Doczekać złotych godów Ludmiła i Jan przeżyli razem dwadzieścia pięć lat. Ona ma już pięćdziesiąt, …

Dożyć do złotych godów

Przez dwadzieścia pięć lat żyli razem Stanisława i Zbigniew. Ona już skończyła pięćdziesiątkę, a mąż był od niej starszy o dwa lata. Ich życie rodzinne toczyło się zwyczajnie, jak u większości w małej wsi pod Białymstokiem dom, gospodarstwo, praca, syn Paweł już dorosły, mieszkał w Warszawie, ukończył technikum i zatrudnił się w dużej hucie.

Któregoś razu przyjechał na weekend z piękną dziewczyną.

Poznajcie, kochani rodzice, to jest Bożenka. Planujemy ślub, tylko musimy jeszcze złożyć wniosek w urzędzie stanu cywilnego.

Dzień dobry powiedziała Bożenka nieśmiało, a policzki jej oblały się rumieńcem.

Witaj, Bożenko, czuj się jak u siebie w domu, u nas wszystko proste, nie krępuj się szczebiotała przyszła teściowa, będąc w trakcie nakrywania do stołu.

Rodzicom Bożenka od razu przypadła do gustu. Po kilku dniach młodzi wrócili do stolicy. Później Paweł zadzwonił do mamy, oznajmiając, że latem zamierzają się pobrać. Stanisława odebrała tę wiadomość z wielką radością, podzieliła się nią z mężem, który też się ucieszył

Wszystko układało się dobrze, chociaż Stanisławę bardzo niepokoiło jej własne serce. Kto by pomyślał, że w wieku pięćdziesięciu lat zakocha się nagle w sąsiedzie, i to w przyjacielu męża, Michale!

Sąsiad Michał pewnego wieczoru wpadł z butelką koniaku. Jego żona, Grażyna, pracowała jako konduktorka w pociągach dalekobieżnych, często wyjeżdżała i nie było jej po kilka tygodni. Grażyna zostawiała męża w domu bez większych obaw chyba nie dostrzegała, że może sobie pożyczać wiśnie z obcego sadu.

Ich córka, Jadwiga, mieszkała w Poznaniu, czasem wpadła z paczką zakupów dla ojca, kiedy matki nie było. Kontaktowali się głównie przez telefon, a potem, kiedy Grażyna wracała, była w domu dni parę i znów na kolej.

Michał, chodź pokażę, jaki świetny wkrętarkę kupiłem na targu w Białymstoku. Od dawna chciałem, super sprawa! Zbigniew zerwał się i poszedł do schowka.

Michał natychmiast objął Stanisławę w pasie i zachłannie przywarł ustami do jej szyi. Przebiegł przez nią dreszcz ekscytacji. Usłyszała skrzyp drzwi od ganku i natychmiast odskoczyła od sąsiada, zaczęła przecierać stół ściereczką, spuszczając wzrok bała się spojrzeć na męża. Oczy Stanisławy aż błyszczały; wiedziała o tym.

Zbigniew nie dostrzegł rumieńców żony ani napięcia Mikała wręczył mu pudełko z narzędziem.

Świetny sprzęt, porządna rzecz, wypada by to oblać powiedział, nalewając koniak do kieliszków. Stasia, pijesz z nami?

Nie chłopaki, jestem dziś jakaś zmęczona, pójdę odpocząć i wyszła do pokoju. Przejrzała się w lustrze. No i czego się wstydzić, Stacha, jakbyś miała znowu osiemnaście lat, oczy ci się świecą szepnęła do siebie, uśmiechając się zadziornie.

Do pięćdziesiątki trochę się Stanisława zaokrągliła piersi dorodne, buzia pełna, ale ciągle ładna, z urokiem w oczach. Trochę się postarzała, ale wyraźnie jeszcze piękna.

Wiedziała, jak się pomalować i dobrać sukienkę a szpilki zawsze podkreślały urodę. W okolicznych wsiach była jedną z ładniejszych. Michał podobał się jej od dawna. Wysoki, męski, patrzył na nią z ogniem w oczach ostatnio dowiedziała się, że podkochuje się w niej już od lat.

Michał miał pięćdziesiąt cztery lata, dawno żonaty z Grażyną, z sąsiadami trzymali się blisko. Niedawno Stanisława szła do sklepu, Michał ją zagadnął:

Stacha, hej, pomóż mi pierogi ugotować.

Oj Michał, spieszę się do sklepu westchnęła, żałując, że nie poprawiła fryzury i się nie umalowała.

