Dodatkowy dodatek

Dopisek

Maryla, ale ona przecież ma już dziecko! Albo ci to nie przeszkadza? Celina oparła się o płot i parsknęła śmiechem, patrząc na sąsiadkę. Lepszego nie mogłeś znaleźć? Przecież to przystojny, porządny chłopak, a dziewczyn jak mrówków, a on sobie właśnie taką wybrał!

Maryla westchnęła. Sama przed sobą nie chciała przyznać, że nie odpowiada jej wybór syna. Usłyszeć to od zakręconej sąsiadki bolało podwójnie.

A dla nas dzieci to przecież radość, Celina! Rozumiesz? Co jej złego, powiedz? Młoda, ładna, spokojna i uczciwa wiem to na pewno. A że dziecko… No i co z tego? Urodziła synka w małżeństwie, nie po kątach. To, że została wdową w takim wieku, przecież każdy może się znaleźć w takiej sytuacji. Wychowamy, pomożemy, będę mieć kolejne wnuczki. I języka proszę nie obijać na darmo!

Maryla zacisnęła usta i przegoniła kota sąsiadki, który szedł przez płot w jej stronę.

Znowu się tu ładuje! Przez niego mam już trzy kurczaki mniej, Celinko. Pilnuj tego swojego ogona, bo spuszczę Sabę, a potem nie miej pretensji.

O, straszy! Celina odsunęła od płotu grubego, pręgowanego kota. Jeszcze zobaczymy kto kogo przegoni. Zamknę łobuza! W zeszłym roku u mnie też kurczaków gonił. Ale gdyby nie był takim dobrym łapaczem myszy, dawno bym go oddała. Instynkty, co poradzisz?

To niech on te swoje instynkty trzyma w domu!

Marylko, a przypomniało mi się! Słoiki! Powidła już chyba gotowe, nie?

Ty tu stoisz i gadasz, a tam kto robi?

To Ola. Przyjechała z mężem, pomagają z warzywami.

Przecież ona w zaawansowanej ciąży?

Właśnie dlatego wszyscy w ogrodzie, a ona przetwory robi. Nie chce siedzieć bezczynnie. Nie synowa, a skarb!

To czemu takie złoto chwalisz za plecami, a w domu gderasz?

Żeby porządek był! Celina znowu się uśmiechnęła. Ty, jak będziesz teściową, ucz się od najlepszych. Bądź za dobra, a wejdą ci na głowę i jeszcze nogi spuszczą!

Spokojnie, ogarnę! Maryla machnęła ręką. Słoiki dać ci, czy poradzisz sobie? Gadaniem nic nie zrobię, robota czeka.

Wyprawiwszy Celinę do domu, Maryla zabrała się za ciasto. Jutro przyjedzie syn z narzeczoną na zapoznanie. Narzeczoną… Maryla przerwała ugniatanie ciasta, oparła ręce o blat i zapatrzyła się przez okno. Co to będzie…

Joanny nie znała prawie wcale. Tyle co słyszała i widziała ją z daleka u siostry na Lubelszczyźnie. Nic szczególnego. Dziewczyna jak każda, jasna, z dużymi oczami. Może tylko wysoka, pod syna w sam raz. Choć jaka tam ona dziewczyna… Młoda kobieta. Po ślubie, z dzieckiem. Chłopiec, pewnie trzy latka teraz ma. Los nie był dla Joanny łaskawy rodziców straciła wcześnie, wychowała ją babcia z dziadkiem. Odchowali, wykształcili, wydali za mąż. Ledwo doczekali się prawnuka, a tu jej mąż ginie w wypadku. I tak została wdową z dzieckiem. Trudno nie żałować… Tyle że Maryla od takiego żałowania wolałaby się trzymać z daleka. Serce za syna wyrywało się z piersi, szczególnie od śmierci męża, kiedy to Piotrek stał się jej całym światem. Radość i strach naraz. Dorosły już, czas własną rodzinę zakładać, a on ciągle czeka. Na pytania się śmiał i powtarzał, że czeka na wielką miłość. I oto ostatnio oznajmił, że ją znalazł… Joannę.

Maryla od razu pobiegła do siostry. Trzeba wiedzieć co i jak. Ale Basia zbeształa ją od progu.

