Błysk Głośny huk Ciemność Ciemność
Teraz, po tylu latach, gdy wspominam tamten czas, ciemność zaczęła się rozpraszać. Usłyszałem głos:
Bożena Kowalska, to ratownik, coś u nich wybuchło.
Przez ból poczułem na szyi dotyk ręki. Próbowałem lekko unieść powieki. Udało się z trudem. Przed oczami wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi znakami zodiaku… Oczy kobiety w białym fartuchu
Na salę operacyjną! rozległ się głos tuż obok.
Rodzice wrócili z pracy. Matka od razu pobiegła do kuchni, zaglądając do pokoju, gdzie syn odrabiał lekcje. Dariusz zaś, wchodząc do pokoju, od razu zauważył, że nastrój syna nie jest najlepszy.
Antku, co się stało? ojciec pogłaskał go po głowie.
Nic, – burknął syn, uczeń czwartej klasy.
No, mów no!
Niedługo 8 Marca. Nauczycielka nas dziś zatrzymała i powiedziała, że musimy dziewczynkom prezenty przygotować.
No i w czym problem? uśmiechnął się ojciec.
U nas chłopców i dziewczynek tyle samo. I rozdzieliła, kto komu daje, – syn ciężko westchnął. Mnie dostała się brzydka, Bożena Kowalska.
Wszystkie dziewczynki chcą dostać prezent na 8 Marca, nawet te brzydkie, – ojciec starał się mówić z synem jak z dorosłym. A jak to rozdzieliła? Według alfabetu?
Nie, według znaków zodiaku.
Jak to? Dariusz nie mógł się powstrzymać i znów się uśmiechnął.
Według zgodności. Bożena to Panna, a Pannom najbardziej pasuje Byk. A ja właśnie Byk.
To dobrze, jeśli pasujecie! Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
Ojciec nie wytrzymał i roześmiał się. Do pokoju natychmiast wbiegła matka:
Co się tu dzieje?
Heleno, idź do kuchni, – twarz ojca stała się surowa. Mamy z synem poważną rozmowę.
Gdy matka wyszła, Antek smutnym głosem zapytał:
Tato, i co mam teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię dla twojej wybranki prezent.
Tato, jaki możesz zrobić prezent? Przecież pracujesz w zakładzie.
Tak! Ale pracuję w galwanizacji. Tam wszystkie rodzaje powłok metali się wykonuje.
Tato, nie zrozumiałem.
Jutro sam zobaczysz!
***
Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wyglądał na złoty. Na jednej stronie były wygrawerowane dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobno, ale pięknie napisano:
«Mojej koleżance z klasy Bożenie z okazji 8 Marca! Antoni».
Och, jak ten wisiorek pięknie wyglądał! A gdy matka zapakowała go w celofanowy woreczek, wyglądał zupełnie rewelacyjnie.
***
I oto siódmy marca. Lekcji prowadzić nauczycielka nie zamierzała. Najpierw uczniowie wręczyli jej prezent. Długo dziękowała. Potem ogłosiła, żeby chłopcy podarowali prezenty dziewczynkom.
Co się tu zaczęło! Wszyscy chłopcy rzucili się do swoich wybranek. Antek też podszedł do Bożeny Kowalskiej i powiedział, jak uczył tata:
Bożeno, składam ci życzenia z okazji święta 8 Marca! Być może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Powiedziawszy wyuczoną frazę Antek skierował się na swoje miejsce i oczywiście nie zauważył, jak zabiło serce tej brzydkiej, jego zdaniem, dziewczynki.
Wkrótce rodzice Bożeny przeprowadzili się do innej dzielnicy, a sama Bożena od piątej klasy zaczęła uczyć się w innej szkole.
***
Antek otworzył oczy. Biały sufit szpitalnej sali. Spróbował poruszyć rękami i nogami. Ruszała się tylko lewa ręka.
Gdzie jestem? zwrócił się nie wiadomo do kogo.
Usłyszał jakiś stukot i do jego łóżka podszedł chory na kulach, uważnie na niego popatrzył i zapytał:
Ocknąłeś się? Jesteś w oddziale chirurgii nagłych.
Mam ręce, nogi całe? zapytał Antek cichym głosem.
