Czarna czarownica trzymała w dłoniach migoczące zapałki, a Jadwiga patrzyła na nie, jakby obserwowała ogniste motyle. Zapałki zapalały się i gasły, a czarownica szepnęła wszystkie słowa, które Jadwiga znała od dawna, od własnego serca. Z bólu, który nie mógł przejść, z beznadziei i z tęsknoty, by wyć jak wilk, w końcu zdecydowała się iść do czarownicy.
Jadwiga przeżyła tragedię, którą w tamtej chwili uważała za koniec wszystkiego. Mąż odszedł, zostawiając ją z dwójką dzieci. Po czterech miesiącach powrócił, jakby nic się nie stało. Na pierwszy rzut oka wszystko wróciło na swoje miejsce, lecz w rzeczywistości relacja pękła jak szklany kielich. Jadwiga i jej mąż oddalali się coraz bardziej.
Najpierw płakała, pragnąc przywrócić dawne jak było. Tęskniła za troską, za wiadomościami Co słychać? Dobranoc!. Potem jej dusza domagała się zemsty. Chciała, by druga kobieta cierpiała tak samo, by jej własny mąż miał pecha, by po prostu potrącił go autobus. Później stało się obojętne nie ważne, gdzie jest mąż, z kim jest, kiedy wróci. Jadwiga zauważyła, że nawet dzieci przestały ją interesować.
Nagle przyszedł ciężki, szary płaszcz duszący, nie pozwalający oddychać ani myśleć. Tęsknota, tęsknota Gdy była najgorsza ze siebie, próbowała ją wypędzić, ale po chwili wróciła z nową siłą. Kolejno pojawiały się choroby. Zębowy torbiel musiał usunąć, wkładając implant to kosztowało setki złotych. Nagle pogorszyło się wzrok. Na prostej alei w Łazienkach potknęła się i upadła, łamiąc rękę w trzech miejscach. W tym momencie pomyślała, że musi coś zmienić, że nie chce zbyt szybko wpychać się w mrok.
Nikt nie rzuca na ciebie czarów. Nie myśl o tym. To nie ona taka, to twój mąż taki. On widzi tylko siebie. Wszystko, co się dzieje, wywołałaś sama, pogrążyłaś się w tym samodzielnie. On jest zamknięty w swojej własnej wyobraźni, żyje tylko w myślach o niej i nie wyjdzie z tego niczego. Tylko tchórz i nie znajdzie już miejsca, które było zajęte. rzekła czarownica.
A co mam zrobić? zapytała Jadwiga.
Żyć. Żyć swoim życiem, tak jak chcesz, dla siebie.
Jadwiga wstała, głowa była jak żelazo. Żyć łatwo to powiedzieć. Weź to. Będzie ci mdło, spal świecę i pij wodę. Czarownica podała jej pudełko z zapachowymi świecami i małą buteleczkę wody.
Dziękuję. Jadwiga wyszła na ulicę, a w gardle rośnie kłębek. W głowie wirowało to samo zdanie: to nie ona taka, to twój mąż taki. Mąż taki po dwunastu latach małżeństwa, po wszystkim, co przeszli razem.
Wieczorem usiadła z notesem. Żyć swoim życiem. Czego chcę? Czego chcę? Co chcę?. Długopis nie pisał już znaków zapytania. Zawsze chciała to samo, co dzieci wybrać się nad morze, do parku rozrywki, do sali zabaw albo chociaż na podwórko przy domu. Albo to, co wymarzył jej mąż kupić mieszkanie, samochód, odwiedzić mamę w sąsiedniej gminie, odnowić balkon, oglądać film do północy albo wybrać się z namiotem w przyrodę.
A co naprawdę chciała ona? Co ją żywiło poza zainteresowaniami męża i dzieci? Odkryła, że w ciągu ostatnich lat całkowicie rozpuściła się w rodzinie, a własne pasje zniknęły. Po półgodzinnej medytacji nad kartką wypisała kilka celów:
Biegać rano, znajdować czas i siłę do biegu.
Zmienić pracę, zostać kierownikiem i dostawać godną pensję, rozwijać się zawodowo.
Schudnąć 7kg.
Kupić sobie ciepły płaszcz.
Nabyć własny dom.
Budować spokojne relacje z dziećmi.
Znaleźć hobby, które sprawi radość.
