Dwie noce, jeden dzień

Dwie noce i jeden dzień

Kinga co chwilę spoglądała na zegarek. Czas wlókł się jak ślimak, leniwie i opornie. Do końca pracy został jeszcze cały godzinę.

— Czemu ciągle zerka na zegarek? Spieszysz się? — zapytała główna księgowa, Janina Stanisławówna.

— Nie, ale…

— Facet? W twoim wieku kobieta może się spieszyć tylko przez faceta. A w moim marzy, żeby czas się zatrzymał. — Janina westchnęła. — Dobrze, idź. I tak nie masz już głowy do pracy.

— Dzięki! — Kinga szybko zamknęła program na monitorze.

— Kochasz go? — zapytała Janina ze smutną ciekawością.

— Kocham. — Kinga spojrzała szefowej prosto w oczy.

Ich biurka stały naprzeciwko siebie, a gabinet był tak mały, że nie dało się ustawić ich inaczej. Kinga czuła się jak na egzaminie pod jej czujnym wzrokiem.

— To czemu za niego nie wychodzisz? Nie prosi? — Janina zdjęła okulary i przetarła nos. — Jasne. Żonaty. I dzieci ma? Klasyka. Najpierw ukrył prawdę, a gdy ci ją wyjawiła, byłaś już zakochana i nie potrafiłaś zerwać. Obiecał, że się rozwiezie, gdy dzieci podrosną. Tak?

— Skąd pani wie? — zdziwiła się Kinga. Teraz wpatrywała się w szefową szeroko otwartymi oczami.

— Ja też byłam młoda. Myślisz, że tylko ty dałaś się złapać na tę przynętę? Dziewczyno, jeśli facet nie odszedł od rodziny od razu, to nigdy nie odejdzie. Zaakceptuj to. Odejdź sama.

— Ale… kocham go.

— Gdy mu się znudzisz albo, nie daj Boże, żona się dowie, będzie jeszcze gorzej i boleśniej. W ten sposób zachowasz godność. Uwierz mi. I nie psuj sobie karmy. — Janina założyła okulary, od razu stając się poważna i surowa.

— Pomyśl. W poniedziałek się nie spóźnij. — Nie podniosła wzroku z papierów.

— Kocha go… — Janina pokiwała głową, gdy za Kingą zamknęły się drzwi gabinetu.

Kinga zbiegła po schodach na parter, pożegnała się z ochroniarzem i wybiegła na ulicę, zalana majowym słońcem. Od razu zauważyła samochód Darka i ruszyła w jego kierunku.

— No nareszcie, myślałem, że nigdy nie wyjdziesz. Siedzę tu jak słup soli — burknął Darek, gdy Kinga wsiadła obok niego.

Zapalił silnik, odjechał od biurowca i włączył się do ruchu.

— Dokąd jedziemy? Nic nie zrozumiałam z twojego telefonu — zapytała Kinga.

— Niespodzianka. — Darek rzucił jej obiecujące spojrzenie.
Wystarczył ten jeden krótki wzrok, by serce Kingi zadrżało, a po brzuchu rozlało się słodkie ciepło.

Samochód wyjechał z miasta i pomknął autostradą. Potem skręcił na wąską wiejską drogę, wijącą się między gęstymi drzewami.

Kinga patrzyła na wstęgę drogi i marzyła, żeby nigdzie nie dojeżdżać, jechać tak długo, na koniec świata, tylko we dwoje. Po jakimś czasie w oddali pojawiły się domy letniskowej osady.

— Jesteśmy — powiedział wesoło Darek.

— Masz tu domek?

— Ja nie. To domek mojego kumpla. Jego żona jest w dziewiątym miesiącu, więc na działkę w najbliższym czasie nie przyjadą. Mamy go na cały weekend.

— A twoja żona? Tak po prostu dała ci wolne? — Kinga spojrzała na Darka z niedowierzaniem.

Zatrzymał samochód przy wysokim drewnianym płocie.

— Mamy przed sobą dwie noce i cały dzień. — Darek pochylił się, by ją pocałować.

*Tylko dwie noce i dzień…* — pomyślała ze smutkiem. *A potem wszystko wróci do normy…*

Darek oderwał się od jej ust, wysiadł i zaczął wyciągać z bagażnika torby. Kinga też wyszła, wdychając pełną piersią czyste powietrze. Pachniało trawą, liśćmi i czymś znajomym, co przypominało jej wieś u babci…

*Dwie noce i jeden dzień! Tak dużo! Tylko we dwoje!* — pomyślała radośnie, nie wierząc własnemu szczęściu.

— Podoba ci się? — Darek stał już obok i uśmiechał się, ciesząc się efektem niespodzianki. — Weź to i chodźmy do domu. — Podał jej torbę i ruszył do furtki z plecakiem na ramieniu.

— Byłeś tu już? — zapytała Kinga, czekając, aż Darek otworzy furtkę.

— Jasne. W końcu to mój kumpel.

— Przyjeżdżałeś tu z żoną, czy…

— Kinga, nie zaczynaj. Nie psuj miłości — Darek otworzył zamek i przepuścił Kingę do środka.

Weszli do niewielkiego domku.

— Rozgość się. Zaniosę jedzenie do kuchni i włączę lodówkę. Toaleta, niestety, jest na zewnątrz.

W domu panowała głucha cisza, tak gęsta, że głos Darka brzmiał stłumione. *Może Janina ma rację… Po tej jednej nocy wszystko wróci na swoje miejsce. Spotkania od przypadku do przypadku, w ukryciu…*

Telefon znów zadzwonił. Darek nie spieszył się z odpowiedzią.

— Odbierz — powiedziała Kinga.

Darek odwrócił się do niej, objął ją i zaczął całować.
Telefon umilkł, ale po chwili znów zadzwonił.

— Odbierz — Kinga wyrwała się z jego objęć i usiadła na łóżku.

Darek westchnął, sięgnął po telefon. Kinga nie słuchała, włożyła jego koszulę i wyszła na ganek. Słońce jeszcze nie wzeszło nad drzewami, śpiewały ptaki, gdzieś w lesie stukał dzięcioł. Kinga starała się zapamiętać zapachy i dźwięki tego poranka. Może już nigdy takiego nie będzie.

— Tu jesteś? — Darek podszedł od tyłu i objął ją.
Przez materiał koszuli Kinga poczuła ciepło jego ciała. Było jej przytulnie w jego ramionach. Przywarła potylicą do jego piersi i zamknęła oczy z błogością.

Gdzieś w głębi domu odezwała się znajoma melodia telefonu. Darek rozluźnił uścisk i poszedł do środka. Bez niego od razu zrobiło się zimno i pusto. Magia poranka rozwiała się pod naporem rzeczywistości.

W głowie Kingi bezlitośnie odezwały się słowa Janiny: *Rola kochanki szybko się nudzi. Nie dasz rady długo żyć okruchami z cudzego stołu. Odejdź sama… Zachowaj godność… Inaczej będzie tylko gorzej…*

Kinga wróciła do domu i zaczęła się ubierać. RoKinga zamknęła drzwi domku za sobą, wsiadła do pierwszego nadjeżdżającego autobusu i już nigdy nie spojrzała za siebie.

Rate article
Fajna Tajna
Dwie noce, jeden dzień