Dom wybudowany, a mieszkać w nim nie można

**Dziennik osobisty, wpis pierwszy**

Stał już gotowy, a mieszkać w nim nie można.

Pani Jadwigo! Co pani wyrabia?! krzyczała Halina Kowalska, wymachując w powietrzu zmiętym pismem. Jak to nie można? Dom stoi przecież!

A dokumentów brak odpowiedziała spokojnie urzędniczka za szybą, nawet nie podnosząc wzroku od papierów. Bez papierów choćbyście złoty pałac postawili, mieszkać nie pozwolimy.

Jakie dokumenty?! Działka nasza, rodzinny kapitał wydany, kredyt wzięty! Wszystko zgodnie z prawem! Halina uderzyła pięścią w parapet, aż szyby zadrżały.

Kochanie Jadwiga w końcu oderwała się od dokumentów i spojrzała na nią ponad okularami. Działka wasza, to prawda. A pozwolenie na budowę gdzie? Zatwierdzony projekt gdzie? Protokół odbioru gdzie?

Halina poczuła, jak nogi się pod nią uginają. Usiadła na twardym plastikowym krześle.

Mówili nam, że dla domu jednorodzinnego nie trzeba zgód… Sąsiedzi budowali bez żadnych projektów…

A kiedy to było? prychnęła urzędniczka. Prawo się zmienia, kochanie. Teraz bez papierków ani rusz.

Halina wyszła z urzędu jak ogłuszona. Padał drobny, przykry deszcz, który zdawał się wsiąkać w samą duszę. Wsiadła do starego samochodu, sięgnęła po telefon.

Tomek? Tomek, synku… głos jej drżał. Przyjedź, proszę. Coś strasznego się stało…

Tomasz przyjechał godzinę później. Znalazł matkę siedzącą na schodach ich nowego domu. Dom naprawdę był piękny dwupiętrowy, z dużymi oknami, starannie wykończony. Halina odkładała na niego całe życie, sprzedała mieszkanie w mieście, dołożyła rodzinny kapitał, wzięła kredyt.

Mamo, co się stało? Syn usiadł obok na stopniu. Dlaczego nie jesteś w środku?

Bo nie wolno uśmiechnęła się gorzko. Okazuje się, że nie można tu mieszkać. Dom nie jest zgodny z prawem.

Tomasz zmarszczył brwi.

Jak to nie? Przecież wszystko robiłaś przez firmę budowlaną. Powinni…

Powinni, ale nie zrobili! wybuchnęła Halina. Oszukali, Tomku! Mówili, że sami załatwią papiery, a tylko kasę wzięli i zniknęli! Teraz dzwonię telefony milczą!

Tomasz sięgnął po papierosa, zapalił. Matka spojrzała na niego z dezaprobatą.

Tomku, rzuć już to świństwo. Zdrowie zniszczysz.

Nie czas na zdrowie, mamo. Mów, co dokładnie w urzędzie powiedzieli.

Halina westchnęła, poprawiła chustkę na głowie.

Mówią, że trzeba było wcześniej pozwolenie na budowę. I projekt zatwierdzić. I jeszcze tony papierów. A ci budowlańcy Nowak i Wiśniewski zapewniali, że sami wszystko załatwią. Głupia ja…

Masz z nimi umowę?

Mam. Ale tam nic o dokumentach. Tylko, że dom postawią.

Tomasz zaciągnął się dymem i powoli wypuścił go w powietrze.

No to słuchaj. Jutro idziemy do prawnika. Zobaczymy, co da się zrobić. Może jeszcze nie wszystko stracone.

Następnego dnia siedzieli w kancelarii. Młoda prawniczka z przemęczonymi oczami przeglądała dokumenty.

Rozumie pani mówiła, odkładając papiery sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Dom stoi, to fakt. Działka wasza, to też fakt. Ale teraz trzeba to zalegalizować.

To możliwe? zapytała Halina z nadzieją.

Tak, ale długo i drogo. Najpierw trzeba zamówić plan techniczny. Potem złożyć wniosek o zalegalizowanie samowoli. To może potrwać rok, a nawet dłużej.

Ile to będzie kosztować? Tomasz pochylił się do przodu.

Około… prawniczka zawahała się pięćdziesiąt tysięcy. Może więcej, jeśli będą komplikacje.

Halina jęknęła.

Tych pieniędzy nie mam! Wszystko wydałam na dom!

W takim razie pozostaje czekać na nakaz rozbiórki powiedziała sucho prawniczka. Prędzej czy później wasza kolej nadejdzie.

Wieczorem Halina siedziała w kuchni starego domu tego, który miała rozebrać po przeprowadzce. Piła herbatę z babcinej filiżanki.

Mamo, nie martw się tak Tomasz położył jej rękę na ramieniu. Jakoś to rozwiążemy.

Skąd weźmiemy pieniądze, synu? Ty masz rodzinę, kredyt. A ja emeryturę ledwie starcza na chleb.

Zapukano do drzwi. Tomasz otworzył na progu stała sąsiadka, ciocia Krysia.

Halinka, jesteś? Weszła do kuchni bez zaproszenia. Słyszałam, że z nowym domem kłopoty.

Halina skinęła głową, nie podnosząc wzroku.

Ano, okazuje się, że postawiliśmy go nielegalnie. Teraz albo płacić krocie, albo burzyć.

Ciocia Krysia nalała sobie herbatę.

Wiesz, że u Kowalów to samo? U nich też ta sama firma budowała.

Jak to? zdziwił się Tomasz. Więc oni specjalnie ludzi oszukiwali?

Kto ich wie wzruszyła ramionami Krysia. Może sami nie wiedzieli, co trzeba. Albo nie chciało im się bawić w papiery.

I co teraz Kowalowie robią? spytała Halina.

A co? Spłacają kredyt za dom, w którym mieszkać nie można. Stary Kowal drugą robotę znalazł, w sześćdziesiąt lat! A jego Marysia płacze co dzień. Mówi, że lepiej było zostać w starej klitce.

Po wyjściu sąsiadki Halina długo nie mogła zasnąć. Leżała, wpatrzona w sufit. Całe życie marzyła o własnym domu. Po śmierci męża postanowiła dość ciasnego mieszkania, gdzie słychać każde słowo sąsiadów. Chciała ogródek, kwiaty. Chciała, by wnuki przyjeżdżały na wakacje.

A teraz co? Dom stoi, ale po co?

Następnego dnia przyszła Marysia Kowalowa.

Halinko powiedziała, ledwie przekraczając próg walczmy razem. Samotnie trudno, ale w grupie siła.

Jak to razem?

Ano tak. Oszukała nas ta sama firma. Więc pozwy złożymy wspólnie. I prawnika jednego wynajmiemy. Taniej wyjdzie.

Halina zamyśliła się. Pomysł był rozsądny.

Ilu nas jest?

Na razie trzy rodziny. Wy, my i Nowakowie. Ale pewnie znajdą się kolejni.

Pod wieczór Marysia wróciła z nowinami.

Halina, ca

Rate article
Fajna Tajna
Dom wybudowany, a mieszkać w nim nie można