– Dlaczego siedzisz tak na mrozie? – zapytała Anna Kowalska, marszcząc brwi z zimna.
Dziewczyna spojrzała na nią smutnymi oczami. Anna wyglądała na jakieś czterdzieści pięć lat. Była piękna i zadbana, ale jednocześnie wydawała się nieco smutna.
– Przepraszam, odejdę, jeśli przeszkadzam! – odparła dziewczyna.
– Nie wypraszam cię stąd. Po prostu pytam, dlaczego tu siedzisz? Jest zima! – powiedziała już łagodniej Anna.
Tego dnia było wyjątkowo zimno, a wiatr hulał w powietrzu. Nie przystoi w taką pogodę siedzieć na ławce bez powodu.
– Nie mam dokąd pójść! – powiedziała dziewczyna, rozpłakując się.
Nazywała się Karolina i rzeczywiście nie miała się gdzie podziać. Kilka dni temu ojciec wyrzucił ją z domu. Przyjechała do tego miasta, mając nadzieję, że tymczasowo zamieszka u cioci od strony matki.
Matka Karoliny zmarła trzy lata temu. Po jej śmierci ojciec zaczął pić. Z każdym dniem ich relacje pogarszały się, a po trzech latach stały się wręcz nie do zniesienia.
Tomasz, jej ojciec, coraz częściej przyprowadzał do domu swoich dziwnych znajomych. Czasem ją zaczepiali, a Tomasz nie reagował na jej skargi. Musiała radzić sobie sama. W końcu, po kolejnej kłótni z jego kumplami, ojciec ją wyrzucił.
– Wynoś się! Nikt cię tu nie potrzebuje! – krzyknął za nią.
Karolina przybyła do cioci Marysi z nadzieją, że ta ją przyjmie, ale w jej mieszkaniu nie było miejsca dla kolejnego lokatora. Miała trójkę swoich dzieci, a teraz mieszkała z nimi również teściowa i szwagierka z córką w trzypokojowym mieszkaniu.
Marysia nie miała wyboru, jak tylko odesłać siostrzenicę z powrotem do ojca.
– Wracaj do taty, przyjmie cię. Zobaczysz, niemamy miejsca. Przepraszam, kochana. Masz prawo mieszkać w ojcowskim mieszkaniu. Będzie musiał to zrozumieć! – powiedziała ciotka, nawet nie częstując herbatą.
Karolina odeszła. Było jej przykro, ale nie chciała wracać do ojca. Nic dobrego jej tam nie czekało.
Długo błąkała się po zaśnieżonych ulicach, aż się zmęczyła. Postanowiła usiąść na ławce i odpocząć, gdy podeszła do niej nieznajoma kobieta.
– Jak to nie masz gdzie pójść? Przecież jesteś jeszcze taka młoda! Nie masz rodziców?
Karolina miała już osiemnaście lat. Uczyła się w technikum, a teraz były wakacje. Nie miała okazji przemyśleć wszystkiego, gdy pospiesznie opuszczała dom. Dopiero podczas tej długiej wędrówki zdała sobie sprawę, że teraz będzie ciężko.
– Rodziców już nie mam, – powiedziała cicho i wtuliła nos w kolana.
Siedziała na ławce, podciągając nogi pod siebie, żeby się ogrzać. Ręce miała sine od zimna. Z nosa ciekły smarki, a rzęsy pokrywały się śniegiem.
Anna pożałowała dziewczyny. Sama miała syna trochę starszego. Nie można zostawiać dzieci w potrzebie, nawet cudzych.
– Chodź do mnie. Chociaż cię napoję herbatą, bo pewnie zęby ci stukają od zimna! – zaproponowała.
Karolina się zgodziła. Weszły razem na drugie piętro, gdzie mieszkała Anna. Miała przestronne mieszkanie, ale co ważniejsze, było tam ciepło. Dziewczyna wreszcie mogła się ogrzać.
– Chcesz barszczu? – zapytała gospodyni.
Karolina tylko przytaknęła wdzięcznie. Ostatnio jadła zeszłego wieczoru. Gdy przed nią postawiono talerz gorącego barszczu, rzuciła się na niego, jakby nie jadła przez cały rok.
Po posiłku opowiedziała nowej znajomej o tym, co się stało. Anna tylko pokiwała głową z dezaprobatą.
– Smutne to wszystko. Wiesz co, zostań u mnie. Miejsca nam starczy. Mój syn jest w wojsku, wróci dopiero za dwa miesiące. Ale mamy aż trzy pokoje. Zostań, dopóki nie wymyślisz, co dalej robić.
– A gdzie jest pani mąż? – zapytała gościni.
– Zmarł pięć lat temu. Wciąż go brakuje. Czasami czuję się samotna. Razem weselej. Możesz zostać u nas. Będę zadowolona z towarzystwa. I Felek też. Prawda, Felku? – spojrzała na rudego kota, który siedział przy stole i się mył.
Karolinie było trochę niezręcznie, ale zgodziła się. Nie miała dokąd się udać. Nikt jej nie potrzebował. Tak więc zaczęły mieszkać razem.
Anna polubiła Karolinę od razu. Była miła i dobrze wychowana. Najwyraźniej matczyne wychowanie nie zniknęło przez te trzy lata z ojcem alkoholikiem.
