Dziś znów wspominałam swoje dzieciństwo na wsi. Nazywam się Elżbieta Nowicka. Dorastałam w małej wiosce pod Łomżą, gdzie życie miało swój powolny rytm, a ludzie nie oczekiwali zbyt wiele od dziewcząt takich jak ja. Moja mama, Janina, często powtarzała: Po szkole pójdziesz do mleczarni albo na kasę w sklepie. Tu, w naszej wsi, nie ma dla ciebie innych możliwości. Nigdy nie chciała mi robić złudnych nadziei, ale jej słowa bolały mnie i czasem miałam wrażenie, że już mnie skreśliła.
A mimo to przekornie? wszystko potoczyło się inaczej. Kiedy skończyłam dziewiątą klasę, zaszłam w ciążę ze Staszkiem, chłopakiem o rok starszym ode mnie. Ani ja, ani on nie byliśmy gotowi, ani też nasze rodziny nie wiedziały, co mamy robić. Ostatecznie rodzice zdecydowali, że synek zamieszka z babcią Staszka. Ja nie czułam się gotowa do macierzyństwa, a moja mama ledwo wiązała koniec z końcem.
Po porodzie poczułam, że duszę się na wsi i muszę uciec. Przeprowadziłam się do Białegostoku i dostałam się do szkoły plastycznej. Zawsze lubiłam rysować, a tu całkiem nieźle mi szło. Miasto wciągnęło mnie przez chwilę mogłam odetchnąć od grabienia ziemniaków, noszenia wody i rozpalania pieca. Tańczyłam w soboty na domówkach, chodziłam do kina i na kawę z koleżankami, podziwiałam witryny sklepów, choć rzadko mogłam sobie na coś pozwolić. Z czasem zaczęłam zarabiać na swoich obrazach niewiele, ale wystarczająco, by wynająć mały pokój. Chciałam już na zawsze zostać w mieście.
W ostatnim roku studiów znów zaszłam w ciążę. Myślałam o aborcji, ale nie umiałam podjąć tej decyzji i tak na świat przyszedł mój drugi syn, Tomek. Mój narzeczony Andrzej znalazł nam kąt u swojej rodziny, ale łączenie nauki z macierzyństwem było ponad moje siły. Tymczasowo oddałam Tomka mojej mamie do opieki na wsi. Kilka lat później mama zmarła i musiałam zabrać synka do Białegostoku. Poradziłam sobie, choć nie było łatwo.
Z wiekiem mój organizm zaczął coraz bardziej odmawiać posłuszeństwa Często myślami wracałam do mojego starszego syna, już dorosłego, który ułożył sobie życie w Olsztynie. Zaczęłam coraz częściej prosić go o pomoc, pieniądze na lekarstwa i jedzenie, przypominając mu o wszystkim, co kiedyś przeszliśmy. Może przesadzałam z tymi wyrzutami sumienia, ale czułam się samotna i bezradna.
Niedawno syn zaproponował, żebym przeniosła się do niego tak będzie łatwiej się mną opiekować. Już pakowałam torby, kiedy ojciec Tomka zaproponował, by zostawiła mu syna. Zaopiekuję się, wychowam po swojemu. Będzie miał u mnie dobrze obiecywał. Najpierw nie mogłam uwierzyć; przecież przez tyle lat nie był obecny… Ale kiedy spojrzałam na Tomka i na siebie zmęczoną, schorowaną zgodziłam się. Wciąż boję się, że nie podjęłam właściwej decyzji, lecz życie chyba już nie zostawia mi wyboru.
Czuję w sobie cały wachlarz emocji: żal, poczucie winy, ulgę i niepokój. Czy to wszystko potoczyło się tak, jak powinno? Czy kiedyś pogodzisz się, Elka, z losem, który sobie po kawałku układałaś?



