Do końca
Kasia po raz kolejny jadła kolację sama. Zegar wskazywał już dziewiątą, a od Jacka ani telefonu, ani wiadomości. „Znowu zatrzymali go w pracy” – pomyślała, choć sama w to nie wierzyła…
…W ciągu ostatniego miesiąca takich „spóźnień” było zbyt wiele. Najpierw rzadko – raz na dwa tygodnie. Potem raz w tydzień. A teraz wydawało się, że mąż w ogóle przestał wracać do domu o czasie.
Kasia dobrze pamiętała, jak to się zaczęło. Najpierw Jacek mówił, że w pracy jest natłok – ważny projekt, deadline. Wierzyła mu i czekała do późna.
Potem wymówki stawały się coraz bardziej absurdalne. W poniedziałek zadzwonił i powiedział, że utknął na parkingu, bo ciągnik odśnieżał i nie mógł wyjechać. Kasia milczała, postanawiając obserwować zachowanie męża. Doskonale wiedziała, że w jego pracy jest podziemny parking, gdzie ten ciągnik nigdy by nie dotarł.
W środę „zatrzymał się” przez ważne zebranie, choć w jego firmie prawie nie organizowano spotkań. A jeśli już, to przez wideokonferencje i rano.
A wczoraj oznajmił, że utknął w biurze, bo… rozbolał go brzuch, i spędził w toalecie ponad godzinę.
Kasia nie była głupia. Wiedziała, że mąż coś ukrywa. Histerią niczego nie osiągnie. Ale co to mogło być?
– Jak się czujesz? – zapytała, starając się, by głos brzmiał spokojnie i troskliwie.
Jacek, który właśnie wszedł do mieszkania, ciężko opadł na łóżko i westchnął.
– Jakoś nie najlepiej – odparł, pocierając brzuch. – Zjedliśmy lunch z baru, pewnie zatrucie…
– Ojej, okropne. Wierzę, że ci źle – powiedziała Kasia, udając współczucie i obserwując reakcję męża. – Przyniosę ci lekarstwo. Dobrze działa.
– Nie! – poderwał się, ale od razu usiadł, zawstydzony własnym wybuchem.
– Co się dzieje? – zdziwiła się.
– Koledzy z pracy dali mi coś mocnego. Nie pamiętam nazwy, ale pomogło.
– Tak? No dobrze – wzruszyła ramionami. – Tylko pamiętaj, co bierzesz, bo nie wiadomo, co ci dali…
– Masz rację – wymusił uśmiech Jacek. – Pójdę pod prysznic i się położę, bo czuję się nie najlepiej.
– Jasne – kobieta pogłaskała męża po policzku i wyszła z sypialni.
Gdy tylko Jacek zamknął drzwi do łazienki, Kasia pobiegła do kuchni. Stała przy stole, nerwowo ściskając jego telefon. Przesuwała wzrokiem po ekranie. Wiadomości, połączenia, komunikatory – pusto. Nic podejrzanego. Ale wtedy postanowiła sprawdzić aplikację bankową.
„Przelew 5000 zł na nazwisko Angeliki W.” – przeczytała w myślach, a w jej wnętrzu wszystko się skurczyło. Usłyszała, jak Jacek wyłącza wodę. Szybko zamknęła aplikacje i odłożyła telefon do sypialni.
„Nie panikuj, nie panikuj, nie panikuj” – szeptała, próbując się uspokoić. – Kim, do cholery, jest Angelika W.?
Próbowała złapać ulotne wspomnienie. Angelika W. – koleżanka z pracy, znajoma, księgowa?
Noc była bezsenna. Kasia wierciła się w wielkim łóżku, które nagle wydało się puste i zimne. Jacek spał spokojnie, nieświadomy jej udręki. W końcu zapadła w płytki sen, ale nawet tam śniły jej się oderwane słowa, mgliste obrazy, niepokojące wizje.
Obudziła się gwałtownie, jak po uderzeniu.
„Angelika!” – imię zabolało jak przypomnienie. Była dziewczyna Jacka, o której wspominał tylko kilka razy. Ta, o której zawsze mówił niechętnie, machając ręką: „tylko młodzieńcza miłość”.
Kasia usiadła na łóżku, czując, jak po plecach spływa zimny pot. Teraz wszystko układało się w całość: dziwne spóźnienia, absurdalne wymówki, nagłe „dolegliwości”. A teraz jeszcze ta duża suma pieniędzy…
Objęła głowę dłońmi, próbując powstrzymać drżenie.
„Młodzieńcza miłość” – odbijało się echem w głowie.
Nie spała już do rana. Leżała, wpatrując się w spokojną twarz męża, układując w głowie kawałki tej układanki.
Wczorajsze domysły o Angelice wydawały się teraz oczywiste. Ale co mogło ich łączyć po tylu latach? I dlaczego przelał jej tyle pieniędzy?
Ostrożnie wstała, by nie obudzić Jacka. W kuchni zaparzyła kawę i wyjęła notatnik. Musiała wymyślić plan.
„Co robić?” – pulsowało jej w skroniach.
Porozmawiać z Jackiem otwarcie? Ale on ewidentnie coś ukrywał, a zwykła rozmowa mogła nic nie dać.
Wynająć detektywa? To wydawało się zbyt radykalne. Nie miała pojęcia, gdzie ich szukać i ile kosztują.
Spróbować znaleźć Angelikę sama?
Kasia wiedziała, że nie może zwlekać. Każdy dzień mógł pogorszyć sytuację. Ale jak działać, nie zdradzając podejrzeń?
Postanowiła zacząć od sprawdzenia jego mediów społecznościowych. Może znajdzie tam wskazówki? Stare zdjęcia, wspomnienia, wspólnych znajomych…
Otworzyła laptopa i zaczęła przeglądać jego profil. Większość zdjęć była świeża – rodzinne, z pracy, z wyjazdów. Ale na samym dole znalazła kilka starych. Na jednym był młody Jacek z dziewczyną. Kasia wpatrzyła się w twarz nieznajomej.
To była ona. Angelika. Ta, o której kiedyś wspominał.
Zamknęła laptop i wzięła głęboki oddech. Wiedziała, że ma teraz dwie drogi: albo przymknąć oczy i żyć dalej, ryzykując jeszcze większe problemy, albo działać i poznać prawdę, bez względu na to, jak bolesna będzie.
Wybór był oczywisty. Musi się dowiedzieć.
Wieczorem Kasia siedziała w salonie, nerwowo bawiąc się telefonem. Miała już gotową przemowę dla Jacka, gdy otworzyły się drzwi.
– Musimy porozmawiać – powiedział mąż od progu. Jego głos brzmiał dziwnie głucho.
– Ja też chciałam… – zaczęła Kasia, ale przerwał jej gestem.
– Pozwól mi mówić – usiadł na podłodze w przedpokoju. – To, co usłyszysz, nie spodoba ci się. Nie proszę o zrozumienie, ale nie osądzaj mnie.
Kasia zastygła, czując, jak serce przyspiesza.
– Pamiętasz Angelikę? Była moją pierwszą miłością. Spotykaliśmy się pod koniec liceum i na pierwszym roku studiów –Ona spojrzała na niego przez łzy i wyciągnęła rękę, bo choć ból był ogromny, zrozumiała, że prawdziwa miłość czasem wymaga przebaczenia.



