Krystyna siedziała przed lustrem w swoim pokoju, powoli nakładając na usta ulubioną szminkę w odcieniu Wiśniowej konfitury. Kiedyś Piotr powiedział jej, że właśnie taki kolor najbardziej do niej pasuje.
W tym wieku już raczej się nie czeka na cuda. Ale czasem jednak się zdarzają. Spotkała go przecież nagle na przystanku tramwajowym, proszę sobie wyobrazić! On ustąpił jej miejsca na ławce, ona podziękowała, zagadali się.
To było trzy miesiące temu. Teraz wydaje się, jakby minęło już pół życia.
Burek, a ty co powiesz? zwróciła się do kota, który leżał na parapecie, mrucząc i śledząc wróble. Ładnie wyglądam?
Kocur zamiauczał przeciągle, po gospodarsku, jakby chciał powiedzieć: Najlepiej.
Burek był z nią od pięciu lat. Od chwili, w której pochowała męża. Przyniosła wtedy do domu kociaka i powiedziała mu: Będziemy razem się smucić. A wyszło inaczej zaczęli żyć po prostu razem.
Mądry kot. Rozumiejący. Kiedy było jej źle podchodził, mruczał cicho przytulony do niej. Gdy czuła się dobrze cieszył się razem z nią, gonił za własnym ogonem po salonie. Codziennie rano budził delikatnie łapą po policzku.
Rozległ się dźwięk telefonu.
Krystynko, już jadę! głos Piotra brzmiał radośnie, odświętnie. Dzisiaj wszystko ustalimy ostatecznie.
Dobrze, czekam zaśmiała się łagodnie. Czekam.
Dziś miał przynieść klucze do swojego mieszkania. Podjęli decyzję będą mieszkać razem! W jego dwupokojowym apartamencie w Sopocie, blisko morza. Przestronniej, więcej światła i powietrza.
Krystyna już wyobrażała sobie: śniadania na balkonie z widokiem na zatokę, Piotr czytający Gazetę Wyborczą.
Bureczku, przeprowadzka! powiedziała, pochylając się do kota. Spodoba ci się tam, okna duże, ptaków jeszcze więcej do podglądania.
Kot przeciągnął się, zeskoczył z parapetu i otarł o jej łydki.
Oczywiście, ty ze mną. Przecież bez ciebie się nie ruszam.
Dzwonek do drzwi.
Piotr stał na progu z ogromnym bukietem róż i uśmiechem od ucha do ucha. Elegancki, zadbany, w świetnym garniturze podkreślającym pozycję przedsiębiorcy.
Moja piękność! ucałował ją w policzek. Gotowa na nowe życie?
Gotowa! Krystyna promieniała radością. Wchodź, zaraz zrobię herbatę.
Usiedli w kuchni. Piotr wyjął pęk kluczy, położył uroczyście na stole.
Proszę bardzo. Klucze do naszego gniazda.
Burek tymczasem wszedł do kuchni. Zlustrował Piotra i podszedł, żeby go obwąchać.
Znów ten zwierz skrzywił się Piotr. Krystyna, muszę z tobą poważnie porozmawiać.
O czym? napięła się. W jego głosie pojawił się chłód.
Rozumiesz, mieszkanie jest świeżo po remoncie. A koty wszędzie futro, zapach, a do tego mam na nie alergię.
Krystyna zamarła z filiżanką herbaty w dłoni.
To znaczy?
To znaczy, że nie zamierzam żyć z kotem. Piotr powiedział to spokojnie, jakby chodziło o zbędny mebel. Zdecyduj, co z nim zrobisz.
Słowa spadły na nią jak wiadro lodowatej wody.
Burek siedział u jej nóg i patrzył bursztynowymi oczami. Najpierw na nią, potem na Piotra. Patrzył tak wyrozumiale, jak tylko potrafią zwierzęta.
Po chwili Piotr wyszedł, zostawiwszy klucze na stole. Krystyna została z niedopitą herbatą, wpatrując się w te przeklęte klucze.
Burek wskoczył jej na kolana, zaczął mruczeć. Cicho, uspokajająco.
I co ja mam zrobić, Bureczku? wyszeptała, gładząc miękkie futerko. Co ja mam zrobić?
Jak dźwięk echa wracały do niej słowa Piotra: Zdecyduj sama.
