3 października 2023, wtorek
Dziś długo się wahałam, czy to zapisać. Ale czuję, że muszę wyrzucić to z siebie.
Przyjechałam do Warszawy z domu rodzinnego trzy dni wcześniej, żeby zrobić niespodziankę mężowi i przywieźć mu trochę smakołyków od mamy. Ale to, co mnie spotkało, zamiast radości i ciepłego przywitania, zostanie ze mną na długo.
Walizka była tak ciężka, że aż zapiszczałam, ciągnąc ją z przystanku. Plecy znów bolały ostatnie tygodnie były dość trudne. Zostawiłam torby z konfiturami, domową kiełbasą i workiem jabłek na połatanym chodniku przy mojej klatce.
Westchnęłam głęboko. Synek w brzuchu od razu się poruszył szósty miesiąc śmiało daje mi się we znaki. A jeszcze w głowie miałam tylko to, że za chwilę zobaczę Patryka, choć bilety miałam na sobotę, nie wtorek. Tak bardzo się stęskniłam, że ostatnie kilometry liczyłam słupy za oknem autobusu.
Ciekawe, co teraz robi mój Patryk? Pewnie się nie spodziewa, że jestem już tak blisko zaledwie dziesięć minut na piechotę od domu. Każdy krok wydawał się wiecznością, a walizki z domowymi smakami zdawały się ciążyć jeszcze bardziej.
Gdy przeszłam kawałek, wiedziałam, że dalej nie dam rady. Kolana ugięły się pod ciężarem, a na plecach poczułam chłodną falę.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Patryka.
Patryczku, cześć, szepnęłam, gdy w końcu odebrał.
Ola? Co się stało? zapytał od razu niespokojnym tonem.
Nic się nie stało. Wróciłam! Stoję na przystanku pod naszym blokiem. Wyjdź, proszę, po mnie. Mama tyle wszystkiego zapakowała, nie doniosę…
W słuchawce zrobiło się podejrzanie cicho. Już myślałam, że przerwało połączenie.
Jesteś pod blokiem? Teraz? A dlaczego mnie nie uprzedziłaś? Przecież mieliśmy się widzieć w sobotę!
Bo chciałam zrobić ci niespodziankę, zmarszczyłam brwi. Nie cieszysz się? Jestem wykończona, proszę, wyjdź…
Poczekaj! Nie idź do góry. To znaczy rusz się, ale… Patryk się zaciął. Wiesz, w domu nie ma nic do jedzenia. Wszystko zjadłem wczoraj. Jest taki całodobowy sklep pod rogiem skocz po kawałek dobrej wołowiny. Mam urlop, ugotuję porządny obiad na powitanie. Chcę, żeby było idealnie.
Jaka wołowina? byłam szczerze zdezorientowana. Przecież ledwo stoję, jestem w szóstym miesiącu ciąży. Dźwigam walizki z twoimi ulubionymi kiszonymi ogórkami! Serio, mam jeszcze iść po mięso? Zostań mi lepiej po prostu spotkać…
Ola, źle zrozumiałaś, przerwał zniecierpliwiony. Chcę, żeby było inaczej niż zwykle. Sklep jest zaraz obok. Kup mięso, weź świeżych ziemniaków (nasze już zwiędły). Poproś kogoś o pomoc, albo przenieś rzeczy na raty To dla nas. Ja tu wszystko przygotuję.
Patrzyłam na spuchnięte od rąk. W głowie buzowały różne myśli.
Patryk, serio? Mam być jeszcze w sklepie, zamiast żebyś ty na mnie czekał z herbatą? Ja chcę tylko wrócić do domu i odpocząć, nie myśleć o kolejnych zakupach.
Kochanie, o nic nie proszę, tylko o to. Kupiłabyś osiemset gramów wołowiny i worek ziemniaków, nie za duży, w siatce. Ja tu wszystko nastawiłem… uciął po chwili i odłożył.
Patrzyłam na przyciemniony ekran, w gardle miałam gulę. Chciało mi się płakać. Zamiast powitania i miękkiej pościeli marsz do sklepu na mięso.
A może rzeczywiście szykuje dla mnie coś specjalnego? Przełknęłam ślinę, podniosłam walizki i powłócząc nogami, poszłam do sklepu.
W sklepie popychałam wózek między półkami, łapiąc spojrzenia zaspanej kasjerki. Wołowina ciężka jak ołów, siatka ziemniaków prawdziwe wyzwanie. Gdy wyszłam, palców nie czułam, a ramiona drżały ze zmęczenia.
Patryk zadzwonił ponownie.
Kupiłaś? zapytał radośnie.
Kupiłam, syknęłam. Czekam już pod klatką. Otwieraj.
Czekaj! Nie wchodź jeszcze! niemal wykrzyknął. Usiądź na ławce. Potrzebuję tylko dziesięć minut.
Ty chyba żartujesz brakowało mi już cierpliwości. Patryk, nie mogę już stać!
Proszę, pięć minut, kochanie! Kończę szykować niespodziankę! Odłóż słuchawkę, bo nie zdążę! i połączenie znów się urwało.
