Po co przyjeżdżać do mnie w odwiedziny? Nawet cię nie pamiętam!
– Dzień dobry, Marysiu!
– Dzień dobry! – Odpowiedziała zaskoczona Maria. Numer się nie wyświetlił, głos obcy, ale zwrócono się do niej po imieniu.
– To ciocia Elżbieta z Krakowa, ciocia Andrzeja. Nie mogliśmy przyjechać na wasz ślub, teraz mamy więcej czasu i postanowiliśmy was odwiedzić i poznać nowych krewnych.
Marysia nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nie wiedziała, że Andrzej ma ciocię w Krakowie. Od ślubu minął już ponad rok, a o nieobecnej cioci nie było wcale mowy.
– Chyba pomyliliście numer.
– Czy to Maria?
– Tak, ale nie słyszałam, by Andrzej miał ciocię w Krakowie.
– Andrzej Nowak to twój mąż?
– Tak, to mój mąż.
– A ja jestem jego ciocią.
– Bardzo mi miło, że jesteście krewnymi, ale nie musicie do nas przyjeżdżać.
– Dlaczego?
– Nie pracujemy i nie przyjmujemy gości.
– No ładnie, jakie to gościnne podejście, nie spodziewałam się…
– Przepraszam, nie mogę teraz rozmawiać.
Marysia przerwała rozmowę. Zawsze potrafiła postawić na swoim i się obronić.
– Jeszcze tylko brakowało nam gości. Spytam Andrzeja o ciocię z Krakowa. – Postanowiła i wróciła do swoich spraw.
Wieczorem zadzwoniła teściowa.
– Dzień dobry, Marysiu! Dawno nas nie odwiedzałaś.
– Dzień dobry, pani Ireno! Przyjadę jutro, przywiozę wam zakupy i kupiłam witaminy.
– Dziękuję, Marysiu. Mamy wszystko, po prostu tęskniliśmy. Czy dzwoniła do ciebie Elżbieta?
– Dzwoniła kobieta, przedstawiła się jako ciocia Andrzeja, chciała przyjechać w odwiedziny. Powiedziałam, że teraz nie mamy czasu na gości.
– Dzwoniła do mnie teraz i skarżyła się, że byłaś dla niej nieuprzejma.
– Jak mogłabym być nieuprzejma… Przecież mnie pani zna.
– No właśnie, wiem doskonale. – Ironizowała teściowa.
– Prowadzę teraz samochód. Porozmawiamy jutro.
Relacje Marysi z teściową nie układały się od początku najlepiej.
Andrzej wychował się w rodzinie wojskowego. Ojciec, Piotr Nowak, był człowiekiem surowym, wychowywał syna w dyscyplinie. W jego obecności Andrzej zachowywał się nienagannie. Ojciec często wyjeżdżał na służbowe zbiórki i delegacje.
Pod nieobecność ojca, Andrzej był nie do okiełznania.
Ciągła kontrola matki bardzo go irytowała. Im bardziej matka go pilnowała, tym częściej robił różne psikusy. Wagarował, opuszczał zajęcia sportowe. Matka nie skarżyła się ojcu, wiedziała, że kara będzie surowa, żałowała syna.
Kiedy dorósł, Andrzej wciąż był pod opieką matki. Dzwoniła do niego kilka razy dziennie, potrafiła go spotkać po pracy, udając, że akurat tamtędy przechodziła.
Koledzy Andrzeja wszyscy byli żonaci, a on zbliżał się do trzydziestki. Matka zaczęła się martwić, że jej przystojny i zdolny syn pozostanie kawalerem.
Mama zaczęła sama szukać synowi żony wśród córek swoich przyjaciółek, co u syna wywoływało tylko falę żartów. Nawet mimo urody i uroku osobistego Andrzeja, kandydatki nie ustawiały się w kolejce.
W końcu nadejdzie długo oczekiwany moment. Syn oznajmił, że w weekend przedstawi rodzicom swoją narzeczoną.
Ojciec zaakceptował wybór syna, ale matka narzeczonej nie polubiła. Irena Nowak była przyzwyczajona do podejmowania decyzji w rodzinie, mężczyźni jej się podporządkowywali.
Po zachowaniu Marysi zrozumiała, że nie będzie mogła kontrolować synowej. Obserwując zachowanie syna, z jaką miłością i czułością odnosił się do Marysi, poczuła w niej rywalkę.
Maria zachowywała się pewnie, nie potrzebowała rad teściowej, a gdy dochodziło do sporów, Andrzej był po stronie żony.
Mieszkali w mieszkaniu Andrzeja, kupionym z pomocą rodziców jeszcze przed ślubem.
Na początku teściowa mogła przychodzić w każdej chwili bez ostrzeżenia, żeby zobaczyć, jaki jest porządek, ale kilka razy Maria bardzo zdecydowanie poprosiła, żeby się umawiać.
