Druga Szansa

Druga szansa

Babcia Helena była zwyczajną starszą kobietą, ze swoimi słabościami i wadami. Ale Janek kochał ją bezwarunkowo. Ojca nie pamiętał, choć babcia mawiała, że może lepiej, żeby go w ogóle nie było. Na dociekliwe pytania chłopca odpowiadała: „Jak dorośniesz, zrozumiesz”. I Jarek rósł, nie zadając już pytań, starając się sam do wszystkiego dojść.

Gdy miał pięć lat, babcia zabrała go do siebie, a mama pojawiała się w jego życiu tylko sporadycznie, między kolejnymi kandydatami na mężów.

Pewnego dnia, gdy matka przyszła po raz kolejny zabrać Janka do siebie, babcia wysłała go do swojego pokoju. Siedział cicho, bawiąc się, ale nasłuchiwał rozmowy w kuchni. Najpierw nie słyszał nic, potem jednak mama zaczęła krzyczeć, a babcia podniosła głos.

— Ile można? Chłopcu potrzeba matki, a nie wymalowanej laluski — mówiła babcia.

— Mam się więc teraz zakopać żywcem? Szukam przecież męża i ojca dla syna! — krzyczała w odpowiedzi matka.

— Tam, gdzie szukasz, porządnych ojców nie ma. I rzadko który mężczyzna pokocha cudze dziecko. Nawet swoje porzucają i zdradzają, a co dopiero obce.

— Ty mnie nie rozumiesz… Ty… — wtedy matka wykrzyczała pod adresem babci słowa, których Jarek nie znał, ale czuł, że były bardzo złe.

Babcia też tak uznała i po raz kolejny wyrzuciła matkę za drzwi.

Weszła do pokoju nerwowa, potargała Janka po krótko przystrzyżonych włosach i wyszła, trzasnąwszy drzwiami.

Znikała na trzy tygodnie, potem wracała — albo zadowolona, albo wściekła, zależnie od tego, czy udało jej się znaleźć nowego mężczyznę.

Po jej wyjściu włosy Janka i rzeczy, których dotknęła, jeszcze długo pachniały jej perfumami. Chłopiec wdychał ten zapach, wspominając.

Gdy podrósł, zaczął bać się tych wizyt. Po nich babcia zażywała pewne krople nasercowe o ostrym zapachu, rzucała garnkami i lamentowała, że wychowała niecórę, a bezduszną kukułkę, która porzuciła jedyne dziecko. Narzekała, że nie ma już sił i następnym razem odda go matce… Jarek siedział w swoim pokoju, czekając, aż burza minie.

Potem babcia wchodziła, stawiała na stole talerz z ciepłymi racuchami albo drożdżówką i mówiła łagodnie:

— Czemu taki cichy? Przestraszyłeś się? Nie bój, nie oddam cię. I nie gniewaj się na mnie.

Jarek wszystko rozumiał i nie gniewał się. Gdy był smutny, przychodził do babci po pocieszenie. Ale ona nie mogła poskarżyć się jemu, ośmioletniemu chłopcu. I jak on miał ją pocieszyć? Słuchał więc cierpliwie jej narzekań i marzył tylko o jednym — by w ich domu znowu zapanował spokój. I następnego dnia życie wracało do normy — aż do kolejnej wizyty matki.

Jarek rósł, a babcia, jego zdaniem, wcale się nie zmieniała. Jakby zatrzymała się w czasie. I myślał, że tak już zostanie. Gdy był w liceum, babcia często powtarzała mu, by dobrze się uczył.

— Jeśli nie dostaniesz się na studia, zabiorą cię do wojska, a ja jestem już stara, tego nie wytrzymam. Więc jeśli chcesz, żebym pożyła dłużej, postaraj się.

I Jarek starał się, nie miał prawa zawieść babci. Bo poza nią nie miał nikogo. Od matki dawno się odzwyczaił. A motywacja była silna — życie babci. Zdał dobrze maturę i dostał się na uniwersytet. Nie ryzykował — wybrał nie prestiżowy kierunek, na który cisnęli się wszyscy, tylko historię, gdzie miał miejsce na budżecie. Czytał dużo i interesował się przeszłością.

Na drugim roku zakochał się w pięknej, roześmianej Kasi. Ona uwielbiała imprezy, których Jarek nie znosił. Ale dla niej chodził na studenckie zabawy i do klubów. Babcia od razu poznała po jego zamyślonej minie, że się zakochał, wzdychała, nie kładła się spać, czekała na niego. Jarek żałował jej, starał się nie wracać po północy. Ale Kasi się to nie podobało.

Pewnego dnia postawiła ultimatum — jeśli wyjdzie z imprezy, rzuci go. Janek nie chciał tracić Kasi, ale i babci mu było żal. Martwi się, czeka, nie śpi, a przecież ma ciśnienie, serce… W końcu wyszedł z klubu. Biegł do domu, jakby gonił go ktoś, złoszcząc się na babcię, że mogłaby spać, że jest dorosły, że nic mu nie będzie. Telefonów babcia nie uznawała.

— Dla mnie już za późno na takie nowinki. A ty po co masz głowę? — mówiła.

Wszedł do mieszkania i zobaczył światło pod drzwiami jej pokoju. „I czego ona nie śpi?” — pomyślał zirytowany i zajrzał do środka. Babcia leżała na podłodze z zamkniętymi oczami, z ręką nienaturalnie wykręconą pod sobą. Obok walała się szklanka, woda rozlana na podłogę.

— Babciu, co się stało? — rzucił się do niej.

Otworzyła lekko oczy, próbowała coś powiedzieć, ale usta wykrzywiły się i nie słuchały.

— Tylko nie umieraj, zaraz… — Jarek wyciągnął telefon.

Karetka przyjechała szybko. Lekarz powiedział, że jeszcze chwila, i byłoby za późno.

Janek wyrzucał sobie, że przez miłość nie zauważył, jak w ostatnim czasie babcia narzekała na zawroty głowy, szum w uszach, brała tabletki, chodziła ostrożnie, trzymając się mebli. Gdyby nie poszedł na tę imprezę, gdyby był w domu, może nic by się nie stało. Winił się, że nie wrócił wcześniej.

Babcię zabrano do szpitala. I po raz pierwszy Janek został zupełnie sam. Każdego dnia przychodził do szpitala, przynosząc rosół i kompot, który ugotowała Kasia. Ale nie wytrzymała długo — wkrótce znów zniknęła w klubach. Rozstali się.

Po trzech tygodniach babcię wypisano do domu. Teraz chodziła ostrożnie, małymi kroczkami, jakby bała się oderwać nogi od podłogi. Jedna ręka nie działała, mówiła niewyraźnie. Ale wkrótce Jarek nauczył się rozumieć jej mruczenie.

Teraz kręcił się jak wiewiórka w kole: po zajęciach biegł do sklepu, gotował, karmił babcię, sprzątał. Ona upuszczała wszystko z rąk. A do tego jeszcze studia wymagały czasu.

Wkrótce z przychodni przyszła młoda pielęgniarka, Jadzia, z długim,Dziecko wyciągnęło rączki do matki, a gdy ta wzięła je na kolana, Janek zrozumiał, że czasami drugą szansą jest właśnie ta chwila – gdy przeszłość odpuszcza, a serce wybacza.

Rate article
Fajna Tajna
Druga Szansa