Osunęłam się ciężko na ławkę, walizki przeturlały się obok. Miałam ochotę rzucić ten kawałek mięsa prosto w nasze okno na trzecim piętrze.
Minęło dziesięć minut, potem następne dziesięć. Wściekłość i rozgoryczenie skłębiały mi się w środku. Wyobrażałam sobie, co takiego czeka mnie za drzwiami Kwiaty? Śniadanie do łóżka? Jakiś kwartet smyczkowy? NIC nie zasługiwało na to, by w takim stanie wystawiać mnie na test wytrzymałości po kilku godzinach w autobusie.
Po trzydziestu pięciu minutach skrzypnęły drzwi wyjściowe. Wyszedł Patryk, rozczochrany, w koszulce na lewej stronie, spocony i nerwowy.
Siedzisz! wymusił uśmiech, łapiąc torby. Taki ładny dzień, a ty niezadowolona Chodźże, chodź!
Dlaczego tak z ciebie cieknie i czym pachnie cała klatka? zmrużyłam oczy, wstając z trudem.
Zobaczysz! podskakiwał, nie mogąc się doczekać momentu.
Podnieśliśmy się razem na trzecie piętro. Patryk rozwarł drzwi z triumfem, czekając na mój zachwyt.
Z miejsca uderzył mnie zapach domestosa i taniego odświeżacza o aromacie bałtyckiej bryzy”. Przeszłam z przedpokoju, oglądając wszystko uważnie salon, kuchnia, łazienka wszystko lśniło pustką i czystością. Nie było nawet śladu po kopczykach ubrań, wszystkie drobiazgi i moje figurki ściśnięte w kącie. Nawet dywan, ledwo jeszcze wilgotny, lśnił od odkurzacza.
I co? promieniał Patryk jak nowa moneta pięciozłotowa.
I to wszystko? wyszeptałam.
Jak to wszystko? Przecież zapowiadałaś, że nigdy nie sprzątam. Trzy godziny latałem jak wariat! Podłogi umyte, nawet za kanapą! Sedes aż błyszczy. Dzięki mnie odpoczniesz, wszystko zrobiłem, póki robiłaś zakupy!
Gniecie mnie w gardle.
Ty naprawdę zmusiłeś mnie do tego marszu po mięso, tylko po to, by umyć podłogi? Nie przyszedłeś po mnie na przystanek, bo… myłeś podłogi?
No przecież się starałem! Patryk spoglądał na mnie z wyrzutem. Dla dobra domu, dla ciebie, dla naszego dziecka Zamiast narzekać, mogłabyś docenić!
Tego już było za wiele.
Masz pojęcie, jak się czuję? nie wytrzymałam i krzyknęłam. Nie potrzebuję błyszczących kafli, tylko twojego wsparcia! Czuję się samotna, do domu wracam i nawet nie masz siły po mnie zejść!
Patryk zbladł, odrzucił ścierkę w złość i niemal wybiegł z kuchni.
Zawsze ci źle! Inna żona by się cieszyła, że mąż stara się, a tobie wciąż za mało. Czekałem na ciebie całą noc, myślałem, jak będzie ci przyjemnie A ty? Tylko wymagasz!
Zasłoniłam twarz dłońmi, szloch mnie rozrywał. Nie rozumiał nic. Przehandlował moje zdrowie za świeży zapach chloru.
Gdybyś trzymała się planu, wszystko byłoby gotowe. To ty popsułaś niespodziankę! To przez ciebie mam poczucie winy. Niewdzięczna jesteś!
Niemal wbiegł do sypialni, zatrzaskując drzwi.
Syn poruszył się niecierpliwie w brzuchu.
Usiadłam, patrząc na worek z mięsem, który do tej pory nie trafił do lodówki. Było mi słabo, żołądek przewracał się w środku.
Po kilkunastu minutach uchylają się drzwi.
To robić to mięso, czy będziesz głodować z przekory? rzucił ponuro.
Nic nie rób, chcę po prostu odpocząć wyszeptałam. Zostaw mnie.
Bardzo proszę! zatrzasnął drzwi z irytacją.
Pokuśtykałam do łazienki. W lustrze zobaczyłam kobietę bladą, z podkrążonymi oczami.
Przypomniałam sobie, jak marzyłam w autobusie, że wrócę, Patryk mnie obejmie i powie: Jak dobrze, że jesteś w domu” Aha. Przyjął mnie kłótnią i mopem.
Wyszłam z łazienki i wybuchła druga kłótnia. Tym razem o pierdoły.
Nie wytrzymałam. Wzięłam klucze, kurtkę i wyszłam w tym, w czym stałam, od razu pojechałam do rodziców.
Mama, tata, nawet teściowie i szwagierka przekonywali mnie, że to chwilowe, że mam wrócić. Patryk dzwonił, obiecywał poprawę. Ale już wiedziałam, że po takich słowach i takim traktowaniu nie chcę żyć z człowiekiem, dla którego czysty panel jest ważniejszy niż zdrowie naszej rodziny.
Rozwód jest dla mnie oczywisty. Nie chcę mieć męża, który pyta o plamy na fugach, zamiast zapytać, jak się czuję.



