Czy to twoje dodatkowe kilogramy, Olu?

“Ola, a te twoje zbędne kilogramy?” matka Kamila nie dawała za wygraną. “Według mnie nie mam żadnych zbędnych, zwłaszcza że mój przyszły mąż je akceptuje. Nie wszyscy muszą być chudzi jak patyki” Ola ironicznie spojrzała na Elżbietę i matkę Kamila. Takie zuchwalstwo doprowadziło Elżbietę do białej gorączki.

“Mamo! Kupiłaś herbatkę odchudzającą? Nasiona chia? Po co dałaś mi tyle masła do owsianki, to przecież puste kalorie! Kamil, znowu kupiłeś chleb drożdżowy? To niezdrowe! Rano trzeba wypić trzy szklanki wody, inaczej waga stoi w miejscu… Gdzie moja woda?!” mniej więcej takie monologi Kamil słyszał od dzieciństwa.

Jego matka i starsza siostra wiecznie zamartwiały się swoją wagą. Siostra, trzydziestoośmioletnia Elżbieta, nigdy nie wyszła za mąż i przypominała wychudzonego, zgarbionego konia z wiecznie głodnym spojrzeniem. Matka natomiast była jak prosta drutowa drut do robótek.

Zmęczyło go to tak bardzo, że zawsze ciągnęło go do ludzi radosnych, z apetytem na życie. I zawsze marzył, by jego przyszła żona różniła się od matki i siostry. I znalazł taką!

Miała na imię Ola. Już samo imię było miękkie, przyjemne i słodkie jak świeżo upieczona drożdżówka. Nie, Ola nie była gruba. Przy wzroście 173 cm ważyła 85 kg, ale każdy z tych kilogramów promieniował zdrowiem i dobrym humorem. Pełne piersi, wąska talia, kobiece kształty i dołeczki w pulchnych policzkach, które aż prosiły się o uszczypnięcie. Kamil oszalał z zachwytu, gdy tylko ją zobaczył.

Pewnego wieczoru zawiózł siostrę do banku załatwić sprawy. Wzięła numerek i usiadła na krześle, a on spacerował po holu, czekając.

Nagle usłyszał srebrzysty, dzwoniący śmiech. Był cichy, ale tak zaraźliwy, że Kamil mimowolnie się uśmiechnął. Tak bardzo chciał zobaczyć właścicielkę tego śmiechu, że ruszył w jego stronę.

Śmiała się dziewczyna za okienkiem, obsługująca starszego klienta. Powiedział coś zabawnego, więc znów wybuchnęła śmiechem. A Kamil nie mógł oderwać od niej wzroku…

Od falowanych włosów po usta jak kokardka. No i była przy ciele to widać było gołym okiem…

Wracał samochodem z siostrą, słuchając jej monotonnego gadania, ale myślami był tam, w banku, przy tej dziewczynie.

“Kamil, słuchasz mnie?” zirytowana spytała Elżbieta.

“Oczywiście, Elu, słucham” desperacko próbował przypomnieć sobie, o czym mówiła.

“No więc mówię mu, że nie jem smażonego mięsa, tylko gotowaną pierś z kurczaka” narzekała siostra na kolejnego adoratora. Kamil skinął współczująco głową, cmoknął językiem, jakby mówił: “No cóż, co za drań…”

Następnego dnia, pod wieczór, pognał do banku. Obiekt jego westchnień był na miejscu, więc Kamil odetchnął z ulgą. Gdy tylko bank się zamknął, wyciągnął z samochodu bukiet róż i ruszył w stronę dziewczyny.

“Panie… Nie potrzebuje pani męża? Albo zięcia dla mamy?” wydukał wyświechtane zdanie i podał jej kwiaty.

Musiał mieć tak zagubioną i śmieszną minę, że znów się roześmiała, ale róże przyjęła.

“Boże… Jakie piękne! Jak pachną!” zanurzyła twarz w kwiatach, wdychając aromat, a on podziwiał ją zachwycony…

Od tej pory byli nierozłączni. Bywają w życiu chwile, gdy spotykasz kogoś i wiesz to jest to. Tak było z Kamil

Rate article
Fajna Tajna
Czy to twoje dodatkowe kilogramy, Olu?