Do czarownicy po szczęście

Do wiedźmy po szczęście

Kasia patrzyła na płonące zapałki w dłoniach staruszki. Zapalała je i gasiła raz po raz.
Zapalała i gasiła, wypowiadając wszystkie słowa, które Kasia znała i które znała sama. Z głębokiego, nieprzemijającego bólu, z beznadziei, z nieustannej chęci wyć jak wilk, w końcu postanowiła iść do wiedźmy.

Kasia przeżyła tragedię, którą wydawało jej się najgorszą w całym życiu. Mąż odszedł, zostawiając dwóch dzieci. Po czterech miesiącach wrócił. Wszystko zdawało się wrócić na swoje miejsce. Lecz to był tylko złudny obraz. Związek popękał w ogromną szczelinę. Kasia i jej mąż oddalali się coraz bardziej.

Na początku Kasia płakała, bo chciała przywrócić to, co było: troskę, uwagę, wiadomości Jak się masz? i Dobranoc. Potem dusza jej domagała się zemsty. Chciała, by ta inna cierpiała tak samo, by jej własny mąż miał okropny wypadek, dosłownie, by go potrącił autobus. Potem wszystko stało się obojętne ona, mąż, gdzie jest, z kim jest, kiedy wróci. Kasia przyłapała się, że przestała nawet interesować się dziećmi.

Potem nadeszła chora mgła szarym kocem, dusiła i nie pozwalała oddychać, myśleć. Tęsknota, tęsknota Gdy było źle z samą sobą, Kasia popychała ją w tył, próbując się wyrwać. Na chwilę pomagało, potem znów przytłaczało z nową siłą. Jedna choroba po drugiej spadała na nią. Zębowy torbiel musiała zostać usunięta, a implant kosztował kilka tysięcy złotych. Nagle pogorszyło się jej widzenie. Upadła w parku na równym bruku, łamiąc rękę w trzech miejscach. W tym momencie Kasia pomyślała, że musi coś zmienić, nie chce samobójczo zaryzykować.

Nikt nie rzuca na ciebie czarów. Nie myśl o tym. To nie ona taka, to twój mąż taki. Nie widzi nikogo oprócz siebie. Wszystko, co się dzieje, to twoja własna wina, samemu siebie pogrzebujesz i niszczysz. On jest tak zapatrzony w tę kobietę, że nie wyjdzie z tego miejsca. Tchórz. I nie ma już dla niego miejsca.

A co mam zrobić?

Musisz żyć. Żyć swoim życiem, tak jak chcesz, dla siebie.

Kasia wstała. Głowa była jak żeliwo. Żyć łatwo powiedzieć.

Weź. Będzie ci niedobrze, zapal świecę. I pij wodę. podała Kasia wiedźma małe pudełko ze świecami i małą butelkę wody.

Dziękuję.

Kasia wyszła na ulicę. W gardle miał się kłębek. W głowie krążyło to samo zdanie: to nie ona taka, to twój mąż taki. Po dwunastu latach małżeństwa, po wszystkim, co razem przeszli.

Wieczorem Kasia usiadła przy notesie. Żyć swoim życiem. Czego chcę? Czego chcę? Co ja chcę? Pytajniki nie pisały dalej. Zawsze chciała to samo co dzieci: wybrać się nad morze, do parku rozrywki, do sali gier albo chociaż na plac zabaw przy domu. Albo to, co chciał jej mąż kupić mieszkanie, samochód, odwiedzić mamę w sąsiedniej gminie, odnowić balkon, oglądać filmy do północy albo wyruszyć z namiotem w góry.

A co naprawdę chciała ona? Czym się żywiła i co ją interesowało poza zainteresowaniami męża i dzieci? Okazało się, że w ostatnich latach rozpuściła się w rodzinie, a własne pasje i cele gdzieś zniknęły. Po pół godzinie pisania Kasia wyznaczyła sobie kilka celów:

Chcę biegać rano. Znaleźć czas i siłę, by biegać.

Chcę zmienić pracę. Zostać menedżerem i dostać godną pensję. Rozwijać się zawodowo.

Chcę schudnąć 7kg.

Chcę kupić sobie płaszcz.

Chcę własny dom.

Chcę budować spokojne relacje z dziećmi.

Chcę znaleźć hobby, które da mi przyjemność.

Uff. Kasia westchnęła i zamknęła notes. Nie było łatwo odnaleźć własne pragnienia, ale trzeba było gdzieś zacząć. Spojrzała przez ramię na leżącego na kanapie Marka. Mąż patrzył obojętnie w laptopa. No cóż

Twój mąż taki echo tego zdania odbijało się w jej głowie.