– Proszę nie przychodzić bez zapowiedzi i naszą nieobecność, bo będziemy zmuszeni zabrać klucze lub zmienić zamki.
– To mieszkanie nie tylko syna, ale i nasze. Pomogliśmy Andrzejowi je kupić. Dlatego mam prawo tu przychodzić, kiedy chcę.
– Wyjaśnijcie: po co i co tu robicie?
Teściowa była zaskoczona. Mówienie, że sprawdza porządek, było niezręczne i śmieszne. Maria kontynuowała.
– Teraz ja tu jestem panią w tej kwestii jako żona waszego syna. I żądam, by przestrzegano moich zasad. Klucze macie na wypadek nagłego przypadku, a nie po to, by przychodzić w każdym czasie, kiedy nas nie ma.
– Jestem matką, wychowaliśmy i zapewniliśmy synowi wszystko. Ty przyszłaś do tego domu na gotowe…
Maria przerwała.
– Wychowaliście – dziękuję! Ale do tego domu przyprowadził mnie mąż i jako jego żona jestem tu panią. Na inne warunki się nie zgadzam.
Andrzej wspierał żonę, a matka była urażona. Jednak na jej urazę młode małżeństwo nie zwracało uwagi. Obraziła się na kilka tygodni i ustąpiła.
Już nie otwierała drzwi swoim kluczem, przychodziła, gdy Maria była w domu, wcześniej dzwoniąc. Maria zawsze ją mile witając, oferując herbatę lub kieliszek wina.
Na początku teściowa mogła zrobić uwagę, że w domu jest bałagan, ale Maria nigdy się nie obrażała, potrafiła zamienić uwagę w żart lub zaproponować pomoc.
– Przepraszam, nie było czasu, mam dużo pracy. Jeśli ci to przeszkadza, posprzątaj, nie obrażę się, chciałabym odpocząć.
– Co masz? Nic nie jest przygotowane, czym się żywicie?
– W lodówce jest wszystko, kto pierwszy głodnieje, ten gotuje. Nie krępuj się, weź, co chcesz.
Stopniowo jej stosunek do synowej się zmienił, wręcz się zaprzyjaźniły, teściowa chętnie przychodziła z upominkami.
I Maria z Andrzejem przyjeżdżali do niej na kolację, przywożąc jedzenie. Ojciec, po przejściu na emeryturę, nadal pracował, a teściowa potrzebowała uwagi.
– Co wam przynieść, jestem samochodem, po co nosić ciężkie torby.
Tym razem Maria wpadła do teściowej, zjadły razem kolację. Dla syna przygotowała domowe jedzenie, żeby Maria nie musiała gotować w domu. Oczywiście poruszono temat cioci.
– Co ci powiedziała ciocia Elżbieta?
– Chciała przyjechać w odwiedziny. Powiedziałam, że nie mamy czasu na gości.
– Dobrze zrobiłaś. Skąd ona miała twój telefon?
– Nie mam pojęcia.
– Zadzwoniła do mnie ponownie. To moja kuzynka. Kompletnie przestaliśmy się kontaktować. Miała trudności w życiu, rozwiodła się z mężem, drugie małżeństwo też nieudane. Teraz mieszka w Małopolsce, podobno znów wyszła za mąż. Ma dom, ogród, gospodarstwo. Córka w tym roku chce zdawać na Uniwersytet Warszawski.
– A co my mamy z tym wspólnego?
– Chce przyjechać, spotkać się. Ma tylko jedną córkę, martwi się. Chce, żeby ktoś miał oko na dziewczynę.
– Przekażcie, że chce po prostu u nas ulokować swoją córkę.
– Trochę niezręcznie nie pomóc krewnym.
– Co w tym niezręcznego. Kiedy ostatni raz się z nimi kontaktowaliście? Andrzej ich nie pamięta. Macie ich adres? – Nie czekając na odpowiedź, Maria kontynuowała. – Nie szukajmy na siłę problemów. Nie znam ich i pierwszy raz słyszę o takich krewnych.
Po pożegnaniu się z teściową Maria pojechała do domu. Opowiedziała Andrzejowi o telefonie, on nie zareagował i historia została zapomniana, lecz nie zakończona.
Minął tydzień, weekend, sobota. Maria i jej mąż nie planowali nic na weekend, postanowili po prostu się wyspać, odpocząć. W południe ktoś zadzwonił do drzwi.
Maria była wtedy w kuchni, Andrzejowi nie chciało się wstawać z kanapy.
– Oczekujesz kogoś?
– Nie! Otwórz, mam brudne ręce.
– Po co, skoro nikogo się nie spodziewamy? – Mruknął Andrzej, poszedł otworzyć.
