Gdzie lecisz? Co ty wyprawiasz? A kto nam teraz obiad ugotuje? zdziwił się mąż, widząc, co robi Kinga po awanturze z jego matką…
Kinga spojrzała przez okno. Szaruga, mimo że kalendarzowa wiosna. W ich miasteczku na Podlasiu słońce gościło rzadko. Może dlatego ludzie byli tu tacy naburmuszeni i mało rozmowni.
Sama zauważyła, że coraz rzadziej się uśmiecha, a zmarszczka między brwiami dodawała jej lat.
Mamo! Idę na miasto! krzyknęła córka, Ola.
No dobrze mruknęła Kinga.
Co “dobrze”? Daj hajs.
A spacery już płatne? westchnęła.
Mamo, nie rób dram! Czekają na mnie! Szybciej! Czemu tak mało?
Na lody starczy.
Jesteś skąpa jak sknera rzuciła Ola i wybiegła, zanim Kinga zdążyła cokolwiek dodać.
Ech… pokręciła głową, wspominając, jaka słodka była Ola przed tym całym buntem nastoletnim.
Kinga, głodny jestem! Kiedy w końcu będzie jeść? warknął mąż, Bartek.
Jedzenie stoi odparła obojętnie, stawiając talerz na stole.
A podasz?
O mało nie upuściła garnka. Serio?
W kuchni się je, Bartku. Jak chcesz, to jedz, jak nie to nie powiedziała, siadając sama.
Po kwadransie Bartek zjawił się w kuchni.
Zimne… ble.
Dłużej się zbierałeś.
Prosiłem cię! Zero serca, żadnej troski! Przecież wiesz, że teraz mecz leci! warknął, wrzucając kawałek kurczaka do ust. Niewyborne.
Kinga tylko przewróciła oczami. Z tymi meczami Bartek zmieniał się nie do poznania. Zakłady, gadżety, drogie karty na stadion… Wciągnął się, choć za młodu nawet piłki nie tknał.
Nie usiadłszy nawet na chwilę, Bartek złapał puszkę piwa “dla humoru”, paczkę chipsów “na głoda” i wrócił do telewizora. A Kinga została w kuchni sprzątać brudy.
Nikt nie doceniał jej roboty.
Zmęczona po dyżurze pracowała jako pielęgniarka oddziałowa w szpitalu. W pracy ciągły stres, a w domu zamiast odpoczynku drugi etat: podaj, przynieś, pozamiataj.
Jest coś do picia? Bartek sięgnął do lodówki po kolejne piwo. Czemu pusto?
Wszystko wypiłeś! Mam ci to jeszcze nosić?! Wstydź się, Bartek! nie wytrzymała.
Ależ wrażliwa… prychnął i trzaskając drzwiami, poszedł uzupełnić “zapasy” na kolejny mecz.
Kinga postanowiła się przespać, bo czekał ją kolejny ciężki dzień. Ale zasnąć nie mogła. Martwiła się o Olę gdzie ta się włóczy, z kim? Na dworze ciemno, a jej ciągle nie ma. Nie chciała dzwonić, bo zawsze kończyło się krzykiem.
Kompromitujesz mnie przed ludźmi! Przestań dzwonić! wrzeszczała Ola przez telefon. Więc Kinga odpuściła, tłumacząc sobie, że córka niedawno skończyła 18 lat. Nie chciała ani pracy, ani studiów. Skończyła liceum i postanowiła “odnaleźć siebie”.
Ledwie przysnęła, gdy obudziły ją wrzaski Bartka. Ktoś strzelił gola. Potem zaczął głośno komentować z sąsiadem, który wpadł “na chwilę” i został na dłużej. Sąsiad przyprowadził swoją dziewczynę, i zaczęli “kibicować” we troje. Około północy wróciła Ola, brzdęknęła talerzami, trzasnęła drzwiami i poszła spać. Gdy w końcu zrobiło się cicho i Kinga mogła zasnąć, kot zaczął miauczeć o jedzenie.
Czy w tym domu KTOŚ inny może nakarmić tego kota?! wyskoczyła z sypialni, rozdrażniona migreną i niewyspaniem. Chciała, żeby ją usłyszeli, ale Ola miała słuchawki w uszach i tylko pokręciła palcem przy skroni. Bartek zaś chrapał przed telewizorem z puszką w garści.
“Mam dość… naprawdę mam już dosyć!” pomyślała Kinga.
Następnego dnia obudził ją telefon od teściowej.
Kinga, kochanie, pamiętasz, że czas sadzić pomidory? I do domku trzeba zajrzeć… posprzątać.
Pamiętam westchnęła.
No to jutro jedziemy.
Jeden wolny dzień Kinga spędzała na działce pod czujnym okiem teściowej.
Jak ty zamiatasz?! Trzeba trzymać miotłę inaczej! pouczała teściowa, siedząc wygodnie na ławce.
Pani Halino, mam prawie pięćdziesiąt lat, dam radę… odważyła się odpowiedzieć.
Mój Bartek by tak nie robił…
A gdzie jest pani syn? Czemu nie przywiózł mamy na działkę? Czemu jedziemy trzy godziny autobusem? A pani wciąż tylko Bartek, Bartek…
On jest przepracowany.
A ja? Myśli pani, że nie jestem?
I wtedy się zaczęło… Kinga pożałowała, że się odezwała. Halina była kobietą “sprawiedliwą” tyle że jej sprawiedliwość kończyła się na Bartku. Całe życie wychwalała syna, a Kinga była dla niej jak koń pociągowy, którego cierpliwie znosiła.
Wracały do domu osobno, każda w innym końcu autobusu. Nazajutrz teściowa poskarżyła się synowi, a ten wpadł w furię.
Jak śmiałaś się odzywać do mojej matki?! ryknął Bartek. Gdyby nie ona…
Co? skrzyżowała ręce Kinga. Czuła, że dłużej już tak nie da rady.
Dalej klepałabyś biedę w tej przychodni! przypomniał, że to Halina załatwiła jej posadę w szpitalu. Lepiej płatną, ale kosztem nerwów i siwych włosów. Nieraz Kinga żałowała, że się zgodziła.
Co ty robisz? zaniemówił, widząc, co Kinga wzięła do ręki.
Bo Kinga zrobiła coś, czego Bartek się NIGDY nie spodziewał!