Kasia zamknęła drzwi samochodu. Dziś znów pojechała do wiedźmy. Musiała porozmawiać o wielu sprawach: jak w nowej pracy ustawić siebie, by dział pracował sprawnie, a nie kręcono mu mózg zadaniami ponad siły.

Szyja bolała, chciała w końcu ją wyleczyć. Kurs terapii manualnej nie przyniósł pożądanego efektu. Czy oddać najstarszego syna do jakiejś walki, czy pozwolić mu po prostu rysować? A mąż? Był jakby w ich życiu i nie był.

Nie poznaję cię

Dlaczego? Kasia była zaskoczona, bo w jej życiu nie zaszły znaczące zmiany. Zmieniła pracę, ale nie równoważyło to jej wewnętrznego świata.

No i po co przyszedłaś dziś?

Boli mnie plecy, szyja, praca, syn i mąż. Wiedźma uśmiechnęła się.

Dziś przyniosłaś mi całe swoje życie. Twoja choroba, mąż, powoli gasną. Niebawem nie będzie znaczyć, gdzie twój mąż jest, z kim rozmawia, czy ma kochankę. Nastanie dzień, gdy zapomnisz pytania, czy jesteś mu potrzebna i jak utrzymać rodzinę. Pojawi się inny, dlaczego miałabym to wszystko, gdy mam dokąd i do kogo iść. Ale to później, nie od razu.

Znowu płonęły zapałki.

Niech rysuje.

A w pracy?

Stawiaj konkretne zadania, wtedy będą konkretne rozwiązania i będziesz mogła pytać o niewykonane rzeczy. Nie czytają twoich myśli.

Twój mąż będzie ciągnął się coraz mocniej. Im ciekawsze będzie twoje życie, tym bardziej będzie się wijeł wokół ciebie. On jest tylko cieniem, który istnieje, dopóki jest słońce. Gdy słońca nie ma, cień znika, a im jaśniejsze światło, tym cień wyraźniej widać. Rozumiesz?

Kasia skinęła.

Dziękuję.

Nie do końca rozumiesz, położyła ci telefon, weź piłeczkę tenisową, połóż ją między ścianą a kręgosłupem, tocz po kręgach, przysiadając. Wszystko wróci na swoje miejsce.

Dziękuję.

Kasia uśmiechnęła się do siebie. Piłeczka tenisowa Co to za czary? Manualista nie pomógł, a piłka ma działać. Czy naprawdę inna opcja niż żyć własnym życiem?

Czas płynął, dzień po dniu, zima, wiosna, lato i znów złota jesień.

Od początku roku szkolnego Kasia zapisała syna na zajęcia plastyczne. Darek zaczął rysować. Kasia była wstydzona, że nie zauważyła talentu syna. Jego prace wystawały na miejskich i wojewódzkich wystawach. Dziecko porzuciło tablet i telefon, poświęcając wolny czas pędzlowi i farbom.

W biurze kupiła tablicę i markery. Rano pisała zadania i terminy, które nie były dyskutowane. Stopniowo przestały być przedmiotem kłótni. Oczywiście pod jej plecami były niezadowolenia, ale praca szła i to było najważniejsze.

Kasia zaczęła prowadzić szkolenia dla personelu. Najpierw jako hobby, potem jako ekspert i wykładowca. Szkolenia przynosiły pieniądze na poziomie jej wynagrodzenia.

W środę dostała bukiet czerwonych róż, bez podpisu i kartki. Pewnie niespodzianka, choć już domyśliwała się od męża.

Co myślisz?

Po godzinie ciszy nie dostała odpowiedzi, więc chyba mąż uznał, że Kasia nie odgadła nadawcy.

Dziękuję. napisała w odpowiedzi.

Kasia uwielbiała chryzantemy, ich gorzki, ostry zapach. Właśnie był ich sezon. Marek nigdy nie zapamiętał tego upodobania żony. W jego schemacie życia wszystkie kobiety lubią róże.

Za oknem świeciło słońce, oślepiające, złote jesienne słońce. Rude, czerwone liście klonów wirowały po alei przy biurze. Chciała wirować razem z nimi.

Kasia wzięła pełnym płuczem świeże powietrze z otwartego okna. Odrzuciła z myśli jakąkolwiek wątpliwość, że nie jest w stanie zrobić czegokolwiek sama. Wreszcie odnalazła swoją wolność.

I tak, piłeczka tenisowa faktycznie pomogła.

Rate article
Fajna Tajna
Do czarownicy po szczęście