Chyba wszystko na miejscu, – przekazał tamten radosną wiadomość. Tylko zabandażowany jesteś od stóp do głów.
To dobrze, jeśli wszystko całe.
Tu podeszła pielęgniarka i troskliwie zapytała:
– Jak się czujesz?
– Co się ze mną stało! odpowiedział pytaniem na pytanie Antek.
– Życiu twojemu nic nie grozi. Ręce, nogi będą działać. Tylko blizn zostanie dużo, – podała włączony telefon. Twoja mama prosiła zadzwonić, gdy się obudzisz.
– Synku, – rozległ się przez łzy głos matki.
– Mamo, wszystko w porządku, – starał się mówić jak najweselej. Powiedzieli, że tylko małe blizny zostaną. Wkrótce wypiszą.
– Nie pozwolili mi z tobą zostać w nocy. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, nie martw się tak bardzo!
Położył telefon obok siebie, spróbował uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dziękuję!
– No, nie wypiszą cię tak szybko, – uśmiechnęła się w odpowiedzi pielęgniarka. Trzy tygodnie poleżysz. To pewne!
– Co się u was stało? zapytał sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wyszła.
– Jestem ratownikiem. W zakładzie butle tlenowe zaczęły wybuchać, – zaczął wspominać Antek. Wezwali nas. Przybyliśmy przed strażą pożarną. Pomieszczenie ogromne, wewnątrz trzech poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, butle porozrzucane, miejscami ogień. Zaczęliśmy wynosić poszkodowanych Wyszedłem ostatni Gdy już byłem przy drzwiach, kolejna butla wybuchła Dalej nie pamiętam.
– Tak, dostało ci się.
– Malinowski Antoni, – rozległ się głos pielęgniarki. Do ciebie kolega z pracy.
– Cześć, Antek! Jak się masz?
– Ręce, nogi całe! optymistycznie odpowiedział poszkodowany. Ale przywitać się mogę na razie tylko lewą ręką!
– Daj spokój!
– Co tam dalej było?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Od razu rzuciliśmy się z powrotem, wyciągnęliśmy cię cały we krwi lekarze już byli obok
– Dziękuję!
– Antek, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawił się uśmiech. – Podobno chcą nas przedstawić do medali.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– Dobra, idę. U was teraz obchód. Pielęgniarka powiedziała, żeby nie za długo.
Nie zdążył przyjaciel wyjść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestki:
– No, jak się masz, bohaterze? podszedł do jego łóżka.
– Normalnie.
– Skoro już rozmawiasz, to będziesz żył. Dawaj, zbadam cię!
– Czy pan mnie zszywał? zapytał Antek.
– Nie, Bożena Kowalska. Ona pojutrze w dzień przyjdzie.
***
Minęły dwa dni. Antek już próbował wstawać. Prawda, ból w nogach był jeszcze silny, ręka prawa rozdarta. A ran po całym ciele nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy, gdy wybuchło, o bramę się uderzył, dobrze, że prawą rękę zdążył do przodu wystawić. Spojrzał w lustro. Twarz wciąż opuchnięta.
Dziś obchód powinien odbywać lekarz, który przedwczoraj pięć godzin z rzędu go szył na sali operacyjnej. Antek nawet trochę się denerwował.
I oto weszła. Młoda, szczupła, prawda, w okularach, ale one jej wcale nie szpeciły, a biały fartuch zupełnie był do twarzy. Antek w swoje dwadzieścia siedem lat był już żonaty. Ale po pół roku się rozeszli charakterami nie pasowali, jak napisali we wniosku, a w rzeczywistości byłej żonie nie podobała się pensja ratownika.
– Dzień dobry! powiedziała lekarz i skierowała się do jego łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiechnęła się. Coś nie tak?
– Pozwól, że cię zbadam.
I ona pochyliła się nad nim Przed oczami wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
– Bożena Kowalska!!! wykrzyknął.
Ona uważnie spojrzała na jego opuchniętą twarz.
– Przepraszam! powiedziała, tak i nie rozpoznając.
– Jestem Byk, – i wskazał na wisiorek.
– Antek Malinowski? jej usta zadrżały. Jeszcze mnie pamiętasz?
– No co ty, Bożeno? widząc łzy na oczach kobiety, położył dłoń na jej ręce.
