Dobrych też porzucają Z lustra spoglądała na Anię piękna trzydziestopięcioletnia kobieta o smutnych oczach. Nie rozumiała, czego oczekują współcześni polscy mężczyźni. Szkoda, że tego na uniwersytecie nie uczą. Po co zdobywała czerwony dyplom? Anna zawsze marzyła o rodzinie, kochającym mężu i dzieciach, najlepiej trójce. Od najmłodszych lat miała przed oczami przykład rodziców — wzoru idealnej polskiej rodziny. Ania bardzo spieszyła się z wyjściem za mąż, jakby bała się przegapić własne szczęście. Z mężem Witkiem poznała się jeszcze na studiach w Krakowie. Przystojny, wysportowany, inteligentny — przyciągał spojrzenia kobiet i w każdej grupie błyskawicznie stawał się duszą towarzystwa. Spotkali się na prywatce i od razu przypadli sobie do gustu. Wiktor przyjechał na studia do Krakowa z innego miasta, a Ania mieszkała z rodzicami. Po pół roku Witek oświadczył się Ani. Zgodziła się. Pobrali się zaraz po ukończeniu studiów. Mąż wydawał się idealny — troskliwy, uważny, wesoły. Znalazł pracę jako inżynier w firmie gazowej, a Ania została specjalistką w banku. Po ślubie minęło pół roku, gdy Ania dowiedziała się, że jest w ciąży. Witek nie był z tego zadowolony. — Aniu, jak to się stało? Przecież mówiłaś, że wszystko masz pod kontrolą? — Witek, sama nie wiem, jak to możliwe… — wyznała szczerze, zaskoczona niezadowolonym tonem męża. — Ale czy to ważne? I tak planowaliśmy dziecko. Skoro tak wyszło — widocznie tak miało być. — Nie mów głupstw! To nie żadna przeznaczenie, tylko nieostrożność. Dopiero co zaczęliśmy pracę. Teraz trzeba budować karierę, a nie prać pieluchy. Ania ledwo powstrzymała łzy. Reakcja męża kompletnie ją zaskoczyła. — Aniu, — powiedział Witek łagodnie, obejmując ją za ramiona. — Może byśmy… no wiesz… Po co się spieszyć, wszystko jeszcze przed nami… Patrzyła na niego z niedowierzaniem. — Nawet nie myśl o tym! Nie podoba się — nie będę cię zmuszać. Zdecyduj sam. Ania wybiegła z mieszkania. Długo spacerowała po krakowskich ulicach, próbując wszystko przemyśleć. Jej marzenie o dużej, szczęśliwej rodzinie właśnie się rozpadało. Anna i Wiktor nie rozmawiali kilka dni. W końcu mąż przeprosił i powiedział, że przemyślał wszystko i cieszy się, że zostanie ojcem. Radości nie było końca. Po ośmiu miesiącach urodził się syn, Antoni. Anna była szczęśliwą mamą. Z radością opiekowała się dzieckiem, dbała o domowy ład i gotowała mężowi pyszności. Gdy Antoś miał trzy lata, Ania wróciła do pracy, a synek poszedł do przedszkola. Młoda mama była w siódmym niebie i wierzyła, że to właśnie ona jest tą szczęściarą. Potwierdzało to także liczne grono przyjaciół rodziny. U Ani i Wiktora często bywały spotkania starych znajomych ze studiów, już z rodzinami. Pewnego wieczoru Ania przypadkiem usłyszała rozmowę męża z kolegami. — Witku, ale ci się trafiła żona! Śliczna, mądra, pracuje, w domu porządek, a jak gotuje, to palce lizać. — No, nie narzekam, — przyznał drugi kolega. — Moja tylko kasę chce i denerwuje mnie przy każdej okazji. — Ja też jestem w porządku, więc i żona taka fajna, — odpowiedział Witek. Kumple śmiali się w głos. Natomiast ich żony miały zupełnie inne zdanie i nie raz dzieliły się z Anią swoimi przemyśleniami.

