„Wszystko w porządku? Marysia, otwórz!” – Dorota mocniej zastukała pięściami w drzwi łazienki.
Dorota obudziła się i nasłuchiwała. Obok chrapał mąż. Przez białą zasłonę chmur przebijało się marcowe słońce. Spojrzała na zegar na ścianie i drgnęła, przerażona, że spóźni się do pracy. Wtedy przypomniała sobie, że dziś jest wolne, Dzień Kobiet.
Dobra, umyć się, wypić kawę i zrobić śniadanie, zanim Marysia i mąż się obudzą. Ostrożnie wysunęła się spod kołdry. Ale Krzysiek poruszył się, przeciągnął.
„Która godzina?” – zapytał, nie otwierając oczu.
„Wpół do dziewiątej.”
Mąż gwałtownie usiadł na łóżku.
„Spokojnie. Wolne, święto, śpij dalej” – uśmiechnęła się Dorota.
„A ty czemu wstałaś?” – Krzysiek złapał ją w objęcia i wtulił nos w jej szyję. – „Gratulacje, moja ukochana kobieto, matko naszych dzieci.”
„No, właściwie to mamy jedno” – zaśmiała się Dorota. – „Idę zrobić śniadanie, a ty sobie poleż.”
„Jak będziesz robiła śniadanie, ja pójdę pobiegać. Pogoda świetna.” – Krzysiek zrzucił kołdrę, wstał z łóżka i bosymi stopami poszedł do łazienki.
Dorota wieczorem przetarła twaróg na racuchy. Pozostało tylko pokroić banana, wymieszać z mąką i usmażyć. Wkrótce kuchnię wypełnił słodkawy zapach smażonego twarogu.
„Ale pachnie” – w drzwiach kuchni stanęła rozczochrana Marysia w koszulce i krótkich spodenkach, mrużąc oczy od jaskrawego światła.
Promień słońca na chwilę przedarł się przez chmury i radośnie oświetlił kuchnię, odbijając się od metalowego czajnika.
Nagle Marysia przycisnęła dłoń do ust i zniknęła z progu. Dorota stała jak wryta, a potem ruszyła za córką.
„Marysiu, otwórz. Wszystko w porządku?” – Dorota nasłuchiwała, a potem zastukała do zamkniętych drzwi łazienki. Usłyszała szum lecącej wody. – „Marysiu, otwórz!” – Zaczęła mocniej walić pięściami w drzwi.
Niepokój zalał jej serce. Dorota się łudziła, że córce po prostu się odbiło. Nagle wstrzymała oddech, gdy przyszło jej do głowy straszne przypuszczenie. Wszystko w niej zlodowaciało. „Nie, to nie mogło spotkać Marysi, tylko nie jej. Maturalna klasa, prymuska, chciała iść na studia… Boże, za co?!”
Zapacniało spalenizną, więc Dorota pobiegła do kuchni. Przeklinając, wyskrobała przypalone racuchy do kosza. To nieco ją otrzeźwiło. „Bez paniki” – próbowała się uspokoić.
Wtedy zadzwonił dzwonek. Pomyślała, że to Krzysiek wraca z biegania, i pobiegła otworzyć. Gdy otworzyła drzwi, na progu stał młody mężczyzna z bukietem kolorowych tulipanów.
„Dzień dobry, pani Doroto. To dla pani.” – Podał jej kwiaty i uśmiechnął się.
„Dziękuję” – powiedziała oszołomiona, biorąc bukiet. – „Wchodź, Marysia jest w łazience.”
Chłopak wszedł, zatrzaskując drzwi, ale nie zdjął kurtki. Wiercił się przy wejściu. Po jego niespokojnym spojrzeniu Dorota zrozumiała, że to on jest sprawcą problemów Marysi.
„To ty?” – syknęła na niego. – „Ty? Wiesz, że mogę cię wsadzić za uwodzenie nieletniej?”
Chłopak przestraszył się i spuścił wzrok.
„Przyszedłem z panią porozmawiać. Kocham Marysię i nie zamierzam się wykręcać…”
W tym momencie z łazienki wyszła blada i wyczerpana Marysia. Spojrzała na matkę, potem na chłopaka.
„Ty?” – zapytała to samo, co Dorota.
„Kto mi wytłumaczy, co się dzieje? Dlaczego rano wymiotuje? To przez ciebie?” – Dorota podniosła głos, wbijając w niego wzrok.
„Mamo! Wszystko w porządku” – Marysia uniosła ostrzegawczo dłonie i poszła do swojego pokoju.
„Marysiu! Wracaj!” – krzyknęła za nią Dorota.
Wtedy zaskrzypiał zamek i do mieszkania wszedł KrzW końcu wszyscy usiedli przy stole, a Krzysiek westchnął ciężko, mówiąc: “No to teraz musimy znaleźć sposób, żebyście sobie poradzili”.



