*Dzisiaj w moim dzienniku…*
Krysia zawsze była grzecznym dzieckiem. Uczyła się dobrze, nie sprawiała problemów ani matce, ani babci. W klasie maturalnej zakochała się i wszystko się zmieniło. Zaczęła opuszczać lekcje, bywała opryskliwa, mocno się malowała. Ewa przypadkiem znalazła w jej szufladzie drogie kosmetyki. Zapytała córkę:
— To prezent — odparła Krysia.
— No i kto taki hojny? — dopytywała się Ewa.
— Adam.
— Tak? A skąd on ma pieniądze? — Ewa sądziła, że to kolega z klasy.
— On już pracuje.
Tak Ewa się dowiedziała, że jej córka nie ma chłopaka, tylko dorosłego mężczyznę, który skończył studia i ma pracę.
— Czy ty zdajesz sobie sprawę, że jesteś za młoda, żeby spotykać się z dorosłym facetem? — zaczęła Ewa.
— Nie jestem za młoda. Tobie było wolno, a mnie nie?
Ewa zamrugała zmieszana.
— Ja nie chodziłam z dorosłym… Czekaj, jesteś w ciąży?
— Tak, mamo — w desperacji wykrzyknęła Krysia. — Ty też urodziłaś mnie, mając osiemnaście lat. Jak widać, niedaleko pada jabłko od jabłoni. Zawsze mówiłaś, że jestem podobna do ciebie — dodała już ciszej.
Ewa patrzyła na córkę z przerażeniem.
— Dobrze, idę. — Krysia minęła matkę i ruszyła w stronę drzwi.
— Gdzie idziesz? Nie skończyłyśmy rozmowy! — Ewa podążyła za nią. — Zadania zrobiłaś? Matura tuż-tuż — mówiła, stojąc nad córką, która wiązała sznurówki.
Krysia gwałtownie się wyprostowała, odgarnęła włosy z twarzy i wyzywająco spojrzała na matkę.
— Zadania… O czym ty, mamo? A sama? Z kim się widujesz wieczorami? Myślisz, że nie wiem?
Ewie wydawało się, że jest ostrożna, że córka zajęta sobą nie domyśla się niczego. Krysia rzuciła matce triumfujące spojrzenie i wyszła z mieszkania.
— Krysia! — bezradnie krzyknęła Ewa w zamknięte drzwi.
Wróciła powoli do pokoju i usiadła na kanapie. Córka naprawdę dorosła, a wraz z nią przyszły problemy. W ciąży… Boże, to niemożliwe! Trzeba było od dawna z nią rozmawiać, a Ewa myślała, że to jeszcze dziecko. Nie, jeszcze nie jest za późno, trzeba coś zrobić. Z kim mogła porozmawiać i zasięgnąć rady? Oczywiście z mamą.
— Mamo, co robić? Krysi spotyka się z dorosłym facetem. Jest w ciąży… — Ewa wygarnęła nerwowo nieprzyjemną wiadomość przez telefon.
— A ty się nie nakręcasz?
— Nie. Sama się przyznała. Nie wiem, co robić. Nie da się z nią rozmawiać…
— Cała w ciebie. Ty też mnie specjalnie nie słuchałaś. Powinnaś wyjść za tego… Jak on się nazywał?
— Ale ja go nie kochałam. Nie o mnie teraz mowa.
— Właśnie o tobie. Wyszłabyś w porę za mąż, miałabyś męża, może Krysi nie szukałaby ojca gdzie indziej.
Ewa zrozumiała, że mama ma rację.
— Mamo, dlaczego nie pozwoliłaś mi usunąć ciąży? — cicho spytała.
— Żałujesz, że urodziłaś Krysię?
— Nie, no co ty, ale…
— No właśnie. Wyobraź sobie życie bez niej. Tylko nie krzycz na nią i nie naciskaj, bo pogorszysz sprawę.
Długo rozmawiały. Ewa nie kładła się spać, czekała na córkę. Gdy Krysia wróciła, Ewa weszła do jej pokoju. Córka właśnie ściągała bluzę przez głowę. Wzrok Ewy padł na jej nagie brzuch. Krysia zawsze była szczupła, ale teraz wydawało się, że brzuch się zaokrąglił. Więc nie kłamała. Ewę oblał gorąc.
— I który to miesiąc? Trzeci, czwarty? — spytała przyciszonym głosem.
Krysia drgnęła i przycisnęła do brzucha zdjętą bluzę.
— Moja dziewczynko… — Ewa podeszła i objęła ją. — Nie będę krzyczeć, chcę wszystko wiedzieć, żeby ci pomóc.
Krysia podniosła na nią wzrok. W oczach miała łzy.
— Obiecał, że nie zajdę w ciążę — powiedziała.
— On wie?
Kiwneła głową.
— I co dalej?
— Przepraszam, mamo.
— Nie płacz. Jak w ogóle się poznaliście? Gdzie pracuje?
— W… Mamo, on jest dobry. Pobierzemy się po maturze. Wynajmuje mieszkanie niedaleko.
— Czyli jest z innego miasta?
— Tak, skończył politechnikę w zeszłym roku.
— Decydujesz się urodzić? A studia? Nie zdajesz na uczelnię?
— Nie. Ale pójdę, później… — mówiła, unEwa pomyślała, że może jednak warto dać szansę nowemu życiu i zamiast rozpaczać nad tym, co straciła, skupić się na tym, co jeszcze może zyskać.



