Druga teściowa

Druga teściowa

Kobieta w roboczym fartuchu, którą wszyscy nazywali Janina, zajrzała cicho do gabinetu właściciela warszawskiej kliniki medycyny estetycznej Eclipse. Starała się mówić jak najciszej, aby nie denerwować szefa.

Słyszałam, że szukacie młodszego masażysty

Tymoteusz Granik spojrzał na nią surowo znad dokumentów. Był zdenerwowany jak nigdy: przed chwilą dowiedział się, że ważne rozmowy z inwestorami nie dojdą do skutku, a głowa go pękała z nerwów.

To co? Z mopem chcesz tu klientów masować?

Nie, ale ukończyłam kursy przez internet. Nawet napisałam CV wyszeptała Janina, podsuwając mu mocno pogniecioną kartkę wyjętą z kieszeni.

W tej chwili do gabinetu wszedł zastępca Granika Leszek Sędzik. Tymoteusz, trzymając się za skronie, wybuchnął:

Leszku, jakim cudem sprzątaczki snują się, gdzie chcą? Wyprowadź ją z mojego gabinetu. Zamarzyło się bycie wielką masażystką! Usuń ją stąd i wytłumacz, żeby nie przychodziła z takimi głupotami!

Nie czekając na reakcję, chwycił papier, podarł na drobne kawałki i rzucił pod nogi sprzątaczki.

Janina, gryząc wargę, przykucnęła i zaczęła zbierać żałosne skrawki. Oczy zaszły łzami. Sędzik pociągnął ją bezceremonialnie za łokieć, przeciągnął przez korytarz, mijając ludzi, i zamknął w małym pomieszczeniu na sprzęt.

Tam Janina osunęła się słabo przy starym, czerwonym pojemniku z piaskiem przeciwpożarowym i rozpłakała się.

Pracowała w Eclipse niedługo. O pracy przy mopie nie marzyła, ale tu płacili lepiej niż gdzie indziej. Poza tym sam prezes Tymoteusz, jak mówiono, był czlowiekiem godnym szacunku. Szeptano o nim: pracoholik, sam doszedł do wszystkiego klinikę zbudował własnymi rękami.

To prawda. Granik wychował się w domu dziecka. Matki nawet nie pamiętał, ojca również; całe życie szukał jakiegoś śladu rodziców. Ale zdołał zostać najpierw lekarzem, potem specjalistą od medycyny estetycznej. Przyjeżdżały do niego nawet warszawskie aktorki i celebrytki, płacąc ogromne pieniądze. Co roku podnosił ceny i dogadzał sobie bez ograniczeń.

Właśnie dlatego Janina postanowiła spróbować: dowiedziała się o wolnym miejscu i uznała, że choć raz powinna zaryzykować.

Marzyła, by zostać masażystką. Studiowała podręczniki, samodzielnie przerobiła materiał szkoły medycznej, na ile umiała. Ale brak dyplomu uniemożliwiał oficjalną pracę w wyuczonym zawodzie. Odkładała pieniądze na kursy, ale mąż uciekł, zabierając oszczędności, zostawiając ją z córką bez grosza.

Dopiero potem wyszło na jaw, że Sławek był karany za drobne przekręty i okazał się zwyczajnym oszustem. Rozwód przeciągał się miesiącami nie przychodził na rozprawy. Dla córeczki Sylwii, Janina znosiła wszystko, i wtedy dopiero przyszły największe trudności.

Z małym dzieckiem rzadko kto chciał ją przyjąć do pracy. Troje w jednym mieszkaniu: Janina, Sylwia i mama, Aniela Stanisławowna, wegetowały w ciasnej kawalerce. Było skromnie, niejednokrotnie żyły tylko z emerytury mamy. Aniela była niepoprawną optymistką, dawna gimnastyczka, silna i uparta. To ona opiekowała się wnuczką, dzięki czemu Janina mogła podjąć pracę.

W końcu Janina za swoje oszczędności ukończyła tanie kursy. Certyfikat, który rozszarpany na kawałki przez Granika miał w kieszeni, był jej nadzieją na lepsze jutro.

Otarta z łez, wróciła do mycia podłóg. Wszyscy patrzyli na nią ukradkiem, szeptali. Ale za to w domu mama czekała z dobrą nowiną: Sylwia wygrała konkurs plastyczny w przedszkolu. Miłością Janiny było wspieranie pasji córki zawsze starała się kupić jej dobre farby i papiery. Sylwia chodziła już do zerówki w szkole plastycznej i sprawiało jej to ogromną radość.

