronić córkę, sama powiedziała zięciowi, że Zosia poroniła na bardzo wczesnym etapie. No i od razu przedstawiła, jak jej się zdawało, „dobry plan”. — Dawidku, kochany zięciu, nie miej żalu do mojej córki. Tak, straciła dziecko, ale przecież tobie też się coś należy! Wkrótce urodzi się twoje nieślubne dziecko. Pomyślałam, że możecie razem zabrać to dziecko, które urodzi Lila. Przecież to nie cudze. Adoptujcie je, a rodzicom twoim powiemy, że to Zosia urodziła. Dawidowi spodobał się plan teściowej. Wszystko układało się do chwili, gdy Lila wbrew wszystkiemu nie zostawiła córki w szpitalu, wywracając plany byłej przyjaciółki i jej matki do góry nogami. Matka Dawida, Waleria, rozczarowana oszustwem synowej, wyrzuciła Zosię z domu i kazała synowi się rozwieść.