Z lustra patrzyła na mnie piękna, trzydziestopięcioletnia kobieta o smutnych oczach. Czasem sama siebie nie poznaję; nie rozumiem, czego współcześni mężczyźni naprawdę chcą od życia. Szkoda, że tego nie uczą na uniwersytecie. Po co mi ten dyplom z wyróżnieniem?
Zawsze marzyłam o rodzinie kochającym mężu, dzieciach, najlepiej trójce. Od dziecka miałam przed sobą przykład rodziców, ich niemalże wzorcowego małżeństwa. Bardzo się spieszyłam, by wyjść za mąż, jakby szczęście mogło mi nagle przejść koło nosa.
Z Michałem poznałam się jeszcze na studiach. Przystojny, wysportowany, błyskotliwy od razu rzucał się w oczy w każdym towarzystwie. Spotkaliśmy się przypadkiem na imprezie, polubiliśmy się od pierwszego kontaktu. Michał przyjechał z Poznania na studia do Wrocławia, ja mieszkałam tam z rodzicami.
Po pół roku Michał oświadczył mi się. Bez wahania się zgodziłam. Ślub wzięliśmy już po obronie dyplomów. Wydawał mi się ideałem troskliwy, uważny, zawsze z poczuciem humoru. Znalazł pracę jako inżynier w dużym koncernie paliwowym, a ja zostałam specjalistką w jednym z banków.
Pół roku po ślubie dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Michał wcale się z tego nie ucieszył.
Aniu, jak to się stało? Przecież mówiłaś, że wszystko masz pod kontrolą?
Michał, sama nie wiem szczerze przyznałam, zaskoczona jego rozczarowaniem. Ale czy to aż tak ważne? Przecież zawsze chcieliśmy mieć dzieci. Widocznie tak już miało być.
Nie gadaj bzdur! To nie żadna przeznaczenie, tylko nieuwaga. Dopiero co zaczęliśmy pracę, powinniśmy się skupić na karierze, a nie na przewijaniu pieluch.
O mało się nie rozpłakałam. Jego reakcja zupełnie mnie zaskoczyła.
Aniu, powiedział już łagodniej Michał, obejmując mnie może jednak poczekajmy jeszcze trochę? Po co się tak spieszyć, mamy jeszcze czas
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
Nie ma mowy! Jeśli ci to nie odpowiada, nie będę zmuszać. Decyduj sam.
Wybiegłam z domu. Długo chodziłam po wrocławskich ulicach, rozmyślając o tym, co się właśnie wydarzyło. Moje marzenia o dużej i szczęśliwej rodzinie waliły się w gruzy.
Nie rozmawialiśmy ze sobą przez kilka dni. W końcu Michał przeprosił i powiedział, że wszystko przemyślał. Jest szczęśliwy, że zostanie ojcem. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa. Osiem miesięcy później urodził się nasz synek, Wojtek.
Macierzyństwo napawało mnie radością. Uwielbiałam dbać o dziecko, pilnować porządku w mieszkaniu, gotować dla męża. Kiedy Wojtuś skończył trzy lata, wróciłam do pracy, zapisując go do przedszkola.
Czułam się lekka jak piórko, przekonana, że jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi. Tak też widzieli nas znajomi. Często w naszym domu zasiadały przyjaciółki i koledzy z czasów studenckich, już z rodzinami. Któregoś wieczoru usłyszałam rozmowę Michała z kolegami.
Michał, masz szczęście do żony! Piękna, mądra, pracuje, w mieszkaniu porządek, a gotuje tak, że palce lizać!
Fakt, przyznaję, dorzucił drugi. Moja tylko narzeka albo wydaje pieniądze.
No, jak się jest takim facetem jak ja, to i żona porządna się znajdzie, zaśmiał się Michał.
Koledzy wybuchli śmiechem. Ich żony natomiast miały często inne zdanie i nie omieszkiwały dzielić się nim ze mnąUśmiechałam się kurtuazyjnie, ale w środku zrobiło mi się dziwnie pusto. Po raz pierwszy coś pękło. Czy jestem dla Michała trofeum do popisów przed kolegami? Idealną żoną, która spełnia jego wygodne wyobrażenia?
Następnego dnia, kiedy Wojtek bawił się klockami na dywanie, wzięłam kartkę i długopis. Nie była to lista zakupów czy rzeczy do prania. Zaczęłam zapisywać własne marzenia te, które zawsze odkładałam na potem. Chciałam zacząć kurs fotografii, pojechać w Bieszczady sama z synem, nauczyć się włoskiego. Zatrzymałam się na chwilę, czując łzę spływającą po policzku nie ze smutku, lecz ze wzruszenia, że wreszcie dałam sobie prawo do chcenia czegoś więcej.
Wieczorem usiadłam z Michałem przy kuchennym stole. Byliśmy przez chwilę cicho, patrząc na siebie uważnie, jakbyśmy się poznawali na nowo.
Michał, przerwałam ciszę czy pamiętasz jeszcze, kim jesteśmy poza tym wszystkim, co musimy?
Popatrzył na mnie zdziwiony.
Chciałabym, żebyśmy przestali być dla siebie tylko wygodą albo obowiązkiem. Może czas spróbować czegoś innego, razem?
Nie odpowiedział od razu, ale w jego oczach pojawiło się zaskakujące zrozumienie. Uśmiechnął się lekko, niepewnie.
Może powinniśmy przyznał przypomnieć sobie, co nas kiedyś połączyło.
I nagle poczułam, że jestem znowu ważna nie tylko matką czy żoną, ale sobą. Po raz pierwszy od dawna nie czekałam już na cud ze strony losu. Postanowiłam stworzyć własne szczęście, krok po kroku, każdego dnia i zaprosić do tej drogi tych, których kocham.
A w lustrze zobaczyłam nie smutne oczy, lecz spojrzenie pełne odwagi.