– Przepraszam! wyjęła chusteczkę i otarła oczy. Nigdy nie myślałam, że spotkamy się z tobą w taki sposób.
Więcej tego dnia Bożena do jego sali nie wchodziła. Ale Antek już zrozumiał, że ma grafik, jak i on: dzień, noc i dwa dni wolne.
Nie chciał wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień próbował chodzić po sali opierając się na łóżkach, parę razy, trzymając się ściany, wyszedł na korytarz.
Wieczór. Lekarz pracujący na dziennej zmianie wyszedł. Przyszła nowa zmiana czuło się to po rozmowie na korytarzu. Zaraz obchód
I nagle krzyki, pośpieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy przywożą kolejnego poszkodowanego.
Już była dziesiąta. Weszła pielęgniarka, wyłączyła w sali światło. Ale jakoś nie spało się. Już po północy na korytarzu rozległy się czyjeś kroki, oto ucichły, i w tej ciszy Antek raczej poczuł, niż usłyszał, że na korytarzu ktoś płacze. Wstał i ostrożnie wyszedł na korytarz.
Za dyżurnym stołem siedziała i, opuściwszy głowę na ręce, płakała jego była koleżanka z klasy. Podszedł, położył zdrową rękę na jej ramieniu:
– Co się stało, Bożeno!
Ona wstała i wtuliła się w jego ramię:
– Operowałam kobietę, która wpadła pod samochód, – łkając zaczęła opowiadać. Zrobiłam wszystko możliwe i niemożliwe Jest teraz na intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż jest z nią teraz w sali
– Uspokój się, Bożeno!
– Trzy lata już pracuję jako chirurg i wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że ludzie umierają.
– Uspokój się, uspokój się! Takie mamy z tobą zawody. Przez pięć lat też tyle śmierci widziałem, ale przecież uratowaliśmy z tobą sporo żyć, – Antek ciężko westchnął. – Dlatego żona mnie opuściła. Mówi, że sam nie swój wracam do domu i mało zarabiam. A u mnie zawsze wychodzi czterdzieści da się żyć.
– U mnie wszystko to samo, – spojrzała mu w twarz. Chłopcy patrzą na mnie jak na wariatkę. Do tej pory nie wyszłam za mąż, mieszkam z rodzicami jak nastolatka.
– Daj spokój, nam z tobą tylko po dwadzieścia siedem całe życie przed nami.
– Nie, Antek, nam już po dwadzieścia siedem.
– Pani Bożeno, jej puls zanika, – krzyknęła, wybiegając pielęgniarka.
– Przepraszam! i Bożena pobiegła na intensywną.
Usnąć tej nocy Antek tak i nie mógł. Rano przyszła pielęgniarka, jak zwykle zrobiła mu zastrzyk.
– Kobieta, którą dziś w nocy operowano, żywa? zapytał niespodziewanie nawet dla siebie.
– Żywa, ale stan skrajnie ciężki.
***
Minęły trzy tygodnie. Rany na ciele Antka się zagoiły. Z Bożeną spotykali się, gdy były jej zmiany, co więcej, coraz bardziej i bardziej ciągnęło go do niej. Ale oddział chirurgii nagłych nie to miejsce, gdzie można mówić o czymś bardzo osobistym.
I oto podczas jednego z porannych obchodów lekarz-mężczyzna oznajmił:
– Dziś cię wypisuję, – uśmiechnął się i dodał. Ze szpitala. Od razu pójdziesz do przychodni, a tam już zdecydują, ile ci jeszcze zostać na zwolnieniu.
– Można się zbierać!
– Tak, tak! Nie spiesz się zbytnio. Teraz przygotują ci wypis.
Gdy lekarz wyszedł, Antek się ogolił. Patrząc w lustro, z zadowoleniem zauważył, że dwie pozostałe blizny wcale nie szpecą twarzy, raczej dodają męskości. Na pozostałe blizny nie warto zwracać uwagi.
Zebrał się, wyszedł na korytarz. Naprzeciw, trzymając się ściany, szła pacjentka.
Ona jednak dała radę! – przemknęła radosna myśl.
Wyszła pielęgniarka, podała wypis:
– Do widzenia, Antku! Więcej do nas nie wpadaj!
