Wraz z rodzicami przeprowadziliśmy się ze wsi, do dużego miasta. Tu moja babcia zostawiła rodzicom mieszkanie, ale zdecydowali się przenieść dopiero teraz, kiedy byłam już dorosła i wybierałam się na studia. Musiałam podjąć decyzję co i gdzie chcę studiować, więc nie myśląc długo, postanowiłam pójść na studia w mieście, do którego się przeprowadziliśmy.
Na początku trudno było nam przyzwyczaić się do miejskiej codzienności. Na wsi życie jest inne. Jest świeże powietrze, mniej samochodów, wszystko toczy się wolniej, spokojniej w otoczeniu pięknej przyrody. W mieście panuje szalony ruch, ludzie gdzieś się spieszą, na ulicach są ogromne korki i wszędzie duże kolejki. Szczerze mówiąc, przez długi czas nie mogłam przyzwyczaić się do takiego życia. Rozpoczęłam studia na uniwersytecie w naszym mieście. Marzyłam o tym, aby zostać lekarzem, więc dałam z siebie wszystko, aby dostać się na tę uczelnię, bo była jedną z najlepszych w kraju.
Spełniło się moje wielkie marzenie i dostałam się na medycynę. Rodzicom też było trudno zaaklimatyzować się w wielkim mieście, tutaj jeszcze musieli znaleźć pracę.
Zdałam sobie sprawę, że nie ma wystarczającej ilości pieniędzy i postanowiłam dorabiać po zajęciach.
Znalazłam pracę w wytwórni kosmetyków. Moim zadaniem było przygotowanie pojemników do napełniania produktami do pielęgnacji twarzy. Praca nie była trudna, ale czasami musiałam chodzić na nocne zmiany. Zdawałam sobie sprawę, że za noc płaci się znacznie więcej niż za dzień, więc pracowałam w większości przypadków na noc, szczególnie w weekendy. Nie wiem, jak udało mi się połączyć naukę i pracę na nocną zmianę, ale zdałam pierwszą sesję zimową.
Wykładowcy bardzo mnie chwalili i stawiali za przykład innym studentom. Mówili, że dziewczyna uczy się, pracuje i rewelacyjnie zdała egzaminy. Ja też byłam z siebie dumna.
Ukończyłam studia. Na początku studiów mogłam tylko pomarzyć o dyplomie z wyróżnieniem, ale marzenie się spełniło.
Zaraz po ukończeniu studiów rozpoczęłam poszukiwanie pracy. Zawsze wiedziałam, jakiej specjalności lekarzem chcę zostać. Chciałam zostać kardiologiem. Zdawałam sobie sprawę, że będę musiała przejść trudną i długą drogę do osiągnięcia tego celu, dlatego zaczęłam pracę od podstaw, czyli sanitariuszki. W szpitalu, w którym pracowałam, spotkałam koleżankę ze szkoły. Pracowała już od dłuższego czasu jako starsza pielęgniarka, a jej ojciec był ordynatorem na oddziale kardiologii.
Kiedy się o tym dowiedziałam, chciałem z nim porozmawiać, ponieważ zdałem sobie sprawę, że ta osoba pomoże mi zrobić kolejny mały krok w kierunku mojego marzenia, lekarza kardiologa.
Pan ordynator, ojciec mojej koleżanki był prawdziwym specjalistą, opowiadał mi o przypadkach, które przytrafiły się jego pacjentom i udzielał mi praktycznych porad.
Zgodził się przyjąć mnie na swój oddział. Powiedział do mnie:
– Od dzieciństwa pamiętam, jaka byłaś, bawiąc się z moją Anią, widziałem, jak ratowałaś życie swoim zabawkom. Pewnego dnia obserwowałem cię i zobaczyłem, jak pomagałaś małemu szczeniakowi wydostać się z wody, pamiętam, jak pomogłaś zdjąć kocięta z drzewa. Myślałem wtedy, że możesz być dobrym lekarzem.
Zaczęłam pracować i zdobywać doświadczenie.
Bardzo szybko mogłam kupić sobie mieszkanie i wyprowadzić się od rodziców. Co prawda mieszkanie znajdowało się w dość dużej odległości od mojego miejsca pracy i trudno było dojechać ze względu na wieczne korki, więc wkrótce kupiłam sobie samochód.
Któregoś dnia moja koleżanka Ania, córka szefa, poprosiła mnie, żebym podwiozła ją do salonu piękności. Była przerwa na lunch i zgodziłam się zabrać dziewczynę.
Ania wsiadła do samochodu i mówi:
– Swój samochód oddałam niedawno do warsztatu i bardzo długo czekam na naprawę.
-A ty jeździsz w takim „korytku”, naprawdę nie wystarczyło ci kasy na wygodniejsze auto.
Odpowiedziałam: -Po co mi jakiś luksus, potrzebuję po prostu dostać się do pracy i do domu, wystarczy mi ten samochód.
– No nie wiem, uważam, że osoba na twoim stanowisku powinna kupić coś lepszego — powiedziała Anna.
Poczułam się urażona, słysząc od niej takie złośliwe uwagi. Bardzo się staram, aby swoje cele osiągnąć bez niczyjej pomocy. Anna ma wszystko podawane jak na dłoni, tata kupił samochód, załatwił dobrą pracę i kupił drogie mieszkanie w centrum miasta.
Ja to wszystko musiałam kupić sama, ale jestem zadowolona, że mogę przejść przez życie bez czyjegoś wsparcia finansowego. Wszystkie te przechwałki, którymi szczyci się Ania, były dla mnie śmieszne, ponieważ dla mnie liczą się zupełnie inne wartości.