Jak? Przez pięć lat Burek był jej rodziną, otuchą całym światem. Po śmierci Wiktora to ten mały kociak odwiódł ją od rozpaczy.
Pamiętała, jak przyniosła go maleńkim, bezbronnym, jak karmiła przez pipetę, pielęgnowała, leczyła. Jak pierwszy raz zaczął przy niej mruczeć.
A potem wspólne śniadania i wieczory. Chorowała nie odstępował jej na krok. Smuciła się przynosił jej swoją myszkę, jakby mówił: Zabierz się za coś wesołego.
Burek podniósł głowę, spojrzał jej w oczy. W tym spojrzeniu było coś niezwykle ludzkiego.
Krystyna wstała, przechadzała się po kuchni. Sięgnęła po telefon, chciała zadzwonić do Grażyny, ale zrezygnowała. Cóż ona powie? Krystynko, dla faceta można oddać kota
A można?
Zerknęła za okno. Dwór powoli przykrywał pierwszy śnieg. Grudzień. Nie chciała spędzać Nowego Roku w samotności.
Dobrze powiedziała wreszcie. Pójdę do weterynarza, może ktoś zechce Burka. Znajdziemy mu dobrych ludzi.
Ale cała się buntowała na te słowa. Protestowała. Coś było nie tak.
Na drugi dzień poszła do sąsiadki, pani Haliny, która dokarmiała koty z podwórka.
Halinko, nie znasz kogoś, kto chciałby przygarnąć kota? Mądrego, grzecznego.
Burka chcesz oddać? zdziwiła się. Co się stało?
Przeprowadzam się. Tam nie można zwierząt
Pani Halina podniosła na nią wzrok.
Ty chyba żartujesz. Przecież Burek jest dla ciebie jak rodzina! Pamiętam, jak kiedyś go ratowałaś, malutkiego.
Okoliczności wzdychała Krystyna.
Jakie okoliczności są ważniejsze niż wierny przyjaciel? pokręciła głową starsza pani. Nie znam nikogo i znać nie chcę. To byłoby zdradzenie go, Krystyno.
Słowo zdrada przeszyło ją do żywego. Szybko się pożegnała i uciekła do domu.
Burek, jak zwykle, czekał przy drzwiach. Ocierał się o jej nogi, mruczał. Wiedział zwierzęta przecież wiedzą, gdy coś jest nie tak.
Przepraszam cię szepnęła, biorąc go w ramiona. Naprawdę przepraszam.
Wieczorem zadzwonił Piotr:
I co, rozwiązałaś sprawę kota?
Jeszcze nie. Szukam domu.
Krystyna jego ton stwardniał. Bądź poważniejsza. Chcesz być ze mną czy nie? Jestem poważnym mężczyzną. Potrzebuję dojrzałej kobiety, a nie kogoś, kto przez kota zrezygnuje z prawdziwego szczęścia.
Potrzebuję jeszcze czasu.
Tego czasu nie mamy za wiele. Chcę, żebyś na Nowy Rok była już ze mną.
Po rozmowie długo siedziała w ciszy. Burek leżał obok.
Może ma rację mówiła do kota. Jesteś tylko zwierzęciem. A Piotr człowiek. Może nie będzie już drugiej takiej okazji?
Ale nawet w jej własnych uszach te słowa brzmiały fałszywie.
Trzeciego dnia zadzwoniła Grażyna:
Krystynko, coś z tobą nie tak ostatnio. Co się dzieje?
I Krystyna opowiedziała wszystko, łącznie z ultimatum i poszukiwaniem nowych właścicieli.
Czekaj przerwała jej Grażyna. On ci powiedział wprost: Wybieraj, ja albo kot?
No, tak
Wiesz, co będzie następnym razem?
Co?
Nie noś tych spodni, albo Z tą koleżanką się nie spotykaj. Jeśli tak zaczyna
Ale ja nie chcę zostać zupełnie sama! wykrzyknęła Krystyna. Naprawdę sama!
Sama? Przecież masz Burka. On się nie liczy?
Krystyna zamilkła.
Po tej rozmowie usiadła na kanapie. Burek od razu przygramolił się obok.
No dobra, powiedz mruknęła. Co się stanie, jeśli cię oddam? Będziesz tęsknił?
Kot tylko zamruczał swoje, po swojemu.
A ja? pogłaskała go. Czy będę szczęśliwa, wiedząc, że cię zdradziłam?
