**Dobry Znak**
Pięć dni przed Sylwestrem Lila przeżyła takie rozczarowanie i upokorzenie, że ledwo doszła do siebie. Udało się jej tylko dlatego, że nie chciała psuć dzieciom świątecznego nastroju.
Marek od pewnego czasu wszystko i wszystkich krytykował. Nic mu się nie podobało ani to, co zrobiła żona, ani słowa dzieci. Wyładowywał na nich złość, a nawet Antek, dziewięciolatek, zapytał pewnego dnia:
Mamo, dlaczego tata jest ostatnio taki zły?
Córka, pierwszoklasistka Alinka, może tego nie zauważała, ale starszy brat wyraźnie widział problem.
Synku, nie przejmuj się, tata ma kłopoty w pracy i wraca zmęczony odparła Lila, przytulając go i całując w czubek głowy.
Wiedziała, że mężczyzna nie panuje nad sobą. Coś się z nim działo był roztargniony, wybuchał bez powodu, nawet na dzieci, choć jeszcze niedawno sam organizował z nimi hałaśliwe zabawy, aż Lila musiała wszystkich uspokajać.
Tego dnia Antek z siostrą znów zaczęli biegać po mieszkaniu.
Przestańcie zaraz to szaleństwo, bo będzie kara! warknął Marek, a dzieci zastygły w osłupieniu.
Szybko schowali się w swoim pokoju i zamknęli drzwi.
Marku, co się dzieje? Można zwracać uwagę łagodniej powiedziała Lila, widząc ich przestraszone oczy.
Nic odburknął.
Po co kłamiesz? To nie pierwszy raz. Nie zauważasz, że wyładowujesz na nas złość? Co myśmy ci złego zrobiły?
Nie spodziewała się, co usłyszy dalej. Żałowała nawet, że w ogóle zaczęła tę rozmowę, ale pomyślała:
Jaka to różnica? Teraz czy później…
Marek zerwał się z kanapy, zawahał, w końcu wykrztusił:
Nie chciałem tego mówić przed świętami, ale skoro nalegasz…
Dlaczego? zdziwiła się, jeszcze niczego nie rozumiejąc.
Żeby nie psuć atmosfery.
Jak możesz ją zepsuć?
Lilu, no jak możesz… Sam powiedz! Spotkałem inną kobietę i… zakochałem się rzucił wreszcie.
Co?! Kiedy?! wykrzyknęła. Żartujesz?
Nie, Lilu. Wychodzę z domu. Dzieci będę widywał w weekendy. Alimenty zapłacę.
Lila oniemiała. Chciała coś powiedzieć, ale mąż mówił dalej:
Sam im powiem. Na razie milcz.
Tylko nie teraz wyszeptała, wiedząc, jakim to będzie dla nich ciosem.
Skinęła głową i osunęła się na kanapę, próbując ogarnąć myśli. Marek poszedł do sypialni, wyciągnął dużą torbę i zaczął pakować rzeczy. Wkrótce drzwi za nim zatrzasnęły się.
*Nigdy nie rozumiałam, co czują porzucone kobiety… A teraz wiem. To boli tak, jakby całe życie się zawaliło. A przecież muszę się ogarnąć, wytłumaczyć to dzieciom.*
Pewnie siedziałaby tak długo, rozmyślając nad swoim losem, gdyby nie Alinka, która wybiegła z pokoju:
Mamo, tata gdzieś poszedł?
Tata? Wyjechał służbowo.
A kiedy wróci?
Jeszcze nie wiem, córeczko.
To bez niego będziemy świętować? dołączył Antek.
Tak, we trójkę. Ale nic straconego będzie choinka, prezenty, wszystko jak zawsze odpowiedziała, starając się mówić spokojnie i z uśmiechem.
Tej nocy Lila prawie nie spała. Stres zrobił swoje, a w głowie wciąż kołatały jej się słowa męża. *Zakochał się…* Nie potrafiła tego zaakceptować.
Trzydziestego grudnia zmusiła się do przygotowań. Bała się, że dzieci coś podejrzewają, więc postanowiła zrobić mnóstwo smakołyków gotowanie zawsze ją uspokajało.
*Niech choć Sylwester będzie dla nich radosny…*
Zaczęła gotować, ale przypomniała sobie, że brakuje kilku rzeczy. Gdy zbierała się do wyjścia, Alinka zapytała:
Mamo, dokąd idziesz?
Do sklepu.
Ja też! i pobiegła się ubierać.
Mamo, kup chipsy! zawołał Antek. Ja zostanę. Alinka, przypilnuj, żeby nie zapomniała! upominał siostrę, która radośnie kiwała głową.
Po obiedzie dzieci poszły na dwór. Choinka już stała przystrojona, stół nakryty, na środku waza z owocami. Lila była w kuchni, gdy usłyszała głos Antka:
Mamo, chodź szybko!
Co się stało? wyszła i zobaczyła w jego ramionach małego czarnego kotka z białym znaczeniem na czole.
Dzieci, rozpromienione, patrzyły na nią błagalnie.
Nie, tylko nie to stanowczo powiedziała.
No mamooo zaczęła skamleć Alinka.
Gdzie go znaleźliście? Jest brudny!
Mamo, a jak tata pozwoli? zapytał Antek, wiedząc, że ojciec lubi koty.
Tata jest w delegacji. Połóżcie mu szmatkę w klatce schodowej, nalejcie mleka i niech tam zostanie.
Tam zimno. My go umyjemy! błagali, ale Lila była nieugięta. Nie gniewajcie się przed świętami. Wynoście go. Koniec dyskusji. Idźcie umyć ręce.
Antek zamknął drzwi w milczeniu. Dzieci posłusznie umyły ręce i zniknęły w swoim pokoju. Lila czuła się winna, ale nie chciała kota. Mąż ją zostawił, a teraz jeszcze to…
Gdy szykowała kolację, rozległ się dzwonek. Otworzyła na wycieraczce siedział kotek i szybko wślizgnął się do środka.
Gdzie?! krzyknęła, widząc sąsiadkę, Halinę.
Lilu, ten gość się napraszał powiedziała z uśmiechem. To dobry znak, kot wybrał wasz dom.
Dzieci z radością próbowały go złapać, ale schował się pod kanapą.
Wierz mi, kot w Sylwestra to szczęście dodała sąsiadka.
Lila milczała. Po chwili kotek wyszedł, ale ona wyniosła go na klatkę.
Mamo, jesteś zła powiedział Antek. Gdyby tata był, to by pozwolił.
Znów zamknęli się w pokoju. Gdy zawołała ich na kolację, odpowiedzieli chórem:
Nie chcemy!
*Niech im przejdzie…*
Zaczęła wyrabiać ciasto, gdy nagle zauważyła, jak dziwnie cicho. Podkradła się do drzwi i uchyliła je.
Alinka, przynieś ścierkę, bo mama zobaczy!
Sam przynieś!
Na środku pokoju byłoW środku pokoju leżała mokra plama, a obok niej, jak gdyby nigdy nic, siedział czarny kotek, patrząc na nią błyszczącymi oczami, jakby mówił: “No cóż, zostałem”.



