*Dzisiaj wreszcie stanęłam na twardym gruncie*
Synku, niech cię Bóg prowadzi, powodzenia na egzaminach powiedziała wzruszona Ewa, żegnając rano swojego jedynego syna Jakuba, który wybierał się na uczelnię.
Miał zdawać egzaminy wstępne w sąsiednim mieście. Dodała mu otuchy, przygotowała śniadanie i wysłała w świat, by zdobywał nowe szczyty.
Dzięki, mamo, nie martw się, będzie dobrze. Na studia dzienne raczej się nie dostanę Drzwi zatrzasnęły się za nim, a mąż, Marek, już wyjechał do pracy.
Ewa i Marek byli razem dwadzieścia dwa lata. W tym czasie urodził się im syn Jakub, którego wychowali na porządnego chłopaka. Rodzice byli pewni, że w życiu czeka go tylko to, co najlepsze. Dorastał w dostatku, podróżował z nimi, otoczony miłością i troską. Jakub także nie sprawiał problemów był spokojny i odpowiedzialny.
Gdy był mały, Ewa z mężem ciężko pracowali, zostawiając go pod opieką babci. Tak zaczynali swój mały biznes. Ewa handlowała na targowisku, ale z czasem sytuacja się ustabilizowała, pojawiły się oszczędności.
Ewuniu, dosyć już tego stania na targu. Proponuję, żebyś zajęła się domem powiedział pewnego dnia Marek.
Ale chcę, żeby nam niczego nie brakowało, dlatego powinnam ci pomagać odparła. Poza tym, siedzenie w domu to nuda.
Zawsze znałaś moje poglądy i je podzielałaś: żona powinna dbać o ognisko domowe, a mąż zarabiać przypomniał Marek.
Ewę od dziecka uczono, że kobieta ma się zgadzać z mężem, by zachować rodzinę. Co mogła powiedzieć? Nie miała powodu, by odmówić. Mieli zabezpieczony tył, biznes się rozwijał.
Nasze nowe mieszkanie, wzięte na kredyt, potrzebuje opieki, ciepła, a Jakub wkrótce idzie do szkoły.
Zgadzam się, Marku, nie mam nic przeciwko. Czas ułożyć nasze przytulne gniazdko. Zawsze mówisz rozsądnie uśmiechnęła się.
W głębi duszy Ewa lubiła samodzielnie podejmować decyzje, być aktywna w końcu razem z mężem budowali tę firmę. Ale pogodziła się z losem i została gospodynią domową, strażniczką ogniska. Choć i tak wspierała męża w interesach, prowadziła księgowość, wykorzystując swoje wykształcenie ekonomiczne.
Ewciu, proponuję kupić działkę za miastem oznajmił kiedyś Marek. Mamy samochód, więc dojazd to nie problem. Będziemy odpoczywać na świeżym powietrzu, z dala od zgiełku.
Marku, spełniasz moje marzenia! Też o tym myślałam zgodziła się. I choć mąż był zapracowany, weekendy, a czasem urlopy, spędzali na działce.
Tego ranka, gdy Jakub wyjechał na egzaminy, Ewa postanowiła upiec ciasto, by się uspokoić. Wyszła do kuchni i sięgnęła po mąkę.
Poradzi sobie, nawet jeśli na płatne studia. W szkole zawsze się dobrze uczył myślała. Nagle usłyszała trzask drzwi wejściowych: Jakub wrócił? Zapomniał czegoś? Marek wyjechał do pracy dwie godziny temu.
Ale to był właśnie Marek.
Co się stało? Dlaczego nie jesteś w pracy? zdziwiła się.
A ty nie miałaś być u matki? Mówiłaś, że jest chora odparł, nie patrząc jej w oczy.
U mamy będę po południu, właśnie odprowadziłam Jakuba, teraz chcę upiec ciasto. Martwię się o niego.
Marek zamilkł na chwilę, po czym rzekł:
Może i lepiej, od razu to załatwimy. Odchodzę od ciebie, bo pokochałem inną kobietę. Sam złożę pozew o rozwód. Przyszedłem po rzeczy, spakuję się i wyjdę.
Świat Ewy zawalił się. Mówiła chaotyczne, niewyraźne słowa, podczas gdy Marek pakował walizkę. Wydawało jej się, że w mieszkaniu brakuje powietrza.
A co z Jakubem? Nie możemy go teraz ranić, ma egzaminy. Poczekajmy chociaż trochę.
Co z Jakubem? Zdecydowałem, że w tym roku nie idzie na studia. Na darmowe się nie dostanie, a płatnych nie zamierzam finansować. Mam teraz inne wydatki. Niech rok popracuje albo idzie do wojska mówi



