Ja już sama nie wiem, czy ten ślub córki w ogóle dojdzie do skutku. Atmosfera jak na sejmowej komisji wszyscy skaczą sobie do gardeł. Przyszły zięć zachowuje się, jakby miał zostać premierem, a tu do ślubu raptem dwa tygodnie! Nie wiem, jak to się skończy, żal mi tylko tej naszej Anetki wzdycha Alina.
A z jakiej to okazji te wojny domowe? pytam.
Nie uwierzysz: chodzi o mieszkanie! Postanowiliśmy z mężem zrobić młodym niespodziankę sprzedaliśmy nasz ukochany domek nad Mazurami i nawet garaż, by uzbierać jakoś te dwieście tysięcy złotych i kupić im M2 na Pradze. Wszystko zapisane na Anetę, bo przecież ślub za rogiem, więc co za różnica na kogo?
No niby racja
Tak właśnie myśleliśmy z mężem. Mieszkanie, wiadomo, zupełnie puste nie ma nawet porządnej żarówki. Oszczędności stopniały jak śnieg w marcu, więc remont odkładamy na święte nigdy. Mąż zaproponował, żebyśmy z zięciem zabrali się jak Polacy za odbudowę Warszawy, a on… pogardliwie kręci nosem!
Dlaczego nie chce?
Bo mieszkanie nie jest jego powiada. Nie zamierza inwestować w coś, co nie jest na niego. Może, co najwyżej, kupić zasłony lub dywanik do łazienki, ale gdy przyszło do poważniejszych wydatków, powiedział: robicie sami.
To może niech zamieszkają tak, jak jest? Gołe ściany, klimat industrialny teraz taka moda.
Oj, kochana, nie da się! Tam strach wejść po ciemku wszystko trzeba robić: piony wodne, całą elektrykę, podłogi jak w ruinie, stare okna, które niedługo same się wyniosą przez balkon. Nawet nie ma gdzie czajnika postawić. Minimalny wykończeniowy lifting to obowiązek skarży się Alina.
Szczerze mówiąc, sama bym tam nie zamieszkała za żadne skarby, mimo że nie jestem zbyt wybredna. A młodzi mają zaczynać w takim barłogu? To przecież wstyd przed rodziną! Zięć pracuje w poważnej warszawskiej korporacji zarabia całkiem nieźle, ale, no właśnie szkoda mu grosza na remoncik, bo on oszczędza na swoje. Chce mieć swoje cztery kąty, żeby w razie czego nie zostać z walizką pod mostem.
Czyli wychodzi na to, że chce żyć naszym kosztem. My mamy wszystko zrobić, a on łaskawie zamieszka? Więc powiedziałam mu: jak ci przeszkadza, że mieszkanie jest na córkę, to traktujmy to, jakbyś wynajmował płacisz czynsz! A on? Uśmiechnął się i mówi, że mu pasuje. No i co teraz? wzdycha Alina.
A co na to Aneta?
Zalewa się łzami i powtarza, że go bardzo kocha A my mamy zapisać mieszkanie również na niego? Przecież nawet nie są jeszcze małżeństwem! Teraz już mówi, że w sumie nie potrzebuje ani mieszkania, ani remontu. Ale mnie się to nie podoba facet, który nie chce zainwestować złotówki w rodzinę? Co to będzie dalej? Jeszcze się dobrze nie pobrali, a już każdy myśli o rozwodzie i podziale majątku!
To jak sądzicie, powinnam oczekiwać, że przyszły zięć coś włoży w to mieszkanie? Planuje tu mieszkać, dzieci mieć, schabowe na niedzielę jeść czy to ważne, czyje na papierze? Może on ma rację, że chce się zabezpieczyć? A wy, co byście zrobili na jego miejscu?