Co, jak kura, z krzykiem latasz?

Bo nie wiem, co z nią? Przyprowadzi, a potem co?

Do ciebie przyprowadzi, ale nie na długo.

Jak to? Maryla zbaraniała.

Piotrek nie mówił ci, że zapisałam mu dom po dziadkach? Stary, mieszkać się nie da, ale działka duża. Postawią swój.

Maryli myśli poskakały jak zające. To znaczy, on pójdzie na swoje, a ona? Co z tego, że miasteczka blisko, autobus jeździ. To nie to samo, co wieczorem czekać na syna, pomóc w gospodarstwie, usłyszeć jak się dzieli radościami, zmartwieniami. Już nie będzie tak po prostu do niego wstąpić. Tylko od święta.

No co taka smutna? Nie cieszysz się? Basia zmiękczyła głos i usiadła obok. Czas odpuścić, Marylko. Piotrek już duży, pora na swój dom i rodzinę.

Wiem przecież, tylko… Boję się. A jeśli im nie wyjdzie? Jak się nie poukłada? A dziecko…

Posłuchaj: dziewczyn dużo. Ale o żadnej nie powiem tak dobrze jak o Joannie.

I to mnie martwi. Taka idealna?

Nigdy ci nie dogodzi! Basia zirytowała się. Jakby była zła, to byś się cieszyła? Głupoty gadasz. Najważniejsze, żeby byli szczęśliwi. I żebyś nie popełniła błędu, co cię syna kosztuje.

Jakiego? Maryla zbladła.

Nie przyjmiesz jej, syna stracisz. Widziałam, jak na nią patrzy. Tam jest miłość.

Maryla słuchała, a w środku ściskał ją kolczasty kamień rósł, nie dawał spać, chociaż nie umiała powiedzieć, dlaczego taki ciężki.

Wyprostowała się, rozruszała ręce i znów weszła w rytm pracy. Trzeba przyjąć ich tak, by narzeczona wiedziała, że jest tu mile widziana. Basia miała rację, nie wolno pokazać synowi niechęci. Co będzie, to będzie póki co, trzeba się postarać.

Małe, jednakowe pierożki układały się na dużym półmisku. Maryla westchnęła, wspominając, jak lubił takie jej mąż.

Jak pestki dyni! śmiał się. Nigdy dosyć. Najlepsze!

Całował ją w dłonie, a ona śmiała się i przytulała go mocno. Łza zakręciła się w oku Maryli. Jak jej brakuje teraz Staszka…

Noc była bezsenna. Przewracała się z boku na bok, aż w końcu uznała nie ma sensu, byle szybciej ranek…

Joanna stała za Piotrkiem, z dzieckiem na ręku, wystraszona, nie śmiała spojrzeć na przyszłą teściową. Mały Stasiu rozglądał się ciekawie ile tu nowinek! Duży pies w kojcu, nie szczeka, dziwne. U babci Wandy zawsze szczeka. Kot gdzieś idzie, poważny bardzo. Stasiu wyrywał się, by pobiec.

Niech sobie biega Maryla zamknęła Sabę, uśmiechając się. Tu mu nic nie grozi.

Patrzyła na przyszłą synową. Co to za panna, na litość boską? Sucha, blada. A chłopak przecież zdrowy, krzepki. Coś się rozkleiło w sercu Maryli, choć kamień nie zniknął. Stasiu podszedł do niej i popatrzył spod byka.

Gdzie kot poszedł?

Kot? Maryla zdziwiona. U mnie kota nie ma. Gdzieś widział?

Stasiu machnął ręką w bok, a Maryla aż jęknęła.

Biegiem, łap go! Bo znów mi kurczaki przegoni!

Stasiu pędził za nieznajomą panią, którą jeszcze nie rozumiał, jak nazywać. Kota złapali pod samym kurnikiem.

No, łobuzie! A sio! Maryla zdjęła klapka z nogi i rzuciła w kota.

Gdy zobaczyła jak Stasiu się śmieje, nie mogła powstrzymać uśmiechu. Dobry chłopak. Ruchliwy i czuły. Pokazała mu kurczaczka, a on tylko głaszcze, bać się go boi.

On jeszcze malutki!