Wiaderko z wodą wydawało się coraz cięższe. Gdy Janina niosła je, by wylać, odebrał jej je pan Franciszek dozorca, jedyny z personelu, kto nie wywyższał się i zawsze miał dla niej dobre słowo. Starszy pan, z dystansem patrzył na pana Tymoteusza, czasem nawet żartował z tego, jak bardzo prezes zapomniał, skąd się wywodzi.

Pan Franciszek nigdy nie sprawił jej przykrości. Przeciwnie, częstował własnoręcznie pieczonymi drożdżówkami i pocieszał dobrym słowem. To głównie dzięki niemu Janina uwierzyła, że może pójść do szefa ze swoim, choć nieidealnym, CV.

Na widok dozorcy rozkleiła się na nowo.

Nie płacz, córciu poklepał ją po ramieniu pan Franciszek. Jeszcze się odmieni

Lepiej było się nie wychylać szlochała Janina. Jeszcze sobie zaszkodziłam.

Daj spokój. Granik dziś sam nie swój. Spróbujesz kiedy indziej poradził cicho.

Powiedzieli, że mam więcej się nie pokazywać! mruknęła Janina. Pomyślałam, że jak on ktoś wyjdzie z niczego. Myliłam się. Myślałam, że rozumie los ludzi a za grosz w nim empatii.

Pan Franciszek wzruszył ramionami. Janina odstawiła sprzęt, a idąc do domu myślała, że znów będą mieć ciężko z pieniędzmi. Sylwia prosiła o drogi zestaw klocków, a ona nie wiedziała, skąd je wziąć.

Dom zastała inny niż zwykle. Mama siedziała w fotelu i zamiast jak zawsze opowiadać wesele, cicho łkała. Janina poczuła ścisk w sercu. Mama była twardą kobietą jeśli płacze, to znak, że coś się dzieje.

Mamo, co się stało? spytała ze strachem Janina.

Nic, wszystko w porządku próbowała zbyć ją matka.

Mamo, no, powiedz! poprosiła Janina.

Mama rozpłakała się mocniej.

Byłam dziś na badaniach kontrolnych przez nasz teatr dziecięcy. Wzięli wszystkich: nawet garderobę. No i wyszło coś nie tak. Potrzebna operacja. W najlepszym razie rok, może trochę więcej Kolejki ogromne. Prywatnie nie damy rady Wszystko trzeba zrobić w Warszawie, u nas nie ma sprzętu. Podróże, badania, konsultacje Wiesz co, chyba mój czas i tyle.

Mamo, nie mów tak! Janina podskoczyła. Coś wymyślimy.

Za twoją pensję sprzątaczki i moją emeryturę? skrzywiła się gorzko. Oj, córuś Z niczego nie uszyjesz spodni.

Janina nie spała całą noc, układając w głowie możliwe scenariusze. Rano wiedziała jedno: trzeba jeszcze raz spróbować porozmawiać z Granikiem.

Ale tego dnia nawet jej nie wpuścili do kliniki. Otrzymała wypowiedzenie, ze względu na redukcję etatów, dostała wypłatę za trzy miesiące według minimum i tyle.

Na pożegnanie pan Franciszek wymógł, by Janina spisała jego numer. Wbijała go mechanicznie, nie wiedząc nawet, co dalej. Miesiąc jakimś cudem przeżyje, a potem?

Janina nie dawała się zgnębić. Mamie o zwolnieniu powiedziała półżartem, jakby sama tego chciała. A potem ruszyła na poszukiwania nowej pracy. Bez kwalifikacji płacili grosze. I wtedy trafiła na ogłoszenie: poszukiwana opiekunka osoby starszej. Nie wymagali wykształcenia, trzeba było gotować, sprzątać, pomagać w domu.

Janina pomyślała, że to nie jest bardziej wstydliwa praca niż sprzątanie w klinice. Zostawiła zgłoszenie, zadzwonili w ciągu godziny agencja, klientka zamożna, samotna kobieta.

Poproszono, by przyszła z książeczką zdrowia i świadectwami pracy. Wkrótce już siedziała naprzeciwko Tamary kierowniczki kadr, prowadzącej rozmowę.