W drzwiach stało troje ludzi. Andrzej domyślił się, że to ciocia Elżbieta z rodziną, ale nie rozpoznał jej od razu, bo widział ją dawno temu, gdy był mały.
– Nie spodziewaliście się, a my przyjechaliśmy. – Stwierdziła energicznie, wnosząc do domu torby, mężczyzna zszedł na dół po resztę bagaży.
– Rzeczywiście, nie spodziewaliśmy się nikogo dzisiaj. – Skomentowała smutno Maria. Przez chwilę przyglądała się w milczeniu, zerkając na męża. Nie pozostało nic innego, jak wpuścić gości.
– Cóż, ukochani goście, wchodźcie. – Skwitowała z ironią. – Rozumiem, że jesteście ciocia Elżbieta.
– Tak, Elżbieta Nowak, to moja córka Anna, a to mąż Bartłomiej. Nie bójcie się, nie zostaniemy długo.
Maria pozwoliła gościom się odświeżyć po podróży i zaprosiła do stołu, zauważając, że przyjazd bez zaproszenia to zły zwyczaj.
– Nie spodziewaliśmy się was i nic nie przygotowaliśmy, więc zadowólcie się tym, co jest w lodówce.
– Mamy wszystko. Przywieźliśmy smakołyki. Same dobre, domowe produkty. Wyhodowane własnoręcznie.
Ciocia Elżbieta zaczęła się krzątać, rozpakowywać torby, stawiając na stół jedzenie, sery, kiełbasy. Po kuchni rozchodził się zapach domowych wędlin. W kolejnej torbie były miód, konfitury, suszone owoce.
– Po co aż tyle! Nie zjemy wszystkiego, nie ma gdzie tego przechować.
– Podzielcie się z rodzicami. Tu wszystko jest sklepowe, a to domowe, naturalne. Dżemy i przetwory nie potrzebują lodówki.
Podczas gdy Maria i goście rozpakowywali torby, Andrzej zadzwonił do matki, która już z ojcem wyjeżdżała. Ciocia Elżbieta szybko wszystko wyjaśniła.
– Cel naszego przyjazdu to nie tylko poznanie rodziny. W tym roku Anna kończy szkołę. Planuje studiować. Chcieliśmy ją zapoznać z rodziną, bo wiadomo, różne sytuacje się zdarzają. Przy uniwersytecie jest akademik, tam będzie mieszkać. Dziewczyna jest dobra, mądra.
Po chwili niezręczność zniknęła. Elżbieta była ujmująca, Andrzej z jej mężem również znaleźli wspólny język. Dotarli rodzice Andrzeja.
Zrobiło się wesoło. Maria się rozluźniła i szczerze się uśmiechała. Wszyscy docenili przetwory Elżbiety. Wędzone oscypki, domowa pieczeń, kiełbasy – wszystko było pyszne.
Niespodziewana wizyta gości zmieniła się w serdeczne rodzinne spotkanie. Wspominali swoje rodziny i minione lata. Wspominali młodość i dzielili się nowinkami o krewnych. Elżbieta z lekkim smutkiem wspominała dom rodzinny.
– Chciałabym pojechać do swojej miejscowości, dawno tam nie byłam. Pewnie wszyscy przenieśli się do miasta.
Teściowa zaprosiła krewnych na nocleg do siebie, bo u młodych byłoby za ciasno. Zdecydowali, że Anna zostanie z młodymi, a Elżbieta z mężem przenocują u teściowej. W niedzielę Maria z Andrzejem zabrali Annę na spacer po Warszawie, pokazali jej Stare Miasto i Zamek Królewski.
W poniedziałek wcześnie rano ciocia Elżbieta z mężem przyjechali po Annę. Maria z Andrzejem odprowadzili krewnych i ruszyli do pracy. Zaczynał się nowy tydzień pracy.
Wieczorem po pracy Maria z Andrzejem omawiali niespodziewaną wizytę. Dla niej było dziwne, że odwiedzili ich, a nie teściową.
– Sympatyczni ludzie, cieszę się, że się poznaliśmy. Dlaczego się wcześniej nie kontaktowaliśmy?
– Nie wiem, trzeba spytać mamę, ja byłem w drugiej klasie, kiedy ciocia Elżbieta i mała Ania nas odwiedzały.
– Zaprosili nas do siebie. A możemy pojechać. Latem, samochodem nad morze, po drodze się zatrzymać na kilka dni. Z powrotem możemy zabrać Annę do Warszawy. Mam nadzieję, że dostanie się na studia.
Anna dostała się na Uniwersytet. Zatrzymała się u nich na kilka dni, potem zamieszkała w akademiku. Co jakiś czas wpadała w odwiedziny. Maria i Andrzej musieli odłożyć wyjazd nad morze, bo w rodzinie spodziewali się powiększenia rodziny.



