Patrzeć w oczy i poczuć szczęście
Od dziewiętnastu lat Łucja mieszka w swojej wsi, razem z mamą i babcią Stasią, i wciąż marzy, że kiedyś przyjdzie jej Michał, którego kocha od lat. Uśmiechając się na myśl o sąsiedzkim chłopcu, który jest od niej o pięć lat starszy, myśli:
Byłoby wspaniale, gdyby Michał nagle zawitał do naszej wsi. Niestety jego babcia zmarła trzy lata temu, a ja opiekowałam się nią
Po ukończeniu dziewiątej klasy Łucja wstąpiła do miejscowego technikum medycznego, skończyła je i pracuje w przychodni jako pielęgniarkatechniczna. Często zadaje sobie pytanie:
Czym jest kobiece szczęście? Czy ono w ogóle istnieje? Żyjemy we trójkę w czysto żeńskim domu i nie wiem, co szczęściem jest dla mojej mamy. Wydaje mi się, że i ona nie wie, czym jest radość. Bo opowiadała, że mój ojciec, którego nigdy nie widziałam, po tym, jak dowiedział się o jej ciąży, szybko wyjechał gdzieś. A moja babcia Stasia, dobra i troskliwa, wychowała dwie córki sama, bo wcześnie została wdową.
Łucja leczy sąsiadów, choć jest jeszcze młoda, ale wkłada w to serce przyjmuje zastrzyki, mierzy ciśnienie, jest uprzejma i życzliwa wobec chorych, a ci ją szanują, bo jest jedną z nas. Od dziecka marzyła o medycynie. Leczyła w przedszkolu wszystkie zwierzęta, koty i psy, przyjaciółkom smarowała kolana zielonym płynem, a sama potrafiła samodzielnie opatrywać drobne skaleczenia.
Tego popołudnia wracając z przychodni, znów pomyślała o Michale.
Dlaczego ciągle o nim myślę? zadrwiła Łucja. Może już jest żonaty, ma dzieci i nigdy nie dowie się, że kocham go od trzynastego roku życia.
Ostatni raz przyjechał na pogrzeb swojej babci, ale prawie nie rozmawiali. Był z mamą, która wyglądała na zmęczoną, opierając się o rękę syna.
Zima już dała się we znaki, minęły Święta, luty zbliżał się do końca. Mama Łucji pracuje na poczcie, a babcia cały czas siedzi w domu, piecze przepyszne pierogi i kluski.
Kierując się ku własnemu domowi, rzuciła spojrzenie na dom sąsiadów, do którego klucz dawno przekazała jej babcia Stasia, gdy jeszcze opiekowała się nią. Czasem po silnych wiatrach Łucja wykarpywała ścieżkę do ich chaty, licząc na przyjazd Michała, ale
Cześć, babciu, a mama gdzie? Powinna już być w domu zapytała wnuczka.
Przyszła, ale poszła odwiedzić Marię, swoją przyjaciółkę, co choruje. Zaraz wróci, przyniosła lekarstwo. A ty chodź do stołu, nakarmię cię. Pewnie już się rozgrzała przy nas powiedziała babcia Stasia miękkim tonem.
Tak, babciu, głodna jestem, a na dworze mróz, wiosna już niebawem, a zima jeszcze się trzyma zaśmiała się Łucja. Nic nie szkodzi, wiosna przyjdzie i przepędzi zimę, szybko spakuje walizki i odleci w cieplejsze krainy, ja kocham wiosnę.
Łucja weszła do małej pokojówki, położyła się na łóżku i znów przypomniała sobie Michała. Kiedyś pomagał swojemu dziadkowi Szymonowi naprawiać dach, miał wtedy siedemnasty rok i przyjechał na wakacje. Nieudanie się pochylił i prawie spadł z dachu, ale dziadek zdążył złapać go za rękę. Rany dostał od wystającego gwoździa. Łucja zobaczyła to z podwórka, szybko chwyciła bandaż i zielonkę, pobiegła na podwórko sąsiadów, gdzie Michał siedział z zaciśniętą nogą, a babcia Stasia machała rękoma i jęczała.
Boli cię, Michał? Zaraz wyleczę i przewiążę ranę domagała się dziewczyna, a on patrzył na nią zdumiony.
No i znalazłaś mi lekarza mruknął.
Nie bądź taki, już od dziecka leczy wszystkich, a bandaże robi jak prawdziwa pielęgniarka dodała babcia.
Łucja obejrzała ranę i stwierdziła:
Nic poważnego, nie jest głęboka, zaraz skończę i delikatnie opatrywała, pytając: Czy nie boli?
W jej niebieskich oczach było tyle współczucia, że sama chciała pęknąć ze łez. Michał zobaczył te oczy i się uśmiechnął.
Nie przejmuj się, wcale nie boli odpowiedział i cierpliwie czekał, aż Łucja przewiąże mu nogę. Od tego czasu zapamiętał jej piękne niebieskie oczy; wtedy miała zaledwie dwanaście lat.
Kiedy Michał wrócił z wojska i zobaczył swoją matkę, przestraszył się. Była blada, usta wykruszone. Nie mógł powstrzymać łez, siedząc przy niej. Matka płakała ze szczęścia, że odzyskała syna, i już nic jej nie straszyło.
Dzięki Bogu, synu, że wróciłeś, teraz mogę spokojnie odejść.
Mamo, nie mów takich rzeczy, obiecuję, że zawsze będę ci pomagał odpowiedział Michał.
Był naprawdę dobrą synką. Pomagał mamie, podawał zastrzyki, masował jej ręce, bo serce matki było słabe. Znalazł pracę i marzył, by postawić matkę na nogi, i mu się to udawało. Z czasem matka rozchmurzyła się, zajmowała się domem, a najważniejsze coraz częściej wspominała rodzinny dom na wsi.
