Od kilku tygodni postanowiłam, że nie będę już zapraszać gości do naszego domu w okolicach Krakowa. Nie chodzi o brak złotówek mam przytulny dom z ogródkiem, więc warunki są spełnione, a na stole zawsze znajdzie się coś do podania.
Powód jest prosty: gotowanie i sprzątanie po gościach pochłaniają mnóstwo czasu i energii. Potrafię przyrządzić pyszne dania pierogi, rosół czy bigos ale nie sprawia mi radości spędzać pół dnia w kuchni, a potem szorować podłogi i wycierać plamy. Dla mojego męża, Marka, i naszych pociech Piotra i Jadwigi staram się wymyślać nowe atrakcje, jednak kiedy przychodzą przyjaciele lub krewni, czuję, że marnuję swoją siłę, by zadowolić wszystkich.
Gdy goście przybywają, muszę zorganizować cały dzień w kuchni. Jednocześnie stresuje mnie, że wokół mnie ludzie relaksują się i rozmawiają, a ja wciąż mieszam w garnkach. Oczywiście goście nie pomagają przyszedł w celu odpoczynku, nie do roboty. Po ich wyjściu czeka mnie jeszcze kilka godzin sprzątania.
Nie zostawiają po sobie sterty śmieci, ale porządek w domu zostaje zachwiany. Meble są przesuwane, a po przybyciu kuzynów z dziećmi w salonie leży zabawka, w sypialni trzeba zmienić pościel, a na zasłonach i obrusie pojawiają się plamy. Raz Jadwiga przewróciła wazon na parapecie nie tylko musieliśmy zebrać ziemię i umyć podłogę, ale i przesadzić kwiaty. Czasem dzieci łamią zamki w drzwiach czy wyrywają gałązki z wazonów, które starannie ustawiliśmy.
Nie mogę jednocześnie gotować i pilnować, żeby dzieci nie niszczyły wszystkiego. Nie mam prawa karcić cudzych pociech, a ich rodzice często są zajęci rozmowami z innymi gośćmi. Dlatego po przyjściu gości muszę nie tylko przyrządzić posiłek, ale i przywrócić dom do stanu sprzed wizyty.
Goście często chcą zajrzeć w nasze prywatne sprawy nie pierzemy ubrań, gdy wiemy, że przyjdą znajomi, i chowamy rzeczy do szafek. Jednak i tak proszą o otwarcie szafy i podglądanie jej zawartości. Niektórzy sprawdzają naszą kuchnię na wylot, co odbiera mi poczucie intymności. Mamy małe mieszkanie, pełne mebli i wazonów, a goście nieustannie zrywają kwiaty, by zabrać je ze sobą.
Zdarzało mi się myśleć, że to ja jestem problemem, że źle traktuję przybywających. Jednak po wielu wizytach uświadomiłam sobie, że nie chcę marnować sił na gotowanie i sprzątanie po innych. Wolę spotkać się z przyjaciółmi w kawiarni, wybrać się na spacer i wrócić do czystego domu.
Na koniec pozostaje mi przysłowie: Kto nie dba o własny dom, nie ma siły, by dbać o innych. Dbałość o własny spokój i porządek pozwala mi być lepszą żoną, matką i przyjaciółką.