Powiem wprost zaczęła Tamara sucho pracodawczyni jest trudna. Będzie pani dziesiątą, zatrudnioną do opieki. Nikomu nie udało się wytrzymać.

Janina spuściła wzrok.

Nazwisko pewnie pani zna. Ewa Małecka, pseudoartystyczne zresztą, prawdziwe ukrywa. Dawna gwiazda opery. Kapryśna, zamożna fortunę zostawili jej wielbiciele.

Jest mi wszystko jedno szepnęła Janina. Nie mam wyboru.

Jeżeli ma pani dziecko, proszę wiedzieć Małecka dzieci nie znosi. Zwierząt także. Po domu porusza się na chodziku, ale woli, by ją wozić w wózku. Okres próbny: trzy miesiące. Wytrzyma pani roczny kontrakt i podwójna pensja.

Janina skinęła głową. Nawet podstawowe wynagrodzenie było dwa razy większe, niż w klinice. Oto szansa, by ratować mamę. Nie mogła pozwolić, by taki los się zmarnował.

Pierwszy dzień przypadał od razu rano. Zaczynało się od siódmej.

Wieczorem, szukając informacji o Małeckiej, znalazła tylko stare plakaty sprzed lat. Na zdjęciach kobieta o czarnych włosach i orlim spojrzeniu. To jednak nie przygotowało jej na rzeczywistość.

Drzwi otworzył ochroniarz. Willa okazała się pięknym, zabytkowym pałacykiem w centrum Warszawy. Janina była onieśmielona przepychem.

Co się gapisz? Czego tu szukasz? Zastanawiasz się, co by ukraść? rozległ się skrzekliwy głos.

Na środku holu ruszyła w jej stronę elektryczna wózkowa limuzyna. Siedziała w niej maleńka, siwa, chuda kobieta ze spojrzeniem drapieżnika.

Dzień dobry, pani Ewo wyjąkała Janina.

Głośniej! I nie mrucz do siebie. Ręce trzymaj na widoku! I załóż ochraniacze na buty, parkiet ekskluzywny. Tam, w wiaderku, leżą. Zakładaj i prowadź. Czas na śniadanie!

Założyła więc miękkie butowe ochrony i poszła za szefową.

Uczesz mnie. Tylko delikatnie. Nie, nie te szczotki, matko Boska Użyj tej pod siećkę, potem perukę rozczesz.

Przepraszam, nie wiedziałam, o którą chodzi speszyła się Janina.

Znowu nieudacznika mi przysłali Gdzie was takich produkują? Herbata zimna! Już! Chcę pić!

Janina poszła do kuchni.

I nie tup! wrzeszczała Małecka podłoga się ugina!

Herbatę w szklance szefowa długo oglądała pod światło, jakby szukała trucizny. Potem skrzywiła się i chlusnęła gorącem Janinie prosto w twarz.

Sama mnie popchnęłaś pod łokieć. Twoja wina.

Janina westchnęła głęboko:

Gdzie mogę się umyć?

Dla służby łazienka na parterze przy wejściu rzuciła Małecka, po czym ścisnęła oczy. Nie odpowiesz już?

I po co? odparła spokojnie Janina. Ciekawe, jakie jeszcze numery pani wymyśliła.

Ha. No, idź już warknęła Małecka. Ręczniki tam są. Piżamę weź z pokoju gościnnego, swoje wrzuć do prania.

Janina posłusznie wykonała polecenia. Do wieczora trwały kpiny, upokorzenia, drobne podstępy. Janina szybko pojęła, że to test wytrzymałości. Nic nie powiedziała, wytrzymała do końca dnia.

Wieczorem, gdy zrobiła masaż, szefowa zasnęła wtedy wyszła, pożegnała ochroniarza.

Rano zmienik ochrony uśmiechnął się szeroko:

Co pani wczoraj zrobiła? Szefowa śpi jak noworodek. Gospodyni mówiła.

Nic szczególnego uśmiechnęła się Janina. Może po prostu była zmęczona.

Tego ranka Małecka oznajmiła, że Janina ubiera się bez gustu i nigdy nie znajdzie chłopa, bo się nie maluje. Janina przyjmowała uwagi w milczeniu, szykując dla niej toaletę. Z peruką już szło łatwiej.

Potem nalegała, by wezwać manicurzystkę, kazała się ubrać w jedwabny szlafrok we wzory japońskie, zawieźć do saloniku.