Popatrzył na nią długo. W tym spojrzeniu tyle było miłości i zaufania.
Boże wyszeptała Krystyna. Co ja wyprawiam?
Wtem znowu zadzwonił telefon. Piotr.
Krystyna, jutro sobota. Przyjadę po ciebie. Mam nadzieję, że sprawa kota załatwiona?
Spojrzała na Burka, który leżał zawinięty w kłębek i mruczał spokojnie.
Piotr, potrzebuję jeszcze czasu.
O czym tu myśleć!? zdenerwował się. Przez kota chcesz zmarnować życie? Zastanów się!
Może mógłbyś spróbować się przyzwyczaić? Burek jest czysty, nie sprawia kłopotów
Już mówiłem mam alergię! I w ogóle, widzę, że nie jesteś gotowa na poważne związki. Zastanów się do jutra. Ostatni raz.
Sygnał rozłączył się.
Krystyna odłożyła słuchawkę. Mieszkanie zalała cisza. Tylko miękkie mruczenie kota.
No proszę, ostatni raz szepnęła gorzko.
Nagle dopadł ją strach. Nie przed samotnością, lecz przed tym, jak była bliska zdradzenia jedynego wiernego przyjaciela dla mężczyzny, który stawia warunki.
Sobota przyszła szara, zimna. Krystyna obudziła się wcześnie, spała źle. Śnił jej się długi korytarz, a na końcu stał Piotr i Burek. Musiała do kogoś podejść, musiała wybierać. Obudziła się z ciężkim sercem.
Burek, jak co dzień, leżał u jej nóg. Gdy zobaczył, że wstała, przeciągnął się i wskoczył na poduszkę.
Dzień dobry, mój kochany szepnęła, wtulając twarz w jego futerko.
Podniosła się, poszła zrobić herbatę, wsypała kotu karmę i zmieniła wodę. Wszystko jak zawsze, tylko ręce się trzęsły.
Co ja mam zrobić, powiedz mówiła do Burka, który jadł ze spokojem.
Kot spojrzał na nią z takim zrozumieniem, że aż poczuła dreszcz.
Może ma rację Może nie jestem gotowa na prawdziwy związek? Może żyję wspomnieniami?
Ale słowa znów brzmiały obco, nie jej własne.
O jedenastej zadzwoniła Grażyna:
No jak, zdecydowałaś?
Nie wiem, Grażynko. Serce co innego, rozum co innego.
A co mówi serce?
Krystyna milczała. Spojrzała na Burka, który mył się na parapecie.
Serce mówi, że nie mogę go zdradzić.
No więc masz odpowiedź! Grażyna aż zaklaskała. Bo jaki z niego mężczyzna, jeśli stawia cię przed takim wyborem?
Po rozmowie Krystyna usiadła w fotelu. Wzięła Burka na kolana.
Wiesz powiedziała Grażyna ma rację. Nie jestem sama. Mam ciebie. I jest mi dobrze. Naprawdę dobrze.
Kot zamruczał i ułożył się wygodnie.
A może to po prostu nie mój człowiek? Może ten, który naprawdę będzie moim, pokocha i mnie, i ciebie
O drugiej rozległ się dzwonek do drzwi. Krystyna aż podskoczyła.
Piotr stał na progu z podręczną torbą. Twarz ostra, wyraz zniecierpliwiony.
No co, gotowa? Spakowana?
Piotrze, wejdź. Musimy porozmawiać.
O czym tu gadać? wszedł do przedpokoju, rozejrzał się nerwowo. Kota już oddałaś?
Z kuchni wyszedł Burek. Popatrzył na Piotra, usiadł. Patrzył mądrze.
Prosiłem cię, Krystyna! wybuchł Piotr.
Już podjęłam decyzję powiedziała cicho.
No?
Nie potrafię go zostawić.
Piotr zamarł w niedowierzaniu.
Jak to nie potrafię?
Tak po prostu. Jest moim przyjacielem. Jesteśmy razem od pięciu lat.
A ja?! Kim jestem niby?
Krystyna spojrzała na niego i nagle zobaczyła w nim zupełnie obcego. Człowieka, który nigdy nie zrozumie jej przywiązania, dla którego wszystko musi być po jego myśli.
Jesteś dla mnie ważny. Ale Burek nigdy nie stawiał mi warunków.
Nie porównuj mnie z kotem!