A jednak weszła na jego podwórko, zaraz była na ganku. Michał zamknął za sobą drzwi i objął ją w talii. Jego pocałunki oszałamiały ją oboje nie chcieli się powstrzymać przed gorącymi pragnieniami.

Sklep poczeka. Ja nie wiem, ile minut gotować te pierogi szeptał Michał, prowadząc ją do kuchni.

Dziesięć minut wystarczy odpowiedziała, patrząc na niego rozbawiona pierwszy raz je gotujesz?

Ostatnio dużo rzeczy robię po raz pierwszy, zwłaszcza bez żony zaśmiał się.

Może pomóc… ugotować…

Nie, mamy inne sprawy przyciągnął ją jeszcze mocniej.

Zrzucił z niej płaszcz i przylgnął do piersi.

Michał, ja mam męża.

I co z tego? Ja mam żonę. Tak bardzo mi się podobasz, a ty widzę na mnie też patrzysz tęsknie. Zbyszek nie okazuje ci czułości, brakuje ci szczęścia.

Stanisława nie miała siły się sprzeciwiać, już dawno nie słyszała od Zbyszka komplementów, o pogłaskaniu czy buziaku nie wspominając. Czy nie zasłużyła na odrobinę zachwytu? Dalej były gorące pocałunki i prawdziwa zdrada pierwsza w życiu Stanisławy. Nawet nie miała wyrzutów sumienia, przekonywała siebie, że postępuje słusznie.

Jesteś wspaniała, Stacha, mógłbym z tobą żyć szeptał Michał. Z Grażynką częściej przez telefon rozmawiam, jak wyjedzie na swoje trasy, to człowiek czeka i czeka. A tutaj pod nosem taka piękność. Moja Grażynka pewnie też ma kogoś, tyle na trasach przebywa. Może maszynista albo inny konduktor?

Jego pocałunki zakręciły jej w głowie, ale przypomniała sobie o sklepie, szybciutko się ogarnęła, już stała na progu, gdy usłyszała głos jego córki.

Ojej, dzień dobry, ciociu Stasiu Stanisława spłonęła rumieńcem, ale zaraz się opanowała.

Witaj, Jadwisiu, pokazałam twojemu tacie jak ugotować pierogi, bez Grażynki biedny sobie nie radzi.

Tato, przecież cię uczyłam Jadwiga weszła do kuchni, wypakowała zakupy. Wiem, że jesteś zawsze głodny bez mamy, więc przywiozłam ci jedzenie.

No to lecę, Jadwisia ci wszystko wyjaśni rzuciła Stanisława.

Ogień płonął w jej sercu zakochała się w sąsiedzie, którego zawsze uważała za atrakcyjnego, ale przecież był czyjś A teraz najprzystojniejszy w okolicy był jej.

Zaczęli spotykać się coraz częściej. Stanisława nie zauważyła nawet, kiedy w wiosce zaczęły pojawiać się plotki.

Coś ostatnio długo siedzisz w sklepie docinał jej Zbyszek, a ona nie zorientowała się w aluzji. A co ty u Michała robiłaś?

Oj, bo nie daje sobie rady bez Grażyny, pytał jak pierogi ugotować, to pomogłam a wtedy Jadwisia akurat przyjechała, podobno też się zaręczyła.

Michał coraz bardziej otwarcie mówił Stanisławie:

Jak nas na czym przyłapią, powiemy wprost: mamy się ku sobie Grażynka może sobie jeździć do swojego kochanka, a Zbyszek nie dokończył zdania, pocałował Stanisławę.

Michał, co my wyprawiamy? Ja prawie pięćdziesiątka i nagle miłość mnie dopadła.

Miłość nie zna wieku zauważył Michał i przytulił ją mocno.

Ostatni cień wstydu rozpłynął się, Stanisława była przekonana, że zasługuje na tę miłość.

Ich spotkania trwały już drugi tydzień, aż któregoś dnia o mało nie przyłapał jej Zbyszek na podwórzu Michała musiała chować się w jego starej saunie, póki panowie nie rozmawiali na środku.

Wieczorem Zbyszek zwrócił się do niej:

Wszystko wiem Heniek mi powiedział, widział jak chodzisz do Michała. Za trzy dni mamy jubileusz w remizie, goście zaproszeni, wszystko zamówione a ty

Zbysiu, wybacz… sama nie wiem, co się ze mną dzieje spuściła głowę. W końcu mężczyznom też się czasem zapomina o żonach taki diabeł czasem w człowieka wstąpi, u kobiet chyba też tak może

Usłyszała pod swoim adresem kilka przykrych słów.

Mów jak chcesz, ale sama nie wiem, co mi się porobiło Przepraszam cię, Zbysiu.

