**Dziennik Anny**
Rodzić w wieku czterdziestu siedmiu lat? Oszalałaś?! krzyczała moja przyjaciółka i koleżanka z pracy, Weronika.
A co mam zrobić, Wera? Dziecko już jest odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
Jak to co? Mówisz jak jakaś staruszka z przedwojennej wsi! Są przecież sposoby, tabletki, zabiegi
Wera, ja nie zamierzam zabijać dziecka! przerwałam ostro. Nawet nie wiem, czy donoszę. Ale jeśli Bóg pozwoli urodzi się.
Ach, daj spokój machnęła ręką Weronika. Głupia jesteś!
Wracałam do domu zdezorientowana. Żałowałam, że najpierw powiedziałam o ciąży przyjaciółce, a nie Mikołajowi. Ale jednocześnie cieszyłam się, że podjęłam decyzję. Właściwie te słowa Weroniki tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że powinnam urodzić. Teraz musiałam powiedzieć matce i dorosłemu synowi, Bartoszowi.
Nie bałam się rozmowy z Mikołajem. Marzył o dziecku od dawna, od kiedy się zeszliśmy.
Razem zamieszkaliśmy dziesięć lat temu, po moim rozwodzie z pierwszym mężem, ojcem Bartosza. Rozwód był szybki nawet nie musiałam tłumaczyć przyczyny, bo Damian stawił się w sądzie pijany. Sędzia zadał mu kilka pytań, po czym sucho orzekł: Wszystko jasne. Rozwód przyznany.
Tego samego dnia Damian zniknął z mojego życia, oznajmiając, że nie zamierza płacić alimentów. Nawet nie walczyłam. Byłam po prostu wdzięczna, że w końcu uwolniłam się od tego ciężaru. Po rozwodzie odetchnęłam i postanowiłam, że nigdy więcej nie zwiążę się z żadnym mężczyzną.
Ale wkrótce w naszym zakładzie pojawił się Mikołaj. Zaczął się mną opiekować trochę niezdarnie, ale mi się podobało. Miesiąc później byliśmy parą, a kolejny miesiąc później poznał Bartosza, który miał wtedy jedenaście lat. Od razu się zaprzyjaźnili.
Wujku Mikołaju, wpadaj do nas! prosił Bartek.
Dobrze, przyjdę.
I przyszedł. Przyniósł chłopcu prezent i słodycze. Potem zaczął zostawać na noc, aż w końcu zamieszkaliśmy razem.
Aniu, urodź mi córeczkę poprosił rok później. Miałam wtedy trzydzieści osiem lat i uważałam, że to za późno. Zawstydzona, tylko wzruszyłam ramionami ale potem poszłam do lekarza i założyłam spiralę.
Gdy zaczęliśmy rozmawiać o dziecku, była żona Mikołaja wyjechała do sanatorium, a ich córka, Zosia, została z nami, bo była chora.
Weź Zosię na kilka dni poprosiła.
Nie protestowałam. Zosia była miłą i grzeczną dziewczynką. Tylko że teraz była żona dzwoniła codziennie z sanatorium i pytała, jak się czuje. Mikołaj opowiadał szczegółowo. Wydawało mi się, że między nimi znów coś iskrzy. Bałam się go stracić, więc postanowiłam urodzić mu córkę, by już nigdy nie wrócił do eks.
Jednak po usunięciu spirali ciąża nie nadchodziła. Poszłam do lekarza, zrobiłam badania. Nic nie wykryto. Zaproponowano badanie Mikołaja, ale on już wtedy zrezygnował:
Nie pójdę do żadnej poradni! Jeśli nie ma dziecka, to widocznie tak ma być. Mamy Zosię i Bartka, będziemy czekać na wnuki.
Nie przekonałam go. A teraz niespodzianka!
Sześć tygodni. Ciąża rozwija się prawidłowo. Słyszalne bicie serca
Jak ja donoszę w wieku czterdziestu siedmiu lat? zapytałam lekarza.
Doświadczona ginekolog uśmiechnęła się:
Nie jest pani jedyna. Kobiety rodzą i wychowują. To pani decyzja.
Wahałam się, więc najpierw powiedziałam Weronice. A po tej trudnej rozmowie zdecydowałam.
Nie! Nikt mnie nie przekona! Urodzę córkę! myślałam, idąc do domu. Zadzwoniłam do Mikołaja, mówiąc, że musimy porozmawiać.
Co się stało? zapytał, gdy weszłam.
Nie ze mną. Z nami. Zostaniemy rodzicami.
Jesteś w ciąży?
Sześć tygodni. Byłam dziś na USG.
Aniu Mamy prawie po pięćdziesiątce. Jak go wychowamy?
Mikołaj! Jak? O kant dupy potłuc! Mogłeś mnie chociaż wesprzeć!
Nie jestem przeciw! Cieszę się! oprzytomniał. Po prostu się zmartwiłem. Ale masz rację. Wychowamy! Od dawna myślałem o warsztacie w przybudówce. Będę dorabiał. Teraz mam motywację.
Świetnie. Będą nam potrzebne pieniądze.
Z jego wsparciem postanowiłam powiedzieć matce. Sama urodziła mnie prawie w czterdziestce, więc myślałam, że zrozumie. Ale zareagowała źle:
Wiesz, że w twoim wieku ryzyko wad jest większe? Przerywaj, póki możesz.
Mamo, co ty mówisz? Nie chciałabyś poniańczyć się z wnuczką?
Gdzie ja tam! Sama niedługo będę potrzebować opieki. Nie licz na mnie.
Mikołaj mi pomoże.
Mikołaj? Nie jest twoim mężem. Damian też był, a uciekł.
Nie porównuj! Damian pił i kradł. Mikołaj utrzymuje mnie od dziesięciu lat!
A nie ożenił się. Zastanów się dlaczego.
dobrze, mamo, idę.
Rozmowa przygnębiła mnie. W domu poczułam zawroty głowy i ból brzucha. Mikołaj był w pracy, więc wezwałam pogotowie.
Ma pani wysokie ciśnienie. Proponuję szpital powiedziała pielęgniarka.
Następnego dnia lekarz oznajmił:
Jeśli chce pani donosić, będzie leżeć do porodu.
Będę leżeć.
Mikołaj obiecał, że wszystko załatwi i zajmie się moją matką.
Dziękuję, kochanie. Mama boi się, że ją zaniedbamy.
Tak się boi, że prawie cię zabiła.
Nie gniewaj się na nią.
Nie gniewam. Przywykłem. Twoja matka to dopiero prezent.
Nie jest twoją teściową szepnęłam.
Może będzie. Po porodzie. Teraz nie możemy iść do USC. Musisz leżeć
Czy to oświadczyny?
Jeśli chcesz.
Więc tak!
Powiedziałem już Bartkowi, że się pobierzemy. I o dziecku. Cieszył się, że będzie miał braciszka.
A to szelma! Dziwiłam się, dlaczego nie py



