**Dobry znak**
Pięć dni przed Nowym Rokiem Ewa dostała taką porcję przykrości, rozczarowania i upokorzenia, że ledwo doszła do siebie. I to tylko dlatego, by nie psuć dzieciom świątecznego nastroju.
Marek ostatnio nieustannie okazywał niezadowolenie ze wszystkiego. Drażniło go, cokolwiek zrobiła żona lub powiedziały dzieci. Wyładowywał się na nich, aż nawet ośmioletni Bartek zapytał matki:
– Mamo, czemu tata jest teraz taki zły?
Córka Zosia, pierwszoklasistka, może tego nie zauważała, ale starszy brat wyraźnie wskazał problem.
– Synku, nie przejmuj się, tata ma teraz trudności w pracy i wraca zmęczony. Porozmawiam z nim – przytuliła syna i pocałowała go w czubek głowy.
Ewa widziała, że mąż nie może się z sobą uporać. Ostatnio działo się z nim coś niedobrego – był roztargniony, z byle powodu wybuchał, nawet na dzieci, gdy hałasowały. A przecież kiedyś sam urządzał z nimi takie bitwy, że Ewa musiała wszystkich uspokajać.
Tego dnia Bartek z siostrą rozbrykali się, biegając po mieszkaniu.
– Natychmiast przestańcie się szaleć, bo będzie kara! – warknął Marek, a dzieci zastygły w osłupieniu.
Szybko schowali się w swoim pokoju, zatrzaskując drzwi.
– Marku, co się dzieje? Można zwrócić uwagę łagodniej – zapytała żona, widząc przerażenie w ich oczach.
– Nic – odburknął.
– Po co kłamać? To nie pierwszy raz. Nie widzisz, że wyładowujesz na nas złość? Co my ci zawiniliśmy?
Ewa nie spodziewała się jego reakcji i pożałowała, że w ogóle zaczęła tę rozmowę. Ale pomyślała:
– Czy to zmienia cokolwiek? Teraz czy później…
Marek zerwał się z kanapy, zamilkł, wahając się, w końcu wyznał:
– Nie chciałem tego mówić przed świętami, ale skoro nalegasz…
– Dlaczego? – zdziwiła się.
– Żeby nie psuć atmosfery.
– Jak możesz ją zepsuć?
– Ewka, no jak możesz nie rozumieć? Poznałem inną kobietę… Zakochałem się – wypalił, zebrawszy się w sobie.
– Co? Kiedy? – nie mogła uwierzyć. – To żart?
– Nie, Ewa. Odchodzę. Dzieci będę widywał w weekendy. Alimenty oczywiście płacić będę.
Ewa zamarła. Chciała coś powiedzieć, ale mąż ją uprzedził.
– Sam im powiem. Nie mów nic.
– Tylko nie teraz – szepnęła. Wiedziała, że to będzie dla nich cios.
Skinęła głową i osunęła się na kanapę, próbując ogarnąć to, co usłyszała. Marek poszedł do sypialni, wyciągnął dużą torbę i zaczął pakować rzeczy. Wkrótce drzwi zatrzasnęły się za nim.
*Nigdy nie rozumiałam, jak to jest być porzuconą… A teraz wiem. To boli, jakby całe życie rozpadło się na kawałki. A przecież muszę się ogarnąć, wytłumaczyć coś dzieciom.*
Pewnie siedziałaby tak długo, ale z pokoju wybiegła Zosia:
– Mamo, tata gdzieś poszedł?
– Tata… wyjechał służbowo.
– A kiedy wróci?
– Jeszcze nie wiem, córeczko.
– Czyli Nowy Rok bez niego? – dołączył Bartek.
– Tak, we trójkę. Ale będzie choinka, prezenty, wszystko jak zawsze – uśmiechnęła się, choć czuła, jak ciężko jej udawać spokój.
Tej nocy Ewa prawie nie spała. Słowa Marka wciąż brzęczały jej w głowie. *Zakochał się…* Nie potrafiła się z tym pogodzić.
Trzydziestego pierwszego zmusiła się do przygotowań. Bała się, że dzieci coś zauważą, więc postanowiła ugotować mnóstwo smakołyków – gotowanie zawsze ją uspokajało.
*Przynajmniej się czymś zajmę… Niech święta będą dla nich radosne.*
Zaczęła gotować, ale przypomniała sobie, że brakuje kilku rzeczy. Gdy się ubierała, Zosia zawisła na jej ramieniu:
– Mamo, gdzie idziesz?
– Do sklepu.
– Ja też! – dziewczynka pobiegła po kurtkę.
– Mamo, kup chipsy – poprosił Bartek. – Ja zostanę. Zosiu, przypomnij mamie!
Po obiedzie dzieci poszły na podwórko. Choinka stała już przystrojona, stół nakryty, a na środku waza z owocami. Ewa była w kuchni, gdy usłyszała podekscytowany głos syna:
– Mamo, chodź szybko!
Wyszła i zobaczyła, jak Bartek trzyma małego czarnego kotka z białym znaczeniem na czole. Oboje z Zosią błagalnie patrzyli na nią.
– Nie, tylko nie to – stanowczo powiedziała.
– Maaamo, prosimy! – Zosia zaczęła jęczeć.
– Nie. Gdzie go znaleźliście? Jest brudny.
– Ale jeśli tata pozwoli? – Bartek wiedział, że ojciec lubi koty.
– Tata jest w pracy. Połóżcie ścierkę w klatce schodowej, nalejcie mleka i tam niech zostanie.
– Tam zimno! Myjemy go! – błagali, ale Ewa była nieugięta.
Wkrótce dzieci zamknęły się w pokoju, obrażone. Ewa czuła się winna, ale nie chciała kota. Mąż ją zostawił, a teraz jeszcze to!
Gdy szykowała kolację, rozległ się dzwonek. Na wycieraczce siedział kotek i w mgnieniu oka wślizgnął się do środka.
– Stój! – krzyknęła Ewa, widząc sąsiadkę, Helenę.
– Ewuniu, ten gość uparł się na was – zaśmiała się. – To dobry znak, kot wybrał wasz dom.
Dzieci z radością goniły zwierzę, które schowało się pod kanapę.
– Wierz mi, kot w święta to szczęście – dodała sąsiadka.
Ewa milczała. Gdy kotek wyszedł, wyniosła go z powrotem.
– Mamo, jesteś niedobra! – powiedział Bartek. – Gdyby tata był, pozwoliłby!
Znowu zamknęli się w swoim pokoju. Gdy ich zawołała na kolację, krzyknęli:
– Nie chcemy!
*Niech im przejdzie…*
W ciszy Ewa zaczęła się zastanawiać, co robią. Cicho podeszła do drzwi i uchyliła je.
– Zosiu, przynieś ścierkę! Mama zobaczy…
– Sam przynieś!
Na środku pokoju była kałuża, a obok siedział niewinnie czarny kotek. Ewa wzięła szmatkę, wytrzeła podłogę i znów wyrzuciła go do klatki schodowej.
– Maaamo! – znów protestowali.
Ewa padła na kanapę. ByłaKotek jednak znów wrócił, tym razem przynosząc ze sobą nie tylko pstrokatą łapką odbitą na śniegu, ale i nową nadzieję, że może właśnie to małe stworzenie było tym brakującym ogniwem, by ich rodzina odnalazła drogę do siebie.