Karolina była porządna, nie bała się pracy w domu. Sprzątała starannie, zmywała naczynia, z chęcią uczyła się gotować.
Musiała przerwać naukę w technikum, ale postanowiła w przyszłym roku spróbować dostać się na inną uczelnię.
Anna pomogła jej znaleźć pracę na ten czas. W sklepie obok pracowała jej dobra znajoma. Zatrudniła młodą dziewczynę na sprzedawczynię na swoje ryzyko, ale potem podziękowała Annie za polecenie.
– Świetną pracownicę mi poleciłaś! Pracowita, skromna, inteligentna.
Karolina była bardzo wdzięczna Annie za schronienie. Często jej dziękowała. Starała się pomagać, jak tylko mogła, żeby nie czuć się bezużyteczną lokatorką. Zdążyły się zaprzyjaźnić.
A kot Felek też polubił młodą towarzyszkę gospodyni. Lubił z nią spać w jednym łóżku. Wszędzie za nią biegał.
Po dwóch miesiącach wrócił z wojska syn Anny. Przyszedł do domu w mundurze z bukietem kwiatów dla mamy, a Karolina zobaczyła go po raz pierwszy. Wcześniej tylko oglądała zdjęcia, które stały w witrynie, zwłaszcza te z czasów dzieciństwa. Był bardzo przystojny.
Po przytulaniu się z mamą, Michał w końcu zauważył gościa.
– Cześć, a ty kto? – zapytał zdziwiony, patrząc na szczupłą blondynkę w domowej sukience.
– Och, synku, to nasza gospodarza. To Karolina. Długa historia. Póki co będzie z nami. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnicie! Tylko nie krzywdź jej. Jest naprawdę dobrą dziewczyną!
– Nie planowałem! Myślałem, że siostrzyczkę mi zmajstrowałaś, póki byłem w wojsku! Gdybym wiedział, przyniósłbym jeszcze jeden bukiet! – powiedział chłopak, uśmiechając się. – Miło cię poznać!
Karolina nie mogła odpowiedzieć. Po prostu stała i patrzyła na niego. Bardzo jej się spodobał. Dopiero po kilku sekundach wzięła się w garść i odwróciła wzrok.
Po powrocie z wojska Michał wydoroślał i nabrał ciała. Nawet matka była zaskoczona, jak mężny i postawny się stał, a Karolina ujrzała w nim swój ideał. Prawda niektórych słów, że wojsko robi z chłopców mężczyzn.
Po około tygodniu odpoczynku Michał zaczął szukać pracy. Jesienią planował studiować na uniwersytecie, ale do tego jeszcze długa droga, a nie zamierzał siedzieć na utrzymaniu mamy.
Żyli razem. Widywali się głównie rano i wieczorem, resztę czasu spędzano na pracy.
Michał i Karolina szybko się zaprzyjaźnili. W końcu mieli podobny wiek i wiele wspólnych zainteresowań. Wieczorami często rozmawiali o wszystkim i o niczym lub oglądali razem filmy. Nie zdając sobie z tego sprawy, zaczęli się do siebie przywiązywać, ale zdecydowanie nie jako rodzeństwo.
Karolina nie mogła zrobić pierwszego kroku, bo bała się zranić Annę. Michał też się wahał, nie wiedząc, czy ich uczucia są odwzajemnione. Tylko matka wszystko zauważała. Zdawała sobie sprawę, że między nimi rodzi się coś więcej niż przyjaźń, ale nie ingerowała.
Pewnego wieczoru Anna siedziała i zastanawiała się, co zrobić. Próbowała sobie uświadomić, czy Karolina spodobałaby jej się jako synowa? Tak, miała wiele cech, które podobałyby jej się w przyszłej synowej. Wtedy Anna postanowiła lekko popchnąć młodych w swoim kierunku.
Gdy nadeszło lato, kupiła dwie wycieczki nad morze. Chciała jechać z synem, ale w ostatniej chwili powiedziała, że ma ważne sprawy w pracy i nie może się wyrwać. Pod tym pretekstem wysłała Michała z Karoliną na wakacje.
– Nie przegap szansy! – poradziła synowi ze sprytnym uśmiechem.
Michał wszystko zrozumiał. Matka się nie myliła. Wrócili do domu jako zakochana para, a miesiąc później ogłosili, że chcą się pobrać.
Chociaż niektórzy uważali, że to pospieszna decyzja, Anna nie sprzeciwiła się.
W końcu dobre synowe nie leżą na ulicy. Czasem można je znaleźć na ławce przed blokiem w zimowy dzień, ale to raczej rzadkie. Miała szczęście, i jej syn też.
Sąsiedzi jednak mówili za plecami. Niektórzy znajomi otwarcie jej mówili, że “ożeniła syna z biedną przybłędą”. Że popełniła błąd. Ale ona wiedziała, że postąpiła dobrze.
I nawet po wielu latach, Anna ani razu nie żałowała, że wtedy znalazła zaspaną dziewczynę na ulicy, ogrzała ją i zaprosiła do swojego domu, bo Karolina stała się dobrą i wierną żoną jej jedynego syna. Kochała go całą duszą. Podarowała Annie trzech wspaniałych wnuków i wiele ciepłych wspomnień.