***
Miał swoje jednopokojowe mieszkanie, ale pojechał do rodziców. Przecież mama tak go czekała i martwiła się. Nawet urlop wzięła.
– Synku! rzuciła się do niego w objęcia.
– Już, mamo! Jak widzisz, żyję i jestem zdrowy.
– Chodź, przygotowałam ci jeść. Jaki chudy się zrobiłeś.
– O, jak za domowym jedzeniem stęskniłem!
– Póki się nie wyzdrowiejesz i nie ożenisz, będziesz w rodzinnym domu mieszkać. Twój pokój do tej pory stoi pusty, – i krzyknęła jakby do dziecka. Idź, umyj ręce!
***
Do wieczora Antek poszedł do fryzjera. Wszedł do swojego mieszkania. Zebrał trochę ubrań. Matka od razu zaczęła je doprowadzać do porządku.
Wieczorem przyszedł ojciec z pracy. Usiedli, jak dawniej, wszyscy razem i rozmawiali aż do nocy.
Spać położył się w swoim pokoju, gdzie przeszło dzieciństwo i młodość, ale nie zasnął od razu:
Jutro trzeba do przychodni pójść. Potem do pracy. A wieczorem
Z tą myślą o następnym wieczorze zasnął długo po północy.
***
Następnego dnia Antek rano poszedł do przychodni. Do obiadu chodził po gabinetach. Po obiedzie poszedł do siebie do pracy, akurat była jego zmiana.
– Dokąd idziesz? zainteresował się ojciec.
– Tato, pamiętasz dawno temu, gdy jeszcze w czwartej klasie się uczyłem. Zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki?
– Dla brzydkiej Bożeny Kowalskiej? Pamiętam.
– Pamiętasz, powiedziałeś jeszcze: Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
– I to pamiętam.
– Tato, Bożena teraz jest chirurgiem. To ona robiła mi operację. I ona do tej pory nosi na szyi ten wisiorek.
– No proszę!
– Tato, twoje słowa się sprawdziły. Idę do niej!
***
Dwadzieścia siedem lat to nie tak dużo na początek życia z ukochaną osobą.Błysk Głośny huk Ciemność Ciemność
Teraz, po tylu latach, gdy wspominam tamten czas, ciemność zaczęła się rozpraszać. Usłyszałem głos:
Bożena Kowalska, to ratownik, coś u nich wybuchło.
Przez ból poczułem na szyi dotyk ręki. Próbowałem lekko unieść powieki. Udało się z trudem. Przed oczami wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi znakami zodiaku… Oczy kobiety w białym fartuchu
Na salę operacyjną! rozległ się głos tuż obok.
Rodzice wrócili z pracy. Matka od razu pobiegła do kuchni, zaglądając do pokoju, gdzie syn odrabiał lekcje. Dariusz zaś, wchodząc do pokoju, od razu zauważył, że nastrój syna nie jest najlepszy.
Antku, co się stało? ojciec pogłaskał go po głowie.
Nic, – burknął syn, uczeń czwartej klasy.
No, mów no!
Niedługo 8 Marca. Nauczycielka nas dziś zatrzymała i powiedziała, że musimy dziewczynkom prezenty przygotować.
No i w czym problem? uśmiechnął się ojciec.
U nas chłopców i dziewczynek tyle samo. I rozdzieliła, kto komu daje, – syn ciężko westchnął. Mnie dostała się brzydka, Bożena Kowalska.
Wszystkie dziewczynki chcą dostać prezent na 8 Marca, nawet te brzydkie, – ojciec starał się mówić z synem jak z dorosłym. A jak to rozdzieliła? Według alfabetu?
Nie, według znaków zodiaku.
Jak to? Dariusz nie mógł się powstrzymać i znów się uśmiechnął.
Według zgodności. Bożena to Panna, a Pannom najbardziej pasuje Byk. A ja właśnie Byk.
To dobrze, jeśli pasujecie! Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
Ojciec nie wytrzymał i roześmiał się. Do pokoju natychmiast wbiegła matka:
Co się tu dzieje?
Heleno, idź do kuchni, – twarz ojca stała się surowa. Mamy z synem poważną rozmowę.
Gdy matka wyszła, Antek smutnym głosem zapytał:
Tato, i co mam teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię dla twojej wybranki prezent.