Po południu pojawił się nobliwy pan wysoki, szczupły z postawą tancerza; stary przyjaciel Oskar, jak go przedstawiła. Janina robiła kawę na nowoczesnym ekspresie, cała w stresie udało się.

Przy nim Małecka była uprzejma.

Wieczorem zażądała:

A co mi wczoraj zrobiłaś przed snem?

Masaż szepnęła Janina.

Jesteś masażystką?

Nie, sama się uczyłam.

Rób dalej pozwoliła Małecka łaskawie.

I ten dzień zakończył się masażem. Szefowa zasnęła, Janina wróciła do domu.

Trzy miesiące próby minęły niepostrzeżenie. Miała tylko jeden dzień wolny w tygodniu i rzadko widywała córkę, ale teraz pozwoliła mamie odpocząć: Aniela coraz szybciej się męczyła w teatrze.

Z czasem relacje z Ewą Małecką wyraźnie się poprawiły. Szefowa bacznie obserwowała Janinę testowała jej charakter i cierpliwość. Pewnego dnia zapytała:

Jak twoi bliscy znoszą taki tryb pracy?

Mam tylko mamę i córkę odparła Janina nie mamy wyboru.

Ile lat ma dziecko? Lubisz sztukę?

Prawie sześć. Pięknie rysuje.

Przyprowadź ją, chcę poznać Małecka kiwnęła z powagą.

Tak Sylwia zaczęła bywać u mamy w pracy. Najczęściej siedziała w kącie i rysowała. Kiedyś narysowała portret Małeckiej tak sugestywnie, że ta kazała umieścić go w ramce na ścianie.

Atmosfera się zapogłębiła. Janina przestała się już trząść ze strachu, że straci miejsce.

Ewa Małecka miała skomplikowane schorzenie stawów, niemożliwe do wyleczenia operacyjnie. W częste bóle Janina robiła masaż, który przynosił ulgę. Zdarzało się, że szefowa prosiła, by córka została z nimi na noc.

Po takim wieczorze wyobraziła sobie na chwilę, że tu właśnie mieszka. Stary, piękny dom już go polubiła, dawał poczucie historii.

Następnego dnia Małecka poczuła się lepiej, zjadła śniadanie ze Sylwią w jadalni, a Janinę wysłała do porządkowania swojego gabinetu tak odpowiedzialnego zadania nie powierza się każdemu.

Sprzątając, Janina znalazła zapomniany, pożółkły album. Po pracy zaniosła go do salonu.

Pani Ewo, mogę zajrzeć?

To były czasy i sława była uśmiechnęła się Małecka. Otwieraj. Dawno nie oglądałam.

We trzy usiadły przy stole. Najpierw były zdjęcia z czasów dzieciństwa Małeckiej. Wtem Sylwia krzyknęła:

Ojej, to babcia! Mamy w domu takie zdjęcie!

Janina zamarła. Na stronie znajdowała się młoda Aniela, jej mama.

Skąd to zdjęcie? wyjąkała.

Małecka zmrużyła oczy, długo wpatrywała się w Janinę.

Jesteś córką Anielki? wykrztusiła. O matko Cały czas czułam, że jesteś do kogoś podobna.

Dlaczego ma pani zdjęcie mojej mamy?

Ha! To była najbliższa przyjaciółka mojej młodości. Razem uciekaliśmy z treningów i zajęć muzyki. Ten sam blok, te same marzenia. Nawet ćwiczyłyśmy razem gimnastykę ale ona była lepsza. Ja nie chciałam być drugą w zespole.

A czemu przestałyście się przyjaźnić? zapytała naiwnie Sylwia.

Dorosłyśmy Małecka westchnęła. Twoja babcia zakochała się w młodym trenerze, Igorku. Pokłóciłyśmy się o niego. Igor ostatecznie został ze mną. Przez tę zawiedzioną miłość twoja babcia straciła miejsce w kadrze.

Tego nie wiedziałam wyszeptała Janina. A jakie było wtedy nazwisko?

No, byłam Sędzik. Wyobrażasz sobie? A mój pierwszy mąż miał cudne nazwisko Małecki. Zostawiłam sobie po rozwodzie. Pięć lat się z nim nie rozmawiałyśmy.

Od tego dnia Janina marzyła, by doprowadzić do spotkania starej przyjaciółki z Ewy. Okazja nadarzyła się szybko.

Małecka znów zarządziła nocowanie. Rano Sylwia miała przedszkolną wycieczkę, trzeba było poprosić mamę, by przyszła po wnuczkę.