Westchnęła i zamknęła notes. Nie było łatwo określić własne pragnienia, ale trzeba było gdzieś zacząć. Spojrzała przez ramię na Szymona, leżącego na kanapie i patrzącego obojętnie w laptopa. Twój mąż taki, zabrzmiało echo w jej głowie.
Zamknęła drzwi samochodu. Dziś znów jechała do czarownicy, by porozmawiać o wielu rzeczach: jak ustawić się w nowej pracy, by dział działał sprawnie; jak wyleczyć ciągle bolącą szyję, której terapia manualna nie przyniosła efektu; czy warto wysłać najstarszego syna na konkursy, czy zostawić go rysować w domu. I o mężu, o który po prostu nie było już miejsca w codzienności.
Nie rozpoznasz mnie już, rzekła czarownica.
Dlaczego? zapytała zdziwiona Jadwiga, nie zauważając większych zmian w swoim życiu. Zmieniła pracę, lecz w jej głowie to nie było przełomowe wydarzenie.
Jakie masz dziś pytania? dopytała czarownica.
Boli plecy, szyję, praca, syn, mąż odpowiedziała.
Czarownica uśmiechnęła się.
Przyniosłaś mi całe swoje życie. Twoja choroba, mąż, powoli gaśnie.
Wkrótce nie będzie już ważne, gdzie jest twój mąż, z kim się spotyka, czy rozmawia z dawną kochanką. Nadejdzie dzień, w którym zapomnisz, czy jesteś mu potrzebna i jak utrzymać rodzinę. Pojawi się inny sens, bo będzie coś, dokąd iść, i kogo mieć. Ale to jeszcze nie dziś.
Znowu płonęły zapałki.
Niech rysuje.
A w pracy?
Wyznacz konkretne zadania, a dostaniesz konkretne rozwiązania i będziesz mogła pytać o to, co nie zostało zrobione. Nie czytają twoich myśli.
Mąż będzie się o ciebie rozciągał coraz mocniej. Im ciekawsze będzie twoje życie, tym bardziej będzie się wije wokół ciebie. Jest tylko cieniem, który istnieje, dopóki jest słońce. Bez słońca cień znika, a im jaśniej świeci, tym wyraźniej widać cień. Rozumiesz?
Jadwiga skinęła głową.
Dziękuję.
Jeszcze nie skończył. Zrób ćwiczenia z piłeczką tenisową, przyłóż ją między ścianą a kręgosłup, kręcąc się w przysiadach. Wszystko wróci na swoje miejsce.
Dziękuję.
Uśmiechnęła się do siebie. Piłeczka tenisowa Co to za zawiść losu, że zamiast drogiego masażysty, wystarczy mała gumka? A może nie ma innego wyboru, niż żyć własnym życiem?
Czas płynął zima, wiosna, lato, znów złota jesień. Na początku roku szkolnego Jadwiga zapisała syna na szkołę plastyczną. Dymek zaczął rysować. Jadwiga czuła się zawstydzona, że nie dostrzegała jego talentu. Jego prace trafiały na miejskie i wojewódzkie wystawy. Chłopiec odłożył tablet i telefon, poświęcając wolny czas pędzlom i farbom.
W biurze kupiła tablicę i markery. Rano zapisywała zadania i terminy, które nie były już dyskutowane. Stopniowo przestały być przedmiotem sporów. Za jej plecami gościły niezadowolenia, ale praca szła naprzód i to było najważniejsze.
Jadwiga zaczęła prowadzić szkolenia z rozwoju personalnego. Najpierw jako hobby, potem jako ekspert i wykładowca. Szkolenia przynosiły zarobki porównywalne do pensji.
W środę otrzymała bukiet czerwonych róż, bez listu i podpisu. Najpewniej od męża, choć nie była pewna. Jak ci się podoba? zapytała go po godzinie ciszy, nie dostając odpowiedzi. Dziękuję napisała w zamieszaniu.
Uwielbiała chryzantemy, ich gorzki, ostry zapach. Teraz był ich sezon. Szymon nigdy nie zapamiętał tej jej słabości; w jego schemacie wszystkie kobiety lubiły róże.
Za oknem paliło się ostre, jesienne słońce. Czerwone, rdzawoczerwone liście klonów wirowały po alei przy biurze. Jadwiga chciała zataczyć krąg razem z nimi.
Wzięła pełną piersią świeże powietrze z otwartego okna. Odrzuciła myśl, że nie potrafi zrobić nic samodzielnie. W końcu odnalazła własną wolność. I tak, piłeczka tenisowa naprawdę pomogła.