Nie porównuję. Ale on mnie kocha bezwarunkowo.
Krystyna, rozumiesz, co robisz? Przez kota niszczysz naszą przyszłość!
Nie niszczę. Wybieram to, co dla mnie najważniejsze.
Burek zbliżył się do niej i potarł noskiem o jej łydkę. Pochyliła się i wzięła go w ramiona.
Krystyna, jestem poważnym człowiekiem. Mogłem ci dać dobrobyt. A ty przez kota
On nie jest jakiś tam kot. On jest Burek. Mój Burek.
I co w nim takiego wielkiego?! krzyknął.
W tym momencie Krystyna zrozumiała tak już zupełnie, bez reszty.
Wiesz, masz rację. Nie ma w nim nic niezwykłego Poza tym, że nigdy mnie nie zmuszał do wyboru.
Piotr patrzył na nią z niedowierzaniem i wzrastającą złością.
To twoja decyzja?
Stał chwilę, potem gwałtownie chwycił za klamkę.
Głupia jesteś, Krystyna. Zmarnujesz sobie szansę. Takiego drugiego jak ja nie znajdziesz.
Może tak przyznała spokojnie. Ale takiego jak on też nie.
Trzasnęły drzwi.
Krystyna została sama. Cisza zalała mieszkanie.
Przeszła do kuchni, usiadła przy stole. Burek wdrapał się jej na kolana.
To co Znowu tylko my.
Kot spojrzał jej w oczy i wtulił łebek pod jej dłoń.
W tej chwili poczuła ulgę. Jakby zrzuciła z ramion ciężar.
Wiesz co, Burku? uśmiechnęła się. Chyba zrobiliśmy dobrze.
Było lekko. Pierwszy raz od tak dawna.
Marzec nadszedł wcześnie. Za oknem mokro, pierwsze skrawki gołej ziemi, wróble wrzeszczą. Krystyna podlewała fiołki na parapecie przez zimę zamieniła okno w ogród.
Popatrz, Burek, jak pięknie! pokazała kotu nowo rozkwitnięty kwiat.
Kocur podszedł, ostrożnie obwąchał doniczkę i zamiauczał z uznaniem.
Minęły trzy miesiące od tamtego dnia. Najcięższe były myśli: A jeśli to był ostatni szansa? Może się pomyliłam?.
Ale potem coś się zmieniło. W mieszkaniu znowu zabrzmiał śmiech, znów była muzyka. Krystyna wróciła do nauczania fortepianu przyjęła dwójkę uczniów, małą Małgosię i nastoletniego Bartka.
Pani Krystyno, co to za kotek? spytała Małgosia, pierwszy raz u niej.
To Burek. Mój przyjaciel.
Mogę go pogłaskać?
Jasne!
Burek pozwolił się pogłaskać, a nawet zamruczał na znak sympatii.
Ostatnio wydarzyło się jeszcze coś ważnego. Krystyna spotkała na klatce pana Michała z piątego piętra emerytowanego nauczyciela, wdowca. Zagadali się.
Ma pani pięknego kota powiedział, widząc Burka w oknie.
Lubi pan zwierzęta?
Bardzo. Kiedyś miałem owczarka, Dinę. Umarła ze starości. Od tamtej pory pustka. Myślałem, żeby wziąć kota, ale może już za późno
Rozmawiali długo. Pan Michał okazał się człowiekiem oczytanym, szlachetnym i ciepłym.
A Burek lubi gości? zapytał któregoś dnia.
Burek to dobry sędzia charakterów. Złych ludzi nie akceptuje.
Pan Michał się zaśmiał:
Mam nadzieję, że mnie zaakceptuje.
Zaakceptował. Od razu.
Krystyna patrzyła teraz, jak Burek wygrzewa się w słońcu na parapecie i czuła wdzięczność. Życie się ułożyło. Nie po jej myśli ale dobrze.
Zaparzyła sobie herbatę, usiadła w fotelu. Burek wskoczył jej na kolana, wyciągnął się wygodnie.
Dziękuję ci szepnęła, głaszcząc miękkie futerko. Dzięki tobie zrozumiałam, że prawdziwa miłość nie wymaga zdrady.
Kot zamruczał cicho, domowo, jakby dodając odwagi.
I już nigdy nie bała się samotności. Bo wiedziała, że z tymi, którzy kochają bezwarunkowo, nigdy się nie jest samemu.