Aniela przyszła w swoim wysłużonym płaszczyku. Małecka czekała już z łóżkiem przygotowanym do snu, ale wyjechała do holu, gdy usłyszała zamieszanie.

Kto tu jeszcze przyszedł? Nikogo się nie spodziewałam rzuciła sucho.

Dzień dobry, Ewo odparła jeszcze chłodniej Aniela. Nie powiem, że się cieszę.

To z wzajemnością prychnęła Małecka. Życie cię nie oszczędzało.

Nie bardziej niż innych. Mam przynajmniej córkę i wnuczkę. A tobie obcy noszą garnki. Ile to małżeństw nie pomogło?

A ty nawet jednego nie miałaś syknęła Ewa. Wiem, pod panieńskim śmigasz.

Aniela nagle się rozpromieniła:

Ach, Ewcia Nie nauczyłam się cię nienawidzić. Śledziłam twoje losy, nawet byłam dumna, że dziewczyna z naszego bloku została primadonną. Nigdy nie zrobiłam ci niczego złego. Pamiętasz telefon sprzed pięciu lat?

Małecka zbladła.

W którym jeden aktor z naszego teatru miał zamiar cię omamić, już planowałaś zapisać mu mieszkanie. Usłyszałam na korytarzu, jak ten cwaniak śmieje się, że wyśle starą babę do domu opieki i przejmie wszystko dla siebie i narzeczonej. Zadzwoniłam, zmieniając głos. Tylko tyle.

To ty wtedy uratowałaś mi skórę? wyjąkała Małecka.

Nie potrafiłam cię znienawidzić wydusiła Aniela. Rozumiałam cię. Ale wtedy nie wytrzymałam.

Ewa spuściła głowę.

Uratowałaś mnie wtedy powiedziała cicho. Ten drań mną sterował. Po twoim telefonie wynajęłam detektywa.

Dobrze zrobiłaś. My już musimy iść. Sylwia śpi.

Chwila, Anielka. Jak teraz żyjesz?

Po rozdziale komunalek w Młynowie mam kawalerkę. Niedużą, ale nam wystarczy.

Dobrze. Macie się do mnie przeprowadzić. Mam za dużo pokoi. Sylwii urządzę prawdziwy pokój dziecięcy. I ani słowa sprzeciwu. Musimy wiele omówić. Nie wiadomo, ile dwóch staruszkom życia pozostało. Ja już znam swój termin.

Aniela bezsilnie usiadła.

Około ośmiu miesięcy.

Co masz na myśli? zapytała z przerażeniem Ewa.

Serce. Nie uzbieram na operację

Zatem decyzja podjęta. Jutro się przeprowadzacie. Mój kierowca was zawiezie, a rano przyjedzie po resztę rzeczy.

Tej nocy Ewa długo nie mogła zasnąć. Pytała Janinę o zdrowie matki, wspominała młodość, żałowała swoich życiowych decyzji. Gest Anieli otworzył jej serce.

Po tygodniu cały dom tętnił życiem kurierzy nosili farby i obrazy, katalogi, meble. Małecka rozkręciła przeprowadzkę na całego.

Wieczorami długaśne rozmowy przy herbacie i ciastku. Po kilku dniach, podczas kolacji, Ewa oznajmiła:

Pokazałam Twoje papiery profesorskiemu lekarzowi. Operacja za dwa tygodnie. Fantastyczny młody kardiochirurg, syn profesora. Proszę, nie uwodź go za bardzo.

Jak to Wywalczyłaś? osłupiała Aniela.

Nic nie wywalczyłam, tylko zapłaciłam. Kwota była spora, ale co mi po pieniądzach nie zabiorę ich ze sobą. Sprawa zamknięta. Ty idziesz do szpitala, Janina pielęgnuje, ja zajmuję się Sylwią. I wierz mi, masaż Twojej córki naprawdę pomaga mi na stawy.

Dwa tygodnie później Aniela leżała w jednoosobowej sali w najlepszej prywatnej klinice w Warszawie. Operował ją doktor Walerian Smolarski młody, obiecujący kardiochirurg, syn profesora z Krakowa, który wolał własną drogę w stolicy. Prostolinijny, sympatyczny lekarz. Patrząc, jak Janina dba o matkę, odezwał się kiedyś tak:

Rzadko widuję taką bliskość w rodzinie. Mam nadzieję, że mąż też by miał szczęście. I dzieci.