Tato, jaki możesz zrobić prezent? Przecież pracujesz w zakładzie.
Tak! Ale pracuję w galwanizacji. Tam wszystkie rodzaje powłok metali się wykonuje.
Tato, nie zrozumiałem.
Jutro sam zobaczysz!
***
Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wyglądał na złoty. Na jednej stronie były wygrawerowane dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobno, ale pięknie napisano:
«Mojej koleżance z klasy Bożenie z okazji 8 Marca! Antoni».
Och, jak ten wisiorek pięknie wyglądał! A gdy matka zapakowała go w celofanowy woreczek, wyglądał zupełnie rewelacyjnie.
***
I oto siódmy marca. Lekcji prowadzić nauczycielka nie zamierzała. Najpierw uczniowie wręczyli jej prezent. Długo dziękowała. Potem ogłosiła, żeby chłopcy podarowali prezenty dziewczynkom.
Co się tu zaczęło! Wszyscy chłopcy rzucili się do swoich wybranek. Antek też podszedł do Bożeny Kowalskiej i powiedział, jak uczył tata:
Bożeno, składam ci życzenia z okazji święta 8 Marca! Być może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Powiedziawszy wyuczoną frazę Antek skierował się na swoje miejsce i oczywiście nie zauważył, jak zabiło serce tej brzydkiej, jego zdaniem, dziewczynki.
Wkrótce rodzice Bożeny przeprowadzili się do innej dzielnicy, a sama Bożena od piątej klasy zaczęła uczyć się w innej szkole.
***
Antek otworzył oczy. Biały sufit szpitalnej sali. Spróbował poruszyć rękami i nogami. Ruszała się tylko lewa ręka.
Gdzie jestem? zwrócił się nie wiadomo do kogo.
Usłyszał jakiś stukot i do jego łóżka podszedł chory na kulach, uważnie na niego popatrzył i zapytał:
Ocknąłeś się? Jesteś w oddziale chirurgii nagłych.
Mam ręce, nogi całe? zapytał Antek cichym głosem.
Chyba wszystko na miejscu, – przekazał tamten radosną wiadomość. Tylko zabandażowany jesteś od stóp do głów.
To dobrze, jeśli wszystko całe.
Tu podeszła pielęgniarka i troskliwie zapytała:
– Jak się czujesz?
– Co się ze mną stało! odpowiedział pytaniem na pytanie Antek.
– Życiu twojemu nic nie grozi. Ręce, nogi będą działać. Tylko blizn zostanie dużo, – podała włączony telefon. Twoja mama prosiła zadzwonić, gdy się obudzisz.
– Synku, – rozległ się przez łzy głos matki.
– Mamo, wszystko w porządku, – starał się mówić jak najweselej. Powiedzieli, że tylko małe blizny zostaną. Wkrótce wypiszą.
– Nie pozwolili mi z tobą zostać w nocy. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, nie martw się tak bardzo!
Położył telefon obok siebie, spróbował uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dziękuję!
– No, nie wypiszą cię tak szybko, – uśmiechnęła się w odpowiedzi pielęgniarka. Trzy tygodnie poleżysz. To pewne!
– Co się u was stało? zapytał sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wyszła.
– Jestem ratownikiem. W zakładzie butle tlenowe zaczęły wybuchać, – zaczął wspominać Antek. Wezwali nas. Przybyliśmy przed strażą pożarną. Pomieszczenie ogromne, wewnątrz trzech poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, butle porozrzucane, miejscami ogień. Zaczęliśmy wynosić poszkodowanych Wyszedłem ostatni Gdy już byłem przy drzwiach, kolejna butla wybuchła Dalej nie pamiętam.
– Tak, dostało ci się.
– Malinowski Antoni, – rozległ się głos pielęgniarki. Do ciebie kolega z pracy.
– Cześć, Antek! Jak się masz?
– Ręce, nogi całe! optymistycznie odpowiedział poszkodowany. Ale przywitać się mogę na razie tylko lewą ręką!
– Daj spokój!
– Co tam dalej było?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Od razu rzuciliśmy się z powrotem, wyciągnęliśmy cię cały we krwi lekarze już byli obok
– Dziękuję!
