**Drugi raz**
– Halina, idziesz do domu? – przyjaciółka Kasia pędziła do wyjścia, stukając manicurem po blacie.
– Nie, jeszcze zostanę. Mąż miał po mnie podjechać – skłamała bez mrugnięcia okiem.
– Jak chcesz. Do jutra. – Kasia wyszła, kołysząc biodrami.
Biuro powoli pustoszało. Za drzwiami słychać było pośpieszne kroki i terkot obcasów. Halina wzięła telefon i zamyśliła się. *„Pewnie już piwko wciągnął, leży przed telewizorem jak pączek w maśle”* – westchnęła i wykręciła numer. Po trzech długich dzwonkach usłyszała szum telewizora, a potem ochotliwy głos Wojtka:
– Słucham.
– Wojtek, pada, a ja w zamszowych butelkach. Podjedź po mnie.
– Halinko, nie wiedziałam, że zadzwonisz, już piwko wypiłem. Weź taksówkę – odparł.
– Jak zawsze. Nie spodziewałam się niczego innego po tobie. Przecież, gdy się oświadczałeś, obiecywałeś nosić mnie na rękach.
– Kochanie, mecz… – z telefonu dobiegły wrzaski kibiców, a Halina rozłączyła się.
Minęły czasy, gdy Wojtek czekał pod biurem. Wtedy nie miał samochodu, ale i tak codziennie po nią podjeżdżał. Halina wyłączyła komputer, ubrała się i wyszła.
Korytarz rozbrzmiewał echem jej obcasów. Wszyscy już poszli. Na parterze, przy recepcji, stał zastępca dyrektora, Andrzej Andrzejewski, rozmawiając przez telefon. Wysoki, zadbany, w długim czarnym płaszczu wyglądał jak hollywoodński aktor, a nie pracownik korporacji. Plotki głosiły, że nieżonaty.
Halina zawsze miała cięty język i podejrzewała, że musi być chory, skoro taki przystojniak wciąż sam.
– Spotyka się z modelką. Zapomniała, jak się nazywa. Często ją widać na okładkach – tłumaczyła Kasia, która znała wszystkie towarzyskie nowy.
Wojtek w młodości też był niczego sobie. Na turku w parku podciągał się trzydzieści razy. A potem… Rozleniwił się, brzuszek urósł. Codziennie wracając, Halina widziała ten sam obraz: Wojtek na kanapie przed telewizorem, a przy nim pusta butelka piwa.
Miała już wyjść, gdy usłyszała za sobą przyjemny baryton, od którego dreszcze przeszły po plecach.
– Halina Stanisławówna, późno dziś wychodzicie.
– Myślałam, że mąż podjedzi, ale nie mógł – odparła, odwrócając się z uśmiechem.
Andrzej schował telefon i podszedł bliżej.
– Odwiozę was. – Otworzył drzwi, przepuszczając ją.
– Nie ma potrzeby, wezm taksówkę – protestowała, ale gdy zobaczyła kałuże na chodniku, westchnęła.
– Uznajcie, że taksówka już czeka. – Andrzej uczyli ją pod rękę w stronę swojego SUV-a.
Jak tu odmówić? Szkoda, że nikt z biura nie widział – pozazdrościliby. Andrzej otworzył przed nią drzwi, a Halina wdzięcznie wskoczyła na siedzenie.
– Od dawna was obserwuję. Twarda, ale sprawiedliwa. Myślę, że nadawać się na kierowniczkę działu marketingu.
– A co z Katarzyną? – zdziwiła się Halina.
– Emerytura już dla niej. Jest dobra, ale nie nadąża za nowymi technologiami.
Halina poczuła żal. Katarzyna nauczyła ją wszystkiego. Ale i odmówić nie mogła.
– Je, chyba prawda, że pójść dalej? – Andrzej patrzył na nią uważnie.
Nagle zorientowała się, że mijają już jej ulicę.
– W prawo! Tam mój blok! – warknęła, wskazując na klucz.
Gdy zatrzymali się pod domem, Andrzej zaproponował:
– Może kiedyś razem zjemy?
Serce zabiło jej mocniej.
– Może – odparła z figlarną miną i wysiadła.
Nazajutrz w biurze wszyscy widzieli, jak razem szli na lunch. Potem zaczęły się kolacje… A potem…
Nikogo nie trzeba było przekonywać, co dalej. A która kobieta oprze się takiemu? Jeśli jakaś się znajdzie, to tylko dlatego, że jej mąż nie zamienić się jeszcze w kanapową poduszkę.
Halina czuła się jak w bajku, pełna życia, pożądana i znów młoda. Tylko widok Wojtka na kanapie coraz bardziej ją drażnił.
Pewnego wieczoru, gdy mąż leżał jak zwykle, a na podłodze stało piwo, postanowiła działać.
– Zbieraj się, pomóż mi w kuchni! – warknęła.
– Nie umiem, Halinko. – Wojtek wstał z wysiłkiem.
– To się naucz. Co będziesz jadł, jak zostaniesz sam?
– Jak to, sam? Gdzie wy idziecie? – zaniemówił.
– Odchodzę. – Wtedy zalała go potokiem słów, wypominając wszystko, co jej leżało na sercu.
Gdy skończyła, Wojtek osunął się na podłogę, łapiąc się za piersi.
– Naściu, tato źle się czuje! – krzyknęła do córki.
Na szczęście lekarze orzekli, że to tylko zawał.
W szpitalu Halina płakała nad nim, obiecując sobie, że da mu drugą szansę.
Po wyjściu Wojtek zmienił się nie do poznania. Rzucił piwo, zaczął ćwiczyć.
Andrzej ostatecznie zajął się Veroniką, ale Halinie to nie przeszkadzało.
Jednego żałowała: że tak długo czekała. Trzeba było go poderwać wcześniej, nie dawać się rozlenić. Miłość zawsze zasługuje na drugą szansę.