Maryla przywołała chłopca i po chwili siedział już u niej na kolanach i zajadał pierogi. Gdy napotkała spojrzenie Joanny, przesłała jej uśmiech.

Dobrego masz synka, Joasiu! Mądry, jeść lubi. Baba każda by tak chciała.

Joanna, słysząc te słowa, odetchnęła wyraźnie, a Maryla poczuła, że ciężar w sercu się zmniejszył, choć zupełnie nie zniknął. Jeszcze czuła lęk, ale oddychało się lżej.

Piotrek żartował, rozmawiając o ślubie, a Joanna milczała, wpatrzona w talerz. Gdy syn poszedł do sąsiedniego pokoju, Maryla powiedziała:

A ty czemu taka cicha? poprawiła Stasiowi włosy i przysunęła talerz z wiśniami. Bierz, kochanie, słodziutkie.

Co mam mówić? Piotrkowi mówiłam, że nie chcę wielkiego wesela. Cicho podpisać papiery i już.

A on nie słucha?

Nie. Mówi, że nie wypada. Wszyscy czekają, rodzina będzie zawiedziona.

Ma rację. Ale i ty nie powinnaś milczeć. Dlaczego nie chcesz wesela?

Joanna spojrzała w oczy Maryli, zastanowiła się i powiedziała:

Boję się. Szczęście lubi ciszę. Raz już było głośno, a potem…

Niepotrzebnie tak myślisz. Wiem, że straciłaś męża i to wielka tragedia. Ale jeśli cię kochał, cieszyłby się też, że nie płaczesz całe życie, tylko szczęście znajdujesz. Każdemu pisane i smutki, i radości. Trzeba brać, co Bóg daje. Jak z tym się pogodzimy, to już nasza sprawa. Losu nie oszukasz.

Bałam się tylko…

Czego?

Że mnie pani oceni.

Za co niby?

Że za mąż wychodzę. I to za takiego chłopaka jak Piotrek. Przecież mógłby mieć każdą. Trafiło się mnie…

Stasiu wił się już u Maryli na kolanach, więc puściła go na podłogę.

A ty jak się nazywasz? szare oczy, jak u mamy, patrzyły na Marylę wyczekująco.

Teraz jestem twoją babcią, Stasiu. Mów na mnie babcia Maryla.

Dobrze! kiwnął poważnie głową.

Ślub był taki, jak chciał Piotrek. Rodzina, owszem, miała frajdę, żeby ponarzekać ale wystarczył surowy grymas Maryli i przestawali.

Prawie rok mieszkali razem. Maryla zapomniała o całym ciężarze i dawnych obawach. Patrząc, jak Joanna troszczy się o Piotrka, zaczęła rozumieć, że czas przestać martwić się o dorosłego syna. Łatwiej było to pojąć niż zrobić bo czasem z Maryli jeszcze się wyrywało niezadowolenie, ale Joanna potrafiła nadzwyczajnie ukoić każde spięcie, nie obrażając się, tylko łagodząc sytuację.

A ty, Joasiu, czemu taka zawsze spokojna? Raz byś się popłakała przed mężem, powiedziała, co cię gryzie, może by ci ulżyło, a ja bym się uspokoiła śmiała się Celina, poganiając krowę.

I pokłóciliby się wszyscy? Matka z synem w sporze to nie sztuka! Dobry doradca z ciebie! Joanna opuściła podwórko.

Dumna jesteś, źle na życie mruknęła Celina.

Lepiej po swojemu, niż wszystkich słuchać rzuciła Joanna przez ramię.

Celina fukała, a kolejna plotka szła w wieść po wsi.

Dom, który Piotrek zaczął stawiać po ślubie, był już gotowy, i małżonkowie przenieśli się do siebie. Pracy przybyło… czas leciał. Gdy Joanna poczuła, że coś jest nie tak, poszła do lekarza.

Jak to, w ciąży?! nie dowierzała lekarzowi.

Czemu pani taka zdziwiona? Dziecko niechciane?

Co pani! Chciane, tylko… To chyba źle, że tak się stało? Z pierwszym synem wszystko było inaczej.

Są pewne kłopoty, trzeba pani zostać trochę w szpitalu pod opieką. Ale zrobimy wszystko, żeby było dobrze.