Z lustra patrzyła na mnie piękna trzydziestopięcioletnia kobieta o smutnych oczach. Wciąż nie rozumiem, czego oczekują współcześni mężczyźni. Szkoda, że tego nie uczą na studiach. Po co w ogóle zdobywałam czerwony dyplom?

Zawsze marzyłam o rodzinie, kochającym mężu i dzieciach najlepiej trójce. Odkąd pamiętam wzorem byli dla mnie moi rodzice prawdziwy ideał małżeństwa. Strasznie się spieszyłam z zamążpójściem, jakby obawiała się, że przegapię własne szczęście.

Z moim mężem, Witkiem, poznałam się jeszcze na studiach. Przystojny, wysportowany, mądry od razu zwracał na siebie uwagę dziewczyn i łatwo zostawał duszą towarzystwa. Spotkaliśmy się na domówce u wspólnych znajomych i od razu między nami zaiskrzyło. Witek przyjechał na studia do Krakowa z innego miasta, a ja mieszkałam z rodzicami.

Po pół roku Witek oświadczył mi się. Zgodziłam się bez wahania. Ślub wzięliśmy zaraz po obronie dyplomów. Mąż zdawał się idealny troskliwy, wyrozumiały, zabawny. Dostał pracę jako inżynier w spółce gazowniczej, a ja zaczęłam karierę jako specjalistka w banku.

Minęło pół roku od ślubu, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Dla Witka nie była to dobra wiadomość.

Anka, jak to się stało? Przecież mówiłaś, że wszystko masz pod kontrolą!

Witek, nie wiem naprawdę nie wiem jak odpowiedziałam szczerze, zaskoczona tonem jego głosu. Ale czy to naprawdę takie ważne? Przecież i tak chcieliśmy mieć dziecko. Skoro tak wyszło, to może to znak od losu.

Daj spokój z tymi znakami! To nie los, tylko nieuwaga. Dopiero co zaczęliśmy pracę, powinniśmy myśleć o karierze, a nie o brudnych pieluchach.

Ledwo powstrzymywałam łzy. Reakcja męża zaskoczyła mnie kompletnie.

Anka Witek powiedział już łagodniej i objął mnie delikatnie ramieniem. Może byśmy… no wiesz Jeszcze mamy czas, nie musimy się spieszyć

Patrzyłam na niego zupełnie osłupiała.

Nawet nie próbuj! Jeśli ci nie odpowiada, nikt cię nie będzie zmuszał. Decyduj sam.

Wybiegłam z mieszkania. Długo błąkałam się po krakowskich ulicach, próbując poukładać to wszystko w głowie. Moje marzenie o dużej, szczęśliwej rodzinie pękało na kawałki.

Przez kilka dni nie rozmawialiśmy z Witkiem wcale. W końcu jednak przeprosił mnie, wyjaśnił, że przemyślał wszystko i cieszy się, że zostanie ojcem. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa. Po ośmiu miesiącach urodził się nasz syn, Anton.

Macierzyństwo sprawiało mi ogromną radość. Lubiłam zajmować się dzieckiem, dbać o dom i gotować dla męża jego ulubione dania. Gdy Antek skończył trzy lata, wróciłam do pracy, a syn poszedł do przedszkola.

Uszczęśliwiona, jakbym chodziła dwa metry nad ziemią, wierzyłam, że jestem najszczęśliwsza na świecie. Pośrednio potwierdzali to nasi liczni znajomi. Do naszego mieszkania w Krakowie często zaglądali przyjaciele ze studiów, często już z rodzinami. I pewnego razu usłyszałam rozmowę Witka z jego kumplami.

Witek, tobie się poszczęściło masz świetną żonę! Ładna, mądra, pracuje, w domu zawsze porządek i gotuje tak, że palce lizać!

Sam nie zaprzeczam, zgodził się następny. Moja tylko kasę wyciąga i wiecznie marudzi.

Ja tam jestem w porządku, to i żona mam cudną, zażartował Witek.