Mam tylko córkę. Ale najlepszą zawstydziła się Janina.

Nie wątpię uśmiechnął się lekarz. Ja moją miłość wybrałem za młodu, nie słuchając rodziców. Myślała, że zostanie żoną dziedzica fortuny. Gdy pojechałem na prowincję, do wynajmowanego pokoju, uczucia się skończyły

Myślę, że wciąż możecie spotkać właściwą osobę szepnęła Janina.

Może już spotkałem wyszeptał, odwracając wzrok.

Janina też łapała się na tym, że patrzy inaczej na Waleriana. Nie był piękny jak Sławek, ale miał w sobie coś spokój i szlachetność.

Rehabilitacja Anieli zajęła tydzień. Ewa Małecka starała się radzić sobie sama, pilnowała Sylwii. Dziewczynka nazywała ją już babcią i traktowała jak rodzinę.

Małecka na pokaz zachowywała pogodę ducha, ale kiedy wieczorem Janina masowała jej stawy, czuła, jak bardzo szefowa się męczy. Wózek stawał się koniecznością.

Pewnego wieczoru Ewa powiedziała:

Dość pracy u mnie. Chcę, żebyś uczyła się masażu na dobrym kursie. Z dyplomem. Dasz radę?

Oczywiście! Ale to bardzo drogie zastrzegła Janina.

Uznaj, że jestem twoją wróżką. I że domowy masażysta to praktyczne rozwiązanie. Opłacę ci szkołę masażysty-rehabilitanta i wszystkie kursy dodatkowe. Zrób mi tę przyjemność.

Janina zgodziła się bez wahania. Ewa wzięła całą rodzinę pod swoje skrzydła, ale Janina nie zamierzała żyć czyimś kosztem. Wierzyła, że inwestycja się zwróci.

Na kursie uczył ją pan Stefan Aleksandrowicz, poważny, energiczny mistrz masażu. Szybko wyróżnił Janinę jako zdolną uczennicę. Przy rozdaniu dyplomów zapytał:

Znasz spa Wanilia?

Oczywiście. Każdy chciałby tam pracować. Najnowszy salon!

Jestem właścicielem. Otworzyłem go po latach pracy dla innych. Zatrudnię cię. Nastawiam się na powroty po urazach i operacjach jest ciężko, potrzebne są sprawne, delikatne ręce. Liczę na ciebie.

Janina przyjęła propozycję z wdzięcznością. Stefan opłacił część kolejnych kursów nazwał to stypendium. Szybko przyjęła pracę w Wanilii, pracując głównie rano, a popołudniami zajmowała się mamą i Ewą, odwoziła Sylwię na zajęcia plastyczne.

Po pół roku Klientki salonu zapisywały się już do Janiny zwłaszcza na zabiegi rehabilitacyjne.

W tym samym czasie relacja z Walerianem przechodziła w coś więcej niż przyjaźń. W weekendy chodzili razem na spacery po Łazienkach, do teatru dziecięcego czy do ZOO. Aniela wróciła na krótko do pracy, ale Ewa coraz częściej leżała w łóżku. Ból coraz trudniej znosiła.

Walerian kierował swoich pacjentów do Janiny na rehabilitację. Uczyła się coraz więcej o masażu sercowców pasjonowało ją łączenie wiedzy z praktyką. Z Walerianem rozmowy wciąż się przedłużały już nie tylko o zdrowiu.

Bywał u nich regularnie i uzyskał jasno sygnał od Ewy:

Nawet nie próbuj krzywdzić moich dziewczyn powiedziała jak ciotka z Wilanowa.

***
Piszę to wieczorem, patrząc na śpiącą córkę i mamę uśmiechającą się pogodnie w wielkim domu, którego już nie czuję się gościem.

Przez te wszystkie trudne miesiące zrozumiałem, że nie zawsze trzeba uparcie gonić cudze ideały. Czasem los daje nam rzeczy, o których nawet nie marzyliśmy jeśli tylko potrafimy przebaczać innym i samym sobie. Najważniejsze, by mieć dla kogo żyć, u kogo szukać wsparcia i komu samemu to wsparcie okazać. Czas poświęcony rodzinie i ludziom, którzy nas otaczają, nigdy nie jest stracony a dobro, które wysyłamy w świat, wraca. Ja już to wiem.

Rate article
Fajna Tajna
Druga teściowa