Maryla przyjechała tego dnia, by zostać ze Stasiem. Joanna otworzyła drzwi i cofnęła się lekko.

Co się stało? Maryla popatrzyła zdziwiona.

E tam, nic… Taką minę pani miała, myślałam, że na mnie zła.

Maryla zrobiła oczy wielkie. Ta Celina! Przez nią cały ranek wściekła, aż serce bolało i na drodze tylko złe myśli.

Co, jeszcze ci mało, że z bagażem, to i chora? Co urodzi, Marylko? Zanim nie za późno…

Dlaczego, Celina? Co ciebie tak żółć zalewa? Co ci Joanna zrobiła?

Mi nic! Celina cofnęła się na widok ciemnej twarzy Maryli. Dobrze, dobrze, idź już. Niech im się wiedzie!

Maryla odwróciła się w furii i ruszyła na przystanek. Całą drogę myślała, że się uspokoi ale nie do końca się udało. Joanna od razu wyczuła nastrój.

Nie przejmuj się, Joasiu! Po prostu się dzisiaj zdenerwowałam, kobiety się pokłóciły w autobusie… Czemu nie mogą żyć w zgodzie?

Joanna pokręciła głową, uśmiechnęła się wiedziała, że Maryla nie potrafi kłamać.

To co, pomóc ci w pakowaniu?

Wszystko już spakowane. Nie chce mi się do szpitala.

Maryla skrzywiła się:

Musisz, Joasiu! Jeśli zdrowie dziecka na szali, nie ma o czym mówić. O Stasia się nie martw ja nie spuszczę z niego oka. Poradzimy sobie!

Piotrek odwiózł Joannę do szpitala, a dzień za dniem się wlókł. Lekarze kiwali głowami z zadowoleniem.

Jeszcze trochę i do domu, na próbę, pod opieką. Ma kto się tobą zająć?

Oczywiście. Teściowa jest u mnie, pilnuje Stasia.

Teściowa? lekarz uniósł brwi. I dobrze się dogadujecie?

A jak! Joanna zaśmiała się serdecznie. Mnie się cudowna trafiła, nie z dowcipów!

Rzadko takie spotykam odparł lekarz.

Joanna szykowała się do powrotu, a w tym czasie Maryla szalała po wsi.

Boże! Co ja Joasi powiem!?

Stasiu zaginął rano. Maryla pozwoliła mu pobawić się na podwórku, sama gotowała. Musiało być świeże, bo Joanna wraca. Do szpitala Piotrek dowoził domowe, ale zanim dotarło, stygnęło i już nie smakowało. W domu to co innego.

Kuchenny stół stał przy oknie. Stasiu bawił się w piaskownicy, układał coś w skupieniu. Maryla na chwilę odwróciła się do garnka z kompotem. Po chwili dziecka nie ma.

Gdzie się podziałeś? wyłączyła gaz i wytarła ręce.

Wyszła na ganek, obejrzała podwórko pusto. Stasiu nie mógł się nigdzie schować. Bała się. Przez otwartą furtkę na ulicę.

Nie wiedziała, że chłopiec usłyszał hałas za płotem i pobiegł zobaczyć. Dzieciaki znęcały się nad małym czarno-białym szczeniakiem, któremu nałożyli pętlę na szyję.

Puśćcie go! Przecież boli! Stasiu szarpał za klamkę furtki, aż otworzył.

Odpowiedział mu śmiech i drwiny. Próbował ratować psiaka, ale chłopaki byli szybsi, zniknęli z nim na inną ulicę. W końcu jakaś kobieta pogoniła łobuzów, a Stasiu nie wiedział, gdzie jest.

Co za dzieci! Jak tak można? kobieta pokręciła głową, patrząc na chłopca tulącego szczeniaka.

Ty też będziesz go męczył?

Nie! On malutki! Boli go!

To dobrze.

Kobieta poszła, Stasiu został, tulił psiaka i pomyślał, co mama mówiła: jak się zgubisz, stój w miejscu szybciej znajdą. Usiadł więc na ławce.

Nie wiedział, że od domu jest daleko, a Maryla szuka go wokół. Piotrek wrócił, zobaczył pustą furtkę.

Posiedź, wprowadzę samochód powiedział żonie.

Wbiegł na górę, wyłączył gaz, położył Joannę do łóżka:

Odpocznij teraz.