Ach, synku, jakbyśmy mogli mieszkać w wiosce, nie schodzić z czwartego piętra, po prostu postawić krzesło na werandzie i oddychać świeżym powietrzem. Założyć kury
Michał postanowił pojechać w sobotę. Wiedział, że zimą nie ma sensu jechać do opuszczonego domu, ale obiecał mamie, że w weekend przyjedzie i sprawdzi sytuację. Jej oczy zabłysły, ucieszyła się. Nie chciał zwlekać i wyruszył w sobotę, choć myślał, że marzenie matki to jedynie iluzja.
Gdy wysiadł z autobusu, zobaczył szeroko odśnieżoną drogę prowadzącą prosto do domu babci Stasi. To była ta chałupa, do której co roku przyjeżdżał, nie chcąc jej opuszczać.
Pewnie muszę przebić się po kolana w śniegu pomyślał, lecz zaraz zauważył, że ścieżka jest odśnieżona aż do bramy i dalej do werandy, a trzy schodki też są czyste, a na werandzie stał stary miotły.
Kto tu sprząta? Może ktoś już zamieszkał? zastanowił się.
Okna były przysłonięte lekkimi zasłonkami, które babcia sama uszyła na starej maszynie. Lubiła patrzeć przez nie, nigdy ich nie zasłaniała. Michał podszedł na werandę, wyciągnął klucz z kieszeni, otworzył zamek. Nagle zza pleców usłyszał wesoły, dziewczęcy głos:
Cześć, długo cię tu nie było, czekałam na ciebie, czułam, że kiedyś przyjedziesz.
Michał podskoczył z zaskoczenia, prawie spadł z werandy. Przed nim stała piękna, smukła dziewczyna w kołnierzu i białej czapce, a niebieskie oczy lśniły. Na policzkach róż, uśmiechała się.
Nie pamiętasz mnie? Jestem wnuczką babci Stasi No, przypomnij sobie.
Rozpoznał tę dziewczynę, która leczyła mu nogę i nie pozwalała nikomu się zbliżać. Oczy piękne, ale imię mu umknęło.
Ja Łucja, nie pamiętasz mnie wcale?
Łucja? Oczywiście, Łucja! wykrzyknął Michał, przypominając sobie, że leczyła mu nogę Była wtedy dwa razy mniejsza, miała jasne warkocze sięgające ramion i kręciły się na boki.
Naprawdę mnie pamiętasz?
Na twarzy dziewczyny rozbłysło szczęśliwe uśmiechnięcie, a Michał nie mógł oderwać od niej wzroku.
Czasem odśnieżałam podwórko, czekałam na ciebie gadała Łucja, chcąc mu wszystko opowiedzieć. Chodź do nas, napiję cię herbatą, moja mama i babcia będą zachwycone. Potem razem wrócimy do domu, zdążysz jeszcze.
Michał usiadł w domu Łucji, pił herbatę z wiśniowym dżemem, wsłuchując się w jej opowieści. Babcia i mama poszły do pokoju po radosnym spotkaniu.
Twoja babcia ostatnio bardzo choruje, nie chciałam was martwić wyjaśniła Łucja. Ja przychodziłam, opiekowałam się nią, karmiłam. Od dziecka marzyłam o medycynie, a teraz pracuję jako pielęgniarkatechniczna.
Pamiętam, jak leczyłaś mi nogę zaśmiał się Michał. Zrobiłaś to tak poważnie, że nie pozostał żaden blizna.
No, nie ma sprawy odrzekła, machając ręką. Po prostu bardzo się o ciebie martwiłam, od najmłodszych lat byłam w tobie zakochana zarumieniła się i przyłożyła rękę do ust, nie spodziewając się takiego wyznania.
Michał był zaskoczony.
Tak, wtedy byłaś wysoką dziewczynką, ale szanowałem cię, gdy zobaczyłem, jak poważnie mnie leczyłaś powiedział, ukrywając zaskoczenie, bo dziewczyna prawie wyznała mu serca swoje uczucia.
Łucja opanowała się, podała klucz od domu babci.
Oto, twoja babcia oddała mi ten klucz, gdy już leżała, i został u mnie. Cały czas mówiła, że przyjedziesz, może nawet zostaniesz powiedziała, znowu czerwieniąc się i spuszczając wzrok.
Niech klucz zostanie u ciebie odparł Michał. A teraz idźmy do domu.
Weszli do wnętrza, Michał był zdumiony. W domu panował porządek, jakby babcia właśnie wyszła, a on rozumiał, komu jest wdzięczny i patrzył na Łucję z wdzięcznością.
Łucjo, muszę wrócić do domu, ale obiecuję, że wrócę. Przyjedziemy razem z mamą, potrzebuje tego czystego powietrza. Naprawię dom, a ty na mnie czekaj. Na pewno wrócę. Twoje promienne oczy nie pozwolą mi odejść powiedział, a jej serce skakało z radości.
Michał pojął, że chce tu wracać, dotykać wzrokiem i czuć szczęście. Coraz mocniej zdawało mu się, że bez tej dziewczyny nie ma już życia.
Jakże dobrze, że Łucja nie wyszła za mąż, jakże wspaniale, że przyjechałem pomyślał, kiedy Łucja pożegnała go przy przystanku autobusowym, chciał się śmiać i śpiewać.
Wsiadając do autobusu, rzekł:
Babcia miała rację, że wrócę i nigdy cię nie oddam.
Łucja wróciła do domu z uśmiechem; w końcu wiedziała, czym jest kobiece szczęście.



