Moja żona, Magdalena, zawsze była bardzo cicha i nieśmiała. W gronie naszych przyjaciół była raczej tłem słuchała uważnie, rzadko kiedy zabierała głos bez zaproszenia. Nie prowokowała kłótni, nigdy nie bywała zazdrosna ani nie robiła scen. Okazywała mi uwagę i czułość, nie stawiała żadnych wygórowanych żądań, a każdy mój prezent przyjmowała ze szczerym uśmiechem i prostą wdzięcznością.
Nasz związek wydawał się idealny. Rozmawialiśmy szczerze o wszystkim, nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Wracając z pracy do naszego mieszkania w Krakowie, wiedziałem, że czeka na mnie pachnący obiad, zadbany dom i serdeczny uśmiech Magdaleny. Czego mężczyzna może chcieć więcej?
A jednak Jakoś tak wyszło, że zapragnąłem odmiany. Wydawało mi się, że brakuje mi emocji, a nasza bliskość fizyczna praktycznie nie istniała. To mnie uwierało, więc, zamiast rozmawiać o tym z Magdaleną, zacząłem spotykać się z inną kobietą.
Kiedy prawda wyszła na jaw, Magdalena po prostu spakowała swoje rzeczy i wyprowadziła się. Zamieszkałem z kochanką, ale szybko zrozumiałem, co straciłem. W nowym mieszkaniu panował nieustanny nieporządek, po powrocie z pracy nie czekał już na mnie ani ciepły rosół, ani spokojna rozmowa. Rozmowy w zasadzie zamarły, bo nie było między nami nic istotnego.
W końcu zamarzyłem, by wrócić do żony. Ale było już za późno Magdalena ułożyła sobie życie z kimś innym, kto potrafił docenić ją taką, jaka jest.
Dziś wiem, że przez własną głupotę i brak rozmowy straciłem najwspanialszą kobietę. Nie kupiłbym sobie szczęścia za żadne złote, choćbym miał ich cały worek z Narodowego Banku Polskiego. To najważniejsza lekcja mojego życia nie doceniłem tego, co miałem, i na zawsze będę tego żałował.