A Stasiu?

Pewnie w sklepie z mamą. Zaraz wrócę.

Marylę spotkał na ulicy, wyjaśniła mu płacząc, co się stało.

Szukałaś tylko blisko? spytał.

Daleko nie mógł odejść!

Różnie bywa. Ty sprawdź jeszcze wokół, ja dalej. I nie wracaj do domu Joanna nie może się denerwować!

Piotrek znalazł Stasia po godzinie. Chłopiec spał na ławce przytulając szczeniaka, który szczeknął widząc nowego człowieka.

Z ciebie będzie dobry obrońca Piotrek pogłaskał psa i syna. Pobudka synu!

Tatusiu… ja siedziałem, czekałem jak mnie uczyliście!

Właśnie dlatego cię znalazłem. A kto to? pokazał na psa.

Jest taki jak Saba u babci Maryli.

Nawet bardziej jak Misiek. A chcesz go wziąć?

Mogę?

Pewnie! Dom bez psa jak bez duszy. Zobaczymy, co z niego wyrośnie.

Wziął synka i szczeniaka, ruszyli do domu. Maryla na rogu, zrozpaczona, nie znając drogi.

Mamo, spokojnie, już jest, znalazł się!

Maryla przytuliła wnuka, płacząc z radości.

Przestraszyłeś mnie, skarbie.

Nie chciałem, nie będę już więcej!

Maryla wiedziała, że to jej dziecko. Niech Celina gada gdzie indziej szukać swojej rodziny?

Joanna dowiedziała się o wszystkim później. Stasiu milczał, bo mama nie powinna się denerwować. Myli się razem szczeniaka i śmiali się, mokrzy po uszy.

Tęskniłam!

A ja bardziej!

Siostrzyczka Stasia urodziła się punktualnie. Maleńką, głośną dziewczynkę nazwano Marylką ku czci babci. Maryla rozkwitła ze szczęścia i korzystała z każdej okazji, by odwiedzić rodzinę. Na początku bała się, że Joanna nie wybaczy jej za zgubę Stasia, że nie da więcej dzieci pod opiekę. Ale Joanna nigdy słowem nie wypomniała jej tego.

On mógł równie dobrze uciec i przy mnie, mamo. Nie obwiniaj się. On każde żywe stworzenie ratuje, nawet biedronkę z drogi niesie, żeby jej nikt nie rozdeptał.

Serce ma dobre. To najważniejsze.

Maryla nie wtrącała się ze swoimi naukami pomagała, gdzie potrzebne były ręce, i widząc wdzięczność Joanny, zaniesioną cichym: Dziękuję, mamo! była gotowa góry przenosić.

Patrząc jak Stasiu pędzi przywitać babcię, jak Joanna rozświetla się w uśmiechu, przekazując córeczkę w ramiona, Maryla wiedziała, że wszystko dobrze się potoczyło, że robiła dobrze.

Znowu do wnusi jedziesz? Celina stała przy furtce, patrząc jak Maryla zamyka swoją. Rozpieszczasz ich!

Do wnuków, Celinka. Dwójkę mam.

Ale tylko jedno twoje!

Oboje moje, Celino, oboje. Gdzie ty byś takiej miłości szukała? Maryla schowała klucze do torebki. Chcesz ci powiem sekrecik, taki życiowy, bo tylko uczysz wszystkich…

No, mów!

Miłość, Celina, to droga w dwie strony. Kochać to wymaga wysiłku, nie tylko od innych. Ja kocham, dzieci mnie kochają, wnuki mnie kochają. A ciebie?

Mnie szanują!

Też dobrze. Ale wiesz co? Miłość jest lepsza od szacunku. Pomyśl sobie, Celina powiedziała Maryla, mrugając porozumiewawczo, spojrzała na zegarek, bo do autobusu zostało kilka minut, a tam na nią już czekają.

Życie nauczyło Marylę, że najważniejsze są otwarte serce i gotowość przyjmowania ludzi razem z ich dopiskami bo miłość, rodzina i dobroć nie mają jednego wzoru. Sercem do dzieci, ręką do roboty i mądrością do przebaczenia świat staje się lepszy.

Rate article
Fajna Tajna
Dodatkowy dodatek