Dopóki ja będę…
Weronika wychowała się w Krakowie, w skromnym mieszkaniu na Kazimierzu. Dziewczyna zawsze była grzeczna, uczyła się dobrze, a matka i babcia nie miały z nią większych problemów. Wszystko zmieniło się w ostatniej klasie liceum, gdy Weronika zakochała się w starszym mężczyźnie. Zaczęła opuszczać lekcje, malować się jaskrawymi kolorami i odpowiadać matce ostrym tonem.
Pewnego dnia jej matka, Jadwiga, przypadkiem znalazła w szufladzie córki drogie kosmetyki.
– Kto ci to kupił? – zapytała, trzymając w ręce błyszczyk.
– Dostałam w prezencie – odparła Weronika, nie podnosząc wzroku z książki.
– I kto okazał się tak hojny? – Jadwiga uniosła brwi.
– Krzysztof.
– Krzysztof? A skąd on ma na to pieniądze? – Matka założyła, że to kolega z klasy.
– On już pracuje.
I tak Jadwiga dowiedziała się, że jej córka nie spotyka się z chłopakiem z rocznika, ale z dorosłym mężczyzną, który skończył Politechnikę Krakowską i miał stałą pracę.
– Weronika, ty nawet nie rozumiesz, że jesteś jeszcze dzieckiem! – wybuchnęła.
– Nie jestem dzieckiem. Tobie było wolno, a mnie nie?
Jadwiga zamrugała zaskoczona.
– Ja nie… Czekaj, czy ty jesteś w ciąży?
– Tak, mamo – Weronika wybuchnęła płaczem. – Ty też urodziłaś mnie, mając osiemnaście lat. Jak widać, niedaleko pada jabłko od jabłoni. Zawsze mówiłaś, że jestem do ciebie podobna… – dodała cicho.
Jadwiga patrzyła na córkę z przerażeniem.
– Wychodzę – rzuciła Weronika, mijając matkę.
– Dokąd? Nie skończyłyśmy rozmowy! – Jadwiga podbiegła do drzwi. – A lekcje odrobiłaś? Matura za pasem! – mówiła, stojąc nad córką, gdy ta wiązała buty.
Weronika poderwała się gwałtownie, odgarnęła włosy z twarzy i spojrzała wyzywająco.
– Lekcje… A ty, mamo, z kim się widujesz po nocach? Myślisz, że nic nie wiem?
Jadwiga była pewna, że ukrywa swój związek przed córką. Tymczasem Weronika rzuciła jej triumfujące spojrzenie i wybiegła z domu.
– Weronika! – matka bezradnie zawisła w drzwiach.
Wróciła do pokoju i osunęła się na kanapę. Córka naprawdę dorosła, a razem z nią przyszły nowe problemy. Ciąża… Boże, to niemożliwe! Dawno powinna była z nią porozmawiać, ale Jadwiga wciąż widziała w niej małą dziewczynkę. Trzeba było działać, póki nie było za późno. A z kim mogła się teraz poradzić? Oczywiście, z matką.
– Mamo, co mam robić? Weronika spotyka się z dorosłym facetem. Jest w ciąży… – wysapała przez telefon.
– Nie dramatyzujesz?
– Nie. Samo wyszło. Nie da się z nią rozmawiać…
– Cała w ciebie. Ty też nie zawsze słuchałaś. Powinnaś była wyjść za tego… Jak on się nazywał?
– Nie kochałam go. Nie o to chodzi.
– Właśnie o to. Gdybyś wyszła za mąż, Weronika miałaby ojca, nie szukałaby go gdzie indziej.
Jadwiga zrozumiała, że matka ma rację.
– Mamo, czemu nie pozwoliłaś mi zrobić aborcji? – spytała cicho.
– A żałujesz, że urodziłaś Weronikę?
– Nie, oczywiście, że nie, ale…
– Właśnie. Wyobraź sobie życie bez niej. Tylko nie krzycz na nią ani nie naciskaj, tylko pogorszysz sprawę.
Długo rozmawiały. Jadwiga nie kładła się spać, czekając na córkę. Gdy Weronika wróciła, matka weszła do jej pokoju. Córka właśnie zdejmowała bluzę przez głowę. Jadwiga spojrzała na jej obnażony brzuch. Zawsze była szczupła, ale teraz wydawało się, że jest zaokrąglony. Więc to prawda. Matuskę ogarnął gorąc.
– I który to miesiąc? Trzeci, czwarty? – spytała stłumionym głosem.
Weronika drgnęła i przycisnęła do siebie bluzę.
– Dziecko moje… – Jadwiga podeszła i objęła córkę. – Nie będę ci robić awantur. Chcę tylko wiedzieć, żeby pomóc.
Weronika podniosła na nią zapłakane oczy.
– Obiecał, że nic się nie stanie – szepnęła.
– On wie?
Przytaknęła.
– I co dalej?
– Przepraszam, mamo.
– Nie płacz. Jak się poznaliście? Gdzie on pracuje?
– W… Mamo, on jest dobry. Pobierzemy się po maturze. Wynajmuje mieszkanie niedaleko.
– Więc nie jest stąd?
– Nie, skończył politechnikę w zeszłym roku.
– Decydujesz się urodzić? A co ze studiami?
– Później… – Weronika spuściła wzrok.
– Dobrze. Już późno. Śpij. Rano będzie mądrzej. – Jadwiga wyszła.
Nie mogła zasnąć. Która matka by potrafiła? Znów przeżywała własną historię.
W szkole podobał się jej kolega, ale nigdy nie byli razem. Aż pewnego weekendu, gdy jego rodzice wyjechali, zorganizował imprezę. Pili, tańczyli. Jadwiga źle się poczuła. Zaniósł jąWeronika popatrzyła na śpiącą córkę, westchnęła głęboko i pomyślała, że może jednak los da im obu jeszcze szansę na szczęście.



