Dzisiaj w moim dzienniku chcę opisać, jak życie potrafi zaskoczyć. Po latach marzeń o własnym domu wreszcie go wybudowałam, ale… okazało się, że nie mogę w nim zamieszkać.
Pani Jadwigo! Co pani wyrabia?! krzyczała Krystyna Marecka, wymachując zmietonym dokumentem. Jak to nie można mieszkać? Dom stoi, gotowy!
Brakuje dokumentów spokojnie odparła urzędniczka za szybą, nawet nie podnosząc wzroku. Bez papierów, choćby to był pałac ze złota, nie pozwolimy zamieszkać.
Jakie dokumenty?! Działka nasza, wydaliśmy pieniądze z programu rodzinnego, wzięliśmy kredyt! Wszystko zgodnie z prawem! Krystyna uderzyła pięścią w parapet, aż szyby zadrżały.
Kochanie urzędniczka w końcu oderwała wzrok od papierów i spojrzała przez okulary. Działka wasza, zgoda. Ale pozwolenie na budowę gdzie? Projekt zatwierdzony gdzie? Protokół odbioru gdzie?
Krystyna poczuła, jak nogi się pod nią uginają. Usiadła na niewygodnym plastikowym krześle.
Mówili nam, że dla domu jednorodzinnego nie trzeba zgody… Sąsiedzi budowali bez żadnych projektów…
A kiedy to było? prychnęła urzędniczka. Prawa się zmieniają. Teraz bez papierów ani rusz.
Wyszłam z urzędu jak ogłuszona. Mrzwił drobny, uporczywy deszcz, który zdawał się wsiąkać prosto w duszę. Wsiadłam do starego samochodu, sięgnęłam po telefon.
Bartek? Bartek, synku… głos mi drżał. Przyjedź, proszę. Coś się stało…
Bartek przyjechał po godzinie. Znalazł mnie siedzącą na schodach nowego domu. Dom był naprawdę piękny dwupiętrowy, z dużymi oknami, schludnym dachem. Całe życie oszczędzałam, sprzedałam mieszkanie w mieście, dołożyłam rodzinne oszczędności, wzięłam kredyt.
Mamo, co się stało? Syn usiadł obok. Dlaczego nie jesteś w środku?
Bo nie wolno uśmiechnęłam się gorzko. Okazało się, że dom nie jest zalegalizowany.
Bartek zmarszczył brwi.
Jak to? Przecież wszystko robiliśmy przez firmę budowlaną. Powinni byli…
Powinni, ale nie zrobili! wybuchnęłam. Oszukali nas! Obiecali, że sami zajmą się formalnościami, a tylko wzięli pieniądze i zniknęli! Teraz nie odbierają telefonów!
Syn wyciągnął papierosa, zapalił. Spojrzałam na niego z dezaprobatą.
Bartek, rzuć już to świństwo. Zdrowie zniszczysz.
Teraz nie czas na zdrowie, mamo. Mów, co dokładnie w urzędzie powiedzieli.
Westchnęłam, poprawiłam chustkę na głowie.
Mówią, że trzeba było wcześniej dostać pozwolenie na budowę. I zatwierdzić projekt. I jeszcze masa innych papierów. A ci budowlańcy Nowak i Kowalski zapewniali, że sami to załatwią. I ja, głupia, uwierzyłam…
Masz z nimi umowę?
Mam. Ale nie ma tam nic o dokumentach. Tylko, że dom postawią.
Bartek zaciągnął się dymem i powoli go wypuścił.
No to tak. Jutro idziemy do prawnika. Zobaczymy, co da się zrobić. Może jeszcze nie wszystko stracone.
Następnego dnia siedzieliśmy w kancelarii. Prawniczka młoda kobieta o zmęczonych oczach przeglądała dokumenty.
Rozumie pani powiedziała, odkładając papiery sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Dom stoi, działka jest wasza. Teraz trzeba to zalegalizować.
To możliwe? zapytałam z nadzieją.
Tak, ale długo i drogo. Najpierw trzeba zamówić projekt techniczny. Potem składać wniosek o zalegalizowanie samowoli. To może potrwać rok, a nawet dłużej.
Ile to będzie kosztować? Bartek pochylił się do przodu.
Około… prawniczka zawahała się stu pięćdziesięciu tysięcy złotych. Może więcej, jeśli będą komplikacje.
Złapałam się za głowę.
Nie mam takich pieniędzy! Wszystko poszło na dom!
W takim razie zostaje czekać na nakaz rozbiórki powiedziała sucho. Prędzej czy później wasza kolej nadejdzie.
Wieczorem siedziałam w starej kuchni w tym samym domu, który miał iść pod rozbiórkę, gdy tylko wprowadzę się do nowego. Piłam herbatę ze starego serwisu, który dostałam po babci.
Mamo, nie przejmuj się tak Bartek położył mi rękę na ramieniu. Jakoś to rozwiążemy.
Skąd weźmiemy pieniądze, synku? Ty masz rodzinę, kredyt. A ja ledwo wiążę koniec z końcem.
Zapukano do drzwi. Bartek otworzył w progu stała sąsiadka, ciocia Irena.
Krysiu, jesteś w domu? weszła do kuchni bez pytania. Słyszałam, że masz kłopoty z nowym domem.
Skinęłam głową, nie podnosząc wzroku.
No właśnie, okazało się, że wybudowaliśmy go nielegalnie. Albo płacimy krocie, albo go burzą.
Ciocia Irena nalała sobie herbatę.
Wiesz, że Kowalscy mają ten sam problem? I Nowakowie też. Oni też budowali przez tę samą firmę.
Jak to? zdziwił się Bartek. Więc ci budowlańcy specjalnie oszukiwali ludzi?
Kto ich wie wzruszyła ramionami. Może sami nie wiedzieli. Albo nie chcieli się bawić w papierki. Dla nich liczyło się tylko postawić i wziąć kasę.
A co Kowalscy robią? spytałam.
A co? Spłacają kredyt za dom, w którym nie mogą mieszkać. Stary Kowalski wziął drugą robotę, dźwiga paczki. A jego żona płacze po nocach. Mówi, że lepiej było zostać w starym bloku.
Po wyjściu sąsiadki długo nie mogłam zasnąć. Leżałam, wpatrując się w sufit. Całe życie marzyłam o własnym domu. Po śmierci męża postanowiłam dość życia w ciasnym mieszkaniu, gdzie słychać każde słowo sąsiadów. Chciałam ogródek, kwiaty. Żeby wnuki przyjeżdżały na wakacje.
A teraz co? Dom stoi, ale po co?
Nazajutrz przyszła Danuta Kowalska ta sama, o której mówiła ciocia Irena.
Krystyno powiedziała, przekraczając próg walczmy razem. W pojedynkę trudno, a razem damy radę.
Jak to razem?
Tak. Oszukała nas ta sama firma. Więc pozwiemy ich wspólnie. Wynajmiemy jednego prawnika. Będzie taniej.
Zastanowiłam się. Pomysł był rozsąd