– Antek, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawił się uśmiech. – Podobno chcą nas przedstawić do medali.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– Dobra, idę. U was teraz obchód. Pielęgniarka powiedziała, żeby nie za długo.
Nie zdążył przyjaciel wyjść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestki:
– No, jak się masz, bohaterze? podszedł do jego łóżka.
– Normalnie.
– Skoro już rozmawiasz, to będziesz żył. Dawaj, zbadam cię!
– Czy pan mnie zszywał? zapytał Antek.
– Nie, Bożena Kowalska. Ona pojutrze w dzień przyjdzie.
***
Minęły dwa dni. Antek już próbował wstawać. Prawda, ból w nogach był jeszcze silny, ręka prawa rozdarta. A ran po całym ciele nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy, gdy wybuchło, o bramę się uderzył, dobrze, że prawą rękę zdążył do przodu wystawić. Spojrzał w lustro. Twarz wciąż opuchnięta.
Dziś obchód powinien odbywać lekarz, który przedwczoraj pięć godzin z rzędu go szył na sali operacyjnej. Antek nawet trochę się denerwował.
I oto weszła. Młoda, szczupła, prawda, w okularach, ale one jej wcale nie szpeciły, a biały fartuch zupełnie był do twarzy. Antek w swoje dwadzieścia siedem lat był już żonaty. Ale po pół roku się rozeszli charakterami nie pasowali, jak napisali we wniosku, a w rzeczywistości byłej żonie nie podobała się pensja ratownika.
– Dzień dobry! powiedziała lekarz i skierowała się do jego łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiechnęła się. Coś nie tak?
– Pozwól, że cię zbadam.
I ona pochyliła się nad nim Przed oczami wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
– Bożena Kowalska!!! wykrzyknął.
Ona uważnie spojrzała na jego opuchniętą twarz.
– Przepraszam! powiedziała, tak i nie rozpoznając.
– Jestem Byk, – i wskazał na wisiorek.
– Antek Malinowski? jej usta zadrżały. Jeszcze mnie pamiętasz?
– No co ty, Bożeno? widząc łzy na oczach kobiety, położył dłoń na jej ręce.
– Przepraszam! wyjęła chusteczkę i otarła oczy. Nigdy nie myślałam, że spotkamy się z tobą w taki sposób.
Więcej tego dnia Bożena do jego sali nie wchodziła. Ale Antek już zrozumiał, że ma grafik, jak i on: dzień, noc i dwa dni wolne.
Nie chciał wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień próbował chodzić po sali opierając się na łóżkach, parę razy, trzymając się ściany, wyszedł na korytarz.
Wieczór. Lekarz pracujący na dziennej zmianie wyszedł. Przyszła nowa zmiana czuło się to po rozmowie na korytarzu. Zaraz obchód
I nagle krzyki, pośpieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy przywożą kolejnego poszkodowanego.
Już była dziesiąta. Weszła pielęgniarka, wyłączyła w sali światło. Ale jakoś nie spało się. Już po północy na korytarzu rozległy się czyjeś kroki, oto ucichły, i w tej ciszy Antek raczej poczuł, niż usłyszał, że na korytarzu ktoś płacze. Wstał i ostrożnie wyszedł na korytarz.
Za dyżurnym stołem siedziała i, opuściwszy głowę na ręce, płakała jego była koleżanka z klasy. Podszedł, położył zdrową rękę na jej ramieniu:
– Co się stało, Bożeno!
Ona wstała i wtuliła się w jego ramię:
– Operowałam kobietę, która wpadła pod samochód, – łkając zaczęła opowiadać. Zrobiłam wszystko możliwe i niemożliwe Jest teraz na intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż jest z nią teraz w sali
– Uspokój się, Bożeno!
– Trzy lata już pracuję jako chirurg i wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że ludzie umierają.
– Uspokój się, uspokój się! Takie mamy z tobą zawody. Przez pięć lat też tyle śmierci widziałem, ale przecież uratowaliśmy z tobą sporo żyć, – Antek ciężko westchnął. – Dlatego żona mnie opuściła. Mówi, że sam nie swój wracam do domu i mało zarabiam. A u mnie zawsze wychodzi czterdzieści da się żyć.