Dobra. Poświętujemy jubileusz, zrobimy dobrą minę do złej gry, potem się rozstaniemy, a Pawłowi sama to wyjaśnisz. Niedługo bierze ślub, a jego matka lata jak koza od płotu do płotu.

W dzień jubileuszu wszyscy zasiedli do stołu w remizie. Stanisława siedziała obok męża, piękna, w nowej sukni, mocny makijaż, naszyjnik na szyi, zerkała w stronę Michała on był sam, żona miała wrócić dopiero za kilka dni.

Nie przejmowała się przecież nikt nie wie, że między nimi naprawdę narodziła się wielka miłość. Na stole pojawiły się tradycyjne potrawy, wszyscy cieszyli się świętem. Było wesoło, choć kilku sąsiadów zerkało na Stanisławę z ukosa, po wiosce krążyły już plotki o jej romansie. Widziała to.

Niech się gapią, nie wiedzą, co to prawdziwa miłość myślała tylko. Co oni wiedzą o uczuciach.

Padło wiele toastów, nawet Michał wzruszony podniósł kieliszek:

Życzę młodym kolejnych równie pięknych lat, niech zdrowie dopisuje i obyśmy się za kolejne dwadzieścia pięć lat spotkali w tym samym gronie! wypił za zdrowie, a potem wszyscy mu przyklasnęli i uczynili to samo.

Po uroczystości Zbigniew postanowił w końcu poważnie porozmawiać z żoną nie chciał być dłużej pośmiewiskiem wioski, żona bawi się z jego przyjacielem na oczach wszystkich. Kontakt z Michałem ograniczył do minimum.

Pogadamy wieczorem postanowił, zajmując się pracami na podwórzu.

Stanisława idąc do sklepu, zajrzała po radę i wsparcie do Michała. Gdy weszła, Michał wyszedł z garażu, wyciągnął dłoń sygnał, żeby nie podchodziła.

Grażynka już wróciła szepnął.

I nie powiedziałeś jej jeszcze nic?

Co miałbym powiedzieć?

No jak to? O nas że jesteśmy razem

Cicho bądź zerknął nerwowo na drzwi domu. Stacha, jesteś dorosłą kobietą trochę się pobawiliśmy, wystarczy. Kocham Grażynkę, a jak tylko przyjechała, tak na mnie wskoczyła, że od razu wiedziałem, że nie ma poza mną nikogo Ty dobra jesteś, ale nie moja.

Stanisława nie słuchała dłużej odwróciła się gwałtownie i wyszła. Wieczorem czekał ją trudny dialog z mężem.

No i co? Rozwodzę się z tobą, zrobiłaś ze mnie głupca w oczach całej wsi.

Stanisława się rozpłakała, bardzo ją to zabolało. Zbigniew był jej bliski tyle razem przeszli, a że minęła namiętność może da się jeszcze ją przywrócić? Przecież znała wszystkie jego przyzwyczajenia i miała z nim wspomnienia.

Zbysiu, przebacz mi dobrze nazwałeś mnie “kozą” wtedy. Pewnie rozumu u mnie niewiele, masz rację. Już wszystko rozumiem, obiecuję, że wszystko się poukłada. Synowi mi wstyd to mówić, a za dwa miesiące jego ślub zostańmy razem, poczekajmy na wnuki

Stanisława wiedziała, że serce jej męża łagodnieje i że kocha ją po swojemu czuła to. Minęło trochę czasu, Zbigniew jej wybaczył. Teraz wiodą spokojne życie, wychowują już dwójkę wnuków, cieszą się, gdy syn przyjeżdża z synową.

A Michał dalej hula po wsi jak tylko Grażyna wyjedzie, to biega to do wdowy Tereni, to do innej, a do Zbyszka już nie zagląda, nie są już kolegami. Grażyna przeszła na emeryturę, żyją sobie, czasem się kłócą, pół wsi słyszy ich awantury, ale to już ich sprawa. Bo jak to mówią, w każdym domu swoje granie.

Życie nauczyło Stanisławę, że prawdziwa miłość to nie tylko gorące uczucia, ale trud codzienności, przeplatanie błędów i przebaczenia. Czasem, by dojść do złotych godów, trzeba wiele pokory, pracy i wzajemnego zrozumienia i właśnie w tym tkwi prawdziwy sens szczęścia.

Dziękuję za przeczytanie. Szczęścia i miłości wszystkim!

Rate article
Fajna Tajna
Doczekać złotych godów Ludmiła i Jan przeżyli razem dwadzieścia pięć lat. Ona ma już pięćdziesiąt, …