Dla mojej mamy opieka nad wnuczką to coś „niemożliwego”.

Moja matka, Jadwiga, uważa opiekę nad wnuczką za niemożliwość.

Wszyscy moi znajomi mają matki, które z łatwością zajmują się ich pociechami. Ja zaś wciąż słyszę od Jadwigi to samo: To twoje dziecko, ja już wychowałam własne. Zosia, moja pięcioletnia córeczka, chodzi do przedszkola w Warszawie. Dwa lata temu po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy uczę w klasach pierwszych i drugich, więc nie mogę często wziąć wolnego. W takich momentach przydałaby się pomoc matki.

Zima zostawia mnie z dużą ilością wolnego czasu, bo nie mam letniego domu nad jeziorem. Jadwiga spędza cały dzień w domu, jedynie przy telewizorze i telefonie z przyjaciółkami. Nie ma innych zajęć, które mogłaby podjąć. W zeszłym tygodniu w okularnym centrum w Łodzi odkryliśmy, że Zosia ma problemy ze wzrokiem. Zadzwoniłam do matki i poinformowałam, że musimy zabrać Zosię do kliniki na dziesięć dni. Odbieramy ją z przedszkola o godzinie trzynastej, a rano musimy jej odwieźć do szpitala. Wszystko jest blisko przedszkole, klinika i dom Jadwigi.

Zosia jest dobrze wychowana, a Jadwiga o tym wie. Nie jest zrzędliwa, nie hałasuje, nie psuje nic, je to, co jej podamy. Mimo to matka żywi silną niechęć do tej opieki. Pewnego dnia potrzebowałam jej wsparcia, bo ja i mój mąż Marek musieliśmy oboje wyjść do pracy.

Byłoby wspaniale, gdyby Jadwiga mogła przyjechać i pomóc nam przez kilka dni, lecz nie jest w stanie tego zrobić. Na szczęście mamy blisko rodzinę, która może nas wesprzeć. Moja babcia mieszka tuż obok i ostatnio nie ma nic na głowie, więc logiczne wydaje się, że to właśnie ona zajmie się Zosią, gdy my będziemy w biurze. Nie będzie to kosztować nas dodatkowo, bo mieszka w sąsiedztwie, a to naprawdę odciążyłoby mnie i Marka.

Od kiedy Jadwiga przeszła na emeryturę, wspieram ją finansowo. Przekazuję jej pieniądze regularnie, opłacam mieszkanie dwa razy w miesiącu. Kiedy idziemy na zakupy, biorę ją ze sobą, a ona sama płaci wszystkie wydatki. Na każde święto kupuję jej drogie i starannie wybrane prezenty. Jadwiga przyjmuje tę pomoc jak pewnik, licząc, że to mój obowiązek, jako jej córki, zapewnić jej jedzenie i czynsz. Nie rozumiem tego! Moje dziecko to mój problem, nie coś, co mam zrobić dla kogoś innego.

Wydaje się, że babcie nie są zobowiązane do pomocy swoim dzieciom, a jednak tak robią. Czy to w porządku? Boli mnie to głęboko staram się o matkę, a ona tego nie docenia.

Rate article
Fajna Tajna
Dla mojej mamy opieka nad wnuczką to coś „niemożliwego”.