– U mnie wszystko to samo, – spojrzała mu w twarz. Chłopcy patrzą na mnie jak na wariatkę. Do tej pory nie wyszłam za mąż, mieszkam z rodzicami jak nastolatka.
– Daj spokój, nam z tobą tylko po dwadzieścia siedem całe życie przed nami.
– Nie, Antek, nam już po dwadzieścia siedem.
– Pani Bożeno, jej puls zanika, – krzyknęła, wybiegając pielęgniarka.
– Przepraszam! i Bożena pobiegła na intensywną.
Usnąć tej nocy Antek tak i nie mógł. Rano przyszła pielęgniarka, jak zwykle zrobiła mu zastrzyk.
– Kobieta, którą dziś w nocy operowano, żywa? zapytał niespodziewanie nawet dla siebie.
– Żywa, ale stan skrajnie ciężki.
***
Minęły trzy tygodnie. Rany na ciele Antka się zagoiły. Z Bożeną spotykali się, gdy były jej zmiany, co więcej, coraz bardziej i bardziej ciągnęło go do niej. Ale oddział chirurgii nagłych nie to miejsce, gdzie można mówić o czymś bardzo osobistym.
I oto podczas jednego z porannych obchodów lekarz-mężczyzna oznajmił:
– Dziś cię wypisuję, – uśmiechnął się i dodał. Ze szpitala. Od razu pójdziesz do przychodni, a tam już zdecydują, ile ci jeszcze zostać na zwolnieniu.
– Można się zbierać!
– Tak, tak! Nie spiesz się zbytnio. Teraz przygotują ci wypis.
Gdy lekarz wyszedł, Antek się ogolił. Patrząc w lustro, z zadowoleniem zauważył, że dwie pozostałe blizny wcale nie szpecą twarzy, raczej dodają męskości. Na pozostałe blizny nie warto zwracać uwagi.
Zebrał się, wyszedł na korytarz. Naprzeciw, trzymając się ściany, szła pacjentka.
Ona jednak dała radę! – przemknęła radosna myśl.
Wyszła pielęgniarka, podała wypis:
– Do widzenia, Antku! Więcej do nas nie wpadaj!
***
Miał swoje jednopokojowe mieszkanie, ale pojechał do rodziców. Przecież mama tak go czekała i martwiła się. Nawet urlop wzięła.
– Synku! rzuciła się do niego w objęcia.
– Już, mamo! Jak widzisz, żyję i jestem zdrowy.
– Chodź, przygotowałam ci jeść. Jaki chudy się zrobiłeś.
– O, jak za domowym jedzeniem stęskniłem!
– Póki się nie wyzdrowiejesz i nie ożenisz, będziesz w rodzinnym domu mieszkać. Twój pokój do tej pory stoi pusty, – i krzyknęła jakby do dziecka. Idź, umyj ręce!
***
Do wieczora Antek poszedł do fryzjera. Wszedł do swojego mieszkania. Zebrał trochę ubrań. Matka od razu zaczęła je doprowadzać do porządku.
Wieczorem przyszedł ojciec z pracy. Usiedli, jak dawniej, wszyscy razem i rozmawiali aż do nocy.
Spać położył się w swoim pokoju, gdzie przeszło dzieciństwo i młodość, ale nie zasnął od razu:
Jutro trzeba do przychodni pójść. Potem do pracy. A wieczorem
Z tą myślą o następnym wieczorze zasnął długo po północy.
***
Następnego dnia Antek rano poszedł do przychodni. Do obiadu chodził po gabinetach. Po obiedzie poszedł do siebie do pracy, akurat była jego zmiana.
– Dokąd idziesz? zainteresował się ojciec.
– Tato, pamiętasz dawno temu, gdy jeszcze w czwartej klasie się uczyłem. Zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki?
– Dla brzydkiej Bożeny Kowalskiej? Pamiętam.
– Pamiętasz, powiedziałeś jeszcze: Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
– I to pamiętam.
– Tato, Bożena teraz jest chirurgiem. To ona robiła mi operację. I ona do tej pory nosi na szyi ten wisiorek.
– No proszę!
– Tato, twoje słowa się sprawdziły. Idę do niej!
***
Dwadzieścia siedem lat to nie tak dużo na początek życia z ukochaną osobą.