Koledzy wybuchli śmiechem. Ich żony miały jednak o wiele bardziej krytyczne zdanie i nie raz dzieliły się swoimi spostrzeżeniami ze mną…

Rate article
Fajna Tajna
Dobrych też porzucają Z lustra spoglądała na Anię piękna trzydziestopięcioletnia kobieta o smutnych oczach. Nie rozumiała, czego oczekują współcześni polscy mężczyźni. Szkoda, że tego na uniwersytecie nie uczą. Po co zdobywała czerwony dyplom? Anna zawsze marzyła o rodzinie, kochającym mężu i dzieciach, najlepiej trójce. Od najmłodszych lat miała przed oczami przykład rodziców — wzoru idealnej polskiej rodziny. Ania bardzo spieszyła się z wyjściem za mąż, jakby bała się przegapić własne szczęście. Z mężem Witkiem poznała się jeszcze na studiach w Krakowie. Przystojny, wysportowany, inteligentny — przyciągał spojrzenia kobiet i w każdej grupie błyskawicznie stawał się duszą towarzystwa. Spotkali się na prywatce i od razu przypadli sobie do gustu. Wiktor przyjechał na studia do Krakowa z innego miasta, a Ania mieszkała z rodzicami. Po pół roku Witek oświadczył się Ani. Zgodziła się. Pobrali się zaraz po ukończeniu studiów. Mąż wydawał się idealny — troskliwy, uważny, wesoły. Znalazł pracę jako inżynier w firmie gazowej, a Ania została specjalistką w banku. Po ślubie minęło pół roku, gdy Ania dowiedziała się, że jest w ciąży. Witek nie był z tego zadowolony. — Aniu, jak to się stało? Przecież mówiłaś, że wszystko masz pod kontrolą? — Witek, sama nie wiem, jak to możliwe… — wyznała szczerze, zaskoczona niezadowolonym tonem męża. — Ale czy to ważne? I tak planowaliśmy dziecko. Skoro tak wyszło — widocznie tak miało być. — Nie mów głupstw! To nie żadna przeznaczenie, tylko nieostrożność. Dopiero co zaczęliśmy pracę. Teraz trzeba budować karierę, a nie prać pieluchy. Ania ledwo powstrzymała łzy. Reakcja męża kompletnie ją zaskoczyła. — Aniu, — powiedział Witek łagodnie, obejmując ją za ramiona. — Może byśmy… no wiesz… Po co się spieszyć, wszystko jeszcze przed nami… Patrzyła na niego z niedowierzaniem. — Nawet nie myśl o tym! Nie podoba się — nie będę cię zmuszać. Zdecyduj sam. Ania wybiegła z mieszkania. Długo spacerowała po krakowskich ulicach, próbując wszystko przemyśleć. Jej marzenie o dużej, szczęśliwej rodzinie właśnie się rozpadało. Anna i Wiktor nie rozmawiali kilka dni. W końcu mąż przeprosił i powiedział, że przemyślał wszystko i cieszy się, że zostanie ojcem. Radości nie było końca. Po ośmiu miesiącach urodził się syn, Antoni. Anna była szczęśliwą mamą. Z radością opiekowała się dzieckiem, dbała o domowy ład i gotowała mężowi pyszności. Gdy Antoś miał trzy lata, Ania wróciła do pracy, a synek poszedł do przedszkola. Młoda mama była w siódmym niebie i wierzyła, że to właśnie ona jest tą szczęściarą. Potwierdzało to także liczne grono przyjaciół rodziny. U Ani i Wiktora często bywały spotkania starych znajomych ze studiów, już z rodzinami. Pewnego wieczoru Ania przypadkiem usłyszała rozmowę męża z kolegami. — Witku, ale ci się trafiła żona! Śliczna, mądra, pracuje, w domu porządek, a jak gotuje, to palce lizać. — No, nie narzekam, — przyznał drugi kolega. — Moja tylko kasę chce i denerwuje mnie przy każdej okazji. — Ja też jestem w porządku, więc i żona taka fajna, — odpowiedział Witek. Kumple śmiali się w głos. Natomiast ich żony miały zupełnie inne zdanie i nie raz dzieliły się z Anią swoimi przemyśleniami.