“Druga Szansa”
– Janeczko, idziesz do domu? – przyjaciółka Kasia niecierpliwie stuknęła paznokciami w blat biurka.
– Nie, jeszcze zostanę. Mąż ma po mnie podjechać – bezwstydnie skłamała Janina.
– No, jak chcesz. Do jutra. – Kasia, kołysząc biodrami, wyszła z pokoju.
Kolejni pracownicy opuszczali biuro. Za drzwiami słychać było pośpieszne kroki i stukot obcasów. Janina wzięła telefon i zamyśliła się. „Pewnie już sobie wlał parę piwek, teraz leży przed telewizorem z brzuchem do góry”. Westchnęła i nacisnęła zieloną słuchawkę. Po trzech długich sygnałych usłyszała szum telewizora, a dopiero potem głos Wojtka:
– Słucham.
– Wojtek, pada, a ja mam zamszowe buty. Przyjedź po mnie.
– Janka, sorry, nie wiedziałem, że zadzwonisz, już sobie wypiłem. Weź taksówkę – odparł mąż.
– Jak zawsze. Nic więcej się po tobie nie spodziewałam. A przecież, kiedy się oświadczałeś, obiecywałeś, że będziesz mnie nosił na rękach.
– Janka, złotko, mecz… – W słuchawce rozległy się okrzyki kibiców, a Janina rozłączyła się.
Minęły czasy, gdy mąż czekał pod biurem. Wtedy nie miał samochodu, ale i tak codziennie po nią podjeżdżał. Janina westchnęła, wyłączyła komputer, ubrała się i wyszła.
Ciszę korytarza przerwał stuk jej obcasów. Wszyscy dawno już poszli. W holu, przy recepcji, stał zastępca dyrektora, Łukasz Marekiewicz, i rozmawiał przez telefon. Wysoki, wysportowany, w długim czarnym płaszczu, wyglądał bardziej jak hollywoodzki aktor niż urzędnik korporacyjny. Kobiety szeptały, że jest singlem.
Janina miała cięty język i zawsze twierdziła, że chyba coś z nim nie tak, skoro taki przystojniak do tej pory sam.
– Spotyka się z jakąś modelką. Zapomniałam, jak się nazywa. Często pojawia się w magazynach – mówiła kiedyś Kasia, która znała wszystkie plotki.
Wojtek w młodości też był niczego sobie. Codziennie podciągał się trzydzieści razy na drążku na podwórku. A potem… Potem się rozlenił, zaczął pić piwo, wyhodował brzuch. Teraz Janina codziennie wracając z pracy widziała tę samą scenę – Wojtek leżał na kanapie przed telewizorem, a na podłodze stała puszka piwa.
Miała już wyjść, gdy za plecami usłyszała przyjemny baryton, od którego przeszły jej ciarki.
– Janino Katarzyno, trochę się pani spóźnia.
– Myślałam, że mąż po mnie podjedzie, ale nie mógł – odpowiedziała z uśmiechem, odwracając się.
Łukasz Marekiewicz schował telefon do kieszeni płaszcza i podszedł.
– Odwiozę panią. – Otworzył drzwi, przepuszczając ją.
– Nie, dziękuję. Wezmę taksówkę – broniła się Janina, wychodząc na zewnątrz.
Na schodach zatrzymała się, spojrzała na kałuże i swoje modne zamszowe buty. Wiosna – ledwo śnieg stopniał, już deszcz.
– Proszę uznać, że taksówka już czeka. – Łukasz Marekiewicz wziął ją pod ramię i poprowadził do swojego SUV-a.
Jak tu odmówić? Szkoda, że żadna z koleżanek nie widziała – wszystkie by jej zazdrościły. Łowczyń na przystojniaka nie brakowało.
Łukasz wyłączył alarm i otworzył przed nią drzwi auta. Janina wskoczyła lekko na wysokie siedzenie, z piskiem poprawiła spódnicę. Łukasz zamknął drzwi, obszedł samochód i usiadł za kierownicą.
– Od dawna panią obserwuję. Jesteś wymagająca, ale sprawiedliwa. Myślę, że mogłabyś objąć dział marketingu.
– A co z Krystyną Stanisławówną? – zdziwiła się Janina.
– Czas na emeryturę. Jest dobra, ale nie nadąża za nowymi programami.
Janina posquotała na siedzeniu. Żal jej było Krystyny – to ona uczyła ją pracy. Ale i propozycja była kusząca.
– Jej wnuk ma się żenić, chciała jeszcze trochę popracować, odłożyć na mieszkanie – powiedziała ze smutkiem.
– To nie pani problem. Jeśli o to chodzi, dostanie godne odprawienie. Więc? Zgoda?
Janina poczuła jego wzrok na swojej twarzy. Przez chwilę patrzyła przed siebie, jakby się zastanawiała. Gdy odwróciła głowę, on już patrzył przez przednią szybę.
Nagle zorientowała się, że mijają jej dom.
– W prawo. To mój blok – przerwała milczenie. – Tam, pod tym wejściem.
Auto stanęło, ale Janina nie ruszała się. Nie mogła znaleźć słów podziękowania.
– Może kiedyś razem zjemy obiad? – rzekł czarującym głosem zastępca dyrektora.
Serce zabiło jej mocniej.
– Może – odparła, uśmiechnęła się kokieteryjnie i wyskoczyła na mokry chodnik.
– Do jutra – olśniewająco się uśmiechnął.
Od jego głosu i uśmiechu zakręciło jej się w głowie. SUV odjechał, podskakując na dziurach, których w polskich osiedlach nie brakuje.
Następnego dnia przed wszystkimi poszli razem na lunch. Potem doszły kolacje… A potem…
Nie trzeba mówić, co było dalej. I która kobieta oprze się takiemu facetowi? Chyba tylko taka, której mąż jeszcze nie zamienił się w kanapową poduchę.
Janina czuła się pożądanPo latach Janina zrozumiała, że prawdziwe szczęście nie przyszło z zewnątrz, ale odrodziło się tam, gdzie zawsze było – w ich wspólnym domu, który Wojtek, wyciągnięty z letargu, na nowo napełnił miłością i troską.



