Gdy Zuzanna przekroczyła próg mieszkania, od razu zauważyła buty teściowej stojące na środku przedpokoju. Wiedziała, że o żadnym odpoczynku nie może być mowy.
Wanda Stanisławówna wyłoniła się z kuchni z miną prokuratora oskarżającego przed sądem.
Znowu byłaś u tej niedorajdy staruchy? rzuciła ostro. A dom, mąż, dziecko wszystko może czekać? Dobrze, że ja tu zajrzałam. Inaczej siedzieliby głodni jak wilki.
Wandziu Stanisławno, Krzysztof wiedział, że się dziś spóźnię. Kolacja jest gotowa, wystarczy tylko podgrzać. Dałby sobie radę bez pani pomocy odparła Zuzanna spokojnie.
Przez te dziesięć lat małżeństwa z Krzysztofem zdążyła się już przyzwyczaić, że teściowa zawsze ma coś do zarzucenia. Słuchała jej słów jak radia grającego w tle bez większych emocji.
Ale na początku było trudno. Wanda Stanisławówna była jej drugą teściową. Pierwsza Halina Kazimierzówna była kobietą pełną taktu. Nigdy nie wtrącała się w życie syna, nie dawała nieproszonych rad, nie narzucała się.
Lecz gdy była potrzebna, zawsze stała na posterunku. Zuzanna pamiętała, jak teściowa nocami czuwała przy trzy miesięcznej Kasi, gdy ta pomyliła dzień z nocą, jak zabierała wnuczkę na spacer i mówiła:
Ty się teraz połóż i śpij. Jak Leszek wróci, sam sobie kolację ogrzeje.
Gdy Kasia skończyła pięć lat, w pracy Leszka doszło do wypadku i Zuzanna została wdową.
Halina Kazimierzówna, która straciła jedynego syna, nawet wtedy nie zostawiła synowej i wnuczki samych. Pierwsze trzy miesiące po tragedii mieszkały razem, wspierając się wzajemnie.
Zuzanna proponowała, by Halina została na stałe, ale ta się nie zgodziła:
Zuziu, masz dopiero dwadzieścia osiem lat. Jesteś młodą kobietą, jeszcze znajdziesz szczęście. Po co ja ci będę zawadzać?
Po trzech latach Zuzanna wyszła za Krzysztofa. Ale Haliny Kazimierzówna nie porzuciła. Jej rodzice mieszkali daleko, więc pierwsza teściowa stała się dla niej niemal matką, a dla Kasi ukochaną babcią.
Dlatego zachowanie Wandy Stanisławówny, która uznała, że ma prawo rządzić w ich mieszkaniu jak u siebie, było dla Zuzanny szokiem.
Po pierwszej wizycie poprosiła męża, by wytłumaczył matce, że przychodzi tu tylko w gości. A zatem powinna uzgadniać wizyty i zachowywać się odpowiednio.
Na słowa teściowej, że chce tylko pomóc, Zuzanna odpowiedziała:
Nie mam osiemnastu lat. Nawet wtedy, gdy wyjeżdżałam od rodziców na studia, byłam samodzielna.
A teraz, gdy przeżyłam w małżeństwie siedem lat, nie musisz mnie uczyć gotowania ani sprzątania. Sama mogłabym niejednego nauczyć.
Może przyjdę do ciebie, Wandziu, z białą ścierką i urządzę ci rewizję jak u Reja.
Krzysztof stanął po stronie żony i gdy matka przesadzała, sam z nią rozmawiał.
Z czasem Zuzanna odzwyczaiła drugą teściową od wtrącania się w jej gospodarstwo i wychowanie dzieci. Gdy rok po drugim ślubie urodziła syna, Wanda Stanisławówna już nie narzucała swoich rad. Choć bardzo chciała.
Otóż teściowa miała przyjaciółkę, która ciągle opowiadała, jak “wychowuje” żonę młodszego syna.
Wandzie też chciało się czymś pochwalić, ale nie miała jak. Jedyną jej pociechą było wyrażanie Zuzannie niezadowolenia, że ta odwiedza Halinę Kazimierzównę i jej pomaga.
Dobrze, że ta stara nie jest jej krewną! Gdy Kasia była mała, Zuzanna wysyłała ją latem do babci to mi nawet pasowało.
Ale teraz dziewczyna już studiuje, a Zuzanna wciąż tam jeździ. Minęło tyle lat! A ona dwa, trzy razy w tygodniu się tam tłucze narzekała przyjaciółce.
Ostatni rok Zuzanna rzeczywiście bywała u pierwszej teściowej częściej. Wanda nazywała Halinę “starą”, choć ta była od niej starsza zaledwie o siedem lat.
Lecz smutek nie odmładza, a choroba nie upiększa Halina Kazimierzówna bardzo podupadła na zdrowiu. Zuzanna odwiedzała ją w szpitalu i w domu.
Na obcą osobę rodzinne pieniędzy



