Minęło już wiele lat, odkąd wraz z moją siostrą bliźniaczką, Zuzanną, spędziłyśmy dzieciństwo w różnych domach dziecka na południu Polski. Nasza mama zmarła, gdy byłyśmy jeszcze małe, a ojca nigdy nie znałyśmy. Gdy miałyśmy około dziesięciu lat, nasza ciotka Irena, młodsza siostra mamy, właśnie skończyła osiemnaście lat i postanowiła, że nas przygarnie. Ona i jej późniejszy mąż Wojciech stali się naszymi prawdziwymi rodzicami, chociaż nigdy nie pozwoliłyśmy sobie zapomnieć o przeszłości. Do dziś czuję ogromną wdzięczność i miłość do cioci Ireny dzięki niej i wujkowi czułyśmy się kochane i bezpieczne, mimo że los nie był łaskawy.
Kiedy skończyłyśmy osiemnaście lat, ciotka z wujem zabrali nas do trzypokojowego mieszkania w Krakowie, które kiedyś należało do naszych prawdziwych rodziców. Przez lata wynajmowali je innym, a gdy dorosłyśmy, zaproponowali, byśmy je sprzedały i podzieliły pieniądze na pół. Dzięki temu mogłybyśmy każda kupić sobie własne mieszkanie i zacząć dorosłe życie na własny rachunek. Pomysł od razu nam się spodobał mieszkanie było w dobrej dzielnicy, więc dostałyśmy sporo pieniędzy, w sumie prawie pół miliona złotych każda. Ja za swoje kupiłam dwuizbowe mieszkanie w Nowej Hucie, dołożyłam trochę z kredytu, który spłaciłam w rok i wzięłam się za gruntowny remont oraz meblowanie.
Irena i Wojciech byli dumni, że tak dobrze sobie radzę, ale coraz bardziej niepokoili się o Zuzannę. Moja siostra nie chciała kupować mieszkania, roztrwaniała pieniądze na najnowsze gadżety, jadła w najlepszych restauracjach, jeździła na zagraniczne wycieczki do ciepłych krajów. Ciocia kilka razy próbowała tłumaczyć jej, jak ważne jest zabezpieczenie przyszłości, lecz Zuzanna zdawała się nie słuchać. Gdy zostało jej niewiele pieniędzy, ciotka postawiła sprawę jasno jeśli nie kupi czegoś na własność, będzie musiała się sama utrzymać. Było już jednak za późno: za resztę pieniędzy Zuzanna nie mogła sobie pozwolić na własne mieszkanie, więc zaczęła wynajmować kawalerkę na obrzeżach miasta.
Wtedy miała już chłopaka, Bartka, więc zamieszkali razem i zaczęli oszczędzać. Cieszyłam się, że Zuzanna w końcu zaczęła myśleć o przyszłości, a ja sama dostałam awans w pracy w biurze rachunkowym, pomagałam Irenie i Wojciechowi, kogo czasem mogłam dołożyłam im do nowego samochodu, pojechałam na urlop nad Mazury, gdzie poznałam Michała. Szybko złapaliśmy ze sobą wspólny język i zaczęliśmy planować wspólne życie.
Minęło trochę czasu i pewnego wieczoru zebraliśmy się wszyscy u mnie przy stole było domowe ciasto, herbata z cytryną, śmiechy. Wtedy Zuzanna oznajmiła, że spodziewa się dziecka. Zaraz potem przeszła do długiego monologu o tym, jak ciężko jest teraz wynająć mieszkanie w Krakowie, że ceny najmu rosną szybciej niż pensje, że nie wiedzą, co zrobią, kiedy pojawi się dziecko Przez chwilę nie rozumiałam, dokąd zmierza. Aż w końcu spojrzała na mnie i powiedziała:
Oddaj mi swoje mieszkanie. Urodzę lada chwila, a ty sama mieszkasz Przecież możesz się wprowadzić do cioci Ireny, ona by ci miejsce zrobiła, a mi i Bartkowi tak bardzo jest potrzebne coś swojego.
Odpowiedziałam spokojnie, że nie mogę się zgodzić. Pracowałam ciężko na to mieszkanie każdy grosz, każda złotówka była wypracowana moim wysiłkiem. Zuzanna nagle rozpłakała się, wyszła z Bartkiem i od tamtej pory jeszcze kilka razy dzwoniła, pytając, czy się nie rozmyśliłam. Ale moje stanowisko było niezmienne nie mogłam oddać mieszkania, na które tyle pracowałam i które stało się moim domem.
Teraz, patrząc z perspektywy lat, wiem, że człowiek sam powinien dbać o swoją przyszłość. Zuzanna miała wybór i zamiast zadbać o jutro, wybrała chwilowe przyjemności. W życiu warto planować i myśleć rozsądnie, nawet gdy los rozda nam różne karty.


