**Postanowienie o rozwodzie…**
Z tacą w rękach Katarzyna przetrwała długą kolejkę w stołówce i szybko zaczęła mówić do młodego chłopaka za ladą:
– Poproszę trzy zupy, trzy bigosy i trzy kompoty.
Miejsca na tacy brakowało. Kilka razy Katarzyna wymownie spojrzała na stolik, przy którym czekali jej mąż i syn. Syn miał ledwie dziesięć lat – oczywiste, że nie rozumiał, że powinien pomóc mamie. Ale mąż siedział, wpatrzony w telefon, nawet nie podnosząc wzroku. Katarzyna musiała zrobić dwa kursy. Przeniosła zamówienie pod nieprzychylnymi spojrzeniami osób w kolejce. Mąż, nie odrywając wzroku od ekranu, przysunął do siebie talerz z zupą. Przełknął łyżkę i skrzywił się:
– Grochową wzięłaś? Nie lubię grochowej. Mogłaś zapytać.
– Mógłbyś podejść i wybrać sam – odpowiedziała zmęczona Katarzyna. – Nie umiem czytać w myślach.
– Co znowu! Tylko we dwoje nie staliśmy w kolejce! Trzeba było zapytać.
Katarzyna pochyliła się nad zupą i postanowiła nie odpowiadać na ostatnią uwagę męża. Zmęczyło ją ciągłe kłócenie się. Tomek zawsze taki był. Wiecznie wszystkim niezadowolony.
Dziesięcioletni syn kopiował zachowanie ojca.
– Fuj, mamo, bigos przyniosłaś? Nie lubię bigosu, wiesz przecież.
– Nasza mama myśli tylko o sobie – nie odrywając wzroku od telefonu i nie patrząc na rodzinę, mruknął Tomek, jednocześnie pochłaniając zupę, którą przed chwilą skrytykował.
– Jedz, co dają – syknęła Katarzyna na synka i rozejrzała się, czy nie powiedziała tego zbyt głośno. Czy ktoś z gości nie usłyszał?
W stołówce panował tłok. Wczasowicze spieszyli się na śniadanie, by potem ruszyć nad morze. Katarzyna też miała takie plany, ale nie była pewna, czy pójdą tam razem, czy tylko z synem Wojtkiem. Tomek mógł zostać w pokoju. Wczoraj narzekał, że daleko do morza. Jak zwykle, to Katarzyna była winna. To ona wybrała ten pensjonat. Choć setki razy proponowała mężowi wspólne zdecydowanie. Tomek machał ręką i złościł się:
– Co, sama nic nie umiesz wybrać? Daj mi odpocząć po pracy. Zrób to sama. Co w tym trudnego?
No i zrobiła. I, jak zwykle, wszystko było źle. Pensjonat daleko od miasta. Zabytków nie zobaczą. Do morza dziesięć minut piechotą.
Tomkowi się nie podobało.
Po śniadaniu Katarzyna zaczęła zbierać puste talerze na tacę i zauważyła, jak do stołówki wchodzi para z sąsiedniego pokoju – elegancka kobieta około pięćdziesiątki i jej uśmiechnięty, zadbany mąż. Kobieta weszła jak królowa i od razu zajęła wolny stolik, a mąż ruszył do kolejki. Ale przedtem zapytał żonę:
– Kochanie, jaki deser mam ci dziś wziąć?
Katarzyna usłyszała to, niosąc tacę z naczyniami. Szła sama, bo mąż z synem wyszli zaraz po jedzeniu. Po raz kolejny zazdrościła sąsiadce. Taki mąż to skarb! Skąd się biorą tacy mężczyźni?
Kiedyś Katarzynie wydawało się, że jej Tomek też taki był. Pięknie się opiekował, był troskliwy i uważny. Po ślubie spotykał ją po pracy, razem gotowali kolację i planowali wieczór. Wspólnie.
Kiedy to się zmieniło? Pewnie po urodzeniu Wojtka.
Katarzyna poszła na urlop macierzyński i nagle stało się oczywiste, że skoro jest w domu, to do powrotu męża musi być i obiad gotowy, i mieszkanie posprzątane. Wojtuś był spokojnym dzieckiem, więc Katarzyna dawała radę. Starała się być idealną żoną.
Później wróciła do pracy. Mimo to ciągnęła wszystko – gotowanie, sprzątanie, syna. Ona jest kobietą, to jej rola. Ale niechby Tomek choć trochę to doceniał.
Mąż traktował jej wysiłki jak coś oczywistego, a jeszcze zaczął się czepiać. Raz koszula źle wyprasowana, raz makaron nieświeży. Katarzyna brała każdą krytykę do serca. I spieszyła się naprawiać błędy. W sumie mąż nie był zły. Zarabiał dobrze, nie imprezował. Po pracy od razu do domu. A jeśli ciągle marudził, to taki już miał charakter. Co na to poradzić?
Katarzyna wyszła ze stołówki i ruszyła za Tomkiem i Wojtkiem. Byli już daleko, nie myśląc, by na nią zaczekać. Dogoniła ich i lekko zdyszana zapytała:
– No to do pokoju? Przebieramy się i na plażę.
– Znowu tyle iść w taki upał – przewrócił oczami Tomek. – Dałem ci wybrać pensjonat. No dobrze, chodźmy, skoro nie ma wyjścia.
Kiedy wrócili do pokoju i dotarli na plażę, żar lał się z nieba. Tomek, który gderał całą drogę, szybko zrzucił spodenki i koszulkę na kamienisty brzeg i pobiegł do wody. ZabKatarzyna uśmiechnęła się, patrząc, jak Tomek i Wojtuś razem budują zamek z piasku, a w jej sercu w końcu zagościło spokojne uczucie, że wszystko jest tak, jak powinno być.



