Decyzja o Rozwodzie…

**Dziennik, 15 lipca**

Przy bufecie w stołówce pani domu, Ewa, przeciskała się przez tłum, trzymając tacę w rękach. W końcu dotarła do lady i szybko zamówiła:
– Proszę trzy zupy pomidorowe, trzy kupki i trzy kompoty.

Miejsca na tacy brakowało. Kilka razy Ewa spojrzała znacząco na stolik, gdzie czekali jej mąż i syn. Chłopiec miał ledwie dziesięć lat – jasne, że nie pomyśli, by pomóc. Ale mąż? Wpatrzony w telefon, nawet nie podniósł wzroku. Ewa musiała zrobić dwa podejścia, a ludzie w kolejce patrzyli na nią z dezaprobatą.

Mąż, nie odrywając oczu od ekranu, przysunął talerz z zupą. Skosztował i skrzywił się:
– Pomidorowa? Mówiłem, że nie lubię. Mogłaś zapytać.
– Może sam byś podszedł i wybrał? – odparła zmęczona. – Nie czytam w myślach.
– Co za bzdura! Stanie w kolejce we dwoje to nic wielkiego. Po prostu trzeba spytać.

Ewa pochyliła się nad swoją zupą, postanawiając nie odpowiadać. Zmęczyły ją ciągłe utarczki. Tomek zawsze taki był – wiecznie niezadowolony. A ich syn, Kuba, już go naśladuje.
– Fuj, mamo, kupka? Ty wiesz, że tego nie lubię!
– Nasza mama myśli tylko o sobie – mruknął Tomek, wciąż wpatrzony w telefon, choć zajadał zupę, którą przed chwilą skrytykował.

– Jedz, co dają – syknęła Ewa, rozglądając się, czy nikt nie słyszał.

W stołówce „trzeba było się przepychać”. Goście spieszyli się na plażę. Ewa też miała takie plany, ale nie była pewna, czy Tomek zechce iść. Wczoraj narzekał, że do morza daleko. Jak zwykle, to ona była winna – przecież to ona wybrała ten pensjonat, choć proponowała mężowi wspólną decyzję. On tylko machnął ręką:
– Sami nie potraficie wybrać? Dajcie mi odpocząć po pracy!

No i wybrała. I, jak zwykle, wszystko było źle. Pensjonat na zadupiu, do morza daleko, atrakcji brak.

Po śniadaniu Ewa zauważyła parę z sąsiedniego pokoju. Elegancka kobieta około pięćdziesiątki i jej uśmiechnięty mąż. Ona usiadła jak królowa, on natychmiast ruszył do kolejki, ale przedtem spytał:
– Kochanie, jaki deser dziś wziąć?

Ewa poczuła ukłucie zazdrości. Gdzie ci mężczyźni rosną? Kiedyś Tomek też taki był – dbał, zabiegał, po ślubie czekał po pracy, razem gotowali. Ale po urodzeniu Kuby wszystko się zmieniło.

Wyjście na urlop macierzyński utrwaliło w nim przekonanie, że to ona ma dbać o dom. Gdy wróciła do pracy, nic się nie zmieniło – gotowanie, sprzątanie, dziecko. „Przecież to rola kobiety”. Tomek traktował to jak oczywistość, a do tego zaczął ciągle marudzić. „Koszula źle wyprasowana, makaron suchy”. Ewa brała to do serca, poprawiała się. W końcu – dobry mąż, nie pije, zarabia, po pracy prosto do domu. No, może trochę zrzędliwy, ale taki już jest.

Na plaży Tomek natychmiast zrzucił ubranie i pobiegł do wody, zabierając Kubę. Ewie kazał zapłacić za leżaki. Gotowała się ze złości. Dlaczego to ona ma się męczyć?

Przez cały wyjazd Ewa biegała jak służąca. Nawet na wycieczki umawiała sama, a Tomek tylko narzekał: „Nudne, daleko, duszno”.

W przeddzień wyjazdu pakowała walizki sama, podczas gdy mężczyźni spali.
– Autobus o piątej – oznajmił Tomek. – Spakujesz wszystko. Tylko nie zapomnij niczego, jak ostatnim razem.

W zeszłym roku zapomniała jego maszynki do golenia i do dziś jej to wypomina.

Nie mogła zasnąć. Wyszła na balkon, gdzie spotkała sąsiadkę – tę samą, której mąż był taki troskliwy. Zapaliła papierosa (Ewa nawet nie śmiała pomyśleć, by to zrobić – Tomek by ją zjechał).

– Nie śpicie? – zagadnęła sąsiadka.
– O piątej wyjazd. Pakowałam.
– Sama? A mąż?

W głosie Ewy zabrzmiała gorycz. Sąsiadka to wyczuła.
– Słuchajcie, młodzi jesteście, piękni… Ale wasz mąż was nie docenia.

Ewa wyznała, że kiedyś Tomek był inny. Sąsiadka westchnęła:
– U nas też tak było. Rozwiedliśmy się na dwa lata. Dopiero wtedy on zrozumiał. Musicie się postawić. Jeśli nie boicie się rozwodu, powiedzcie mu to. Niech wie, że macie wybór.

Następnego dnia Ewa wzięła tylko swoją torbę i Kubę. Tomek musiał nieść walizki sam.

Po powrocie do Warszawy Ewa przestała gotować, prasować, sprzątać.

– Gdzie obiad? – wściekł się Tomek, gdy znalazł pustą lodówkę.
– Nie mam nastroju. Zjemy na mieście – odparła, wychodząc z Kubą.

Tomek próbował awantur, ale gdy Ewa spokojnie rzuciła: „Możemy się rozwieść”, on zaniemówił.

Rok później znów pojechali nad morze. Tym razem Ewa weszła do stołówki pierwsza i usiadła. Tomek zapytał, co ma przynieść, i poszedł do kolejki z Kubą.

**Lekcja:** Czasem trzeba postawić wszystko na jedną kartę, by przestać być niewidzialną. Strach przed samotnością nie jest powodem, by tkwić w związku, który nas niszczy.

Rate article
Fajna Tajna
Decyzja o Rozwodzie…